Słowny jak Sławomir Peszko
Weszło

Słowny jak Sławomir Peszko

Pewne rzeczy po prostu nie idą ze sobą w parze. Woda i ogień. Ogórki kiszone i czekolada. Polskie drużyny i europuchary. Sławomir Peszko i myślenie.

91. minuta meczu Jagiellonii z Lechią. Lechia prowadzi 1:0, gra w przewadze zawodnika – w praktyce wiezie trzy punkty do domu. Pomógł w tym również i Sławek, po faulu na którym czerwo zobaczył Guilherme. Nic tylko spokojnie rozegrać doliczony czas gry i świętować w autokarze.

Ale to by było za proste, za łatwe. Panie i panowie, reprezentant Polski na mundialu w Rosji, Sławomir Peszko, zadaniowiec najwyraźniej nie tylko od atmosfery, ale również od łamania kości.

Po prostu skandal. Zamach na zdrowie Novikovasa, niczym innym Peszko nie był zainteresowany. Czerwona kartka to za mało. Wykluczenie na wiele meczów – koniecznie, ale i tak niedostateczne. Rozważylibyśmy wymuszoną emigrację sportową do Bangladeszu bądź w ogóle przymusowe skończenie kariery.

Co przemknęło przez głowę Peszki? Nie wypoczął na wczasach i chciał zapewnić sobie jeszcze jeden turnus w Grecji? A może potrzebuje czasu by załatwić kontrakt marzeń w Azerbejdżanie?

Najpewniej są to odpowiedzi fałszywe, bo przez głowę Peszki nie przemknęło kompletnie nic.

Aby było jeszcze zabawniej, jakiś czas temu Peszko udzielił wywiadu „Przeglądowi Sportowemu”, w którym – trzymajcie się krzeseł – przekonywał, że zmądrzał i się zmienił.

– Zawziąłem się i postanowiłem, że nie będę już dostawał czerwonych kartek. To tylko szkodzi mi i drużynie – wyjaśnił całkiem serio dziennikarzowi „Przeglądu Sportowego”. – Nie dość, że ja cierpię, bo nie gram, to jeszcze dochodzą do tego kary finansowe i inne mało sympatyczne rzeczy. Nie chcę tego.

Sławek się zawziął! Przecież to skomentować idzie tylko w jeden sposób:

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.