Janczyk i Adu mieli zachwycać świat. Poza wspomnieniami niewiele zostało
Weszło

Janczyk i Adu mieli zachwycać świat. Poza wspomnieniami niewiele zostało

Z jednej strony Tomasz Cywka, Artur Marciniak czy Krzysztof Król. Z drugiej Marcelo, Alexandre Pato czy Jo, a później też Sergio Aguero oraz Angel di Maria. To nie trzeci sezon budowania potęgi klubu z Ekstraklasy w FM-ie 2008. Takie starcia wydarzyły się naprawdę. Młodzieżowy mundial z 2007 roku w Kanadzie to historia pięknych wspomnień dla tych, którzy nie zrobili wielkich karier.

Dwóch piłkarzy. Jest Krychowiak… Jest Strugarek… Cassio ustawia mur, zobaczmy. Fantastyczny gol! 23. minuta, Grzegorz Krychowiak! No, strzał marzenie! – krzyczał Jacek Jońca w sobotni wieczór dwanaście lat temu. 50 tysięcy ludzi na trybunach, sędzią Howard Webb (tak, ten sam), naprzeciw Polaków talenty, o których już wówczas mówiło się wiele – Pato, Jo, Marcelo, David Luiz, Carlos Eduardo. I na to wszystko wszedł młodziutki Grzegorz Krychowiak, przymierzył z rzut wolnego przy słupku tak, że aż wspomniany Jońca się ożywił.

Wydawało się wówczas, że skoro w meczu otwarcia chłopcy Globisza mogą napsuć krwi wielkiej Brazylii, to kariera stoi przed nimi otworem. Że skoro biało-czerwoni ograli najlepszą drużynę w grupie, to bać się muszą ich wszystkie kadry na tym małym mundialu. Że skoro Canarinhos udało się ograć grając ponad połowę meczu w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Króla, to serce, ambicja i indywidualne zrywy Janczyka, Małeckiego czy Krychowiaka wystarczą do tego, by objawić światu siłę polskiej myśli szkoleniowej.

Oczywiście były to nadzieje złudne. Prasa próbowała po tym zwycięstwie nawiązywać do kadry z 1983 roku, ale – jak pokazał czas – Polacy nie mieli szans w starciu z ówczesnymi gigantami. Mecz z Brazylią był sumą farta i wybiegania. Gdy dziś ogląda się tamto starcie trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby wówczas Polacy biegali z kamizelkami GPS, to sztab Globisza mógłby zgłosić wyniki reprezentantów do Księgi Rekordów Guinnessa. – Król dostał drugą żółtą kartkę. Marciniak grał na prawej pomocy, przesunąłem go na miejsce Króla, czyli lewą obronę i biegaliśmy w ustawieniu 4-4-1. Brazylijczycy prowadzili grę, posiadali piłkę, my ograniczaliśmy się do efektywnego przeszkadzania i prób kontry – nie ukrywał sam selekcjoner.

Postaw na faworytów dzisiejszych meczów w ETOTO – łączny kurs na Francję, Arabię, Argentynę i Portugalię wynosi 11,4! A jeśli wtopisz, to nic takiego, bo w ETOTO dostajesz freebety na strat i 200% bonusu przy wpłacie 

Przypuszczamy, że Marciniak, Danch i Krychowiak przebiegli w tym meczu po 13 kilometrów i wykonali po kilkanaście prób odbiorów. Ostatnie minuty tego spotkania wyglądały jak zgromadzenie publiczne organizowane w polu karnym Polaków. Ale mimo tego naporu Brazylii, mimo wpuszczania kolejnych diamencików na boisko, to i tak Bartosz Białkowski nie musiał przebierać się w strój superbohatera. Golkiper naszej kadry wykazał się może ze trzy, cztery razy. Brazylia napierała, ale nie miała swojego dnia, nie dochodziła do sytuacji strzeleckich. –  Zadecydowała determinacja i wola osiągnięcia czegoś wielkiego, pokonanie Brazylijczyków nie zdarza się przecież zbyt często – mówi Mariusz Sacha.

Kadra po tamtym zwycięstwie była podpompowana mentalnie, ale wyczerpana fizycznie. Nie co dzień ogrywa się Brazylię, ale i nie co dzień gra się godzinę w osłabieniu przeciwko drużynie, której piłka nie odskakuje. Czynnik mentalny mógł być jednak decydujący w starciu ze Stanami Zjednoczonymi. Janczyk (przechrzczony przez komentatora ESPN na „Dzianczyka”) ruszył do prostopadłego podania i sprytnym strzałem pokazał władzom CSKA, że nie te nie myliły się co do jego talentu. Następną dekadą romansów z butelką pokaże jednak, że w Moskwie pomylili się jednak co do jego charakteru.

Niemniej Polska prowadziła już 1:0 z USA. I to nie byli Amerykanie totalnie anonimowi. Mieli przecież Pele ze Stanów, gościa z PA -10 w FM-ie, czyli Freddy’ego Adu. Mieli Michaela Bradleya, który już wtedy miał za sobą przetarcie w piłce seniorskiej. Do tego Danny Szetela, który rozważał grę dla Polski, ale jeszcze w tym 2007 roku zagrał w koszulce USA.

Amerykanie trafiali wszystko jak leciało. Każdy strzał kończył się golem. Szetela głową – w samo okienko, piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki. Wkrętka Adu ze skraju pola karnego – cyk, od słupka do bramki. Adu po raz kolejny – i znów same widły. Białkowski tylko patrzył. Globisz: – Są takie mecze, że przeciwnik ma pięć sytuacji i strzela pięć bramek. Tak też się zdarzyło ze Stanami, Adu co uderzył, to wszystko mu wchodziło, łącznie z próbą z niesamowitego kąta. Byli skuteczni, co nie oznacza, że przegraliśmy niezasłużenie. Być może powinniśmy zagrać jeszcze bardziej defensywnie.

Mimo tej wysokiej porażki aż 1:6 z grupy udało się wyjść po – tu puszczamy oko do reprezentantów U-20 z trwającego mundialu – remisie z Koreą, który wystarczył biało-czerwonym do awansu. Ale w 1/8 finału nie powtórzył się brazylijski cud. Zresztą drabinka ułożyła się dla naszych reprezentantów najgorzej, jak tylko mogła, bo najpierw dostaliśmy silną Brazylię, a już po wyjściu z grupy trzeba było mierzyć się z bodaj najbardziej ekscytującą kadrą tamtego turnieju. Czyli z Argentyną. Gdy przegląda się skład tamtego zespołu, to właściwie trudno znaleźć gościa, który nie umocował się na dłużej w Europie. Romero, Insua, Fazio, Di Maria, Piatti, Aguero, Gomez, Banega, Yacob… Skończyło się gładkim 1:3. Na liście strzelców – aktualny mistrz Francji Angel di Maria, obecny mistrz Anglii Sergio Aguero i Dawid Janczyk, na ten moment bez klubu.

Argentyna straszy nazwą, ale czy w meczu z Koreą Południową faktycznie są taż takim faworytem? Kurs na ekipę z Azji – 3,95 w ETOTO

Janczyk był bodaj najbardziej porywającym talentem tamtej kadry i też jego sportowy (ale i niestety ten życiowy) upadek jest najbardziej jaskrawy. Karierę przez duże „K” zrobili nieliczni – rezerwowy bramkarz Szczęsny oraz młodszy od reszty na tamtym turnieju Krychowiak. Na zachodzie pograli też wspomniany Białkowski oraz kolejny ławkowicz Tytoń. O Szczęsnym czy Krychowiaku można powiedzieć, że spełnili pokładane w nich nadzieje, a Białkowski i Tytoń też będą mogli o czymś wnukom opowiedzieć.

Wydaje się, że wówczas większą karierę wróżono Arturowi Marciniakowi. Kreatywny pomocnik, mogący grać na kilku pozycjach, inteligentny, bystry na boisku i poza nim. Po turnieju w Lechu nie zaufali mu na tyle, by odnalazł się jako ważna postać tego składaka. Miał zapytania z zagranicy, ale został w Polsce i porywającej kariery nie zrobił. Z Wartą Poznań udało mu się awansować do III do I ligi, granie w piłkę łączy z biznesem, został magistrem po Wyżej Szkole Bankowej.

Pewnie na więcej liczono też w kontekście Patryka Małeckiego, który – podobnie jak Janczyk – dwanaście lat temu imponował motoryką, wybieganiem i lekkością w pojedynkach. Ale czy możemy mówić o zawodniku niespełnionym, skoro ze swoimi ograniczeniami piłkarskimi został trzykrotnym mistrzem Polski?

Z tamtej grupy uformowała się też grupa „solidnych ligowców”. Jarosław Fojut – ponad sto meczów w Ekstraklasie, zagraniczne epizody w Norwegii czy Szkocji. Adam Danch – blisko 300 meczów dla Górnika Zabrze (z czego ponad 200 w Ekstraklasie), dwa spotkania w reprezentacji Polski. Tomasz Cywka – około sto występów w Championship, niezłe sezony w Wiśle, transfer do Lecha. Maciej Dąbrowski – dwa mistrzostwa Polski, Puchar Polski, tytuł obrońcy sezonu. Łukasz Janoszka ponad setka meczów w Ruchu, nieco mniej dla Zagłębia Lubin.

Kolumbia pokazała Polsce miejsce w szeregu. To samo zrobi z Nową Zelandią? Zwycięstwo Kolumbijczyków po kursie 1,95 w ETOTO

Ale to byłoby na tyle. Poza tym – cała ława zawodników, którzy o poważną piłkę seniorską tylko się otarli, albo niedługo po mundialu U-20 wylądowali na aucie, albo problemy ze zdrowiem zmusiły ich do pozawieszania karier. Krzysztof Król nie powtórzył kariery Kamila Glika i powrót z Realu do Polski nie był dla niego trampoliną do mocnej ligi europejskiej. W „Super Expressie” częściej czytaliśmy o nim na stronach z celebrytami niż na stronach o sporcie. Mariusz Sacha czy Adrian Marek pokręcili się trochę po Ekstraklasie i skończyli już kariery. Rączki i Szałka szukać trzeba byłoby z po niższych ligach niemieckich, ale nie mamy jak zweryfikować tego, czy któryś z nich kopie jeszcze gdzieś na szóstym poziomie rozgrywkowym u naszych zachodnich sąsiadów. Strugarek przez problemy ze słuchem (musiał grać ze specjalnym aparatem) zakończył karierę trzy lata po mistrzostwach. Przeszedł operację wszczepiania implantu, zajął się biznesem. Ben Starosta z kolei pojeździł po świecie i został nawet… mistrzem Filipin.

GRZEGORZ KRYCHOWIAK, WOJCIECH SZCZESNY REPREZENTACJA POLSKI U20 PILKA NOZNA - ZGRUPOWANIE, TRENING WLOCLAWEK, 20.06.2006 FOTO LUKASZ GROCHALA / AGENCJA PRZEGLAD SPORTOWY --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer Poland

Globisz: – Można powiedzieć, że czterech zrobiło karierę. Szczęsny, Tytoń, Białkowski i Krychowiak. Później jest grupa sześciu zawodników, którzy zaistnieli w polskiej ekstraklasie. Kariera przez mniejsze „k”: Fojut, Danch, Cywka, Małecki, Dąbrowski, Janoszka. Jak dodamy obie grupy, wychodzi 10 piłkarzy. Z przykrością muszę powiedzieć, że 11 pozostałych nie zrobiło kariery, grywali w drugich, trzecich ligach i ślad po nich zaginął. To też między innymi była słabość tej kadry, że poza podstawowymi zawodnikami, druga grupa odbiegała jakością.

A przecież w tamtej kadrze mogli grać jeszcze Maciej Korzym, Adam Marciniak i Kamil Grosicki. Całe trio wykpiło się jednak z wyjazdu. Grosicki myślał wtedy o transferze, Korzym chciał się przygotować z Legią do europejskich pucharów, a Marciniak… obiecał dziewczynie wyjazd na wakacje.

Dzisiejsza kadra Jacka Magiery wynik drużyny sprzed dwunastu lat już wyrównała, choć wyzwanie było nieporównywalnie mniejsze. Pytanie jednak – ilu zawodników z tego zespołu zrobi karierę na miarę Krychowiaka czy Szczęsnego? Ilu zostanie kolejnym Fojutem, Danchem czy Janoszką? A ilu przepadnie gdzieś w otchłani szóstej ligi niemieckiej?

fot. NewsPix

KOMENTARZE (4)