Kibic, czyli nieznośny sześciolatek
Blogi i felietony

Kibic, czyli nieznośny sześciolatek

Sześciolatki są roszczeniowe, rozwydrzone, tupią nogami jak im się coś nie podoba, krzyczą, płaczą i zawracają dupę. Taki wiek. No, ale czasem mam wrażenie, że nawet takie dzieci, które wjeżdżają nocnikiem pod szafkę nocną, mają więcej rozumu niż niektórzy kibice. Takie przemyślenie wpadło mi do głowy po ostatnich wydarzeniach w Zabrzu.

Człowiek rozsądny wie, dlaczego Górnik gra słabo. Odeszli ważni zawodnicy, jak Kądzior czy Kurzawa, nie znaleziono odpowiednich zastępców, bo z całym szacunkiem, ale Ryczkowski poza tym, że jest wiecznie młody, to jeszcze jest wiecznie słaby. Do tego doszły kontuzje, żeby wspomnieć tylko braci Wolsztyńskich, ale i Żurkowskiego, który przecież parę meczów w tym sezonie już opuścił. Człowiek rozsądny więc wie, że nie ma co oczekiwać cudów, bo choć Marcin Brosz to dobry trener, nie robił jednak papierów w świecie magii i cudów nie wymyśli.

No, ale część kibiców Górnika ma dalej do rozsądku, niż z Zakopanego jest do Gdyni.

„Wypierdalać”, „my jesteśmy Górnikiem, nie wy” usłyszeli ostatnio piłkarze, którzy przecież nie tak dawno tym samym Górnikiem byli i których ta banda pewnie nie raz, nie dwa, prosiła o przybicie piątki. Z tego co wiem, to Brosz pod trybuny nie podszedł i chwała mu za to, nie jego poziom. Za niski. Śmieszy mnie to, bo też taka sytuacja nie dotyczy tylko Górnika. Gdy drużyna wygrywa, to i piłkarze, i kibice są danym klubem, ale gdy zespół przegrywa, to prawo do klubu mają już tylko fani.

Oczywiście można stwierdzić, że na całym świecie kibic stroi fochy, ale to u nas fani dostali tyle racji, których nie wolno im było dać. Co teraz będzie z Górnikiem – przyjdzie jeden ekspert w ortalionowym dresie z drugim i zaprosi kadrę Brosza na rozmowę motywacyjną? Będą im tłumaczyć jak podawać, jak strzelać, jak bronić? Brzmi to śmiesznie, ale przecież takie sytuacje u nas się zdarzają i to względem poważnych lig, normalne już nie jest.

Górnik nie jest nową historią, Górnik jest kolejnym rozdziałem tej żenującej historii. Lecz mimo wszystko jestem zawiedziony. Chciałem wierzyć, że Zabrze będzie pozytywnym przykładem ze swoją frekwencją i oddaniem zawodnikom. No, ale niestety tę wiarę w ślepy zaułek zaprowadziły wyniki – gdy te się skończyły, pojawiły się patologie.

Ta piłka jest chora wszędzie: i na murawie, i na trybunach. Zaraz będą derby Trójmiasta, które zobaczymy bez kibiców gości. Zaraz Jaga zagra z Legią i przyjezdni nie będą mogli wnieść flag. Męcząca jest ta wieczna przepychanka, ale on będzie trwać, póki nie wkroczy w to wszystko państwo i nie wyłapie jednego cymbała z drugim. Bo wiecie: piłkarze chcieliby fajnego dopingu, rządzący klubami też chcieliby liczyć pieniądze z tysięcy sprzedanych biletów. Niestety, póki ktoś nie wypieprzy tych, których trzeba wypieprzyć z futbolu, do przodu nie pójdziemy.

A ostatnio mam wrażenie, że cofamy się do lat dziewięćdziesiątych. I nie dlatego, ponieważ rok po roku mamy drużynę w Lidze Mistrzów.

KOMENTARZE (13)