Copa już niezbyt America
Weszło

Copa już niezbyt America

Mamy czerwiec 2031 roku, lada moment rozpoczną się mistrzostwa Ameryki Południowej. To nie lada gratka dla fanów futbolu, ponieważ już w spotkaniu inauguracyjnym Brazylijczycy zmierzą się z gospodarzami turnieju – Arabią Saudyjską. Za jednego z pretendentów do tytułu uznaje się Chiny, które po latach starań wreszcie mają zespół wypełniony gwiazdami europejskich klubów, zaś za czarnego konia kibice zgodnie uważają Senegal.

Abstrakcja? Chcielibyśmy, chociaż wiele wskazuje na to, że za jakiś czas tak absurdalna sytuacja naprawdę może mieć miejsce. No dobrze, to zdanie o Chinach pewnie musielibyśmy delikatnie zmodyfikować, ale poza tym wszystko by się zgadzało.

Sądzimy, iż nie będzie zbyt dużej przesady w stwierdzeniu, że Copa America to drugi najważniejszy turniej międzynarodowy na świecie. Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc to oczywiście perspektywa Latynosów, których raczej nie przekonalibyśmy do postawienia Euro ponad ich mistrzostwa. Inna sprawa, że w skali światowej to rozgrywki ze Starego Kontynentu są znacznie chętniej śledzone na całym świecie. A skoro tak, to CONMEBOL musiał wymyślić coś, by napędzić wokół ich produktu znacznie większą koniunkturę, nadganiając „nas” marketingowo.

Nie bez powodu użyliśmy tak brzydkiego słowa jak „produkt”, ponieważ nie ukrywamy, iż niezbyt podoba nam się droga obrana przez południowoamerykański związek. Od paru tygodni media na całym świecie donoszą bowiem o tym, iż w brazylijskim turnieju wezmą udział drużyny narodowe Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Japonii, Chin, Meksyku oraz USA. Ci pierwsi już nawet potwierdzili swój udział.

Jeśli zostalibyśmy przy starym wzorcu, zaproszenie dwóch ostatnich z wymienionych drużyn nawet nie byłoby jakoś wielce szokujące. Północna Ameryka jeszcze pasuje do nazwy „Copa America”, nie sądzicie? Da się tego bronić, tym bardziej, że od 1993 roku w południowoamerykańskim turnieju regularnie występowały ekipy ze strefy CONCACAF, najczęściej właśnie Meksyk, do którego dołączano na przykład Kostarykę, Stany czy Jamajkę. I to jeszcze miało sens, kiedy w turnieju grały zazwyczaj dwa zespoły z sąsiedniego kontynentu, co by łącznie wzięło w nim udział 12 zespołów podzielonych na 3 grupy.

CA 2019 ma jednak odbyć się według wzorca sprzed dwóch lat, gdy tak zwane „Centenario” – Copa America rozegrane w 100. rocznicę powstania tych rozgrywek – odbywało się właśnie w USA i było połączeniem mistrzostw Ameryki Południowej oraz Północnej, a uczestników było 16. Już tę ideę dość ostro krytykowano, wytykano gospodarzom chociażby wiele błędów logistycznych, ale koniec końców zamysł nawet się obronił – Stany wygrały swoją grupę, podobnie jak Meksyk, Kostaryka napsuła krwi Kolumbijczykom oraz Paragwajczykom, z kolei Jamajka i Panama aż tak bardzo nie zaniżyły poziomu.

Nie ma jednak co zakłamywać rzeczywistości. Jeśli jakikolwiek działacz CONMEBOL-u zacznie przekonywać nas, iż za pomysłem zaproszenia azjatyckich drużyn stoją jakiekolwiek argumenty sportowe, my tylko wymownie popukamy się w czoło. Tak jak choćby w kierunku Fernando Sarneya, przedstawiciela CBF (Confederação Brasileira de Futebol), który próbował wcisnąć ludziom kit, że najbliższe Copa America będzie najmocniejszym w historii. Śmiemy wątpić. No bo czy taki Katar, ZEA albo Chiny będą w stanie zaprezentować lepszy poziom niż wcześniej wspomniane słabsze ekipy z CONCACAF-u? Żadna z tych drużyn nie zakwalifikowała się przecież do mistrzostw świata w Rosji, co niezbyt dobrze świadczy o ich piłkarskiej jakości.

To oczywiste, że CONMEBOL-owi chodzi o coś innego – „kasa kasa, wielu się wyprze”, jak to swego czasu rapował Eldo. I nawet rozumiemy pobudki, jakimi kierowali się południowoamerykańscy działacze, ale jednak nie możemy pozbyć się niesmaku na myśl o tym bezczelnym wręcz naginaniu zasad oraz idei najstarszego międzynarodowego turnieju. Czy jednak powinniśmy się aż tak dziwić takim zabiegom tamtejszych związkowców? Chyba nie do końca, wszak już w 1999 roku w Copa America zagrała wcześniej wspominana Japonia, gdzie wówczas trwał wielki boom na futbol, a także trwały przygotowania do mundialu w 2002 roku. Siedem lat wcześniej z kolei zaproszenia miały otrzymać reprezentacje Hiszpanii oraz Włoch, jednak ten pomysł został storpedowany z obu stron i ostatecznie nie wszedł w życie.

Co następne? Może chociaż Portugalia? Przynajmniej byłoby zabawnie, gdyby Cristiano Ronaldo zwyciężył w CA prędzej niż Messi.

No ale już tak całkiem poważnie pisząc… Wydaje się, iż kwestią czasu jest, kiedy południowoamerykański turniej kompletnie straci swoją tożsamość na rzecz aspektu finansowego. A szkoda, bo miał on jednak niepowtarzalny klimat, który czasem trącił lokalnym folklorem, żeby nie powiedzieć prowizorką, ale ogólnie był też wyjątkowy, wyróżniał się bardzo na tle innych międzynarodowych rozgrywek. CONMEBOL robi natomiast wiele, by z Copa America uczynić bezpłciowy puchar o groteskowej wartości sportowej. Kto wie, czy na dłuższą metę, pod względem wizerunkowym, nie osiągnie nawet rezultatu zupełnie odwrotnego do oczekiwanego. No bo kto będzie traktował latynoski turniej poważnie, skoro oni sami przestaną to robić?