Czy Morata znajdzie skuteczność w Atletico?
Weszło

Czy Morata znajdzie skuteczność w Atletico?

Najciekawsze dla nas klocki domina już dawno poszły w ruch, bo Higuain wylądował w Chelsea, następnie Piątek w Milanie, ale to nie znaczy, że zabawa się skończyła. Nie, absolutnie, ona trwa i kolejną jej częścią jest przejście Alvaro Moraty do Atletico Madryt.

Dopinane są ostatnie formalności, Hiszpan przechodzi testy medyczne, a według niektórych źródeł nawet je już zdał. Tak czy tak – tylko godziny dzielą nas od oficjalki. Szczegółowo ma to wyglądać w ten sposób, że Atletico teraz wypożycza piłkarza na pół roku, za około 10 baniek, a po tym czasie może go wykupić za około 50 milionów euro. Czy chłopak jest tyle wart? Cóż, nie nasz cyrk, nie nasze małpy. Nie nasze pieniądze. Natomiast parę wątpliwości można znaleźć.

Przede wszystkim Morata ma za sobą nieudany pobyt w Chelsea. A ściągano go z dużymi nadziejami. W Realu był rezerwowym, natomiast mimo tego potrafił znajdować drogę do bramki rywala – w sezonie 16/17 strzelił dla Królewskich 15 bramek w lidze, a nie grał dużo. Nieco ponad 1300 minut na liczniku. Dla porównania Benzema w tamtych rozgrywkach przez 1900 minut uzbierał 11 trafień. Wiadomo – Francuz ma inne zalety, jest bardzo dobrym zawodnikiem wspierającym dla innego strzelca, ale nie zmienia to faktu, że Morata robił więcej niż przyzwoite wrażenie.

Chelsea miała być jego przystanią, gdzie ten talent eksploduje i pokaże Realowi, a także Juventusowi (gdzie często również traktowano go jako zmiennika), że obie wielkie firmy się pomyliły. I rzeczywiście, w debiutanckim sezonie Premier Leauge Morata grał dość regularnie – pierwszy raz w karierze przekroczył barierę 2000 minut. Niestety, niezbyt szły za tym konkrety. 11 bramek można traktować jako minimum przyzwoitości, tym bardziej, że więcej niż połowę bramek Hiszpan upolował w pierwszych sześciu kolejkach. Tym bardziej też, że więcej trafień zaliczył 34-letni wówczas Glenn Murray z Brighton. I nie grał wcale dużo dłużej, mając staż na murawie pokaźniejszy ledwie o około 100 minut.

Oczywiście, można wspomnieć o pewnych problemach ze zdrowiem Moraty, ale nie były znowu aż tak duże, by zwalić na nie wszystko. Dużo większym kłopotem była po prostu nieskuteczność napastnika. Facet stawał się powoli bohaterem internetu, jak wrzucił zdjęcie, gdy całuje ukochaną gdzieś w okolice nosa, śmiano się, że znów nie trafił, tym razem w usta. No, ale ta kompilacja wskazuje, że szydera była uzasadniona.

Sezon 18/19 nie okazał się dla Moraty przełomowy i zaczęto szukać innych rozwiązań. Chelsea znalazła Higuaina, natomiast Hiszpan znalazł Atletico Madryt. To ciekawy ruch, również ze względu na przeszłość. Dziadek piłkarza zabierał go na mecze Atletico, sam młodzieniec zaczynał karierę właśnie w Rojiblancos i marzył, by występować w pierwszym zespole. Niestety, przegrywał rywalizację, przeniósł się do Getafe i stamtąd przechwycił go Real. Wydawało się, że nie będzie miał już, kiedy i jak wrócić do swojego pierwszego klubu, ale jednak los spłatał takiego figla.

Czy tam Morata może w końcu stać się goleadorem z prawdziwego zdarzenia, czy dalej będzie trzeba żyć przeszłością i bramkami dla Juventusu w kampanii 14/15 Ligi Mistrzów? Wiadomo, że Simeone jest fanem talentu Moraty i napastnik będzie grał. Po pierwsze Diego Costa jest kontuzjowany, po drugie nawet jak wróci do siebie po operacji stopy, nie ma dziś sportowych argumentów, skoro strzelił tylko jedną bramkę w La Liga. Kalinić? Nie ten poziom. Para Griezmann – Morata to ma być ten galowy duet napastników Atletico.

Duże wyzwanie przed Moratą. Jeśli i tam mu pójdzie średnio, kolejny klub może być już takim z niższej półki.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (4)