10 baniek od Legii dla menedżerów. Niektórzy rywale za tyle próbują przeżyć sezon!
Weszło

10 baniek od Legii dla menedżerów. Niektórzy rywale za tyle próbują przeżyć sezon!

Wpadł nam w ręce ciekawy raport. Żadna to wiedza tajemna, bo możecie znaleźć go na oficjalnej stronie PZPN-u, ale do tej pory chyba nikomu nie rzucił się w oczy. Przy okazji zmiany regulacji dotyczących pośredników transakcyjnych, można powiedzieć „uwolnienia” tego zawodu, związek chciał zadbać o większą transparentność, dzięki czemu możecie sprawdzić np. ile wasz klub wydał łącznie na wynagrodzenia menedżerów w ciągu roku, czyli w czasie dwóch okienek. Brakuje w tym postanowieniu regularności, bo nie opublikowano danych za okres od 1 kwietnia 2016 do 31 marca 2017, ale z tego, co jest dostępne, również da się wyciągnąć kilka interesujących wniosków. 

Rzućcie okiem na najświeższe zestawienie dotyczące ekstraklasy. Dane obejmują okres od 1 kwietnia 2017 do 31 marca 2018, czyli letnie okienko przed poprzednim sezonem, a także zimowe w jego w trakcie.

Zrzut ekranu 2018-08-20 o 19.59.18

Legia Warszawa i Lech Poznań wydały łącznie na wynagrodzenie pośredników więcej niż reszta ligi razem wzięta! Jedocześnie – jak chyba wszyscy pamiętamy – nie przełożyło się to na odjechanie reszcie stawki na boisku, bo w grze o tytuł do końca była przecież Jagiellonia Białystok, która wydała na omawiany cel 19 (!) razy mniej niż mistrz Polski, który na murawie ugrał marne trzy punkty więcej. Lech zdobył tyle samo punktów co Górnik, a sporą różnicę powyżej też widzicie.

Dobra, skupmy się na liderze tego rankingu. To, że Legia wydaje najwięcej, nie dziwi nic a nic, ale nie czarujmy się – sama wysokość tej kwoty jest już trochę szokująca. To prawie 10 milionów! Dla porównania – jak deklarują władze Wisły Płock, cały budżet ich klubu w poprzednim sezonie wyniósł około 12 milionów, w podobnych realiach obraca się też kilka innych zespołów naszej ligi. Legia wrzuciła tyle do kieszeni agentów. Czy było warto? Mamy „pewne” wątpliwości.

Zobaczcie na nazwiska sprowadzone zimą przez chorwacką opcję, która wtedy miała decydujący głos przy wszystkich ruchach, bo to raczej w tym okienku „wypracowano” większość z tych 10 baniek. Eduardo da Silva, William Remy, Domagoj Antolić, Marko Vesović, Chris Philipps, Cafu, Mauricio, Brian Iloski, Mikołaj Kwietniewski, Vjaceslavs Kudrjavcevs (latem, przy udziale trochę innych ludzi, przyszli: Sadiku, Mączyński, Hildeberto, Pasquato, Moneta, Astiz). Ilu z nich wypaliło? Na ilu mająca problemy finansowe Legia będzie opierać swój skład w przyszłości? Na ilu może zarobić? Postawmy sprawę jasno – kwota, którą napchano kabzę agentów, jeszcze mocniej podkreśla to, jak poronionym pomysłem było oddanie klubu w ręce Chorwatów, po których za chwilę nie będzie w Warszawie śladu.

Oczywiście takie dane zawsze warto z czymś porównać, dlatego sięgamy po drugie dostępne zestawienie. Tym razem chodzi o letnie okienko przed sezonem 2015/16 i zimowe w jego trakcie. Najpierw nazwiska piłkarzy, którzy do Legii trafili w tym czasie: Nikolić, Pazdan, Prijović, Hamalainen, Jędrzejczyk (wypożyczenie), Hlousek, Niezgoda, Borysiuk, Vranjes, Aleksandrow, Cierzniak, Trickovski, Szumski, Dyego.

Czy można uznać, że to transfery lepsze? No raczej.

Czy na prowizje za nie wydano więcej? No nie.

I różnica jest zdecydowana, bo ponad dwukrotna – Legia dała zarobić w tym czasie pośrednikom 4,5 miliona złotych! W kontekście kwoty wydanej ostatnio „tylko”. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę galopujące ceny w całym świecie futbolu, nawet jeśli uznamy – słusznie! – że czasem dobre kontakty z agentami to podstawa wykonania dobrego ruchu na rynku – takiej różnicy się nie spodziewaliśmy.

A w takim porównaniu widać też, jak poszalał w poprzednim sezonie przy sprowadzaniu „Barkrothów, nie-Barkrothów” Lech – dwa lata wcześniej na prowizje również wydał ponad dwa razy mniej, bo niecałe 3,5 miliona złotych.

W raporcie znajdziecie również dane dotyczące innych lig szczebla centralnego. Tam na wynagrodzenia dla menedżerów wydaje się rzecz jasna znacznie mniej. W II lidze łącznie mówimy o kwocie, którą poważny agent może skasować za jedną transakcję, ale na zapleczu jest jeden przypadek, który szokuje nas tak, że przez kilka minut zbieraliśmy szczęki z podłogi. Nie zgadniecie który.

Zrzut ekranu 2018-08-20 o 18.56.40

Ruch Chorzów, który z hukiem spadł do drugiej ligi i jest w opłakanej sytuacji finansowej, agentom zapłacił prawie pół miliona złotych! To tylko trochę mniej niż robiąca udane transfery i walcząca o mistrza Jagiellonia Białystok czy Wisła Płock. Jakich piłkarzy sprowadzono za te pieniądze? Szkoda gadać! W dużej mierze był to ciężki szrot z innych krajów, którego w Chorzowie dawno już nie ma. Przecież na to powinny paragrafy!

Duże brawa należą się oczywiście Jagiellonii, znaleźlibyśmy też kilka innych dobrze prowadzonych biznesów, ale generalne wnioski wynikające z tego zestawienia optymistycznie nie są. O ile doceniamy rolę agentów w futbolu, wiemy, że są w nim niezbędni i często zupełnie niesłusznie bagatelizuje lub wręcz demonizuje się ich rolę… Wydatki najmocniejszych polskich klubów trochę zatrważają.

I wydają się potwierdzać teorie o tym, że w polskiej piłce kasa jest – ale zamiast ją inwestować, pali się nią w kominkach.

AKTUALIZACJA: Przy interpretacji powyższych danych wprowadziliśmy was w błąd – podane kwoty nie dotyczą tylko i wyłącznie dwóch poprzednich okienek transferowych, lecz składają się na nie zobowiązania powstałe w różnych okresach. W przypadku Ruchu Chorzów od 1 kwietnia 2017 do 31 marca 2018 wypłacono menedżerom blisko pół miliona złotych (tu się nic nie zmienia), ale około 270 tysięcy to zaległości z poprzednich okienek. Analogicznie wygląda to w przypadku Legii Warszawa – ponad 6,7 miliona to zobowiązania z poprzednich sezonów, a z dwóch ostatnich okienek pochodzi jedynie reszta kwoty (informację podał Kuba Laskowski). Tak więc – wbrew temu, co napisaliśmy powyżej – by prawidłowo ocenić, ile Legię kosztowały transfery „opcji chorwackiej”, należy raczej poczekać na kolejne raporty, które co roku publikowane są przez PZPN. Za pomyłkę przepraszamy.