„Czekam na zapowiedziane procesy”. Przeczytaj rozmowę z Szymonem Jadczakiem
Weszło

„Czekam na zapowiedziane procesy”. Przeczytaj rozmowę z Szymonem Jadczakiem

Gigantyczną burzę wywołał materiał Szymona Jadczaka na temat Wisły Kraków. Dzisiaj Szymon gościł w Weszło FM, gdzie przez niespełna dwie godziny opowiadał o kulisach pracy nad swoim reportażem i cierpliwie odpowiadał na pytania Kamila Gapińskiego, Dariusza Urbanowicza, użytkowników Twittera oraz słuchaczy. Jeżeli ktoś nie ma czasu czy możliwości, żeby przebrnąć przez dwugodzinne słuchowisko (choć gorąco do tego zachęcamy, warto) – zapraszamy do wersji tekstowej. Wyciągnęliśmy z rozmowy najgorętsze wątki.

*

Podejście wielu kibiców Wisły Kraków do reportażu można podsumować tak: „wszyscy już to wiedzą, prasa lokalna od dawna o tym pisała”.

Facet, który brał udział w zabójstwie pracuje w Wiśle na kasie, ma dostęp do danych kibiców, do ich adresów. Faceci, którzy bili kolegów za nic, pluli, kopali, zostali skazani i otrzymali zakazy stadionowe – potem też pracują w klubie. Też mają dostęp do danych osobowych. Mogą sobie sprawdzić, czy ten, kogo wcześniej pobili wciąż chodzi na mecze. Wiceprezesem klubu był facet, który miał zorganizować akcję ostrzelania ich stadionu, po czym Wisła miała gigantyczne problemy. Zadaje się z bojówką wiślacką, będącą regularnym gangiem. Jeżeli ja tych kibiców nie przekonam swoim materiałem, to ich już nic nie przekona. Jeżeli uważacie, że to jest normalne, spoko. Bawcie się dalej. Wisełka na pierwszym miejscu, nie ma żadnych problemów.

Padają argumenty, że podobny materiał może powstać o każdym polskim klubie.

Czytałem akta dotyczące innych klubów, na przykład Lecha Poznań. Tam też są mocne rzeczy, ale tak mocnych jak tutaj – nie ma. Pokażcie mi materiały o innych klubach, o nich też zrobię reportaż. Drążyłem i kopałem wokół Cracovii, nie znalazłem takich nieprawidłowości. Sam nie chcę za bardzo zdradzać, czym się w tej chwili zajmuję, żeby nie ułatwiać zadania przeciwnikowi.

Jak to wygląda w Ruchu Chorzów?

Tam jest inna sytuacja, bo katowicka prokuratura ma inne podejście do tematu niż krakowska. Rozwiązuje te sprawy w dość zdecydowany sposób. Ruch jest regularnie rozbijany, choć to wszystko się wciąż odradza. Ostatnio też zostało zatrzymanych ileś osób z Ruchu. Ta bojówka została skutecznie, na tę chwilę, rozbita. Dlatego, że policja działa regularnie, nie narodziła się taka legenda jak „Miśka”. Wiem, że podchody pod wejście do klubu też w Chorzowie były.

Śledziłeś całą drogę „Miśka”?

To jest w Krakowie legenda. Każdy mówi: „ktoś za nim musiał stać”. Jest parę osób, które twierdzą, że uwierzyły w jego resocjalizację. Są tam tragiczne historie. Ktoś mu pomógł, on później tak tego kogoś potraktował, że ta osoba do dzisiaj odczuwa bolesne tego skutki. Tragiczne są historie byłych działaczy, którzy przez to, co się tam kiedyś wydarzyło musieli się pożegnać z klubem, albo z samochodem. Który spłonął.

Wkrótce „Misiek” zapewne wystąpi o list żelazny i tutaj przyjedzie. Ileż można się ukrywać i jeździć po świecie. Zostawił partnerkę, dziecko, zostawił przede wszystkim Wisłę. Czego o nim nie mówić, on naprawdę kocha ten klub. Siedzi teraz gdzieś w ciepłych krajach i podejrzewam, że najbardziej mu brakuje tych trybun, kumpli, wszystkiego co związane z Wisełką.

Jakie są relacje „Miśka” z politykami?

Wiem o jego relacjach z co najmniej jednym politykiem, który działa w Krakowie. Sam „Misiek” mówił, że tego gościa ma już dość, bo ciągle mu truje. Wiem, że ten polityk wciąż do „Miśka” na loży podchodził, zagadywał, obiecywał, chciał robić wspólnie różne rzeczy. „Misiek” mówił, że on nie lubi chodzić na lożę, bo wszyscy go zaczepiają. Woli siedzieć z kibicami, na zwykłych miejscach.

Opowiem wam historię, jak to było z procesem „Miśka”, kiedy on pozwał Gazetę Wyborczą. Tam pierwszy raz pojawia się pani Marzena. Jak się odsłuchuje nagranie z tej rozprawy, to jest komedia. Najpierw pani Marzena próbuje przekonać sąd, że pozew, który napisała jest napisany dobrze. Sąd twierdzi, że nie. Przepychanka na poziomie pierwszego roku prawa. Potem się okazuje, że na rozprawie nie ma pana M. Sędzia pyta, gdzie on jest? Pani Marzena coś tam kluczy, że szedł ulicą i nie dotarł. Okazało się, że pan „Misiek” został zatrzymany w szwedzkim areszcie podczas wyjazdu Śląska Wrocław na mecz z IFK Goeteborg. Na trzecią rozprawę ani pani Marzena, ani pan „Misiek” już w ogóle nie przyszli.

Pani Marzena funkcjonuje jako kobieta, która reprezentowała „Miśka” ale znalazłem też jedną sprawę, w której reprezentowała Damiana D. Pan Damian wszedł na płytę boiska, a ochrona uznała, że nie ma prawa tam przebywać. W końcu dowódca podjął decyzję, że trzeba go wyprowadzić siłą. Sprawa trafiła do sądu. Raz został skazany, drugi raz też. Wedy pani Marzena została jego obrońcą i napisała taką apelację, że finalnie został uniewinniony.

Po co mówić o Damianie Dukacie per „Damian D.”? O prezes Sarapacie wypowiadasz się pełnym nazwiskiem.

Nasi prawnicy uznali, że ciężar zarzutów, które przedstawiamy jest na tyle poważny, że ze względów prawnych powinniśmy go tak nazywać. Natomiast nie przedstawiłem tego kalibru zarzutów wobec pani prezes.

Czy to nie jest celowy zabieg, żeby zrobić wrażenie, iż mówimy o osobie skazanej, o przestępcy?

Ja czekam na te zapowiedziany procesy, jakieś już informacje o nich się pojawiły. W materiale zamieściłem 10% tego, co udało mi się zebrać w temacie Wisły. Jak zaczną się takie procesy to będę mógł w końcu spokojnie przepytać pana Damiana i panią Marzenę Sarapatę na sali sądowej. Myślę, że takie procesy będą się cieszyły potężnym zainteresowaniem i dopiero tam zaczną wychodzić ciekawe rzeczy. To będzie też kopalnia tematów dla mediów.

Pan Dukat informuje wyraźnie, że 8 marca 2013 roku przebywał w Barcelonie, a nie w Krakowie, więc nie mógł ostrzelać stadionu. Ma na to twarde dowody.

Ekstra, bo ostrzelanie odbyło się rok później. Myślę, że przez rok mógł jednak wrócić do Polski.

Podobno data została już sprostowana. To zmienia odbiór społeczny materiału.

Niech pokaże te dowody, zawsze jest droga prawna. Jeżeli Wisła uzna, że nie ma problemu i obecność pana Damian D. jej nie przeszkadza, to niech on dalej tam rządzi. W aktach widziałem dużo więcej nazwisk osób skazanych, ich też można pozatrudniać na kasie. Kolejnych gangsterów, ich partnerki. Jeżeli ktoś uważa, że takie zabiegi pomagają Wiśle, można to wszystko zrobić.

W lipcu pan Damian D. zrezygnował z funkcji wiceprezesa. Może to ma jakiś związek, może nie, ale tuż przed tą rezygnacją przyszedł do klubu anonim. Dostałem go również ja, autor tekstu podpisał się jako „Psi detektyw”. Ten anonim zaczyna się od tego, że jeżeli zarząd nie poda się natychmiast do dymisji, to ujawnione zostaną takie rzeczy: zdjęcie pana Damiana z wytatuowanymi emblematami „Sharksów”, zdjęcie na imprezie z „Sharksami” i opisy interesów. Autor anonimu twierdzi, że firmy powiązane z panem Damianem i panią Marzeną mają podpisane z Wisłą niekorzystne dla klubu umowy, które służą do zarabiania pieniędzy dla osób spokrewnionych z zarządem Wisły. Nie byłem w stanie tego sprawdzić, ale tuż po tym anonimie pan Damian zrezygnował z członkostwa w zarządzie.

Damian Dukat twierdzi, że nigdy nikogo nie uderzył.

Oglądałem monitoringi z jego udziałem i, jak to się mówi, jego oświadczenie nie polega na prawdzie. Wtedy był konflikt na trybunach Wisły, wewnętrzny, między kibicami. Pan Damian razem z bojówką „Sharksów” pacyfikował kibiców własnego klubu. Jeśli coś mi się nie mieści w głowie w związku z tą sprawą, to właśnie fakt, że kibice Wisły bronią takich ludzi.

Z jakim odbiorem materiału się spotkałeś?

Bałem się, że to zostanie zamilczane. Mieliśmy takie sytuacje, że próbowaliśmy ludzi zaprosić do studia, żeby to skomentowali. Nikt nie chciał. Wszyscy bali się o swoje rodziny. Rozumiem to, też wiem kim są ludzie, których przedstawiłem. Wiem, dlaczego dziennikarze nie chcą na ich temat rozmawiać. Ale zamilczenia nie ma. Są dwa rodzaje reakcji. Pierwsza to trolle. Od wczoraj mogę ich wreszcie wszystkich na Twitterze blokować. Wcześniej chciałem być na bieżąco, więc musiałem ich czytać i z nimi rozmawiać. Chłopaki – dzięki za współpracę, ale przytyki, że jestem żałosnym kibicem Radomiaka czy żałosnym dziennikarzem TVN-u już mnie nie interesują. Jeżeli uważacie, że nic się nie stało, zgoda. Za rok znowu będziecie mieli problem, znowu będziecie pisali: „pomóżcie ratować Wisłę”. To widocznie już kwestia przyzwyczajenia ludzi w Krakowie. Spoza Krakowa reakcje są takie, że odbiorców to zszokowało.

Ironia losu polega na tym, że akurat wczoraj Wisła zmiażdżyła Lechię i wskoczyła na fotel lidera.

Klubowi życzę jak najlepiej, naprawdę. Ale nie wierzę, że coś tam się zmieni. Na wczorajszym meczu w loży zasiadał wicepremier Gowin, prezes TVP Kurski. W tej samej loży był pewien człowiek, który jest bardzo dobrym kolegą „Miśka”. Nie chcę za dużo zdradzać. Ten facet robił różne ciekawe rzeczy z różnymi kibolami. Jeżeli on jest w tej loży, a obok niego znaczący politycy, to myślicie, że coś się tam zmieni?

Skąd przyzwolenie w klubach na powiązania z półświatkiem?

Jeżeli patrzeć na to od strony właścicieli, głównym powodem jest strach. Nikt nie chce mieć problemów z bandytami. Rozmawiałem z ludźmi, którzy próbowali z tym walczyć. Pogróżki to wówczas standard. Jednak jeżeli pod szkołą twojego dziecka o ósmej rano pojawia się banda kiboli, albo na twoim prywatnym domu widnieją nienawistne napisy, to zaczynasz się zastanawiać. I dochodzisz do wniosku, że warto się dogadać.

Zarzuca się TVN-owi, że jest to stacja znana z anty-kibicowskiej retoryki. Tobie natomiast, że materiał jest inspirowany i oparty na anonimowych wypowiedziach i ogólnikach.

Ogólniki i anonimy… Pismo pani Marzeny Sarapaty, wysłane na papierze firmowym Wisły do krakowskiego sądu, tydzień po tym, gdy facet zostaje skazany na trzy lata więzienia. W którym ona pisze, żeby temu człowiekowi uchylić areszt, to ona go zatrudni jako kasjera. Jeżeli to jest anonim, to chyba się nie dogadamy.

Co do teorii spiskowych, to jest tego trochę. Ja sobie to śledzę na różnych forach Wisły. Najbardziej mi się podoba teoria, że zrobiłem ten materiał, ponieważ Bogusław Leśnodorski był zainteresowany przejęciem Wisły. I w porozumieniu z nim zbijam cenę klubu. Powiem wam, że ktoś naprawdę grubo szyje. Śmiejemy się z tego, ale to mnie uderza. Kibice Wisły mają totalny problem w klubie. Dopiero co zostali cudem dopuszczeni do rozgrywek. Co chwilę pojawiają się jakieś kłopoty organizacyjne. Tymczasem – co jest problemem? Jadczak i TVN. To, że nie można znaleźć inwestora, że nie ma z czego zapłacić za stadion, o tym nie słyszę.

Jak sobie radzić ze świadomością, że wiele osób z Wisły będzie próbowało cię ośmieszyć? Masz dowody, które okażą się wystarczające dla sądu?

Co do ludzi z Wisły, to przede wszystkim chciałbym im przy okazji podziękować. Chyba wszyscy dobrze wiemy, że bez pomocy ludzi związanych z klubem ja bym tego materiału nie zrobił. Nawet mimo tej psychozy strachu znalazło się zaskakująco dużo ludzi, którzy chcieli mi pomóc. Nawet wśród „Sharksów” są tacy, którzy stwierdzili, że wszystko zaszło już za daleko i zdecydowali się mi pomóc przy tworzeniu reportażu. A że później wyzywają mnie w Internecie… Może tak trzeba, żeby podczas prywatnych spotkań mogli ze mną normalnie rozmawiać. Godzę się z tym. Co do procesu – to wiąże się z przesłuchaniami wielu osób, z wyciąganiem różnych dokumentów. Taki proces mógłby być bardzo oczyszczający dla samej Wisły.

Gdy próbowałeś dotrzeć do Sarapaty i Dukata, dlaczego nie zadawałeś im pytań w trakcie konferencji?

Za panem Damianem D. i panią Marzeną Sarapatą biegałem od pół roku. W grudniu wysłałem pierwsze pytania, wtedy jeszcze pracowała w Wiśle poprzednia pani rzecznik. Wymieniliśmy kilkadziesiąt maili. Widać w reportażu, co zrobiła. Umówiła się ze mną na rozmowę w cztery oczy i zamieniła ją w konferencję prasową. Gdybym wywalił te wszystkie materiały przy innych dziennikarzach, to mógłbym równie dobrze sobie ten reportaż opublikować o trzeciej w nocy. W TVN Meteo. Nikt by na to nie zwrócił uwagi. Moja praca polega na robieniu ciekawych materiałów, a nie na dzieleniu się wiedzą z resztą dziennikarzy.

Czy było w porządku przepytywać Damiana Dukata, gdy ten szedł na cmentarz?

Pojechałem pod cmentarz, wiedziałem, że Damian D. tam będzie. Unikał mnie przez pół roku. Zobaczyłem jego służbowe Volvo sto metrów przed cmentarzem. Gdy pokonywał te sto metrów, zadałem mu pięć pytań. Gdy wychodził, spróbowałem dopytać. Ani na chwilę nie przekroczyłem granicy cmentarza.

Wisła wydała oświadczenie w sprawie twojego materiału.

Wiem, że zostało wynajętych kilka kancelarii prawnych, żeby się tym zająć. Jak to przeczytałem po tej informacji o prawnikach to stwierdziłem, że coś tu jest nie tak. Nie bardzo rozumiem. Ja po swoim materiale, żeby wszyscy zrozumieli jego istotę, pokazałem jedenaście punktów, które wskazują na związki Wisły z gangsterami. Do ilu punktów się odnosi to oświadczenie? Jak mamy konkretnie rozmawiać, to nie piszmy, że klub zakazał sektorówek. Jaki to ma w ogóle związek z reportażem?

Daję 5% szans, że coś się w klubie zmieni i dla tych pięciu procent warto było zrobić ten materiał. To jest płonna nadzieja, lecz ja chciałbym konkretnych rozmów z władzami Wisły. Kiedy idę na konferencję poświęconą związkom Wisły z gangsterami, to nagle rozmawiamy tam o temacie Paula Bragiela. Koledzy dziennikarze – egzekwujcie, żeby odpowiadano wam na pytania i trzymano się faktów. I dla was będzie lepiej i dla Wisły. Bo to, że ktoś wyjdzie i zacznie opowiadać totalne farmazony o inwestorze niczego nie zmieni. Zawsze jak się coś wydarzy, to pojawia się temat potencjalnego inwestora. Gdyby się pojawił ktoś chętny, żeby kupić Wisłę, to na pewno porozmawiałby wcześniej z Bogusławem Cupiałem. A to co oni zrobili Cupiałowi na końcu… Po pierwsze, ani pan Cupiał już nigdy do Wisły nie wróci, ani nikogo nie zachęci do inwestowania. Zniechęcili go skutecznie.

Wstrząsające były relacje o podpalaniu samochodów i laniu wrzątku do ust.

To jest szokujące, że ci ludzie gorzej traktują swoich kolegów niż przeciwników. Katowanie swoich kibiców na trybunach, opluwanie kumpli po szalu… Kurczę, ci ludzie mówią o wierności, miłości do klubu, przywiązaniu do barw? Jak można to połączyć?

*

TUTAJ ZNAJDZIESZ CAŁOŚĆ ROZMOWY

fot. FotoPyk