Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Legia Warszawa dzisiaj ogłosiła oficjalne rozpoczęcie budowy nowoczesnego ośrodka szkoleniowego pod Warszawą, które ma stać się fundamentem jej rozwoju – sześć boisk w tym jedno przykryte balonem ma pozwolić rozwinąć skrzydła zarówno akademii, jak i pierwszej drużynie. Całość ma kosztować 80 milionów złotych i według słów działaczy – to przełom w historii klubu i jego akademii. 

Cel jest prosty – wreszcie do całego know-how, obsady trenerskiej i skautingu młodzieżowego dostawić infrastrukturę do godnego rozwijania umiejętności dla wszystkich kategorii wiekowych. Legia bez wątpienia ma jedną z lepszych akademii w Polsce pod względem wiedzy, doświadczenia czy możliwości finansowych, ale jednocześnie coraz mocniej odstaje w kwestiach związanych z liczbą i jakością boisk. W sytuacji, gdy jedyne porządne ośrodki szkoleniowe znajdowały się w Lubinie i pod Poznaniem, legioniści mogli jeszcze jakoś przymykać oko na własne niedoskonałości. Ale dziś, gdy kompleksy z kilkoma boiskami powstają w coraz to nowych miejscach, Legia musiała zdecydowanie zareagować.

80 milionów złotych ma jej dać miejsce przynajmniej na podium, razem z Lechem Poznań i Zagłębiem Lubin.

80 milionów złotych ma ją przenieść z dzikich czasów wiecznego szukania kawałka wolnego placu do klubów traktujących szkolenie naprawdę poważnie.

80 milionów złotych ma sprawić, że Legia przestanie wreszcie stać na jednej nodze.

Dlaczego podkreślam uparcie tę kwotę? Bo to jest jeden wielki wyrzut sumienia dla całego polskiego środowiska piłkarskiego. Według słów działaczy Legii Warszawa, ale i biernych obserwatorów tego, co dzieje się w stołecznej akademii to jest skok o kilkanaście lat. Różnica kilku szczebli, prawdziwy przełom, rewolucja, jak zwał tak zwal. I całość kosztuje zaledwie 80 milionów złotych. Jakieś 18 milionów euro. W poważnym futbolu to nawet nie są frytki, ale przecież nie ma żadnego sensu porównywanie się z poważnym futbolem. Zostańmy więc przy porównaniach krajowych.

Inwestycja, która jest o kilka (kilkanaście?) lat spóźniona kosztuje 80 baniek. Te 80 baniek ma wywindować najbogatszy polski klub na nowy poziom, a przy okazji utrwalić jego hegemonię – w ostatnich latach Legia wygrywa bowiem niemal wszystko, co na krajowej arenie jest do wygrania. 80 baniek w optymistycznym wariancie daje Legii miejsce na podium akademii pod względem infrastruktury, w wariancie pesymistycznym – w pierwszej piątce z niewielką stratą do podium.

Zaglądamy na stronę stadiony.net, gdzie w przystępnej formie znajdujemy koszt poszczególnych obiektów (wszystkie poniższe liczby via stadiony.net).

– stadion w Bielsku-Białej na 15 tysięcy osób, 110 milionów złotych, aktualny rekord frekwencji to niespełna 14 tysięcy na meczu reprezentacyjnym i 11,5 tysiąca na meczu Podbeskidzia z GKS-em Katowice
– stadion w Tychach na 15 tysięcy osób, 128 milionów złotych, najwyższe frekwencje to około 12 tysięcy widzów na reprezentacji i meczach klubowych
– stadion w Lublinie na 15 tysięcy osób, 155 milionów złotych, rekord frekwencji to około 14 tysięcy widzów na meczu reprezentacji młodzieżowej

Nie wspominam o arenach Euro 2012, których temat przemaglowano we wszystkie strony. A przecież jest jeszcze obiekt ŁKS-u za 94 miliony oraz kilka aren za plus/minus 40 milionów – w Ostródzie, Kaliszu, Radomiu. Celowo pomijam tutaj kluby ekstraklasowe, które przynajmniej w teorii powinny występować na arenach godnych umiejętności piłkarskich szesnastu najmocniejszych klubów w Polsce. Ale na wszelki wypadek wspomnijmy, że Gdynia ma stadion za 78 milionów, Białystok za ponad 220 milionów, o tym ile na oba obiekty wydał Kraków nie warto wspominać.

***

Mapa stadionów jest imponująca. Z mojej Łodzi mogę jechać w dowolnym kierunku, prędzej czy później minę wypasiony stadion, zazwyczaj niestety mniej lub bardziej pusty, nawet w dniu meczu. Jeśli jednak chciałbym znaleźć dobrą bazę treningową, jestem zmuszony jechać na zachód – albo do Wielkopolski, albo do Lubina.

Globalnie – jako środowisko związane z piłką nożną – wydaliśmy miliardy złotych na stadiony, które są gotowe na przyjęcie fantastycznych piłkarzy – we Wrocławiu czy Gdańsku nawet najwięksi piłkarze Europy nie powinni się czuć nieswojo. Jednocześnie nie zdołaliśmy zaoszczędzić marnych kilkudziesięciu milionów na bazę treningową w stolicy dla najbogatszego i sportowo najmocniejszego polskiego klubu. Metafory nasuwają się same – doskonale wyposażona sala komputerowa w szkole, w której nie ma prądu. Świetnie urządzony salon z gigantycznym telewizorem i skórzanymi kanapami, ale za to bez dachu i podłogi. Auto z podgrzewanymi fotelami i systemem elektronicznego parkowania, ale bez kół.

Przesadzone? Nie sądzę, nie u nas. Wystarczy sięgnąć do raportów Lecha Poznań w rubrykę przychody, gdzie wpływy z szeroko rozumianego wykorzystania stadionu – z biletów, karnetów czy wynajmu skyboxów, mają problem z wytrzymaniem porównania z przychodami, płynącymi wprost z działania akademii – czyli kwotami za sprzedanych wychowanków. Nie chcę deprecjonować roli kibiców w budżecie klubu, ale na galopującym rynku transferowym wychowanie zdolnego piłkarza to skok w inną rzeczywistość finansową. Widzew, który jest wzorem w kwestii zarabiania na dniu meczowym, zdradził że przychód z karnetów to około 4,5 miliona złotych. Transfer 19-letniego Sebastiana Walukiewicza to troszkę mniejsza liczba, bo 4 miliony, ale za to twardsza waluta – bo euro.

Oczywiście, żadna inwestycja w akademię nie daje gwarancji zysku, podczas gdy inwestycja w stadion jest od razu namacalna, ładną bryłę widać z odległości kilometra, a jeśli uda się jeszcze zaprosić na stadion kibiców, sukces jest niepodważalny. Sęk w tym, że u nas z tym zapraszaniem wychodzi tak sobie i efekt jest taki, że w Tychach mają dla akademii 5 rozrzuconych po mieście boisk bez bursy, a na stadionie jeszcze nie udało się wyrobić kompletu.

A przypomnijmy: stadion kosztował tam 128 milionów złotych w lepszych warunkach na rynku budowlanym. Gdyby wówczas zaplanować stworzenie takiego kompleksu treningowego, jak ten legijny, niewykluczone, że wystarczyłoby jeszcze na rozpoczęcie budowy stadionu.

Dlatego choć wściekam się, gdy z trybuny na ŁKS-ie widzę przejeżdżające pociągi, doceniam, że po tej stronie miasta przed ukończeniem wszystkich trybun zadbano o infrastrukturę treningową. O efektach pewnie będzie można mówić najwcześniej za kilka lat, ale wczoraj znów partnerem wspomnianego Walukiewicza w linii obrony kadry U-20 był wychowanek ŁKS-u, Jan Sobociński, a w tabeli Pro Junior System klub znajduje się na drugim miejscu. Najpierw wędka, dopiero potem wystawna sala, na której można zaserwować sushi.

Mam zresztą wrażenie, że prościej zapełnić stadion, gdy już ma się piłkarzy wytrenowanych w godnych warunkach, niż wówczas, gdy brak rodzimych talentów trzeba uzupełniać 34-letnimi Słowakami.

Ale zestawienie tych 80 milionów na jedną z najlepszych polskich baz treningowych z kosztem poszczególnych stadionów to tylko część zarzutu wobec środowiska piłkarskiego. Druga część to inwestycje samych klubów. Sama kasa za Kapustkę i Piątka to połowa środków potrzebnych do budowy ośrodka jak w Warszawie. Rozumiem i doceniam, że Cracovia już rozpoczęła budowę własnego centrum treningowego, ale właśnie: czy słowo „już” jest tutaj na miejscu? Jeśli Janusz Filipiak w ostatnim wywiadzie dla sport.pl chwali się, że wydał z własnej kieszeni (a przecież jeszcze kasa z praw telewizyjnych) 100 milionów złotych, a w kwestii bazy treningowej dumnie mówi: „wbijamy w kwietniu łopaty”, to chyba ktoś dość mocno pomylił kolejność wydatków.

W piłce od lat krążą coraz większe pieniądze, ale mądrze zainwestowano je właściwie tylko w Poznaniu i Lubinie. No i w Legii, gdzie wprawdzie nie udało się stworzyć wielkiej akademii, ale za to półki uginają się od pucharów.

Większość nie ma ani boisk, ani wychowanków, ani infrastruktury, ani pucharów, ma za to duże i puste stadiony, na które nikt nie chce przychodzić.

18 milionów euro wystarczy, by stworzyć w Polsce od zera jedną z trzech najlepszych akademii. Jak podaje na Twitterze Jan de Zeeuw – 36 milionów euro inwestuje w tym sezonie w nowe obiekty sam Ajax Amsterdam.

Ale to przecież tak daleko, zerknijmy lepiej za południową granicę. Niech będzie Praga. U góry Sparta, na dole Slavia.

5c6cfe664a764_o

*

A o szkoleniu posłuchacie również tutaj:

KOMENTARZE (17)