Kibice Lecha podarowali mistrzostwo Legii
Weszło

Kibice Lecha podarowali mistrzostwo Legii

Dyskusja trwała przez tydzień, możliwych scenariuszy rozpisano tysiąc, a i tak sprawdził się ten najczarniejszy. Kibice Lecha Poznań przy negatywnym wyniku spotkania z Legią wywiesili transparent o treści „mamy kurwa dosyć” (bez przecinków), po czym zakończyli mecz. Najpierw na murawie wylądowała tona pirotechniki, potem na trawę wybiegło kilkudziesięciu idiotów. Lechici udowodnili, że „klub to oni” i w ostatnich akcentach sezonu, podarowali Legii Warszawa mistrzostwo Polski. Przy wyniku 0:2 załatwili swojej drużynie walkower a Legii – 13. tytuł w historii.

Po raz pierwszy w dziejach polskiego futbolu kibice jednego klubu zdobyli dla drugiego zespołu mistrzostwo kraju. Piłkarze mieli jeszcze kwadrans, historia zna milion przypadków, gdzie w takim układzie udawało się odkręcić wynik. W Poznaniu piłkarzom nie dano szansy – sprawy w swoje ręce wzięli kibice, którzy nie chcieli trzymać warszawiaków w niepewności i od razu przynieśli im tytuł mistrzowski na srebrnej tacy. Ktoś może napisać – po prostu postawili kropkę nad i, ale kurczę, to była 75. minuta!

Trudno w ogóle nazwać takie zachowanie – zawsze wydawało nam się, że te hasła „na dobre i na złe” oraz „klub to my” dotyczą właśnie sytuacji, gdy drużynie nie idzie i wówczas to kibice ciągną ją do przodu. W Lechu nastąpiła spektakularna modyfikacja – drużynie nie szło, więc kibice pociągnęli ją jeszcze bardziej w dół.

Idealną sytuacją byłoby nagrodzenie poznaniaków ujemnymi punktami, tak, żeby wypadli w tabeli jeszcze za strefę pucharową. Zamiast wycieczek do Sarajewa, kibice Lecha Poznań mogliby sobie pojeździć palcem po mapie Polski, bo w kraju zakaz wyjazdowy dostaną pewnie co najmniej na 12 miesięcy. Z drugiej strony – nie za bardzo widzimy sens kar dla klubu, który starał się zrobić dużo, by podobnym scenom zapobiec. Prawda jest jednak taka, że w walce z trybunami ma mniej więcej takie szanse, jak w kolejnych starciach z Legią – na razie przegrali 5 razy w ostatnich sześciu sezonach.

Najbardziej jest nam żal legionistów, piłkarzy i kibiców, którym zepsuto fantastyczne święto. Ich drużna nie grała wielkiego meczu, ale dwukrotnie skarciła lechitów, bezlitośnie wykorzystując ich pomyłki. W normalnych okolicznościach, właśnie wszyscy cieszyliby się ze zwycięstwa 2:0 pod wypełnionym sektorem gości. Tymczasem piłkarze świętowali w szatni, po tym, gdy delegat przyniósł im wieści o nadchodzącym walkowerze, a kibice mogli sobie obejrzeć co najwyżej, jak dogasa piro pod bramką przed Kotłem.

W tym naprawdę gównianym sezonie brakowało tylko takiego gównianego finiszu.