W Lechu piłkarze wymusili zmianę ustawienia? Nie do końca…
Weszło

W Lechu piłkarze wymusili zmianę ustawienia? Nie do końca…

Wiele wskazuje na to, że Lech Poznań już w meczu z Zagłębiem Lubin wróci do systemu z czwórką obrońców. „Wróci” – czyli zagra znów na czterech w defensywie, ale to nie oznacza, że już w tym sezonie trójki w tyłach w Poznaniu nie obejrzymy. Część fanów Kolejorza jest jednak oburzona, bo uważa, że do tej zmiany taktycznej doprowadzili marudni piłkarze, a wnoszą to po wypowiedzi Marka Bajora, drugiego trenera: – Słuchamy opinii zawodników i wiemy, że nie do końca ten system im odpowiada, dlatego bierzemy pod uwagę opcje grania czterema obrońcami.

A w Poznaniu przecież miało być inaczej – to trener miał mieć decydujący głos, to on miał ustawiać zespół do pionu i nie być uległy. A teraz wygląda na to, że znów ogon kręci psem, a piłkarze rządzą szatnią. Czytamy np. na stronie Przeglądu Sportowego, że piłkarze naciskali na powrót do czwórki w obronie.

No, nie do końca tak to wygląda. Generalnie powrót do starego systemu chodził Ivanowi Djurdjeviciowi po głowie już od kilku tygodni, ale ustawienie 3-4-2-1 przynosiło efekty w postaci demolki Zagłębia Sosnowiec czy wyciśniętego fuksem zwycięstwa nad Śląskiem. Dopiero po starciu z Wisłą Kraków i blamażem 2:5 do trenera dotarło, że taka formacja owszem daje wiele możliwości w ataku, ale przy słabo broniących stoperach i wahadłowych to – jak to mówił Smuda – podejmowanie harakiri. A Lech na środku obrony ma elektryczną trójkę Janicki-Vujadinović-De Marco, z kolei na wahadłach Djurdjević musiał wybierać ostatnio głównie wśród nominalnych skrzydłowych. A wahadłowi powinni być przecież obrońcami, który czasami atakują, a nie pomocnikami, którym zdarza się wrócić do obrony. Ani Jóźwiak, ani Makuszewski nie bronią tak, by wspomóc trzech stoperów.

I widzieli to też sami piłkarze, którzy w luźnych rozmowach ze sztabem przyznawali, że być może warto przejść na system z czwórką z tyłu. Nie było w tym narzekania, biadolenia, nacisków czy celowego rozkładania przed Wisłą Kraków autostrady do bramki – byle tylko Djurdjević wrócił do czwórki w obronie. Po prostu w luźnych rozmowach ze sztabem przez zawodników przebijała się teza, że być może zmiana formacji jest dla Lecha bardziej korzystna. Szczególnie przy obecnej sytuacji kadrowej, gdzie kontuzjowany był Kostewycz i Rogne, a Gumny dopiero wracał do zdrowia.

I wiele wskazuje na to, że już w Lubinie Kolejorz zagra na czwórkę z tyłu. Pytanie tylko – w jakim zestawieniu? Prawdopodobny jest wariant z Orłowskim na prawej obronie, dwójką Janicki i De Marco na stoperze, a Kostewyczem na boku obrony. Ewentualnie De Marco zagrałby na lewej stronie defensywy, a wtedy w jego miejsce na środku wskoczyłby Vujadinović.

Jeśli Djurdjević wróci do tego ustawienia, to przyzna się do trenerskiej porażki z forsowaniem trójki w tyłach, a sam system z trzema obrońcami poniesie kolejną klęskę? Ponownie – nie do końca. Bo Serb przyznaje, że u niego w trakcie meczu piłkarze grają w kilku różnych formacjach i ceni sobie elastyczność. Nie można zatem wykluczyć, że lechici będą żonglować systemami nawet nie w trakcie rundy, a w trakcie jednego meczu. Zatem nie nazwalibyśmy tego „porzuceniem gry z trójką w obronie i kolejną klęską wcielania tego systemu do polskiej piłki”.

fot. Jakub Gruca/400mm.pl