W CSKA Sofia podpadł kibicom, ale ogórkiem raczej nie jest
Weszło

W CSKA Sofia podpadł kibicom, ale ogórkiem raczej nie jest

Górnik Zabrze sprowadził już szóstego obcokrajowca tej zimy. Nie jest to pożądany przez nas trend, ale patrząc na CV kolejnego nabytku, trudno załamywać ręce. 27-letni Boris Sekulić wygląda na kogoś, kto w krótkim czasie jest w stanie wskoczyć do składu i odgrywać ważną rolę w zespole. Jak zawsze wszystko wyjdzie w praniu, ale są pozytywne punkty zaczepienia. 

Jeżeli w pierwszej kolejności zaglądaliście na Transfermarkt, znajdziecie przy jego nazwisku opis „środkowy obrońca”, tyle że nie do końca jest on zgodny z prawdą. Sekulić od czasu do czasu występował jako stoper, ale jego nominalna pozycja to prawa obrona, a jeśli ją zmieniał, to najczęściej na rzecz lewej strony. Zdarzało mu się też grać jako defensywny pomocnik. Można więc powiedzieć, że Marcin Brosz zyskał piłkarza, który w razie czego w tyłach obsadzi mu wszystko poza bramką.

Sekulić urodził się w Belgradzie i tam też zaczynał karierę, ale seniorski futbol zaczął się dla niego dopiero w 2011 roku. Wtedy przeniósł się do FC VSS Koszyce – na początek do rezerw. Po jednej rundzie dostał szansę w pierwszym zespole i jej nie zmarnował. W Koszycach jego trenerem był m.in. Radoslav Latal i panowie szybko znaleźli wspólny język. Na Słowacji występował aż do końca ubiegłego sezonu.

W międzyczasie uzyskał słowackie obywatelstwo. – To nie był mój pomysł, usłyszałem o tej możliwości w klubie. Skorzystał z niej już mój poprzednik Marko Milinković. Zacząłem szukać niezbędnych dokumentów z Serbii, wypisałem niezbędne formularze, a potem nie było już niczego, co mogłoby stanąć na przeszkodzie. Nie musiałem przechodzić testów językowych. Z rozmów z mediami łatwo można wywnioskować, że umiem mówić po słowacku. O słowa hymnu też mnie nie pytano, mimo że je znam. Dlaczego zdecydowałem się przyjąć obywatelstwo? Jestem na Słowacji od sześciu lat, czuję się tutaj jak w domu. W Serbii spędzam co najwyżej miesiąc w ciągu roku – tłumaczył w jednym z wywiadów.

Zawodnik nie ukrywał, że jego krok miał też czysto pragmatyczne podłoże. – Obywatelstwo słowackie pomoże mi w zwykłym życiu, na przykład podczas podróżowaniu po terenie Unii Europejskiej. Również klubowi będzie łatwiej. Obecnie w Slovanie jest wielu obcokrajowców, ale tylko pięciu może być w składzie. Ja już do tej kategorii nie będę się zaliczał – dodawał. 

Pytany przez dziennikarza o występy dla reprezentacji Słowacji, uniknął jednoznacznej odpowiedzi i szybko zmienił temat, ale po kilku miesiącach stały się one faktem. Selekcjonerem kadry był wtedy Jan Kozak, który sprowadzał go do Koszyc, więc mało kto był zdziwiony, gdy w marcu 2018 powołał swojego byłego podopiecznego na Puchar Króla w Tajlandii. Sekulić zagrał tam w meczu z gospodarzami, wygranym 3:2. W czerwcu został wezwany ponownie i rozegrał pełne spotkanie z Marokiem (1:2), a jego partnerami w obronie byli m.in. Milan Skriniar z Interu i Tomas Hubocan z Marsylii.

źródło: Transfermarkt

źródło: Transfermarkt

Następnych powołań już nie otrzymał. Dziś reprezentację Słowacji prowadzi Pavel Hapal, którego pamiętamy z Zagłębia Lubin.

Z Koszycami Sekulić w 2014 roku sięgnął po krajowy puchar, a rok później przeniósł się do Slovana Bratysława, gdzie od początku jego klubowym kolegą był Vukan Savicević, niedawno ściągnięty przez Wisłę Kraków. FC VSS miał coraz większe problemy finansowe, strony na odchodne nie były ze sobą do końca rozliczone. Z tamtych czasów jednym z jego najlepszych kumpli stał się bośniacki napastnik Nermin Haskić, który wiosną 2017 zaliczył epizod w Podbeskidziu (12 meczów, 3 gole).

W barwach Slovana słowacki Serb dołożył kolejne dwa krajowe puchary, a przez ostatnie dwa lata pełnił funkcję kapitana zespołu. Miniony sezon indywidualnie był dla niego najlepszy w karierze: rozegrał 29 meczów ligowych, zdobył dwie bramki, przy sześciu asystował. Drużynowo jednak skończyło się na kolejnym rozczarowaniu – drugim miejscu. Sekulić nie wywalczył ze Slovanem żadnego mistrzostwa, mimo że zawsze taki był cel. Jego umowa wygasła i choć prowadzono rozmowy na temat nowej, nie osiągnięto porozumienia. Piłkarz po siedmiu latach opuścił Słowację, przenosząc się do CSKA Sofia.

sekulic cska sofia

Miałem też kilka ofert z wiodących zespołów w sąsiednich krajach, ale CSKA było najbardziej zdecydowane i konkretne. To były szybkie rozmowy. Chciałem znów być w wielkim klubie, który gra o najwyższe cele i tak też zrobiłem. Slovan i CSKA są do siebie podobne, oba kluby należą do czołówki w swoich krajach. W Bułgarii Łudogorec przerasta wszystkich o kilka długości, ma 30 mln euro budżetu i pod tym względem to dla mnie coś nowego, na Słowacji nie ma takiej sytuacji. Jesteśmy realistami w kwestii faworyta, Łudogorec siedem razy z rzędu zdobywał tytuł, ale historycznie to CSKA ma najwięcej trofeów. Tradycja zobowiązuje. Chcemy zaskoczyć i powalczyć nawet o pierwsze miejsce – nie ukrywał.

Do Sofii sprowadził go trener Nestor El Maestro, który w poprzednim sezonie doprowadził do tytułu Spartaka Trnawa i doskonale znał możliwości Sekulicia z ligowej rywalizacji. – Przygotowujemy się do każdego meczu w inny sposób, trener analizuje każdego z naszych najbliższych przeciwników i odpowiednio dobiera taktykę. Nie jestem do tego przyzwyczajony, to dla mnie nowe, cenne doświadczenie. Materiał piłkarski jest tu inny niż w Trnawie, więc nie gramy tak defensywnie, jak grał Spartak – chwalił swojego nowego szkoleniowca po pierwszych tygodniach współpracy.

Na początku wszystko układało się znakomicie. Sekulić miał pewne miejsce w składzie, a CSKA dawało radę w pucharach. Było trochę nerwówki z Riga FC, ale ostatecznie po rzutach karnych Łotysze zostali wyeliminowani. W kolejnej rundzie czekała austriacka Admira Wacker Moedling i… zebrała straszne baty. U siebie Bułgarzy wygrali 3:0, na wyjeździe 3:1. – Rywale byli trochę zaskoczeni, a doping naszych kibiców wzbudzał szacunek. To był otwarty mecz, miał wysokie tempo. Przed przerwą w ciągu kilku minut strzeliliśmy trzy gole. Trener El Maestro wcześniej pracował w Austrii Wiedeń, więc większość piłkarzy Admiry znał, łatwiej było ich rozpracować – opowiadał po pierwszym spotkaniu słowackim mediom.

W III rundzie eliminacji Ligi Europy na CSKA czekała FC Kopenhaga. Mecz domowy przeniesiono na Stadion Narodowy im. Wasiła Lewskiego, przyszło 25 tys. ludzi. Sekulić i spółka stoczyli dwa wyrównane boje, ale oba przegrali po 1:2 i mogli się już skupić na krajowym podwórku.

Nowy piłkarz Górnika do końca października grał prawie wszystko, ale po 13. kolejce stracił miejsce w składzie i już go nie odzyskał. Kilka tygodni wcześniej został uznany przez kibiców jednym z głównych winowajców porażki w derbowym starciu z Lewskim, a w tym klubie ma to znacznie większe znaczenie niż w standardowych przypadkach tego typu. Sekulić pewnie od razu wypadłby z obiegu, gdyby akurat nie powstała luka na lewej obronie, którą musiał wypełnić. Dopiero potem poszedł w odstawkę.

Jakby tego było mało, kilkanaście dni temu nastąpiła zmiana trenera. El Maestro niespodziewanie odszedł, a w jego miejsce zjawił się były selekcjoner reprezentacji Bułgarii Ljubosław Penew (latem 2017 poważny kandydat do poprowadzenia Jagiellonii). Nawet nie brał Sekulicia pod uwagę i nie pozwolił mu na udział w treningach. Wcześniej wydawało się, że zawodnik pozostanie do lata i będzie opcją awaryjną na wypadek dramatu kadrowego na bokach defensywy, ale przyjście Penewa przyspieszyło jego odejście. Jeszcze 10 lutego pisano, że za 200 tys. euro kupi go rumuńska Universitatea Craiova, lecz ostatecznie stanęło na tym, że kilka dni temu rozstał się z CSKA i trafił do Zabrza. Jeśli chciał kogoś zapytać o Ekstraklasę, z pewnością informacji udzielił dzielący z nim szatnię bramkarz Vytautas Cerniauskas, nie tak dawno broniący w Koronie Kielce.

Sekulić z Górnikiem podpisał półroczną umowę z opcją przedłużenia o dwa lata. Wielkich zaległości mieć nie powinien. Jesienią mimo wszystko uzbierał 19 meczów (1560 minut), a choć zimą nie brał w udziału sparingach, to przepracował okres przygotowawczy. Można zatem zakładać, że szybko będzie gotowy do grania, a wtedy istnieje realna szansa, że okaże się wzmocnieniem. Przychodzi gość sprawdzony w lidze słowackiej, mający 21 meczów w europejskich pucharach, ocierający się o reprezentację Słowacji, bez poważniejszych kontuzji w życiorysie i jeszcze nie taki stary. Oficjalna strona Górnika przedstawiając jego największe atuty wymienia grę do przodu, grę 1 na 1 i długie podania.

Jak wspomnieliśmy na wstępie, to już szósty obcokrajowiec sprowadzony zimą na Roosevelta, ale klub niejako znalazł się pod ścianą. Na początku starano się o Polaków. Nazwisk padało mnóstwo. Na poczekaniu pamiętamy Ariela Borysiuka, Tomasza Jodłowca, Arkadiusza Malarza, Mateusza Możdżenia, Mateusza Grzybka, Łukasza Burligę i Macieja Gajosa. Wyszło tylko z Mateuszem Matrasem, więc chcąc nie chcąc trzeba było szukać za granicą.

Fot. Górnik Zabrze/gornikzabrze.pl

KOMENTARZE (4)