post Avatar

Opublikowane 22.10.2018 17:54 przez

redakcja

Miał osiemnaście lat. Wracał do domu z wypłatą w kieszeni. Miała iść na motor. Ale wtedy napadli go i zostawili na torach. Pobudkę miał jak z najgorszego koszmaru, bo zbudził go pociąg przejeżdżający mu po nogach.

Janusz Rokicki nie dał jednak życiu się złamać, w czym pomógł mu sport. Dziś jest multimedalistą igrzysk paraolimpijskich, ma szczęśliwą rodzinę, a swoją pasją i optymizmem zaraża innych.

***
Urodziłem się w Wiśle, pięknie położonym zakątku świata, daleko od zgiełku wielkich miast. Ale Wisła to też ciężka praca. Rodzice mieli gospodarstwo rolne. W górach na takim gospodarstwie wszystko trzeba zrobić ręcznie. Nie wjedziesz kombajnem. Ale mi to nie przeszkadzało, zawsze ciężko pracowałem. Lubiłem to. Czasem się śmieję, że urodziłem się do pracy.

Uprawiał pan sporty w młodości?

Miałem nawet przygodę ze skokami narciarskimi, zresztą, z trzy lata młodszym Adamem Małyszem chodziliśmy do jednej szkoły. Na skoczni jednak nie wytrzymałem. Trauma. Stałeś na górze i strach brał. Problem też w tym, że kiedyś tak nie było sprzętu. Jaki się znalazł w magazynie, to dostawałeś, a że cztery numery za duży – trudno. Przerzuciłem się na biegi narciarskie, które trenowałem długo. Szło mi nieźle, wygrywałem, ale w pewnym momencie brakło motywacji. Może wtedy nie było tak wzorów w sportach zimowych, człowiek nie czuł, że coś może z tego być.

W wieku osiemnastu lat poszedł pan do pracy jako pomocnik murarza.

92 rok. Chciałem kupić sobie motor, a nie chciałem rodziców na nic naciągać. Już jako dziecko chodziłem zbierać grzyby czy jagody, w ten sposób sobie dorabiając, żeby rodziców nie obciążać. Może przez to się bardziej pieniądz szanowało, niż teraz, gdy młodzi mają wszystko na tacy. Praca pomocnika murarza była prosta, choć potrzeba silnego i wytrzymałego człowieka, żeby dał radę dwanaście godzin. Ale jak mówiłem – nigdy nie miałem problemów z pracą.

Jak pan pamięta tamten wieczór, który zmienił pana życie na zawsze?

Wracałem z wypłatą. Zaszedłem jeszcze do baru wypić piwo, a potem szedłem torami do domu. Rzadko kiedy szedłem tą drogą, ale wtedy akurat zamarzyło mi się pójść na skróty. Ktoś musiał wiedzieć, że dostałem wypłatę. Poczułem tylko, że obrywam czymś ciężkim w tył głowy. Padłem nieprzytomny. Zabrali pieniądze i zostawili mnie na torach. Po dwóch tygodniach w skrzynce znalazły się dokumenty.

Przytomność odzyskałem, gdy najechał mnie pociąg. Wyczołgałem się jeszcze spod niego o własnych siłach. Nawet w kompletnym amoku kłóciłem się z kolejarzami, żeby puścili mnie do domu, bo rano strop będziemy robić. Przyjechał lekarz. Dał mi zastrzyk. Obudziłem się po operacji w szpitalu.

Wiele brakło, by maszynista zdążył się zatrzymać?

Problem jest taki, że maszyniści nie jeżdżą jak w samochodzie, gdzie cały czas musisz kontrolować kierownicę. Moja siostra pracowała w PKP, kiedyś przejechała się z maszynistą by zobaczyć jak to jest. Rusza ze stacji, włącza wszystko, a potem pociąg jedzie. Prowadzić nie trzeba. Jak zaświeci światła, widzi na kilkaset metrów jak w dzień. Zadaję sobie to pytanie: może zauważył mnie za późno? Ale później sam sobie odpowiadam: dobrze, że chociaż wtedy.

Pierwsza pana myśl po operacji?

Nie miałem żadnej myśli. Byłem tak naszprycowany lekami przeciwbólowymi, że było mi wszystko jedno. Po prawdzie to nie wiedziałem co się dzieje. Jeszcze następnego dnia myślałem, że to wszystko sen, majak, koszmar. Dopiero trzeciego dnia dotarło do mnie, że to jest chyba rzeczywistość.

Miałem osiemnaście lat. Konkretne plany, konkretne marzenia. Ustalony bieg życia, którym podążałem. A tu nagle straciłem dwie nogi. Gdzie jeszcze człowiek nie wiedział, że jest coś takiego jak protezy. Dziś można na każdy temat sprawdzić informacje w internecie, wtedy? Protezy mi się kojarzyły w najlepszym wypadku z takimi drewnianymi, pirackimi. Dopiero siostra, która pracowała w klinice w Lublinie, przyjechała i wytłumaczyła mi, że dzisiaj protezy są coraz lepsze i dam radę chodzić.

Lekarze straszyli, że będę mógł przejść z kuchni do łazienki i tyle, ale myślałem: dobre i to. Z czasem okazało się, że nie jest tak źle, jak wyrokowali. Co prawda tamte protezy i tak nie miały porównania do tych, które są teraz. Kiedyś i tak musiało się o kulach chodzić, a zedrzeć potrafiły skórę do krwi. Dzisiaj to zupełnie inna technika protezowania, specjalne odlewy, kleje. Dzięki temu funkcjonuję normalnie i bardzo dobrze chodzę. Protezy nic nie uwierają. Czasem jak pracowałem w firmie, dopiero po półtora roku dowiedzieli się, że nóg nie mam. Paleta ślizgła mi się z rąk, spadła na stopy, a ja nic. Janusz, co ty? Podsunąłem nogawkę. Dopiero się skapnęli.

15621739_1125981687499395_1783241435936273411_n

Pamięta pan pierwsze kroki po wypadku?

Cztery miesiące leżałem w szpitalu, bo jedna z nóg nie chciała się goić. Potem pojechałem do sanatorium na naukę chodzenia. Pojechałem do protezowni, stanąłem i byłem przerażony. Obawiałem się wielkiego bólu. Kikuty nie były zaleczone jak teraz, a świeże. Ale nic nie bolało. Trochę wgniatało, ale bez przesady. Największy był wysiłek emocjonalny. Byłem zlany potem, jakbym do wody wpadł. Tu była bariera do pokonania. Ale w sanatorium otoczyli mnie fantastyczną opieką. Naprawdę chcieli, żebym chodził. Nie tak, że zabieg, odfajkowane, do widzenia, tylko szczerze im zależało. No to aż się chciało chodzić.

Wrócił pan do domu i czym się zajął?

Niczym. W domu siedziałem. Wisła to jest piękny teren, ale dla zdrowych ludzi. Mi ciężko było w takim terenie gdzieś się ruszyć. A już jak śnieg sypnął… w tamtych czasach o czteronapędowych samochodach nikt nie słyszał. Pan, co woził mleko, przyjeżdżał do nas saniami. Na gospodarstwie pomóc nie mogłem, samochodu, żeby mnie gdzieś zawieźć, nie mieliśmy. Więc coś ugotowałem czy posprzątałem, gdy rodzice pracowali na gospodarstwie. Jak teraz patrzę wstecz, straszne życie. Takie życie byle tylko żyć.

Ocierał się pan o depresję?

Nie, aż tak nie. Depresji nigdy nie miałem ani skłonności, żeby coś sobie zrobić. Zawsze trzeba być wdzięcznym, ja też byłem. Zdarzyło się? Zdarzyło. Ale niewiele brakło, a straciłbym ręce. Byłem między szynami a pociągiem, to jakby ręka inaczej leżała, odpadłyby jak gałęzie. Człowiek żył z dnia na dzień, bez planów, ale doceniając to, co ma. Tak było dwa lata bodajże, potem przeprowadziliśmy się do Cieszyna.

Przełomem były treningi na pływalni?

Tak. Już w sanatorium próbowałem pływać. Na początku nie chciałem, bałem się, nie umiałem. Ale dostałem szybką szkołę. Co prawda zawsze powiem, że mało mnie nie utopili, ale dałem radę. W Cieszynie był Czesław Banot, dawny piłkarz, który kiedyś dostał w kręgosłup i także jako osoba niepełnosprawna startował w zawodach. Zaprosił mnie do stowarzyszenia osób niepełnosprawnych. Pierwsze spotkanie mnie nie zachęciła, bo najmłodsza osoba poza mną miała około sześćdziesięciu lat, nie byłem pewny, czy to dla mnie. Ale dostałem zaproszenie na basen i tak się zaczęło. Od zabawy, po profesjonalne treningi. Prowadził mnie pan Janusz Widzik, który kiedyś nawet przez kanał La Manche przepłynął. To rodzina, która biła pływackie rekordy Guinessa, fanatycy pływania z dziada pradziada.

Jak często chodził pan na treningi?

Trzy razy w tygodniu na siódmą rano. Wstawałem 5:30, o 6 wychodziłem i szedłem dwa kilometry, czy w deszcz, czy w śnieg. Z dnia na dzień wychodziło coraz lepiej, potem poszło. W końcu pojechałem na mistrzostwa Polski i zdobyłem złoty medal na sto metrów klasycznym. Byłem dumny, to mnie jeszcze napędziło sto razy bardziej do trenowania. Super też, że człowiek zobaczył tylu innych niepełnosprawnych jak sobie świetnie radzą. Dziś jak słyszę pełnosprawnego, że nie umie pływać, to mnie śmiech ogarnia. Pojedź na takie zawody niepełnosprawnych, zobacz jacy pływają. Ten bez rąk, albo jedna ręka i dwóch nóg nie ma, a delfinem płynie. Wielki szacunek dla tych ludzi. Ta przygoda z pływaniem trwała około trzech lat.

Czemu tak drastycznie zmienił pan dyscyplinę?

W sporcie niepełnosprawnych są pewne klasyfikacje medyczne i grupy startowe pod nie dostosowane. Ja byłem w takiej grupie, gdzie pływałem z tymi, którzy mieli jedną całą nogę. Jak on skakał ze słupka to na krótkim basenie nie miałem szans. Pojawiła się lekkoatletyka i od razu zobaczyłem, że tu mogę się realizować. Pierwszy raz wystartowałem na spartakiadzie w Cieszynie. W kategorii open wygrałem wszystko, rzut oszczepem, rzut kulą, choć startowały też niczego sobie chłopy z obiema zdrowymi nogami. Pływania całkiem nie zostawiłem, ale traktowałem je dodatkowo, jako rozluźnienie po ciężkich treningach.

Ciężko pogodzić treningi lekkoatletyczne z pracą?

Ciężko, szczególnie, że najczęściej pracowałem wtedy na nocki jako ochroniarz. Po dwunastu godzinach zmiany szło się na trening. Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że trening niepełnosprawnych to jak rekreacja. Zaprosiłbym takiego eksperta na zajęcia. Jak ktoś dopiero zaczyna, to owszem, może to tak wyglądać, bo przecież kuli szóstki by nie uniósł, tylko się zniechęcił. Ale później? Mój trening od treningu pełnosprawnego kulomiota różnił się tym, że nie mogłem zrobić płotków, wieloskoków. Ale już na ławce wyciskałem 230 kg. Najlepsi zdrowi kulomioci tyle może wyciskają.

11218911_834205806676986_5932026795535978568_n
To jak przy tak intensywnym podziale obowiązków zdążył pan poznać żonę?

A w kościele przypadkowo! Usiadła koło mnie. Byłem już wtedy po igrzyskach w Atenach. Jestem wyznania zielonoświątkowego, zostałem zaproszony by powiedzieć coś o sobie i zawodach. Moja obecna żona usiadła koło miejsca, w którym wcześniej siedziałem, a że też kiedyś trenowała, od słowa do słowa tak się zaczęło. Dziś mamy dwójkę synów, do tego trzeci siedemnastoletni z wcześniejszego małżeństwa. Bardzo fajnie się komunikują, także super.

Ateny musiały być wielkimi emocjami.

Sami najlepsi. Wielka satysfakcja. Nie takie proste się dostać: tak samo trzeba zrobić olimpijskie minimum, żeby pojechać. Byłem dumny i szczęśliwy, że to wszystko fajnie idzie do przodu. Przeżycie niesamowite, bo nie oszukujmy się, na naszych zawodach nie ma tłumów. A tu na inauguracji kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Włosy dęba stają, ciarki z wrażenia. Adrenalina sięga zenitu.

Mówił pan w jednym z wywiadów, że najlepsza atmosfera była podczas igrzysk w Londynie.

Wydaje mi się, że Anglicy podchodzą do zawodów niepełnosprawnych bardzo poważnie i profesjonalnie. Tam ogółem jest kultura chodzenia na zawody sportowe, może to też dlatego. Widownia jest bardzo świadoma, wyrobiona, to nie takie sobie siedzenie na stadionie, żeby poklaskać. Do tego było mnóstwo polonii, więc nie dało się nie wyjść z wioski olimpijskiej, żeby nie zostać zaczepionym i poproszonym o zdjęcie. Mnie udało się zdobyć srebrny medal, także moc pięknych wspomnień.

Dla odmiany Pekin 2008 to chyba największe rozczarowanie.

Nie ma dla sportowca gorszego miejsca niż miejsce czwarte. Przegrałem o jeden centymetr. O mniej się nie da przegrać. Kubeł zimnej wody. Może nie byłem faworytem do złota, ale dawano mi duże szanse. A brąz to minimum, na sto procent! A przecież nie tylko Janusz Rokicki rzuca daleko na świecie. Nie wiem co się wtedy stało. Nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii przygotowań. Podczas igrzysk pobiłem dwa rekordy życiowe, a jednak to nie wystarczyło. Człowiek zadaje sobie pytania: czy mógł zrobić więcej?

Tu brak medalu mimo rekordów, a w Rio srebro mimo kontuzji.

Czułem się przed Rio znakomicie, życiowa forma. Ale miewam szczęście w nieszczęściu. Dziesięć dni przed startem poślizgnąłem się w łazience. Jak ściągam protezy idąc pod prysznic, muszę stanąć na kolanie. Było mokro i stało się co się stało. Zerwałem mięsień łopatkowy i naciągnąłem grzebieniowy. Tyle dobrego, że startowałem w ostatnim dniu, ale treningu nie przeprowadziłem już żadnego. Tylko rehabilitacja pełną parą. Początkowo nie mogłem nawet ruszyć ręką. Zastanawiałem się jak to będzie, gdy pchnę z całej siły – przecież chyba się rozsypię. Ale siłę dawali mi rehabilitanci, a dostałem też zastrzyk energii od synów. W torbie znalazłem liścik na tabliczce czekolady: „Tata, wierzymy, że dasz radę!”. Myślałem tylko o tym, by oddać jedno dobre pchnięcie. To tak naprawdę… nie wyszło. Ale Rosjan nie było, a inni patrzyli, że jestem kontuzjowany i się nakręcali. Pchnąłem słabo, nie byłem w stanie oszukać kontuzji, ale inni się spięli. W każdym sporcie trzeba myśleć, a tutaj rywali poniosło. Zaczęli zapominać o technice, a pchać byle silniej. Tak się nie da i mój rzut wystarczył na srebro.

Porozmawiajmy o dofinansowaniu paraolimpijczyków. Poprawiło się odrobinę?

Jest trochę lepiej, ale kryteria nie są dostosowane do realiów paraolimpijczyków, tylko wrzucają nas do jednego worka z pełnosprawnymi, sprawiając, że są niemożliwe do spełnienia. Medal nie jest tak istotny, ważniejsze jest czy w danej dyscyplinie startowała odpowiednia liczba zawodników. Tymczasem u niepełnosprawnych trudniej o liczebność, nie wszyscy najlepsi będą mogli pojechać, nawet na igrzyska. A jeśli jest za mało zawodników, warunki nie są spełnione i nie ma ani nagrody, ani stypendium. Ktoś trenuje cztery lata, przygotowuje się do igrzysk, startuje, odnosi sukces, nawet złoto. A potem słyszy, że nie spełnił warunków. Co jeszcze miał zrobić? Idiotyzm. A trenerzy warunki spełniają za wyszkolenie zawodnika. Mój trener, Zbigniew Gryźboń, akurat jest taki, że nagrodą za medal się podzielił, ale nie wiem ilu trenerów postąpiło podobnie. A przecież to wielki wkład zawodnika, jego zdrowia i wysiłku. Jest to niesprawiedliwe.

Czyli wielu paraolimpijczyków-medalistów nie dostaje nic?

Tak jest. Teraz były mistrzostwa Europy. Medali kilkadziesiąt. I nikt z zawodników nie spełnił warunków! Żaden nie kwalifikował się według ustawy do nagrody i stypendium. Pan premier Morawiecki i minister Witold Bańka obiecali, że dadzą pół miliona nagrody. I dobrze. Ta suma dla osób postronnych może robić wrażenie. Ale przy podziale na tyle osób wcale nie jest taka, by choćby zrównoważyła wkład własny w treningi. Nikt z nas nie chce się na sporcie dorabiać, chcemy mieć tylko normalne możliwości by go uprawiać. Treningi na tym poziomie są naprawdę wymagające. Idź do pracy na dwanaście godzin, potem jeszcze trenuj – ilu wysiądzie, odpuści, nie dając rady? Ja bym zmienił ustawę na proste zasady. Za konkretne wyniki czy pozycję w rankingu stypendium takie, by pozwalało się przygotować do kolejnej imprezy.

To prawda, że swego czasu, już zdobywając medale, zbierał pan złom?

Tak. 2005 rok. Złoty medal, rekord Europy. Nie pracowałem wtedy na nockach, a zarobić na rodzinę i treningi trzeba jakoś było. Było ciężko, ale co przetrwamy najtrudniejsze, później jest naszym najcenniejszym kapitałem.

Dziś czym się pan zajmuje?

Mam integracyjny klub sportowy w Cieszynie, który prowadzę społecznie, inwestując w to dużo czasu. Do tego treningi, praca i spotkania pomagające zmieniać świadomość na temat niepełnosprawnych, głównie w szkołach. Młodzież nie ma wiedzy o życiu niepełnosprawnych, myśli, że to ktoś biedny, kogo trzeba żałować, nad kim trzeba się litować. A litość potrafi zranić bardziej niż obelga. Chcemy być traktowani po prostu normalnie. Muszę przyznać, że jest pod tym względem coraz lepiej. Na spotkaniach jest zawsze fajny odzew, bardzo je cenię.

Kiedyś powiedział pan, że narzekanie nie ma żadnego sensu.

Nie ma. Nic nie zmieni. Człowiek tylko pogrąży się w marazmie. Od rana do wieczora mógłby narzekać gdyby chciał, zawsze się coś znajdzie. Ale chyba by się przy tym fizycznie wykończył. I wszyscy przy tym człowieku. Jeżeli wstajesz, masz dach nad głową, masz co zjeść, budzisz się zdrowy i masz dwie czyste koszule – to już jest świat. Już jesteś szczęśliwy. Powinno się doceniać normalne, zwykłe rzeczy, bo nie zawsze jest tak jak się chce, ale zawsze można znaleźć coś, za co warto być wdzięcznym. Poza tym będąc osobą pozytywną, nie marudą, pomaga się innym, zamiast ich dołować.

10881583_683156468448588_2334819561360128167_n

Pana cele i marzenia?

Cel to naprawienie ręki po kontuzji z mistrzostw Polski, a jak się uda, mistrzostwa świata za rok i później igrzyska w Tokio.

A pozasportowo?

Wychować dobrze dzieci. I chyba tyle. Nie mam konkretnych marzeń, wygórowanych. Cenię proste życie.

Rozmawiał Leszek Milewski

Fot. Facebook Janusza Rokickiego

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 12
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kapucyn
kapucyn

szymkowiakowy szacuneczek dla tego pana

I don't get involved
I don't get involved

spoko gość, oby mu się wiodło

komentowywacz
komentowywacz

Szacun. Ale jedno ale: nie oskarżałbym zbyt łatwo maszynisty o nieuważne przejechanie kogoś. Pociągi hamują na drodze liczonej w setkach metrów, co na krętym i zalesionym szlaku w okolicach Wisły powoduje że nie ma wielkich szans zobaczyć leżącego na torach gościa i zareagować. Nie jest też prawdą, że mechanik nic nie robi… musi pilnować prędkości (ta jest cały czas rejestrowana), semaforów i innych znaków, prądu oraz powietrza w lokomotywie, a także regularnie zbijać czuwak. No i oczywiście obserwować szlak. Sam wypadek straszny – ci, którzy go zostawili na tych torach powinni w więziennych zabawach w tatusia i mamusię być wyłącznie mamusiami.

lisiec
lisiec

Jak człowiek czyta takie rzeczy, po prostu szczęka opada. Złoty medal olimpijski nie wystarczy do stypendium… Wielki szacunek dla Janusza i wszystkich pozostałych niepełnosprawnych sportowców. Mogli by się zachlać z nieszczęścia, a robią wielkie rzeczy dla ludzi i naszego kraju. Wielkie brawa!!!

Larry Gopnik
Larry Gopnik

Wielki szacunek dla pana Janusza, definicja sportowca.

misieks
misieks

Fantastyczny człowiek i fajny wywiad – dzięki:), a przy okazji odpowiedź na pytanie o narzekanie – mistrzostwo,

Joshua
Joshua

1.Kozak 2. 230kg 3. Mega kozak

renegat
renegat

fajnie sie czyta wywiad z gosciem, ktory pokonuje takie przeszkody. widac, ze jest uparty, ma twardy charakter i mogl rowniez wiele osiagnac w sporcie przed urazem, gdyby w Polsce cokolwiek funkcjonowalo jak nalezy. ale to juz nasze piekielko, z ktorym trzeba sobie jakos radzic. Pan Janusz udowodnil po raz kolejny, ile czlowiek jest w stanie przejsc i jak wazna jest psychika i wpajanie etosu ciezkiej pracy od dziecka.
.
no i zapewne tez sklepalby spokojnie okolo 80% (jesli nie wiecej) doroslych, teoretycznie sprawnych facetow w Polsce.

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz
Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

del

jeremy
jeremy

Fajne są te wasze wywiady jak ten z Januszem albo z tym trenerem na wózku. Człowiek docenia to co ma. Na pewno jest to lepsze niż stękanie wyżelowanego, wytatuowanego kopacza, którego największym sukcesem było pokazanie gołej dupy na meczu reprezentacji

latamito
latamito

Przydałby się taki wywiad przed ważnym dla piłkarzy meczem .
A może niech Peszko przeczyta jak umie ?

mozej
mozej

super wywiad z niesamowitym człowiekiem ! Wielki szacunek, ten facet to wzór dla innych ludzi !
Taka tragedia w tak młodym wieku nie jednemu by zniszczyła życie i człowiek by się załamał a tutaj facet jest tak pozytywnie nastawiony do życia, że każdy powinien brać z niego przykład.
Natomiast śmieszne są te wymagania, które trzeba spełnić by uzyskać stypendium – no ludzie !
Zgarniają medale na wielu dużych imprezach a ministerstwo mówi no fajnie ale i tak nic od nas nie dostaniesz….

Bukmacherka
04.04.2020

Witebsk wygrywa, my zarabiamy. Zagraj z nami w Superbet!

Liga białoruska łatwa w obstawianiu nie jest, ale nam udało się już kilkukrotnie skorzystać z okazji u bukmacherów. Tym razem dopatrujemy się takich w ofercie legalnego buka Superbet. Na co stawiamy w niedzielę? Między nami na wygraną Witebska, czy też na liczbę żółtych kartek. Sprawdźcie, co warto zagrać! FK Witebsk – FK Smalawiczy Ostatnie mecze […]
04.04.2020
Bukmacherka
04.04.2020

Liga białoruska bez podatku? Zagraj to w BETFANIE!

Gra bez podatku u bukmachera? Nie ma niczego lepszego! Dlatego zaglądamy do oferty legalnego buka BETFAN, gdzie stawiając trzy zdarzenia na kuponie, nie musimy odprowadzać podatku od wygranej! A skoro czekają nas trzy pojedynki z ligi białoruskiej, podpowiadamy jak zmontować kupon, żeby wygrać więcej. Eniergietyk-BDU – FK Mińsk Nieoczekiwany mecz na szczycie ligi? Brzmi jak […]
04.04.2020
Kanał Sportowy
04.04.2020

BOXING TALK #2. Adam Kownacki gościem specjalnym Durdy i Pindery

O boksie można rozmawiać godzinami, zwłaszcza z Januszem Pinderą i Edwardem Durdą. Dlatego z całą pewnością będziecie się dziś wieczorem świetnie bawić, jeśli odpalicie Kanał Sportowy. Dwaj znawcy pięściarstwa będą odpowiadać na pytania widzów. Oglądajcie, dzwońcie, bawcie się dobrze! Prosto z USA gość specjalny – Adam Kownacki! 
04.04.2020
Bukmacherka
04.04.2020

Zgarnij darmowy bonus od Totolotka na ligę białoruską!

Legalny polski bukmacher Totolotek dobrze rozumie potrzeby graczy w trudnym czasie! Klienci tego buka otrzymają darmowy bonus za stawianie na ligę białoruską. Przed nami ostatni dzień, w którym rozgrywana jest 3. kolejka tych rozgrywek, więc to ostatnia szansa na załapanie się na nagrodę. A jak ją wykorzystać? Podpowiadamy, typując niedzielne spotkania. Bonus od Totolotka na […]
04.04.2020
Weszło
04.04.2020

QUIZ: Czy wymienisz wszystkich Polaków, którzy zagrali w Lidze Mistrzów w zagranicznych klubach?

Bywały takie czasy, kiedy mieliśmy solidną reprezentację w finale, bywały, gdy nasz rodak stawał się finału bohaterem. Bywały jednak też takie lata, kiedy odliczaliśmy kolejne lata bez polskiej bramki w Champions League, a występ KOGOKOLWIEK z naszych urastał do rangi wydarzenia. Czy jesteś w stanie wymienić wszystkich Polaków, którzy zagrali w Lidze Mistrzów w zagranicznych […]
04.04.2020
Bukmacherka
04.04.2020

Managua rozbije Real Madriz? Postaw na to w eWinnerze!

Przed nami 14. seria gier w Lidze Primera w Nikaragui! Legalny bukmacher eWinner tradycyjnie przygotował ofertę pojedynków na gole w tej egzotycznej lidze. Czy grając takie zdarzenia można zarobić? Oczywiście, o czym przekonujemy w naszej analizie. Co warto zagrać, żeby wzbogacić się na nocnych starciach w Nikaragui? Pojedynek: Juventus Managua – Las Sabanas Juventus kontra […]
04.04.2020
Bukmacherka
04.04.2020

Dynamo Brześć w drodze po kolejny tytuł? Wysokie kursy w BETFANIE!

Mistrzowie kraju świetnie zaczęli sezon, w którym bronią zdobytego przed rokiem tytułu. Jak Dynamo wypadnie w starciu z pogromcą BATE Borysów? Legalny bukmacher BETFAN oferuje ciekawe typy na to spotkanie. Sprawdź, na czym można zarobić w lidze białoruskiej! Dynamo Brześć – Sławija Mozyrz Ostatnie mecze bezpośrednie: WRWWW Poprzednie mecze Dynama: WRRRW Ostatnie spotkania Sławiji: WPWWPW […]
04.04.2020
Weszło
04.04.2020

Pomoc z różnych stron. Glik funduje maseczki szpitalowi z Jastrzębia

 W zgodnej opinii ekspertów, pandemia koronawirusa w Polsce jeszcze nie weszła w najgorszy moment. Gdy popytać w szpitalach, sytuacja sprzętowa do rewelacyjnych nie należy. Ale załoga Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu Zdroju od dzisiaj będzie miała trochę mniejszy ból głowy: z pomocą wyszedł rodowity jastrzębianin i reprezentant Polski, Kamil Glik. Taką wiadomość opublikował […]
04.04.2020
Bukmacherka
04.04.2020

BATE Na Luzie i Bez Ryzyka! Do 25 zł zwrotu w Milenium

Dwa mecze i dwa razy w łeb. Piłkarze BATE Borysów na pewno zakładali nieco lepszy start sezonu. Na Białorusi hasło „bij BATE” jest jednak popularne nawet wtedy, gdy potentat finansowy jest jedynie wicemistrzem kraju. Teraz znana z występów w Lidze Mistrzów drużyna spróbuje się odegrać. Skoro tak, to warto na nich postawić i sprawdzić słuszność […]
04.04.2020
Bukmacherka
04.04.2020

Sobota na Białorusi? Skorzystaj z wysokich kursów w Superbet!

Kolejny dzień zmagań na Białorusi to kolejny dzień szans na zarobek! Trzy dzisiejsze spotkania możemy obstawić w ofercie specjalnej Superbetu. Opcje są dwie – albo wrzucamy to na jeden kupon, albo gramy osobno. My podpowiadamy, jak skorzystać z oferty łączonej na te rozgrywki. Nasze przewidywania Over 2.5 goli gości – zagraj w Superbet po kursie […]
04.04.2020
Weszło
04.04.2020

Facet czyta „365 dni” Lipińskiej, odcinek 3: VIP shopping i piękny fallus

Jesteś mafijnym bosem. Zamierzasz rozkochać w sobie kobietę twojego życia. W jaki sposób tego dokonasz? Don Massimo długo nie zastanawiał się nad odpowiedzią na to zajebiście ważne pytanie i postanowił zadziałać w myśl zasady, że klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Wziął więc Laurę na zakupy uznając, że to najkrótsza droga do jej serca. Żeby […]
04.04.2020
Bukmacherka
04.04.2020

Czas na finały eWinner Cup! Skorzystaj z FREEBETU od eWinner!

Pierwszy w historii turniej Counter Strike’a zorganizowany przez eWinnera wchodzi w decydującą fazę! Już dziś czekają nas emocjonujące pojedynki z udziałem zaproszonych gwiazd. Z tej okazji legalny bukmacher eWinner przygotował dla graczy ciekawą ofertę, w której można obstawić zdarzenia spod znaku turnieju. Co warto zagrać? Podpowiadamy. Krótkie przypomnienie – w zawodach wzięło udział ponad 100 […]
04.04.2020
Weszło Extra
04.04.2020

„Problemem jest brak racjonalności, wydawanie całego budżetu na pensje piłkarzy”

Tomasz Tułacz to trener z najdłuższym stażem w Polsce na szczeblu centralnym. W Puszczy Niepołomice pracuje od ponad 4 lat i zdążył już nauczyć się funkcjonowania w małym klubie, który konkuruje z bogatszymi. W rozmowie z nami szkoleniowiec zdradza, o ile kluby z trzeciej ligi potrafiły przebić w negocjacjach Puszczę, a także dlaczego wyszło to […]
04.04.2020
Kanał Sportowy
04.04.2020

Trenuj z Kanałem Sportowym! Zapraszają Qczaj i Michał Pol

Zardzewieliście podczas kwarantanny? Trochę za bardzo zasmakowały wam domowe obiadki z dokładką zamiast szybkiej przekąski wszamanej w biegu? A może po prostu chcecie się za siebie wziąć? Mamy dla was idealną propozycję na czas kwarantanny – trening z Kanałem Sportowym. Dzisiaj Qczaj i Michał Pol wszystko wam pokażą i objaśnią. Zobaczycie – będzie i wycisk, […]
04.04.2020
Weszło
04.04.2020

„Piłkarze Pogoni zachowali się przyzwoicie. Wszyscy zgodzili się na obniżki”

– W ogóle nie było żadnej walki z zawodnikami. Od początku, odkąd poznaliśmy ustalenia, z których jestem bardzo dumny, bo po raz pierwszy zdarzyło się, żeby prezesi polskich klubów mówili jednym głosem, rozmawialiśmy najpierw z radą drużyny, a potem z tymi, którzy mieli jeszcze jakieś wątpliwości. Generalnie mogę powiedzieć, że wątpliwości były znikome. Raczej dotyczyły […]
04.04.2020
Weszło
04.04.2020

Pandemia, godzina policyjna? Nic nie powstrzyma Prijovicia przed wypadem do kawiarni

Piłkarze pochodzący z Bałkanów stereotypowo są postrzegani jako ludzie nieco narwani, których niezwykle trudno zdyscyplinować. Często jest to stereotyp mocno krzywdzący, ponieważ jesteśmy w stanie wskazać paru piłkarzy z tamtej części Europy, za którymi nie trzeba biegać z kijem, żeby zachowywali się jak należy. Ale tacy goście jak Aleksandar Prijović przypominają nam jednak, że stereotyp […]
04.04.2020
WeszłoTV
04.04.2020

STAN FUTBOLU. Mroczek: „Zwróciliśmy się do miasta, by obniżyć finansowanie klubu o 50%”

Jak co sobotę – zapraszamy na Stan Futbolu. Tym razem w programie Krzysztofa Stanowskiego łączenia z Jarosławem Mroczkiem (prezesem Pogoni Szczecin) i Euzebiuszem Smolarkiem (prezesem Polskiego Związku Piłkarzy). Czasy mamy arcyciekawe, więc z takimi gośćmi tematów to omówienia na pewno nie zabraknie. 
04.04.2020
Weszło Extra
04.04.2020

Zbrodnia bez kary. Jak legendarny bramkarz utopił swojego kumpla

Franjo Glaser to znacząca postać w dziejach bałkańskiego futbolu. W latach trzydziestych i czterdziestych minionego stulecia mógł on uchodzić nie tylko za najlepszego bramkarza w Jugosławii, ale i w całej Europie. Dzięki sportowej postawie szybko zyskał sławę i powszechny szacunek, stał się w swoim kraju wielką gwiazdą. Gwiazdy zaś, co tu kryć, miewają swoje humory […]
04.04.2020