post Avatar

Opublikowane 20.07.2018 16:00 przez

Rafal Bienkowski

Zaczynał z Cezarym Zamaną, ścigał się z Lechem Piaseckim, a gnać za nim musiał nawet Zenon Jaskuła. Miał szansę zostać zawodowym kolarzem, ale do biznesu ciągnęło go tak bardzo, że kiedyś wycofał się z wyścigu we Francji tylko dlatego, żeby sprzedać tam komplet garnków. Ale opłaciło się, bo dziś jest królem butów i jednym z najbogatszych Polaków. A od teraz również sponsorem teamu kolarskiego ścigającego się w elicie i szefem samego Grega Van Avermaeta. Dariusz Miłek w czasie kariery kolarskiej może i był przeciętnym góralem, ale biznesowe górki pokonuje jak kozica.  

Rynek obuwniczy porównał kiedyś do Tour de France. Bo z butami jest jak z kolarstwem właśnie: podczas dobrej koniunktury możesz pędzić 50 km/h, ale kiedy dopadnie cię recesja, polecisz już tylko trzy dyszki. I przetrwać mogą tylko najmocniejsi. Od teraz różnica będzie jednak taka, że przeciwnikiem właściciela obuwniczego imperium CCC nie będzie Deichmann, tylko Team Sky, Bora-Hansgrohe czy Astana.

Przypomnijmy, Dariusz Miłek, czyli piąty najbogatszy Polak według „Forbesa”, przejął w tym tygodniu amerykańską grupę zawodową BMC Racing. Drużyna od przyszłego roku będzie startowała w cyklu UCI World Tour pod szyldem polskiej marki CCC. Liderem ekipy pozostanie mistrz olimpijski Greg Van Avermaet, drużyna ma liczyć docelowo 23-25 zawodników, a szansę mają też dostać Polacy. Ile go to będzie kosztowało? Sam Miłek lubi powtarzać ludziom, żeby nie wierzyli w to co piszą o jego pieniądzach, ale jeśli uznać za prawdziwe informacje dziennikarzy „L’Equipe”, może chodzić o wkład rzędu nawet 25 mln euro.

Gdyby 25 lat temu ktoś podszedł do jego łóżka polowego na targu w Lubinie i powiedział, że będzie tak ostro grał, pewnie kazałby mu puknąć się w głowę.

22.01.2014 POLKOWICE KOSZYKOWKA KOBIET EUROLIGA SEZON 2013/2014 BASKETBALL WOMEN EUROLEAGUE SEASON 2013/2014 CCC POLKOWICE - PERFUMERIAS AVENIDA SALAMANCA N/Z DARIUSZ MILEK FOT PAWEL ANDRACHIEWICZ / PRESSFOCUS/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Zamana: dobry na płaskim, słabszy w górach

Dariusz Miłek to chłopak ze Szczecina, ale kiedy w połowie lat 70. jego ojciec szukał lepszej pracy, los rzucił go do Lubina. Kto wie, być może nie zacząłby trenować kolarstwa, gdyby nie przypadek – pod jego blokiem zbierali się na treningi zawodnicy Górnika Polkowice. Po prostu w tamtej okolicy mieszkał ich klubowy trener Henryk Woźniak, w przeszłości reprezentant kraju, medalista mistrzostw Polski i zwycięzca kilku etapów Tour de Pologne.

Początkowo tylko się im przyglądał, ale pewnego dnia zebrał się na odwagę i zapytał, czy też może się zabrać. No i się zabrał, pospolitym składakiem „Jubilatem”. Na pierwszym treningu oczywiście nie nadążał, szybko zaliczył bliskie spotkanie trzeciego stopnia z asfaltem, ale nie odpuścił. Po kilku zajęciach – kiedy trener zauważył, że chłopak ma smykałkę – dostał klubowy rower. Tak „Jubilata” zastąpił szosowy „Jaguar”. To był rok 1981.

W barwach Górnika Polkowice szybko dorobił się opinii jednego z najbardziej utalentowanych młodzieżowców w kraju. Potwierdza to o rok starszy od niego Cezary Zamana. Zwycięzca Tour de Pologne z 2003 r. doskonale pamięta Miłka z czasów juniorskich.

Jego Górnik Polkowice to była jak na tamte czasy drużyna prawie zawodowa. Zawsze byli bardzo dobrze przygotowani zarówno fizycznie, sprzętowo, jak i wizerunkowo. Wiosenne wyścigi zwykle były dla mnie trudne, oni tuż po okresie przygotowawczym zawsze byli mocni. Ale później, czym słońce wyżej, ich forma gdzieś uciekała i role zaczynały się odwracać – mówi w rozmowie z Weszło były kolarz, charakteryzując też styl jazdy młodego Miłka: – Miał duże umiejętności, szczególnie dobrze jeździł na czas. Gorzej w górach, na nieco cięższym terenie. Zawsze sprawiał też wrażenie bardzo skoncentrowanego, poukładanego. Był dobrym obserwatorem tego, co dzieje się w peletonie. Nasza relacja była jednak typowo sportowa. On pochodził z południowo-zachodniej części Polski, ja z krainy białych niedźwiedzi, czyli północno-wschodniej. Ścieraliśmy się więc w zasadzie tylko na ogólnopolskich wyścigach.

Dokopanie się do wyników polskich juniorów z czasów komuny nie jest prostą sprawą, ale według niektórych źródeł w 1985 r. Dariusz Miłek wygrał dwadzieścia siedem wyścigów rangi ogólnopolskiej. Zadania nie miał łatwego, bo rocznik 1968 był wtedy silny. Wystarczy wspomnieć, że przyszły miliarder walczył wtedy m.in. z Joachimem Halupczokiem, późniejszym wicemistrzem olimpijskim z Seulu w jeździe drużynowej na czas i amatorskim mistrzem świata z francuskiego Chambery z 1989 r.

Jak przypomina w swoich tekstach Piotr Kurek, wieloletni dziennikarz „Głosu Wielkopolskiego”, podczas szosowych mistrzostw Polski w 1989 r. Miłek uciekał przez ponad 170 km, a gonili go m.in. wspomniany już Halupczok, Zenon Jaskuła i Andrzej Sypytkowski. Medalu wtedy jeszcze nie zdobył, ale namieszał nieźle. Srebra MP w wyścigu ze startu wspólnego doczekał się w 1992 r. To była zresztą jedna z jego ostatnich imprez w poważnym kolarstwie, które uprawiał jedenaście lat. Według dostępnych szacunków, sumując czasy juniorskie i seniorskie, wygrał około stu wyścigów. Pewnie byłoby ich więcej, gdyby nie kontuzje. Bo Dariusz Miłek historię lekarską miał całkiem bogatą: można znaleźć wzmianki o złamanej podstawie czaszki i obojczyka (kilka razy).

Gdyby się uparł, być może jeździłby dłużej, ale w pewnym momencie kolarstwo z głowy zaczął mu po prostu wypierać biznes.

Bo bazar był już za ciasny

Jako junior trafił do kadry narodowej, a to oznaczało nie tylko orzełka na piersi. Kiedy wielu jego znajomych mogło pomarzyć o zagranicznych eskapadach, on miał na nie szansę dzięki kolarstwu.

Jeździłem z nim jako członek kadry, natomiast niektóre kluby były jeszcze same zapraszane za granicę. Górnik Polkowice miał akurat blisko do NRD i na Czechosłowację i to były takie czasy, że przy okazji startów można było jeszcze całkiem dobrze zarobić. Ale ja nigdy takiej smykałki jak on nie miałem – dodaje Cezary Zamana.

Większość zawodników brała coś z kraju na handel, ale towar najlepiej upłynniał Miłek. Pomagał w tym nawet innym. Początkowo nie znał języka, ale i to nie stanowiło dla niego problemu, bo miał tak gadane machane, że potrafił porozumieć się na migi. Szło wszystko: odzież, kosmetyki, sprzęt RTV, jakieś kryształy. Kolarstwo rzucił, kiedy przekonał się, że ma talent do robienia interesów. Po latach lubił opowiadać, że w momencie transformacji ustrojowej handel był tak prosty, że wystarczyło po południu podjechać samochodem pod zakład pracy, otworzyć bagażnik i szło wszystko. Nigdy nie można było mu też odmówić kreatywności. Kiedy sprzedawał magnetowidy, jeden zostawił sobie w domu. Organizował nocne seanse i kumple za pieniądze mogli obejrzeć „Rambo” czy „Akademię policyjną”. Oni oglądali i płacili, on szedł spać.

Tak jak większość „businessmanów” tamtych czasów, zaczynał mało spektakularnie – od łóżka polowego na bazarze w Lubinie. Radził sobie bardzo dobrze, ale początkowo sprzedawał klasyczne mydło i powidło. Aż niespodziewanie pojawiła się obuwnicza okazja. Tak Dariusz Miłek wspominał to w 2015 r. w rozmowie z „Forbesem”:

Stanął obok mnie handlarz z butami i zaczął się przechwalać, ile to on nie zarabia, jakie ma układy w fabryce. W Lubinie górnicy dobrze zarabiali, więc przyjeżdżali tu cwaniacy spoza regionu, żeby na nich zarabiać. Podliczyłem go szybko i wyszło mi, że zarobił z 10 tys. Zawsze obserwuję ludzi, zastanawiam się, co oni mają w sobie, że odnoszą sukces. Ten wyglądał mi raczej na niezbyt rozgarniętego. Następnego dnia byłem w tej fabryce. Doskonale pamiętam – to było 17 stycznia, dzień rozpoczęcia akcji Pustynna Burza. Ponieważ był środek sezonu i interesował mnie drugi, trzeci gatunek, dostałem ponad 50-proc. upust i wziąłem 100 par. Facet nie kłamał. Sprzedałem je w ciągu następnego dnia z dwu-, trzykrotną przebitką. Ponieważ buty można było brać na kredyt kupiecki, po roku miałem na bazarze 17 punktów. Wtedy handel był rozdrobniony, zacząłem zaopatrywać sklepy i bazary. Stałem się hurtownikiem.

Potem udało mu się otworzyć własne filie hurtowe porozrzucane po całym kraju. Żeby zdobyć tani asortyment, jeździł po syndykach, a w pewnym momencie nawet po Europie kupując buty z bankrutujących fabryk. Tak w pierwszej połowie szalonych lat 90. powstała firma „Miłek”, która to od 1996 r. rozwijała pierwsze sklepy franczyzowe działające pod szyldem „Żółta Stopa”. To był strzał w dziesiątkę, bo dzięki temu w 1999 r. biznesmen zarejestrował firmę CCC (na bazie wymyślonego przez siebie hasła „Cena Czyni Cuda”). Pomysł na biznes był taki, żeby po atrakcyjnej cenie sprzedawać obuwie dla masowego odbiorcy. Zapotrzebowanie było, sieć franczyzowa rosła, wkrótce otwarto też fabrykę w Polkowicach.

Obecnie CCC sprzedaje swoje obuwie jeszcze w szesnastu krajach Europy, m.in. w Niemczech, Rosji, Grecji, Chorwacji, Austrii, Rumunii czy Słowenii. Prezes ma zwyczaj, że osobiście rzuca okiem na ewentualne przyszłe lokalizacje, które zaproponują mu jego menadżerowie. Czasami jednak wybiera je zupełnie sam. Tak było chociażby w przypadku Węgier, co często lubi opowiadać. Był tam akurat na krótkich wakacjach i z ciekawości zaszedł do lokalnego sklepu obuwniczego. Popatrzył na cenę, jakość butów, później sprawdził koszty wynajmu powierzchni handlowej i przyklepał ekspansję.

Został najmłodszym polskim miliarderem, a obecnie jego majątek wyceniany jest na ponad 5 mld zł. Chociaż oczywiście jest to „utarg” nie tylko z butów, bo 50-letni dziś Miłek inwestuje też m.in. w galerie handlowe.

Prywatnym samolotem po Maję

Cały czas myślał jednak o kolarstwie. W 2000 r. dołączył do firm Mat i Ceresit, co dało początek zawodowej grupie Mat Ceresit CCC, na której jej czele stał medalista olimpijski z Seulu Andrzej Sypytkowski. I już w pierwszym sezonie przyszedł sukces – Tour de Pologne wygrał Piotr Przydział, a zespół był najlepszy w klasyfikacji drużynowej.

Wiadomo, że przy takich obowiązkach biznesowych nie miał za dużo czasu, ale pamiętam, że jeździł z nami na Wyścig Pokoju czy Tour de Pologne. Może nie zawsze było go dużo widać, ale był blisko – wspomina Cezary Zamana, który na początku wieku był członkiem tamtej ekipy.

Poznałem się z nim jako organizator Tour de Pologne, kiedy już miał swoją drużynę. Dziś jesteśmy zaprzyjaźnieni, dzwonimy do siebie, bo Darek ma pasję do kolarstwa. Sam zresztą wciąż trenuje. Czasami jeździmy razem, kiedy akurat wpadnie do mnie na Kaszuby. I dalej ma formę. Po górkach idzie mu nieco ciężej, ale po płaskim w dalszym ciągu radzi sobie bardzo dobrze – mówi nam Czesław Lang.

Zespół CCC (przez lata nazwa zmieniała się kilka razy) szybko został czołową drużyną w kraju, zaczął się też pokazywać za granicą. W 2003 r. team po raz pierwszy wystartował w wielkim tourze, konkretnie w Giro d’Italia. Skończyło się na wysokim 12. miejscu Dariusza Baranowskiego w klasyfikacji generalnej. Później kolarze CCC startowali we Włoszech jeszcze dwukrotnie, ale tylko dzięki dzikiej karcie od organizatorów.

26.06.10 KIELCE MISTRZOSTWA POLSKI KOLARSTWO WYSCIG KOBIET NZ DARIUSZ MILEK FOT MACIEJ SMIAROWSKI NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer Poland

Był moment, że klub ugrzązł w wyścigach niższej rangi, a przez chwilę trzeba było nawet zawiesić jego działalność, ale udało się wrócić na właściwe tory. W sezonie 2013 ekipa CCC Polsat Polkowice została już zarejestrowana w gronie Professional Continental Team, będącej w praktyce drugą ligą kolarstwa. Sportowo i finansowo największe toury wciąż jednak były tylko marzeniem. Obecnie drużyna jeździ pod szyldem CCC Sprandi Polkowice, a jej pomarańczowe koszulki stały się nieodłącznym elementem kolarstwa nad Wisłą.

Dariusz Miłek wykładał jednak pieniądze także na kolarstwo górskie. W CCC Polkowice jeździła m.in. Maja Włoszczowska. Dwukrotna wicemistrzyni olimpijska do dziś wypowiada się o swoim byłym szefie w samych superlatywach, ale ma swoje powody. Przykład? Kolarka przed igrzyskami w Londynie wybrała się szlifować formę do włoskiego Livigno. To właśnie tam podczas zgrupowania doznała bardzo poważnej kontuzji stawu skokowego. Jej stopa, która wykręciła się o 90 stopni, była tak roztrzaskana, że kolarce już na miejscu podawano morfinę. Olimpijski start był przekreślony.

Trzeba było wymyślić transport. Samochodem „nie przeżyję”. Najbliższy rejsowy lot za dwa dni. Czekać nie można. I nagle jest. Prywatny samolot prezesa mojego klubu Dariusza Miłka. Gest wspaniały, biorąc pod uwagę fakt, o którym wtedy opinia publiczna nie wiedziała: parę tygodni wcześniej dogadałam się w sprawie mojego odejścia z CCC, bo otrzymałam ofertę z topowego na świecie zespołu Giant. Prezes wtedy nie nakrzyczał na mnie, ale spokojnie uznał, że tam mam szansę na dalszy rozwój, że mam prawo do takiego wyboru. I teraz, choć nie musi, bez wahania przysyła prywatny samolot – opowiadała Włoszczowska w napisanej wraz z Julianem Obrockim książce „Szkoła życia”.

Ale Dariusz Miłek potrafił też sportowców porzucać. W 2015 r. w końcu zrezygnował ze wsparcia kolarstwa górskiego oraz koszykówki żeńskiej w Polkowicach (chociaż tutaj tylko na rok) na rzecz grupy kolarstwa szosowego. Dzięki temu mógł przeznaczać na team 0,5 proc. przychodów grupy CCC, a wówczas było to 13 mln zł. Właściciel postawił sobie bowiem za cel, aby „za 2-3 lata być w gronie największych drużyn kolarskich świata” i jeździć w najbardziej prestiżowych wyścigach.

Miał też romans z piłką nożną, chociaż nigdy nie pałał do niej przesadną miłością. W 2012 r. kontrolowana przez niego spółka Libra Project została sponsorem pierwszoligowego Stomilu Olsztyn. Umowę podpisano na pięć lat, a wsparcie klubu było jednym z elementów porozumienia, dzięki któremu firma miliardera mogła wybudować w mieście Galerię Warmińską. Po trzech latach sponsor niespodziewanie się jednak wycofał (galeria już stała), tłumacząc to „niejasnymi i niepokojącymi spółkę działaniami finansowo-księgowymi klubu”.

Ostre cięcie było też potrzebne w przypadku finansowania Polskiego Związku Kolarskiego, chociaż ze znacznie poważniejszych przyczyn. Firma CCC będąca od lat jego najważniejszym partnerem, wycofała się ze współpracy na skutek ubiegłorocznego skandalu obyczajowego, gdzie przy okazji wyszły też na jaw gigantyczne problemy finansowe związku. Chociaż sprawa była znacznie bardziej złożona, bo nie jest żadną tajemnicą, że Miłek – delikatnie mówiąc – nigdy nie był fanem prezesa Dariusza Banaszka.

Transakcja wiązana

Teraz przed Dariuszem Miłkiem sportowe wyzwanie, jakiego jeszcze nie miał. Stając się dobrodziejem BMC Racing skacze, a raczej wjeżdża rowerem na głęboką wodę. Sponsoring teamu z kolarskiej ligi mistrzów jest z jednej strony szansą, aby jego flagowa marka obuwnicza stała się rozpoznawalna na całym świecie, z drugiej zaś to realizacja jego marzeń niespełnionego kolarza.

Czesław Lang: – On cały czas dobijał się do World Touru i teraz nadarzyła się okazja. To bardzo dobra inwestycja zarówno pod względem sportowym, jak i biznesowym. Droga, którą obrał, jest na pewno łatwiejsza niż wprowadzenie tam swojego zespołu, ponieważ wchodzi w gotowe struktury, od razu ma klasowych zawodników (drużyna pozostanie na razie z licencją amerykańską – red.). Przy okazji pojawiła się też szansa, że nasi najlepsi kolarze trafią do teamu z cyklu WT, a zawsze łatwiej Polakowi rozmawiać z Polakiem.

Póki co nie wiadomo jak nazywać się będzie nowy team, kto dokładnie będzie w nim jeździł i co po rewolucji stanie się z CCC Sprandi Polkowice, ale wiadomo jedno: zbliża się ciekawy czas dla polskiego kolarstwa. Za sznurki, a raczej za sznurówki w zespole kolarskiej elity pociągać będzie Polak.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl

Opublikowane 20.07.2018 16:00 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 7
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
andreski
andreski

Nie będzie za nic pociągać, bo będzie „jedynie” sponsorem tytularnym, który niewiele ma do gadania w sprawach czysto sportowych. Dyr. sportowy i jego ludzie pozostają, więc opowiadanie o tym, że będą tam jeździć Polacy jest niczym nie umotywowanym bajdurzeniem. Może będą, może nie. Równie dobrze mógłbym napisać, że niedługo w Moviestar będzie jeździł Polak. Może będzie, a ile dla mnie znaczy niedługo? Może 5 lat? A może nigdy?
Fajnie, że P. Miłek wszedł do dużego sportu, bo jego firma na pewno na tym zyska. Mam nadzieję, że z tego powodu nie zniknie CCC Sprandi i na ten moment to jest właściwie wszystko co można powiedzieć. Reszta, to wróżenie z zaschniętych fusów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

figofago
figofago

CCC najgorsze buty z tekturową podeszwą, rozpadają się po pierwszym deszczu. Firma reklamacji nie uznaje. Zastanawiam się jaki jest koszt wyprodukowania jednej pary.

Tralalala
Tralalala

To co napisałeś, potwierdza tylko, że gość musi mieć łeb do interesów. Latami produkować chłam i przez cały czas mieć na ten chłam rynek zbytu. To jest sztuka!

kreator
kreator

obstawiam ze tych najtanszych wraz z oplatami o transportrm 3-5zl

Weszło
10.07.2020

Górnik Zabrze – pierwszy polski klub, dla którego Grecy są wzmocnieniami

W ostatnich latach nie brakowało greckich zawodników na polskiej ziemi. Kolejne kluby decydowały się na piłkarzy z tego kraju, mimo że ci konsekwentnie się nie sprawdzali, każdy był mniejszym lub większym niewypałem. Mogło się wydawać, że latem tę klątwę zdjęła wreszcie Pogoń Szczecin, bo dobry początek miał Kostas Triantafyllopoulos. Szybko jednak zaczął ujawniać swoje gorsze […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Czy Legia i Lech powinny rzucić bańkę za Bohara?

– Jeśli na stole pojawi się kwota w granicach miliona euro netto, to wtedy Damjan będzie mógł kontynuować karierę gdzie indziej. Choć w zasadzie powinienem powiedzieć „co najmniej” milion euro – powiedział ostatnio „Super Expressowi” Artur Jankowski, prezes Zagłębia Lubin. Jak na polskie warunki to oczywiście duża suma, ale jeśli kiedykolwiek chcemy gonić poważniejszą piłkę, […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Szlakiem Podstawskiego. Pogoń ściąga kapitana rezerw Porto

Tomas Podstawski przed transferem do Pogoni Szczecin: bimbalion meczów w juniorskich kadrach Portugalii, wieloletnia podpora rezerw Porto, ale nie przebił się w jedynce. Teraz z tego samego klucza w Szczecinie pojawia się Luis Mata, 23-letni lewy obrońca, który rozegrał ponad pięćdziesiąt meczów w kadrach Portugalii od U15 do U21, a w Porto B po paru […]
10.07.2020
Weszło Extra
10.07.2020

Nawet fus może coś pokazać

W Zagłębiu przebił się dopiero w wieku 22 lat. U Mariusza Lewandowskiego zaczynał jako czwarty bramkarz. Dominik Hładun długo się przebijał. Ale gdy już się przebił, został w bramce Zagłębia na dłużej. Dziś budzi zainteresowanie innych klubów, mówi się o możliwych przenosinach do Legii. Czy bramkarz może być spokojny? Czego uczy Grzegorz Szamotulski? Ile daje […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Osiem lat od nominacji. Dlaczego Fornalikowi nie wyszło w kadrze?

10 lipca 2012 roku. Dokładnie osiem lat temu Waldemar Fornalik objął stery w reprezentacji Polski. Miał ogarnąć kadrę po nieudanym Euro, tchnąć w nią nowego ducha, awansować na mistrzostwa świata. Wydawało się, że skoro potrafił zrobić wynik z biednym Ruchem, gdzie dysponował kilkadziesiąt razy mniejszym potencjałem ludzkim, będzie umieć to zrobić z nie takim najgorszym […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Jobczyk: Mecz z ZSRR? Umówiliśmy się, żeby jak najniżej przegrać

„Jest Wiesław Jobczyk, jeden na jeden, jest ostry strzał i gol! No to już tego meczu nie przegramy…”. Słowa relacjonującego to spotkanie Stefana Rzeszota dźwięczą do dziś w uszach nie tylko hokejowych kibiców. 8 kwietnia 1976 doszło cudu większego niż piłkarskie mistrzostwo Europy dla Grecji w 2004 roku. Reprezentacja Polski pokonała naszpikowaną gwiazdami ekipę Związku […]
10.07.2020
Włochy
10.07.2020

Benevento wraca, by zaczarować Serie A. Gdzie może trafić Glik?

– Bez ambicji przegrywają tu jak Benevento – rapował Quebonafide w kawałku „Benevento” na płycie z Taco Hemingwayem. W Polsce nazwa tego klubu dziś zapewne bardziej kojarzy się z muzyką niż z piłką nożną. Bo Stregoni, czyli „Czarownice” to wciąż ciekawostka. Klub, który niczym meteor przemknął przez Serie A, zaznaczając się w zasadzie tylko tym, że po […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

„Mama mi wpoiła: wracasz, musisz to dokończyć. Tamten mecz był dla niej”

W piątkowej prasie sporo ciekawego: dłuższe rozmowy z Jakubem Kamińskim i Michałem Kołakowskim, sylwetka Martina Konczkowskiego, oczekiwanie na losowanie w Lidze Mistrzów i Lidze Europy  oraz… tatuaże Jakuba Wójcickiego, o których mówi sam zainteresowany.  PRZEGLĄD SPORTOWY Żaden inny piłkarz ekstraklasy nie rozegrał w tym sezonie więcej meczów niż gruziński pomocnik Legii Walerian Gwilia. Opuścił tylko […]
10.07.2020
Weszło
09.07.2020

Gdzie diabeł nie może, Bruno z pewnością będzie przydatny

Nawet najbardziej wypasiony rower nie ruszy, dopóki nie zamontuje się w nim łańcucha. Nawet najdoskonalsze danie można schrzanić, jeśli pominie się jeden składnik. Nie wspominając o tym, że najdoskonalszy zespół może stać w miejscu, o ile brakuje w nim lidera. Aż trudno uwierzyć w to, jak nagłą i jak spektakularną odmianę przyniósł Manchesterowi United Bruno […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Hejt Park w dobrym składzie. Dziś z Cezarym Pazurą!

Filmowego tygodnia w Kanale Sportowym ciąg dalszy. We wtorek gościem Tomasz Smokowskiego był Olaf Lubaszenko, dziś do studia wpada Cezary Pazura. Przemagluje go Monika Wądołowska, oczywiście z waszą pomocą, bo taka jest idea Hejt Parku. Start 21, obecność w zasadzie obowiązkowa!  
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Czas na teleturniej! Czy redakcja zna wzór na pole prostokąta?

Takich emocji nie znajdziecie po odpaleniu telewizora. No dobra – znajdziecie. Ale nie na każdym kanale. Tak czy siak zapraszamy na kolejny odcinek naszego teleturnieju, w którym odpowiadamy na pytania luźno związane z Ekstraklasą. Dziś o nagrodę główną, którą było nic, powalczą: Kowal, Roki, Wojtek Piela i Przemek, który wygrał naszą donejtową licytację.  Start 20!
09.07.2020
Włochy
09.07.2020

Żurkowski zaczął łapać minuty. Są powody do optymizmu?

10 minut gry w lidze – tyle czasu otrzymał Szymon Żurkowski od trenera Fiorentiny przed wypożyczeniem do Empoli. Wydawało się, że gorzej być nie może, zwłaszcza po przejściu do klubu występującego w Serie B. A jednak. Przed przerwą w rozgrywkach środkowy pomocnik nie rozegrał w barwach drugoligowca ani jednego ligowego spotkania. Na szczęście ostatnio sytuacja […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Quiz piłkarski. Liga ponad stu reprezentantów. Wymienisz wszystkich?

Jeśli wiesz, który piłkarz Ekstraklasy ponad 20 razy zagrał w reprezentacji Zambii, jeśli kojarzysz biegających po naszych boiskach byłych reprezentantów USA i Portugalii, lub jeśli po prostu od lat śledzisz reprezentację Polski, ten quiz jest dla ciebie. Zdecydowanie! Z tęsknoty za reprezentacyjnym futbolem wynotowaliśmy sobie nazwiska wszystkich piłkarzy Ekstraklasy, którzy mieli okazje zagrać dla narodowych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Trudna walka Sandecji o ligowy byt. „Trenera Kafarskiego wyeksploatowaliśmy maksymalnie”

Nie musimy wam chyba po raz kolejny powtarzać, jak płaska jest tabela pierwszej ligi. Ale jeśli ktoś się w tym nie orientuje, to powiemy, że nawet niemieckie autostrady nie są tak równe, jak środek ligowej stawki na zapleczu Ekstraklasy. Niesie to za sobą pewne konsekwencje. Na przykład takie, że nie wygrywając pięciu kolejnych spotkań, musisz […]
09.07.2020
Anglia
09.07.2020

Filozof może wreszcie wygrać coś poza nagrodą fair-play

Odkąd istnieje taka dziedzina jak filozofia, jej wybrani przedstawiciele są skazani na mieszkanie w beczkach. To drastyczne uproszczenie, ale pełnienie roli filozofa w dowolnej gałęzi życia to bardzo ciężki kawałek chleba. Szykany, wyśmiewanie, zarzucanie naiwności to tylko te najbardziej popularne spośród kłód pod nogami prawdziwego przedstawiciela tej nauki. Nie inaczej jest z bodaj najbardziej bezkompromisowym […]
09.07.2020
Blogi i felietony
09.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

„W Legii nigdy nie jest ani tak dobrze, ani tak źle, jak mówią” – te słowa Aleksandara Vukovicia, rzucone już jakiś czas temu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że owszem, można zarzucić „Vuko” to czy owo, ale na pewno nie to, że nie zna DNA prowadzonego przez siebie klubu. Legia w ostatnich czterech meczach zagrała taki […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lech Poznań i Puchar Polski – od pewnego czasu niedobrana para

19 maja 2009 roku Lech Poznań po zwycięskim golu Sławomira Peszki pokonał Ruch Chorzów na Stadionie Śląskim i po raz piąty w swojej historii zatriumfował w Pucharze Polski. Rok później „Kolejorz” – już pod wodzą Jacka Zielińskiego, a nie Franciszka Smudy – dorzucił także do kolekcji tytuł mistrzowski. Mogło się wówczas wydawać, że dokładanie kolejnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia nie ma kasy, ładnego stylu, ale ma charakter

Lechia Gdańsk z pewnością nie jest drużyną pozbawioną wad, ba, pewnie przy mniejszej dawce życzliwości tych wad można by znaleźć więcej niż plusów, bo jak wczoraj dowodziliśmy, drużyna Stokowca na przykład gorzej broni i gorzej atakuje niż jeszcze w zeszłym sezonie. W starciu z Lechem też nie porwał nas futbol, jaki prezentowali gdańszczanie, w pewnych […]
09.07.2020