Santini i Dimata wciąż strzelają, Teodorczyk wciąż bez nowego zajęcia
Weszło

Santini i Dimata wciąż strzelają, Teodorczyk wciąż bez nowego zajęcia

Łukasz Teodorczyk miał bardzo przyzwoitą końcówkę poprzedniego sezonu – w dziesięciu meczach fazy playoff trafił do siatki dziesięć razy, wcześniej, w trzech ostatnich spotkaniach rundy zasadniczej znalazł drogę do bramki aż sześciokrotnie. Można było więc mówić o niezłych liczbach napastnika, a sam Polak mógł wierzyć w równie udany start w kolejnych rozgrywkach. No, ale jak to często bywa w futbolu: plany jedno, piłka drugie i wygląda na to, że Teodorczyka czeka przeprowadzka.

Dlaczego? Ano dlatego, że przed Polakiem wyrosło parę problemów. Kłopot numer jeden nazywa się Ivan Santini, 29-letni Chorwat ściągnięty do Anderlechtu z Caen za trzy bańki przed sezonem. Powiedzieć: facet udanie wszedł w sezon, to nic nie powiedzieć, bo Santini kapitalnie przedstawił się przed milionami słuchaczy widzów. Dwa mecze i dwa hattricki – najpierw w starciu z Kortrijk, potem z Oostende. Pewnie, nie są to tuzy tamtejszej ligi, ale piłkarz już zapracował na spory kredyt zaufania, poza tym ogóry, nie ogóry, strzelenie dwóch hattricków z rzędu nigdy nie jest prostą sprawą. Co więcej – tu dochodzimy do problemu numer dwa – obok Santiniego trener Vanhaezebrouck wystawia młodego 20-letniego Landry’ego Dimatę, wypożyczonego z Wolfsburga. I on też w ciemię najwyraźniej bity nie jest, skoro obu wspomnianych spotkaniach sieknął trzy sztuki i dorzucił asystę.

Trzeci kłopot jest taki, że Teodorczyk popisów obu panów nie ogląda nawet z ławki rezerwowych. Jego miejsce jest wyżej, ale nie w hierarchii zespołu, tylko w konstrukcji stadionu, bo Łukasz przypatruje się wszystkiemu z trybun. Ani z Kortrijk, ani z Oostende Teodorczyk nie dostał zaproszenia do kadry meczowej. Z prostego powodu: Fiołki polskiego snajpera już nie potrzebują. – Teo nie miał świetnego sezonu, ale strzelił kilka ważnych bramek. Dwa lata temu był jednym z ojców mistrzostwa. Teraz jednak chcemy zacząć od zera, Santini i Dimata zdobywają nasze zaufanie, natomiast Dauda jest trzecim napastnikiem. Z całym szacunkiem, ale lepiej powiedzieć Teodorczykowi, żeby odszedł. Nie mogę prosić go o to, by pozostał jako napastnik numer cztery – stwierdził Marc Coucke, prezydent klubu.

Do tego dochodzą wcześniejsze słowa Luciego Devroe, dyrektora sportowego klubu. – Agent Teodorczyka twierdzi, że nie powiedziałem mu, by Teo odszedł? Może powinienem posłużyć się innym językiem, mój angielski jest średni, a mój polski fatalny. A może nie słuchał dokładnie? W każdym razie: szybkie rozwiązanie byłoby dobre dla wszystkich stron.

Polaka mógłby więc szkolić i Mateusz Grzesiak, ale tylu kłopotów napastnik po prostu nie przeskoczy, miejsca na placu mieć nie będzie. Oczywiście: wciąż może siedzieć na trybunach i kasować niemałe pieniądze z kontraktu do 2020 roku, natomiast pamiętajmy, że Teodorczyk jest z rocznika 1991 i wciąż parę lat gry przed nim. Można było się jeszcze łudzić, że nowe transfery klubu nie wypalą i Teodorczyk będzie potrzebny, ale skoro Santini i Dimata zaczęli tak dobrze, trzeba rozejrzeć się za nowym wyzwaniem.

Mówi się, że Fiołki chcą za Teodorczyka aż siedem milionów euro, natomiast tam też potrafią liczyć – lepiej spuścić z ceny, niż utrzymywać niepotrzebnego gościa kasującego dwie bańki rocznie. I pewnie Anderlecht w końcu zaproponuje innym zespołom promocję. Pytanie tylko, czy tak samo zrobi Teodorczyk i być może właśnie to pytanie jest w tej układance najważniejsze.

Fot. Newspix