Piłkarze Warty ogłosili strajk. Albo sprzedaż klubu, albo wycofanie z rogrywek
Weszło

Piłkarze Warty ogłosili strajk. Albo sprzedaż klubu, albo wycofanie z rogrywek

We wtorek piłkarze Warty Poznań nie wyszli na trening. To forma protestu, jaką zawodnicy podjęli wobec chaosu pochłaniającego klubu. Od miesięcy nie ma pieniędzy na ich wypłaty, a niedawno przestało wystarczać nawet na wodę podczas treningu. Rządząca klubem rodzina Pyżalskich ma problemy finansowe, klub właściwie już ich nie interesuje, ale mimo chętnego kupca na klub negocjacje tkwią w martwym punkcie. Sprawa na ten moment jest jasna – albo w ciągu najbliższych dni Pyżalscy podpiszą umowę z nowym inwestorem, albo klub zostanie wycofany z rozgrywek.

Pierwszy raz od początku tego zamieszania zdecydowaliśmy się na to, by nie wyjść na trening. Mamy dość. Nie możemy normalnie funkcjonować, gdy dookoła panuje wszechobecny chaos i nie mamy zapewnionych podstawowych warunków do normalnego wykonywania zawodu. Pragniemy normalności i stabilizacji. Dzisiaj nie mamy pewności co wydarzy się jutro – przyznają rozgoryczeni piłkarze. Oni i tak długo wytrzymali. Zaległości w wypłatach wobec nich sięgają kilku miesięcy, a przecież Warta nie jest klubem, który płaci krocie – najlepiej opłacany zawodnik zarabia równowartość dwóch średnich krajowych.

Warta jest klubem, który w pełni zależy od sytuacji finansowej jedynego właściciela, czyli Pyżalskich. Jeśli w Family House, ich firmie, dzieje się źle, to źle dzieje się też w klubie. Klub jest wspierany tylko przez drobnych sponsorów, miasto nie łoży na spółkę Warty ani złotówki. W zespole z Dolnej Wildy od miesięcy jest krucho z pieniędzmi, ale tak fatalnej sytuacji finansowej jeszcze nie było. Pyżalscy nie mają pieniędzy na wypłaty piłkarzy, na wynajem boiska w Grodzisku Wielkopolskim (remont obiektu w Poznaniu też przedłuża się przez problemy finansowe), nawet na zgrzewkę wody na trening i mecze.

Klub zostałby pewnie wycofany z rozgrywek, gdyby nie światełko w tunelu, którym jest chętny kupiec. Rozmowy między nim a Pyżalskimi trwają od kilku tygodni. Wiadomo, że działa on w branży marketingowej i uchodzi za człowieka, który byłby w stanie dźwignąć klub na nogi. Po przeciągających się rozmowach widać, że jest też zdeterminowany, bo widząc kolejne „ale” Pyżalskich inny człowiek rzuciłby te rozmowy w cholerę. Tymczasem to z jego kieszeni ufundowana jest kroplówka, która trzyma klub przy życiu. On – bez pewności wejścia do klubu – daje pieniądze na najważniejsze wydatki. Oczywiście daje je z pominięciem przejścia kasy przez ręce Pyżalskich.

Umowa między potencjalnym właścicielem Warty a jej obecnymi zarządcami jest właściwie gotowa do podpisu. Kością niezgody jest kwestia sprawowania pieczy nad szkoleniem – nowy inwestor chciałby mieć je pod kontrolą, a Pyżalscy (z kompletnie niezrozumiałych względów) chcą zachować je pod swoją kontrolą. Obecni właściciele chcą nadal mieć swój skromny wpływ na klub i – przy poprawie stanu Warty – odgrywać w nim rolę. Ale w budynkach klubowych przy Drodze Debińskiej nikt nie chce już na nich patrzeć. Popadli w konflikt z niemal cały pionem sportowym i organizacyjnym klubu. Wszyscy widzą, że Pyżalskim nie zależy już na tym, by dwukrotny mistrz Polski utrzymał się na powierzchni. Traktują klub jak zabawkę, którą po latach utrzymywania (co trudno pominąć) rzucili w kąt, ale nie chcą oddać jej innemu dziecku. Pies ogrodnika.

Piłkarze ogłosili strajk i liczą, że ich protest coś zmieni. I tak długo byli cierpliwi – to dzięki ich grze klub wygrzebał się z III ligi, awansował do II, a wreszcie dość niespodziewanie trafił na zaplecze Ekstraklasy. Nawet grając cały początek sezonu na wyjeździe – bo wszystkie mecze domowe rozgrywali w Grodzisku Wielkopolskim – udało im się przejść przez trzy kolejki bez porażki. Ostatni mecz z ŁKS-em odbył się jednak już w atmosferze pogrzebu, a Petr Nemec nie chciał nawet krytykować swoich piłkarzy po porażce. – Grają z innymi myślami w głowie. Wcale im się nie dziwię – przyznał czeski szkoleniowiec.

Klub stoi na rozdrożu – jeśli nie wysadzi z wozu Pyżalskich jeszcze tym tygodniu nastąpi wycofanie z rozgrywek. Cierpliwość nowego inwestora też się kończy i nie chce przeciągać rozmów z Pyżalskimi w nieskończoność. – Apelujemy o to, by obecny i nowy właściciel jak najszybciej doszli do kompromisu i porozumienia. Chcielibyśmy, by tak zasłużony klub jak Warta nadal przynosił chlubę miastu i kibicom – przekazują nam piłkarze.

Z naszej strony apel do Izabelli i Jakub Pyżalskich – oddajcie już Wartę w nowe ręce i nie zarzynajcie klubu z taką historią. Jeśli odejdziecie teraz, to za kilka lat ludzie nie będą o was pamiętać. Ale jeśli zepchniecie Wartę na dno, to piłkarska Polska wam tego nie zapomni.

O sytuacji Warty rozmawialiśmy również w magazynie „Pierwszoligowiec”.