ZajeHarry Kane
Anglia

ZajeHarry Kane

Zmęczony. Zajechany. Wypalony. Z takimi określeniami musi się w ostatnich dniach mierzyć Harry Kane. Król strzelców mundialu, jeden z najlepszych napastników świata, który na starcie sezonu jest cieniem samego siebie.

5 meczów, 2 gole, 1 asysta. Zdjęta bramkami w kolejnych starciach z Fulham i Manchesterem United klątwa sierpnia. Teoretycznie mogłoby się wydawać, że nie ma co bić na alarm. Że Kane jak zawsze powoli wchodzi na obroty i już za moment rywale będą przez niego dziurawieni jak sito.

Rzecz w tym, że niewiele w grze Kane’a na to wskazuje.

Kapitan reprezentacji Anglii oddał w tym sezonie przez 448 minut gry zaledwie 4 celne strzały. Mniej niż Cenk Tosun. Mniej niż Steve Mounie. Niż Raul Jimenez. Niż Danny Ings. O Aleksandarze Mitroviciu (10 celnych uderzeń, najlepszy wynik w lidze) nawet nie wspominając. 

W ogóle Kane średnio uderza o połowę rzadziej niż w poprzednich rozgrywkach, gorzej drybluje, a w ostatnim starciu z Liverpoolem zanotował zaledwie 9 celnych podań. Nie trzeba być matematycznym geniuszem, by policzyć, żę to średnio jedno udane zagranie do partnera na dziesięć minut gry.

Harry Kane 2017/18 vs. Harry Kane 2018/19
Strzały/mecz: 5,0 vs. 2,4
Strzały celne/mecz: 2,1 vs. 0,8
Udane dryblingi/mecz: 1,3 vs. 1,0
Kluczowe podania/mecz: 0,9 vs. 1,0
Liczba podań/mecz: 17,8 vs. 19,4
Celność podań: 71,2% vs. 70,1%

Jako zarzewie problemu wszyscy na wyspach wskazują na zmęczenie. Psychiczne, bo to Kane był liderem Anglików na mistrzostwach świata, to na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za zdobywanie bramek, to on miał wziąć kolegów na plecy i nieść ich jak najdalej. Ale przede wszystkim fizyczne, bo od początku mistrzostw świata nie znalazłoby się wielu zawodników mających na swoim koncie tak wiele minut.

Zrzut ekranu 2018-09-18 o 10.24.37Minuty rozegrane od mistrzostw świata aż do dziś przez wybranych pomocników i napastników uczestniczących w mundialu.

Co jednak wydaje się być dziś jeszcze ważniejsze, to fakt, że przecież nie tak dawno – w marcu – Kane bardzo szybko chciał wrócić (i wrócił) do grania po kontuzji kostki. W zasadzie już od tamtej pory wyglądając nie najlepiej, na co zwrócił uwagę w swoim felietonie dla „The Sun” Alan Shearer, stwierdzając też, że zdobycie Złotego Buta, w ogromnej mierze dzięki bramkom ze słabiutką Panamą i niewiele mocniejszą Tunezją, przykryło nieco tamten problem, który do dziś się na snajperze Kogutów bardzo mocno odbija. Craig Bellamy w programie Sky Sports „The Debate” stwierdził wręcz, że Kane desperacko potrzebuje odpoczynku i że gdyby był zawodnikiem w typie na przykład Arjena Robbena, bazującym bardzo mocno na swojej szybkości eksplozywnej, prawdopodobnie już zdążyłby go dopaść uraz przeciążeniowy.

Rzecz w tym, że nie za bardzo jest kiedy Kane’a oszczędzać – Tottenham dziś zaczyna granie w Champions League starciem w Mediolanie z Interem. Trudno też oczekiwać, by Mauricio Pochettino odstawił swoją najgroźniejszą broń do magazynu, skoro już teraz strata do liderów – Liverpoolu i Chelsea – wynosi 6 punktów. Szansą była przerwa reprezentacyjna, jednak kapitan Anglików nie tylko zagrał 90 minut w Lidze Narodów, ale wszedł też na ostatnie pół godziny w spotkaniu towarzyskim ze Szwajcarią w Leicester. I to mimo że Gareth Southgate sam przyznał, że jego najlepszy napastnik jest zmęczony.

Co gorsza dla Tottenhamu, Kane jest symbolem problemu, z którym zmagają się też inni zawodnicy Kogutów. Owszem, latem fani Spurs mogli dumnie wypinać pierś, bo żaden inny klub nie miał tak wielu przedstawicieli wśród półfinalistów mundialu. Ale przez to kluczowi gracze bardzo późno dołączyli do treningów i tak naprawdę nadal szukają swojej formy. Podczas gdy Liverpool – ostatni rywal ekipy z północnego Londynu – od początku przedsezonowych przygotowań mógł korzystać z Robertsona, Gomeza, Milnera czy Keity (wszyscy zagrali z Chester 7 lipca, wszyscy wybiegli od pierwszej minuty na Wembley), w klubie z White Hart Lane świeciło pustkami. Aż siedmiu spośród jedenastu wybrańców Pochettino na potyczkę z The Reds grało na mundialu do samego końca.

Trzeba to powiedzieć wprost – gdy Mauricio Pochettino tuż po zamknięciu okienka transferowego deklarował, że oto nadchodzi najtrudniejszy sezon dla jego Tottenhamu, wiedział doskonale, co mówi. Żaden inny menedżer w Premier League nie musi się w takim stopniu jak on popisać wzorowym zarządzaniem zmęczeniem swoich podopiecznych.

Wystarczy szybkie spojrzenie w kalendarz, by pojąć, jak karkołomne to zadanie.

18.09: Inter – Tottenham (Liga Mistrzów)
22.09: Brighton – Tottenham (Premier League)
26.09: Tottenham – Watford (Carabao Cup)
29.09: Huddersfield – Tottenham (Premier League)
3.10: Tottenham – Barcelona (Liga Mistrzów)
6.10: Tottenham – Cardiff (Premier League)

SZYMON PODSTUFKA

fot. NewsPix.pl