W Leicester jeszcze mnie nie skreślili. Mam 22 lata i wierzę, że potrafię grać w piłkę
Weszło

W Leicester jeszcze mnie nie skreślili. Mam 22 lata i wierzę, że potrafię grać w piłkę

– Gdy ostatnio poleciałem na kilka dni do klubu, zostałem bardzo miło przyjęty, ale przede wszystkim mogłem poznać trenera Brendana Rodgersa. Porozmawialiśmy o tym, co przed nami – o mojej rehabilitacji i okresie przygotowawczym. Gdy trener powiedział, jak to wszystko widzi, dostałem dodatkowego kopa, że to jeszcze nic straconego. Jeśli zdrowie dopisze, jeszcze będę miał okazję, by udowodnić, że nieprzypadkowo znalazłem się w tym klubie – mówi Bartosz Kapustka, który stracił młodzieżowe mistrzostwa Europy ze względu na kontuzję, ale na zaproszenie sztabu był z drużyną we Włoszech, by wspierać ją w trakcie meczu z Belgami.

Jak wyglądały wypożyczenia do Freiburga oraz drugiej ligi belgijskiej i czy uporał się ze wszystkimi problemami? Na co stać ekipę Michniewicza i dlaczego największy potencjał ma w niej Krystian Bielik? Zapraszamy!

„Jestem tak zajarany życiem, że nie uwierzycie”. Dalej aktualne? 

Aktualne. Nie ma co ukrywać, że od momentu, w którym po raz pierwszy padło, trochę się zmieniło, ale choć przestało być kolorowo, te słowa pozostają moją dewizą. W tych trudniejszych chwilach sobie o nich przypominałem i wierzę, że nigdy o tym nie zapomnę.

Fajnie, że możemy pogadać, bo ostatnio w zasadzie wszystko, co dzieje się wokół Bartka Kapustki, jest niejednoznaczne. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy to, że byłeś z drużyną na zgrupowaniu i w trakcie meczu z Belgami, było dla ciebie nagrodą czy nie do końca. Jeśli jesteś ambitnym gościem, to patrząc z boku na taki mecz, w którym powinieneś zagrać, po prostu się wkurzasz. 

Gdy oglądałem to spotkanie, towarzyszyły mi ogromne emocje, nerwy były takie, że głowa mała i bardzo cieszyłem się z każdego gola. Jeszcze bezpośrednio po meczu radość była u mnie ogromna. Po prostu byłem z chłopaków dumny. Ale gdzieś już wtedy, gdy zeszliśmy do szatni i dalej widziałem tę euforię, dopadło mnie dziwne uczucie. Ciężkie, nie polecam. Z jednej strony ciągle się cieszysz, a z drugiej – masz świadomość, że powinieneś być teraz w totalnie innej sytuacji.

Co mogę powiedzieć? Los tak poukładał pewne sprawy i muszę z tym żyć. Bardzo dziękuję za to zaproszenie, bo możliwość oglądania i wspierania chłopaków była czymś naprawdę miłym, ale kolejne mecze zobaczę już z Polski. To oczywiście było zaplanowane, ale mówiąc szczerze, chyba nie dałbym rady przeżywać tego samego w trakcie kolejnych spotkań.

Byłeś bardzo ważną postacią w eliminacjach do tego Euro i wydaje mi się, że to było dla ciebie cholernie istotne. Wszyscy ci, którzy patrzyli na ciebie tylko przez pryzmat straconego czasu, wszyscy, ci którzy cię już skreślili, dostali przypomnienie, że ty na poziomie rówieśników dalej się wyróżniasz. 

To prawda. I nie ukrywam, że w tym sezonie mecze kadry młodzieżowej były dla mnie najważniejsze. To one dawały najwięcej radości i satysfakcji. Nawet to spotkanie towarzyskie z Anglią. Do meczów w Belgii też oczywiście podchodziłem profesjonalnie i z chęcią pokazania się, ale uczucia, które mi towarzyszyły, były trochę inne.

Później jednak przyszła kontuzja. Czesław Michniewicz w Przeglądzie Sportowym mówił, że gdy go o tym poinformowałeś, łzy pojawiły się nawet w oczach jego rodziny. 

To bardzo miłe. Tym bardziej, że wsparcie u trenera czułem cały czas. Na początku były trudne momenty, bo na kadrę przyjeżdżałem jako piłkarz Freiburga, gdy nie grałem w klubie, ale widziałem, że trener wie, na co mnie stać i mocno na mnie liczy. Potem, gdy dochodziło do takich meczów jak ten z Portugalią, cieszyłem się podwójnie, że mogłem spłacić ten kredyt zaufania.

Jak ty mentalnie radziłeś sobie z tymi wszystkimi dołkami? 

Skłamałbym, gdybym powiedział, że było łatwo i nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. W życiu, szczególnie sportowca, przychodzą takie trudne momenty i teraz możemy sobie tu mówić różne rzeczy, ale tak naprawdę dopiero przyszłość pokazuje, czy dałeś sobie z nimi radę, czy nie. Ja wierzę, że dałem. Już teraz. Na razie to wszystko jest w mojej głowie, ale w najbliższym czasie chcę to udowodnić na boisku. Ta kontuzja nie jest dla mnie tragedią. Ból z powodu opuszczonych mistrzostw Europy jest olbrzymi, ale to nie jest coś, co pokrzyżuje moje plany na przyszłość. Mam 22 lata i wierzę, że potrafię grać w piłkę na dużo wyższym poziomie niż druga liga belgijska.

Poukładałeś to sobie w głowie sam? 

Od jakiegoś współpracuję z psychologiem, ale zostawię to dla siebie, bo to bardzo indywidualna kwestia.

REGGIO EMILIA 16.06.2019 MECZ GRUPA A MISTRZOSTWA EUROPY U-21 W PILCE NOZNEJ 2019: POLSKA - BELGIA --- 2019 UEFA EUROPEAN UNDER-21 CHAMPIONSHIP MATCH: POLAND - BELGIUM BOGDAN BASALAJ BARTOSZ KAPUSTKA ADRIAN DUDA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

W Leicester jesteś już skreślony? 

Myślę, że absolutnie nie.

Na jakiej podstawie? 

Gdy ostatnio poleciałem na kilka dni do klubu, zostałem bardzo miło przyjęty, ale przede wszystkim mogłem poznać trenera Brendana Rodgersa. Porozmawialiśmy o tym, co przed nami – o mojej rehabilitacji i okresie przygotowawczym. Gdy trener powiedział, jak to wszystko widzi, dostałem dodatkowego kopa, że to jeszcze nic straconego. Jeśli zdrowie dopisze, jeszcze będę miał okazję, by udowodnić, że nieprzypadkowo znalazłem się w tym klubie. Dalej wszystko zależy ode mnie.

Ale wypożyczenie do drugiej ligi belgijskiej wydawało się złym sygnałem. Gdy zostało ogłoszone, niektórzy łapali się za głowy. 

Jestem szczerym człowiekiem, więc mogę ci powiedzieć, że gdy pierwszy raz o tym usłyszałem, sam się złapałem za głowę! Nie byłem do tego przekonany, a jednocześnie nie było tak, że mogłem narzekać na brak innych ofert. Miałem kilka opcji, ale trudno je było zrealizować. Mam ważną umowę z Leicester i to nie jest tak, że mogę sobie pójść, gdzie tylko chcę.

Brałeś pod uwagę powrót do Polski? 

Pojawiały się takie myśli.

Czasami wychodziło to na dobre. Stępiński nie przebił się w Bundeslidze, ale Ekstraklasa znów okazała się dla niego trampoliną. 

To prawda, ale wiem, że Leicester tej opcji w ogóle nie brało pod uwagę.

Zbyt radykalny krok wstecz? 

Nie potrafię powiedzieć, bo wiem tylko tyle, że wykluczyli to od razu.

Jeśli chodzi o sam poziom, druga liga belgijska nie brzmi lepiej.

Ostatecznie zdecydowałem się dlatego, że nie chciałem zostawać w Leicester, by grać w drugiej drużynie, bo dość szybko zdałem sobie sprawę z tego, że za kadencji trenera Puela bardzo ciężko mi będzie zaistnieć wyżej i zagrać w Premier League. Potem jednak nastąpił pewien zwrot akcji, bo przeprowadzka, z którą na początku trudno się było pogodzić, wyszła mi na dobre. Czuję, że ten sezon wbrew pozorom mi pomógł.

Pomogło ci też to, że Leuven współpracuje z Leicester do tego stopnia, że pracował tam nawet Nigel Pearson, który wcześniej wprowadził Lisy do Premier League? Przynajmniej miałeś pewność, że cię monitorują. 

I właśnie to było kluczowe dla nich, a z czasem również i dla mnie. Chcieli cały czas monitorować moje postępy i dzięki temu, że trafiłem do Belgii, znali każdy mój ruch. Nigel Pearson zrobił dla Leicester bardzo dużo i nieprzypadkowo się tam znalazł.

Jaki był poziom tej ligi? 

Na pewno nie taki, jaki bym sobie wymarzył. Powiem tak – to nie były rozgrywki przyjemne dla oka. Mecze często wyglądały tak, że… nie można było nikomu odmówić zaangażowania. Drużyny wychodziły nastawione na ostrą walkę, z tego powodu padało dużo remisów. Brakowało mi w tym jednak trochę płynności w grze i wyższych umiejętności indywidualnych u poszczególnych zawodników. Na pewno nie chciałbym tam trafić na dłużej.

Freiburg na pewno brzmi lepiej. To też dziwny epizod. Wskoczyłeś do składu, pokazałeś się z niezłej strony, a potem szybciutko poszedłeś w odstawkę. 

Najpierw było spotkanie z Schalke, w którym wyglądałem nieźle, potem gol w Wolfsburgiem, ale po meczu z Mainz, który wygraliśmy, wylądowałem na trybunach. To jeden z tych trudniejszych momentów. Nie wiem, czy najtrudniejszy, bo generalnie trochę ich się nazbierało, ale każdy jest już dla mnie zamkniętym rozdziałem.

Christian Streich, trener Freiburga, mówił, że w twoim przypadku chodzi o konkretną rzecz, a mianowicie grę w obronie. 

Ciężko powiedzieć, czy rzeczywiście tu tkwił cały problem, bo jak spojrzysz choćby na moją grę w meczu z Anglią i liczbę odbiorów wtedy czy w innych spotkaniach, dojdziesz do wniosku, że nie wyglądało to tak źle. Na pewno we Freiburgu zwracano mi na to uwagę i nie pozostawałem na to głuchy. Mam nadzieję, że to też zaprocentuje.

KRAKOW 23.03.2017 MECZ TOWARZYSKI U-21: POLSKA - WLOCHY --- INTERNATIONAL FRIENDLY FOOTBALL MATCH U21 IN CRACOW: POLAND - ITALY BARTOSZ KAPUSTKA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Czesław Michniewicz o tobie w Przeglądzie Sportowym: „Siedząc naprzeciwko masz wrażenie, że rozmawiasz z dobrym człowiekiem, który odda ci serce. Pod warunkiem, że jesteś wobec szczery, lojalny i chcesz mu pomóc. Wtedy odda ci trzy razy”. 

Czasem ci tego brakowało? 

Na pewno jest to dla mnie bardzo ważne w życiu prywatnym. Jeśli czuję wsparcie, lojalność i szczerość, to zawsze staram się za to odwdzięczyć, jak tylko mogę. W piłce to wsparcie trenera też jest ważne. Czasem je miałem, czasem nie. Ale nie można się nad sobą użalać. Nawet jeśli go nie masz, to musisz dalej robić swoje i udowodnić swoją wartość.

Cały czas nie wiem, gdzie ty tak naprawdę popełniłeś błąd. Bo jest pech, czyli kontuzja, są sprawy, które nie zależały od ciebie jak to wypożyczenie do Belgii, są decyzje trenerów. Ale jesteś też ty oraz twoje działania i możesz lub wręcz musisz mieć sobie coś do zarzucenia. 

Popełniłem błędy i dokładnie wiem, w których momentach do tego doszło, ale tak jak powiedziałem – to już zamknięte rozdziały. W każdym wywiadzie, w wielu rozmowach jestem pytany o przeszłość i tak częste wracanie do tego trochę mnie kosztuje. Tym bardziej, że już nie żyję ani tym, że mi nie poszło w Leicester, ani tym, że trzy lata temu poszło mi na Euro. Jestem przekonany, że najlepsze dopiero przede mną.

To porozmawiajmy o przyszłości. Tej najbliższej i dotyczącej waszej kadry. Najlepsze dopiero też przed nią? 

Wierzę w trenera i chłopaków. Z Włochami również możemy powalczyć o trzy punkty i nie czuję, że przesadzam, gdy głośno o tym mówię. Zdaję sobie sprawę z tego, że to mocny rywal ze świetnymi indywidualnościami, ale już kilka razy udowodniliśmy, że potrafimy z takimi grać. To jest też bardzo fajne, że ta drużyna ciągle jest głodna. My tak naprawdę już samym awansem zrobiliśmy coś fajnego, bo ostatnio na tych mistrzostwach graliśmy tylko wtedy, gdy je sami zorganizowaliśmy, ale to nam nie wystarcza. Chcemy pojechać na Igrzyska Olimpijskie.

Patrzyłem ostatnio na to, w jakim składzie przyjechaliście na pierwsze zgrupowanie. Z tych bardziej doświadczonych tylko ty, Kownacki i Drągowski, a jednak wypaliło. 

Bo piłkarze rośli razem z tą kadrą. Zobacz na nich teraz. Krystian Bielik jest po świetnym sezonie zakończonym awansem do Championship. Robert Gumny, Szymon Żurkowski i Sebastian Szymański już dostali powołania do pierwszej kadry. Drugi zaraz przeniesie się do Serie A, a trzeci do Rosji. Kuba Piotrowski jest w Belgii, Karol Świderski w Grecji i to w najlepszych zespołach. Myślę, że lada moment w dobrym klubie wyląduje też Patryk Dziczek. Świetną rundę w Danii miał Kamil Grabara. I w zasadzie mógłbym wymieniać dalej.

Ciekawi mnie Krystian Bielik, bo to też trochę podobny przypadek do twojego – transfer do Anglii, problemy z przebiciem się w pierwszej drużynie, kłopoty ze zdrowiem. Jednocześnie ciągle wydaje się, że to może być świetny stoper, który gra w takim stylu, że w Polsce długo takiego nie mieliśmy. Sami zresztą wołacie na niego „Kaiser”. 

Ja oceniam go w trochę szerszej perspektywie, nie tylko na podstawie samych spotkań w tej kadrze i mogę śmiało powiedzieć, że on już dwa lata temu bardzo wyróżniał się w kadrze trenera Dorny. Zasługiwał na to, żeby dostać szansę na tamtym turnieju. To kawał chłopa, a potrafi zgubić przeciwnika balansem, ma spokój z piłką przy nodze, dużo rzeczy przewiduje, bo jest bardzo inteligentnym graczem. Nie wiem, czy to opinia na wyrost, ale gdy go obserwuję, wydaje mi się, że z całej naszej kadry, ma największy potencjał. Naprawdę nie zdziwię się, jeśli niedługo jeszcze wywalczy sobie szansę w Arsenalu lub w innym wielkim klubie. Może nie powinienem go w środku turnieju przesadnie pompować, ale w jego przypadku to i tak nic nie zmieni, bo on ma świadomość, że powinien zrobić karierę. 

Tak jak Bartosz Kapustka?

Jestem przekonany. Nic nie dzieje się przez przypadek. Taka droga była mi pisana, ale muszę się przystosować i iść w górę. Nic więcej.

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. newspix.pl/FotoPyK

KOMENTARZE (10)