Wilczek z apetytem na mundial
Weszło

Wilczek z apetytem na mundial

Rok 2017 był dla Kamila Wilczka bardzo przeciętny. Najpierw wiosną mocno spadła mu skuteczność w stosunku do poprzedniego okresu, następnie jesienią zdarzało mu się nawet stracić miejsce w podstawowym składzie Broendby, a strzelecko wyglądał już zupełnie blado. Swego rodzaju zwieńczeniem roku był dla niego listopadowy mecz z Urugwajem, w którym w zgodnej opinii nie spełnił oczekiwań, i po którym wypadł z kadry z Adama Nawałki.

Różne motywacje działają na różnych ludzi, jednych należy pogłaskać, innym dać klapsa. W przypadku Wilczka zeszłoroczny klaps zdecydowanie był tym, czego było mu trzeba. W tym roku jest to bowiem piłkarz zupełnie nie do poznania i to w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Strzela gole, ciągnie Broendby do zwycięstw w kluczowych spotkaniach i ponownie – jakkolwiek spojrzeć, zupełnie niespodziewanie – wrócił do gry w kontekście wyjazdu na mundial.

Spójrzmy na klubowe liczby Kamila z jesieni i wiosny:

Jesień: 20 meczów (950 minut), 4 gole, średnio 1 gol na każde 258 minut gry
Wiosna: 13 meczów (936 minut), 9 goli, średnio 1 gol na każde 104 minuty gry

Po pierwsze, Wilczek – jeśli tylko jest zdrowy – ponownie jest zawodnikiem, od którego trener zaczyna wyczytywanie składu. Po drugie, wreszcie robi co do niego należy pod bramką przeciwnika i to z bardzo przyzwoitą częstotliwością. Odkąd w Danii ruszyła grupa mistrzowska, Kamil w każdym z czterech spotkań trafiał do siatki. Wczoraj, w kluczowym dla tytułu mistrzowskiego starciu z Midtjylland niemal w pojedynkę odwrócił skrajnie niekorzystny przebieg meczu. Broendby po 17 minutach gry przegrywało na terenie największego rywala 0:2, ale wtedy do akcji wkroczył Polak. Szybko zapewnił swojej drużynie kontakt, by na 10 minut przed końcem kapitalnym uderzeniem głową doprowadzić do wyrównania. Potem do pościgu rozpoczętego przez naszego napastnika dołączył Anthony Jung, który strzelił na 3:2 i goście wyrwali z gardła nieprawdopodobnie cenne punkty największemu konkurentowi. Zobaczcie zresztą sami (gole Kamila od 2:00 i 3:35):

Przy stanie 2:0 dla Midtjylland to właśnie ta drużyna prowadziła 3 punktami w wirtualnej tabeli. Po golach Wilczka i Junga sytuacja diametralnie się odwróciła, bo to teraz Broendby ma 3 punkty przewagi nad rywalem (a reszta już się nie liczy). I właściwie ma otwartą autostradę do mistrzostwa. Ale też Kamil i spółka muszą zachować czujność, bo do końca zostało 6 spotkań, w tym rewanż z Midtjylland na własnym terenie. Jeżeli jednak Polak dalej będzie błyszczał formą, czyli – tak jak teraz – strzelał w każdym meczu, nie wróżymy na ostatnich metrach specjalnych komplikacji.

Natomiast sami jesteśmy ciekawi, jak na wystrzał formy Wilczka zapatruje się Adam Nawałka. Po Urugwaju wydawało się, że go skreślił, tymczasem napastnik Broendby dostarczył mu sporo pozytywnego bólu głowy. Zresztą nie tylko on, bo – poza golami Lewego, które są zupełną oczywistością – w ostatnim czasie oglądamy też bramki Milika, Teodorczyka i Świerczoka. Nawet Kownacki zagrał w minionej kolejce Serie A w pierwszym składzie Sampdorii (po raz drugi w tym sezonie!), a w kraju zwyżkę formy zasygnalizowali Piątek i Niezgoda. Dosyć niespodziewanie przed mundialem pojawia nam się więc kłopot bogactwa w pierwszej linii, z czego oczywiście należy się tylko cieszyć. Jakkolwiek spojrzeć, gdybyśmy na każdej pozycji mieli takie „problemy” co w ataku, z pewnością nie martwilibyśmy się dziś o wyjście z grupy na mundialu w Rosji.

Fot. 400mm.pl