Smółka, Mamrot, a może ktoś inny – kto siedzi na najgorętszym stołku?
Weszło

Smółka, Mamrot, a może ktoś inny – kto siedzi na najgorętszym stołku?

Rynek trenerów ekstraklasy jest w tym sezonie dość spokojny, jako ostatni pracę stracił Tadeusz Pawłowski (w grudniu), w sumie doszło do sześciu zmian na stołkach, podczas gdy rok temu o tej porze liga miała na liczniku już jedenaście rotacji. Ale coraz trudniej nie odnieść wrażenia, że to jednak cisza przed burzą. Pytanie jest więc jedno: kto niestety straci pracę jako kolejny?

Ostatnio głośno było o Ireneuszu Mamrocie, kiedy Łukasz Olkowicz w Magazynie Ekstraklasy stwierdził, że szkoleniowiec Jagi gra już o posadę. Stanowczo zaprzeczył temu prezes klubu, Cezary Kulesza, który pisał na Twitterze: – Redaktorom proponuję poszukać gorących tematów w innych klubach. Niestety można mieć sporo wątpliwości co do wartości tego zaprzeczenia. Po pierwsze Olkowicz jest rzetelnym dziennikarzem i nie sprzedaje farmazonów. Po drugie piątego maja 2017 roku prezes Kulesza przekonywał, że klub jest bliski porozumienia z Michałem Probierzem. Jak to się skończyło, wszyscy doskonale pamiętamy, po tamtym sezonie Probierza już w klubie nie było, przesiadł się na Cracovię.

Wreszcie po trzecie nie ma co ukrywać: wyniki trenera Mamrota w ostatnich miesiącach zwyczajnie nie bronią. Od grudnia w lidze zespół wygrał tylko dwa mecze, w tym jeden w bardzo słabym stylu z Wisłą Płock, gdy gospodarze wymęczyli bułę bramką w samej końcówce. Poza tym kibice Jagi musieli oglądać 0:4 z Zagłębiem Lubin czy 0:2 ze Śląskiem Wrocław, kiedy ekipa Mamrota była bezradna względem rywala. Efekty tego kryzysu widać w tabeli: Jaga ma 40 punktów i już dziewięć oczek straty do Lechii, przy jednym meczu mniej rozegranym przez biało-zielonych. Co gorsza, cieplej robi się, patrząc w dół, gdyż dziewiąta Korona traci do białostoczan ledwie cztery oczka. Wciąż nie widzimy scenariusza, w którym Jagiellonia wypada z grupy mistrzowskiej, ale fakt, że ma tam sporo mniej straty niż do lidera, dużo mówi.

I pewnie, można zwrócić uwagę, że Mamrot przez zimę stracił trzech napastników, a w zamian dostał jednego – na razie słabego – Scepovicia, ale to właśnie trener tego Scepovicia chciał. Plan był taki, że podstawowym napastnikiem jest Scepović, a pomaga mu Klimala, który bardzo dobrze wyglądał w sparingach. Polak strzelił trzy bramki – z Arsienałem Tułą, Dinamo Moskwa i Slovanem Liberec – i chciano na niego postawić. Niestety rzeczywistość wygląda tak, że i Scepović, i Klimala dają zespołowi mniej, niż wymaga przyzwoitość.

Czy więc Mamrot powinien opuścić pokład Jagi? Naszym zdaniem wciąż nie. Trener zapracował sobie na zaufanie, kiedy zgrabnie ogarnął sezon temu osieroconą przez Probierza drużynę. Teraz jest w kryzysie i zwyczajnie zasługuje na szansę, wyliczaliśmy straty punktowe, ale one wciąż nie są tak duże, by mówić: zamknęliśmy sezon. Ponadto, choć Mamrot chciał Scepovicia, pewnie, gdyby mógł wybrać, nie oddawałby Świderskiego. Jednak żyjemy w takich, a nie innych warunkach i trzeba było szukać następców. Zarówno Scepović, jak i pozostałe transfery daleko mają do środka tarczy, lecz być może wystarczy poczekać. Takie zmiany potrzebują czasu.

W lidze Mamrot zmierzy się między innymi z Legią, Lechem i Pogonią, do tego dochodzi Puchar Polski z Odrą Opole. Według nas trener powinien dostać okazję, by pokazać jaja i przejść przez to pole minowe z dobrymi wynikami.

I o ile zwolnienie Mamrota wciąż byłoby jakimś szokiem, o tyle pożegnanie Smółki przez wielu byłoby skwitowane tylko wzruszeniem ramion. Nie po takich złych seriach liga żegnała trenerów, czasem wystarczało dużo mniej. Tymczasem Smółka na wygraną czeka od 26 listopada! Od tamtego momentu przegrał osiem meczów, odpadł też z Pucharu Polski i uciułał tylko dwa remisy. Zespół wygląda długimi momentami katastrofalnie, bez pomysłu jak chce sięgnąć po trzy punkty. Loty obniżyli wszyscy najważniejsi piłkarze i nie ma komu ciągnąć tego wózka.

Niestety, nie mamy wrażenia, że na chwilę obecną Smółka z tym kryzysem sobie radzi. Fajnie, że nie chowa się jak wielu innych i rozmawia z mediami, ale już treść tych rozmów to zupełnie inny temat. Na przykład w ostatnich Weszłopolskich (KLIK) trener zarzucał, że radio Weszło.FM skupia się tylko na krytyce, że jedzie się tam z Arką jak z furą gnoju i on będzie swoich zawodników bronił. A my naprawdę lubimy chwalić, tylko musi być, za co i gdy Arka grała dobrze w piłkę, to była chwalona. Ostatnio gra żenująco słabo i jest krytykowana. Proste. Miała być tiki-taka, a jest padaka. Takie hasło można usłyszeć w Gdyni.

Ponadto Smółka otwarcie potrafi uderzyć w zarząd, zwracając uwagę choćby na stan boiska czy niski wzrost swoich piłkarzy. Być może ma rację – a w przypadku boiska na pewno ma – lecz jednak pamiętamy o Ojrzyńskim, który też krytykował władze Arki i mimo dobrych wyników nie pracuje dłużej w Gdyni. I w sumie co do boiska – skoro to w Gdyni jest tak beznadziejne, może trzeba grać dobrze w piłkę na wyjazdach? Niestety, Arka nie wygrała nawet w Sosnowcu.

Co dziś broni Smółkę? Niewiele, bo można mówić o braku napastnika, wspomnianej murawie, ale to wciąż nie jest zespół na tyle porażek z rzędu. No, światełko w tunelu zaświeciło się jeszcze przy końcówce meczu z Legią, bo błysk pokazał wreszcie Janota i Wojskowi mieli trochę szczęścia, że nie skończyło się remisem, ale… To nadal trochę mało.

I to właśnie stołek w Gdyni oraz stołek w Białymstoku dziś wydają się tymi najgorętszymi. Chwilkę spokoju kupił sobie Vicuna, wygrywając z Cracovią, wciąż przyzwoicie mocna powinna być pozycja Lettierego mimo serii gorszych wyników i wypadnięcia poza ósemkę.

Ale tak naprawdę chcielibyśmy, by obecny zestaw trenerów mógł popracować, chociaż do trzydziestej kolejki. Wówczas w obliczu zagrożenia spadkiem czy ze świadomością przegranego sezonu nawet trzeba zmieniać, ale te pięć pozostałych kolejek powinno być jeszcze szansą dla obecnych szkoleniowców. A także symptomem, że ten rynek choć troszeczkę normalnieje.

Fot. 400mm

KOMENTARZE (9)