Stanowski o Sa Pinto, Mioduskim i amatorstwie
Weszło

Stanowski o Sa Pinto, Mioduskim i amatorstwie

Dariusz Mioduski nie okazał należytego szacunku trenerowi Sa Pinto i niestety wywalił go na zbity ryj. Oczywiście zrobił to w przypływie emocji, jak to ma w zwyczaju, a teraz trzeba do tego wymyślić odpowiednią narrację PR-ową, która pozwoli właścicielowi Legii udawać, że różni się od Józefa Wojciechowskiego nie tylko wielkością majątku.

Zwolnienie Sa Pinto jest oczywiście decyzją bardzo dobrą, lepszą byłoby jedynie zwolnienie go wcześniej, ewentualnie niezatrudnianie w ogóle. Ale nie oczekujmy po Mioduskim zbyt wiele. Na razie w życiu zatrudnił trzech trenerów.

Pierwszy nie był trenerem.
Drugi był trenerem kobiet.
Na trzeciego zęby ostrzyli sobie psychiatrzy.

Był moment, gdy Sa Pinto ugasił kilka pożarów i wprowadził dość sprawnie młodych zawodników do składu, ale to jednak trochę strażak-piroman: tu gasił, tam rozpalał, w jednej ręce gaśnica, a w drugiej kanister. A jak już coś powiedział to niektórzy z zażenowania musieli się przejść po pokoju, a inni pobiec maraton. Dariusz Mioduski jest jedynym nam znanym człowiekiem, który mógł obserwować codzienne poczynania portugalskiego furiata i uznawać, że to całkiem w porządku facet i mógłby pracować w Legii przez trzy lata.

Aż nagle Wisła wygrała 4:0 i okazało się, że jednak nie trzy lata, tylko jeszcze ze trzy godziny.

Sytuacja jest o tyle niecodzienna, że nie można powiedzieć, iż Sa Pinto zawiódł czyjeś oczekiwania. Otóż nie. Sa Pinto zrobił dokładnie to, czego można było po nim oczekiwać po wykonaniu chociażby minimalnego researchu internetowego. Najpierw wstrząs, potem kłótnia ze wszystkimi wokół, na koniec dymisja. Jego praca w Legii przebiegała identycznie, jak w poprzednich stu klubach, więc tajemnicą Mioduskiego pozostanie, jakim cudem ubzdurał sobie wspólną przyszłość i dał Portugalczykowi tak długi kontrakt. Warto zresztą zacytować wypowiedź właściciela Legii sprzed kilku dni (dokładnie ze środy):

– Czy kontrakt z Sa Pinto jest podpisany bezwarunkowo do czerwca 2021?
– To sztywna umowa, ale w tym momencie w ogóle nie myślę w takich kategoriach. Koncentruję się, by ze wszystkich sił pomóc trenerowi w zrealizowaniu zadań.

Tak się pan Dariusz skoncentrował na pomaganiu trenerowi w realizacji zadań, że aż go zwolnił po kilku dniach.

z24376426Q,Dariusz-Mioduski-czule-obejmuje-Ricardo-Sa-Pinto

W Legii jest permanentny bałagan i totalna tymczasowość. Trudno wskazać tam kogokolwiek, kto zna się na piłce, za to jest kilka osób, którym się sporo w tym temacie wydaje. Dodatkowo właściciel/prezes zdaje się być osobą, której wyjątkowo zależy na tym, aby stworzyć coś naprawdę autorskiego, toteż sili się na nieoczywiste rozwiązania personalne. Dlatego dzisiaj Legia potrzebuje nie trenera, ale trenera, prezesa i dyrektora sportowego jednocześnie. Zespół to składak z ery poprzednich władz, zaciągu chorwackiego oraz zaciągu portugalskiego. Co chwilę ściągani są piłkarze zupełnie zbędni, generujący jedynie koszty. Polityka transferowa nie jest słaba, tylko kompromitująca. Odkąd Mioduski przejął klub, sprowadzono Hildeberto, Sadiku, Mączyńskiego, Pasquato, Vesovicia, Agrę, Rochę, Medeirosa, Carlitosa, Kante, Stolarskiego, Wieteską, Antolicia, Martinsa, Eduardo, Phillipsa, Remy’ego, Cafu, Mauricio, Astiza, Kwietniewskiego, Monetę czy Briana Iloskiego. Nad tym bałaganem ktoś musi zapanować i nie może być to żaden obecny amator.

No chyba że chcemy się bawić dalej, ku uciesze np. gdańszczan.

Decyzja o zwolnieniu Sa Pinto nie jest zresztą za dobra dla Lechii Gdańsk. W szatni na Łazienkowskiej Aleksandar Vuković otworzy okno i wpuści trochę świeżego powietrza. Do tej pory klub się dusił, na Portugalczyka nie mogli patrzeć szeregowi pracownicy, o wielu zawodnikach nie wspominając. Gra też – powiedzmy sobie to szczerze – była albo nieprzekonująca, albo beznadziejna (na zmianę). Z tego powodu śmieszy nas panika, jaką wywołała porażka z Wisłą Kraków, bo pod względem sportowym ten mecz w wykonaniu Legii był na mniej więcej takim poziomie, jak zwycięski mecz ze Śląskiem Wrocław. Z tą różnicą, że wtedy piłka trafiła w rękę Tarasovsa, a teraz Rochę. Ale jak ktoś wyznaje zasadę, że „styl nieistotny, liczą się trzy punkty”, to potem tak się miota od ściany do ściany i wychodzi na durnia.

Stylu nie było ani jesienią, ani wiosną, zespół grał w sposób prymitywny, często wygrywał przypadkowo albo dzięki pojedynczym, niezorganizowanym akcjom, a prezes i kibice udawali, że wszystko jest w porządku. Nagle obudzili się z ręką w nocniku, a Mioduski do długiej listy decyzji, które wpędziły klub w gigantyczne finansowe problemy może dopisać kolejną. Powinien sobie w gabinecie zamontować niszczarkę pieniędzy, byłoby to najlepsze zobrazowanie jego działalności.

Cóż, długie lata może trwać odkręcanie tych szaleństw. Na razie czekamy, kto zostanie wylosowany jako nowy tymczasowy trener (nie liczymy Vukovicia, bo jego tymczasowość jest aż zbyt dosłowna). Proponujemy szkoleniowca z Wysp Zielonego Przylądka, który ściągnie do Legii czterech piłkarzy z Wysp Zielonego Przylądka.

KRZYSZTOF STANOWSKI

KOMENTARZE (62)