post Avatar

Opublikowane 02.04.2018 09:51 przez

Rafal Bienkowski

– Mr. T nie jest twoim prawdziwym imieniem. Dlaczego je zmieniłeś? – zapytała go kiedyś gwiazda amerykańskiej telewizji Barbara Walters.

– To tak, jakbyś zapytała papieża Jana Pawła II, czy to jego prawdziwe imię – wypalił.

Cały on. Zapaśnik, ochroniarz Muhammada Alego, pamiętny James „Clubber” Lang z trzeciej części „Rocky’ego” i B. A. Baracus z „Drużyny A”, gość, któremu potrafiono zlecić nawet zabójstwo. Co dzieje się dziś z jedną z ikon popkultury lat 80.?   

***

Laurence

Gdyby szukać modelowych przykładów słynnego „american dream”, jego historia pasowałaby jak ulał. Mr. T, zanim jeszcze stał się Mr. T, był po prostu Laurencem. Laurencem, który na horyzoncie długo miał raczej kiepskie widoki na przyszłość. Urodził się w chicagowskim getcie i był jednym z dwanaściorga dzieci państwa Tureaud. Zanim zdążył dobrze podrosnąć, jego ojciec prysnął, zostawiając tuzin dzieciaków na głowie żony.

Rodzina długo gnieździła się w ciasnym mieszkaniu. Na większe nie było jej stać, ale jak w ogóle myśleć o takich luksusach, skoro były momenty, kiedy budżet domowy wynosił mniej niż 100 dolców na miesiąc? Coś takiego jak trzy posiłki dziennie były więc marzeniem, nie wspominając już o zabawkach pod choinkę. Kiedy był już znany, opowiadał, że chociaż byli ubodzy finansowo, to byli jednak bogaci duchowo. Dbała o to matka, chociaż w ich okolicy bardzo łatwo było skończyć w rynsztoku. Laurence dorastał w mało edukacyjnym miejscu, gdzie napady, gwałty i morderstwa były po prostu elementem krajobrazu, a jednak wyszedł na ludzi. Jasne, on też nie był stuprocentowym świętoszkiem, ale rodzina była dla niego zawsze najważniejsza.

Kiedyś na ulicy jego matkę zaczepiło trzech cwaniaków. Zabrali jej pieniądze, a na odchodne jeden z nich powiedział jeszcze, że „powinni podciąć gardło tej suce”. Kiedy syn tylko się o tym dowiedział, naturalnie wziął sprawy w swoje grube ręce.

Popełnili kilka błędów. Po pierwsze, obrabowali mi matkę, po drugie dotykali ją swoimi łapami, a po trzecie nie wiedzieli, że ma ośmiu synów. Przeczesaliśmy całą okolicę, byliśmy w barach, restauracjach, klubach, wszędzie. Wchodziliśmy do domów kopiąc w drzwi. W końcu poszliśmy do zakładu pogrzebowego i kazaliśmy przygotować trzy trumny. Nie mogę powiedzieć, że zabiłem tych trzech gości, ale nikt już więcej ich nie zobaczył. Czuję się dobrze z tym co zrobiliśmy, ponieważ położyli swoje ręce na mojej matce – opowiadał bardzo tajemniczo po latach w wywiadzie dla stacji ABC.

Przyciskany pytaniem, czy kiedykolwiek kogoś zabił, wykręcał się od odpowiedzi. Przyznał jednak, że skrzywdził wielu. O swoje mięśnie dbał zresztą od początku, bo na dzielnicy był to jeden z podstawowych argumentów, żeby przetrwać.

mr_t-yearbook-high-school-young-1970-football-photo-GC

Uczniem był raczej marnym, znacznie lepiej radził sobie w sporcie. W leżącej w Bronzeville Dunbar Vocational High School z powodzeniem trenował sztuki walki, futbol amerykański i zapasy. W tych ostatnich był nawet mistrzem szkół średnich w Chicago. Stypendium dostał jednak za talent do futbolu, ale na uniwerku nie utrzymał się nawet przez rok. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, zaciągnął się do woja.

Ali

To właśnie wtedy miał narodzić się Mr. T. Skąd akurat taki pseudonim? Ze złości na białych. Dorastając w Chicago na własnej skórze przekonał się, jak traktowani byli czarni. Irytowało go, że biały nigdy nie mówił do czarnego „man”, tylko „boy”, nawet jeśli ten drugi był już staruszkiem. Kiedy więc dorósł, nabył prawo do głosowania i mógł pójść do wojska, powiedział, że sam tak nazywany nie będzie. Stąd Mr.

Kiedy opuścił armię, zaczepił się w barach i klubach, gdzie stał na bramce. Szybko dorobił się reputacji twardego gościa, który potrafił sprawnie spacyfikować każdą burdę i przegonić handlarzy narkotyków. Anegdota mówi, że to właśnie wtedy zaczął powoli gustować w biżuterii, która później stała się jego znakiem rozpoznawczym. Kiedy po bójkach krewcy klienci gubili swoje świecidełka, on je przejmował. Praca w klubach dała mu jednak znacznie cenniejsze łupy – kontakty.

Chociaż w międzyczasie dorabiał sobie jeszcze m.in jako ochroniarz prostytutek, doczekał się awansu. Ochraniał wziętych prawników, lokalnych polityków, bankierów, był kurierem właścicieli sklepów jubilerskich przewożąc im „walizki pełne diamentów”, był też bodyguardem gwiazd. I to jakich. Michael Jackson, Diana Ross, Steve McQueen czy Muhammad Ali. Świetne przygody, nawet jeśli z niektórymi bardziej były to epizody, niż stała współpraca.

To był poważny biznes, chociaż cały czas musiałem wyglądać wrednie i nie mogłem z nikim rozmawiać. Podobało mi się jednak takie życie. A kiedy mówili do mnie „Dziękuję Mr. T…”. Ooo człowieku, to było to! Byłem szczęśliwy, że mnie doceniali – wspominał, chociaż oczywiście też nieźle za takie nadstawianie karku kasował. Dziennie było to nawet 7-10 tys. dolarów.

Muhammada Alego wspomina szczególnie, bo jak mówił, wiele się od niego nauczył. Pewnego razu, kiedy eskortował mistrza świata przez szemraną dzielnicę, byli świadkami bójki ulicznej. Ali, widząc szamotaninę, krzyknął „Hej, hej, hej!”. Kiedy zbiry zorientowały się, kto przywołuje ich do porządku, powiedzieli tylko z niedowierzaniem „To mistrz…” i przestali się tłuc. Scena, w której Ali udaremnia uliczny rozróbę, zrobiła wrażenie na ochroniarzu. Bo bokser dokonał tego dosłownie jednym zdaniem. Mr. T marzył, żeby kiedyś też mieć taką pozycję. Pozycję autorytetu.

I sumiennie na nią pracował, bo w swoim fachu był jednym z najlepszych. Stał się na tyle znany w branży, że pewnego dnia otrzymał nawet bardzo nietypową korespondencję – list ze zleceniem zabójstwa, za które proponowano mu ponad 70 tys. dolarów. W kopercie oprócz namiarów na nieszczęśnika była nawet zaliczka. Nie skorzystał.

Rocky

Jego zaskakująca kariera filmowa zaczęła się – jak to często bywa – zupełnie przypadkiem. Na początku lat 80. wziął udział w emitowanym na antenie NBC programie „America’s Toughest Bouncer”, który można przetłumaczyć mniej więcej jako „Najsilniejszy bramkarz w Ameryce”. To tam wypatrzył go Sylvester Stallone, który szykował się do wyreżyserowania trzeciej części „Rocky’ego”. Szukał gościa, który wcieliłby się w rolę tego złego. Czyli Jamesa „Clubbera” Langa.

W rozmowie z magazynem „Empire” Sylwek opowiadał, jak wyglądała ich pierwsza rozmowa. Aktor zapytał go, czy mógłby pokazać, jak wyprowadza ciosy. Mr. T życzenie spełnił, a „Sly” zanotował: „Zła koordynacja”. Ale i tak wiedział, że chce go na planie swojego filmu.

Chociaż oczywiście najpierw musiał doprowadzić ochroniarza do porządku. Stallone był wtedy jak wiadomo freakiem na punkcie bycia fit i kiedy zdjęcia do filmu miały ruszać, zawartość tłuszczu w jego organizmie wynosiła zaledwie 2,8 proc. Nie oczekiwał od Mr. T aż takiego katowania się, ale trochę zbędnych kilogramów musiał zrzucić. Problem w tym, że przepadający za śmieciowym jedzeniem naturszczyk nienawidził diet. Sylvester poszedł więc z nim na kompromis. Ustalili, że jeden dzień w tygodniu będzie mógł żreć co chce. I w piątkowe popołudnia zaczynały się uczty. Do których w pewnym momencie dołączał nawet sam… Stallone.

Trenując sceny walki dbali o to, żeby wszystko wyglądało jak najbardziej realnie. Słowem – nie zawsze kończyło się na imitacji ciosów. Sylvester zachęcał Mr. T, żeby ten w niektórych momentach próbował go autentycznie sieknąć. Próby blokowania uderzeń nie zawsze jednak się udawały, dlatego kilka razy zaliczył prawdziwe dechy. – Był jak bestia. Zwłaszcza, kiedy nie dostał na czas swoich lodów – śmiał się.

Samej filmowej historii nie ma chyba sensu specjalnie dokładnie przypominać. Włoski Ogier jest mistrzem świata, ale pas odbiera mu właśnie Lang, który na dodatek chwilę przed walką wdał się w szarpaninę z trenerem Rocky’ego (Mickey dostaje zawału i umiera). W końcu jednak dochodzi do rewanżu, w którym „Clubber” ląduje na deskach i przegrywa.

Film, wiadomo, klasyka, ale do historii przeszła też kwestia wypowiada przez Langa. Tak, tak, chodzi o słynne „I pity the fool” („Żal mi głupca”), które już chyba do ostatnich dni – oprócz fryzury mohawk i złota na szyi – będzie wizytówką mięśniaka z Chicago. Tę kwestię wymyślił rzekomo Stallone, który w swoim „Rockym” odpowiadał chyba za wszystko oprócz zamiatania na planie.

Pain…” – to nawet teraz wciąż brzmi złowieszczo.

A samo „I pity the fool” przez lata – na potrzeby reklam i programów telewizyjnych – doczekało się takich przeróbek jak „Ship of fools” czy „I pity the tool”.

Chociaż Mr. T dostał za wspomnianą rolę nominację do Złotej Maliny, to już chwilę później wylądował na planie „Drużyny A”, czyli jednego z najpopularniejszych seriali nie tylko lat 80. Chociaż do dziś głowimy się, jak przy takiej ilości wybuchów, karabinów i ton sypiących się łusek nie zginął tam nigdy żaden oprych (jeśli ktoś kipnął, poprawcie nas). Tak czy inaczej, sierżanta Bosco B. A. Baracusa zna chyba każdy, kto w latach 90. miał kablówkę. Kto nie pamięta jego strachu przed lataniem, kłótni z szurniętym Murdockiem i ich furgonetki GMC?

W połowie lat 80. Mr. T był już tak popularny, że dostał nawet zaproszenie do Białego Domu, gdzie robił za… Świętego Mikołaja. Na jego kolanach usiadła wtedy m.in. pierwsza dama Nancy Reagan.

Hogan

Zapaśnicza przeszłość i wielka popularność musiały się tak skończyć – otrzymał propozycję od szefów World Wrestling Entertainment (WWE), aby występował na organizowanych przez nich eventach.

Kiedy więc w 1985 r. zapadła decyzja o organizacji pierwszej gali WrestleMania w nowojorskiej Madison Square Garden, Mr. T stworzył w niej duet z Hulkiem Hoganem. Pojedynkowali się z Roddym Piperem i Paulem Orndorffem i co ciekawe, obaj panowie długo nie akceptowali udziału aktora w gali. Po latach opowiadał o tym sam Hogan, który musiał walczy o to, żeby impreza w ogóle się nie posypała. Mr. T chciał bowiem wycofać się z niej praktycznie w ostatniej chwili. Obawiał się, że przez udział w gali, gdzie nie wszyscy go chcieli, zniszczy sobie reputację. Czarę goryczy miało przelać to, że organizatorzy nie chcieli wpuścić do hali całej jego świty.

Zaczął się robić naprawdę nerwowy, aż w końcu dostałem telefon, że opuszcza MSG. Wiedziałem, że jeśli odjedzie, już nigdy go nie odzyskamy. Wybiegłem więc przed budynek i zatrzymałem go, kiedy razem ze swoimi ludźmi wsiadał do swojej białej limuzyny – mówił Hulk Hogan.

Panowie się dogadali, Mr. T wrócił i rok później był też jedną z gwiazd drugiej edycji WrestleManii, gdzie znów pokonał zresztą Pipera. Ostatnią walkę stoczył w 1994 r., kiedy jego przeciwnikiem był Kevin Sullivan. Jego przygoda z ringiem dobiegła końca, chociaż był jeszcze specjalnym sędzią pojedynku Hogana z Rickiem Flairem, pojawiał się też na galach w charakterze gościa. W 2014 r. został włączony do galerii sław WWE.

T-rak

Najważniejszą walkę – już jednak totalnie na serio – stoczył w drugiej połowie lat 90. Zaczęło się od niepozornego guza na uchu. Diagnoza była jednak poważna: nowotwór, chłoniak T-komórkowy skóry. Mr. T nie byłby jednak Mr. T, gdyby nie zaczął sobie żartować z nazwy schorzenia, nawet jeśli początkowo wcale nie było mu wesoło. – Możecie to sobie wyobrazić? Rak z moim nazwiskiem, spersonalizowany nowotwór – śmiał się.

Zapowiadało się, że proces leczenia nie będzie jednak długi, bo już po pięciu tygodniach naświetlań nowotwór odpuścił. Niestety, po roku doszło do nawrotu choroby i aktor musiał poddać się chemioterapii. – Moja sława nie mogła mnie uratować. Moje złoto, moje pieniądze, one nie mogły powstrzymać raka w moim ciele. A jeśli nie mogły tego zrobić, nie były mi potrzebne. Żal mi głupców (znaczy się „I pity the fool” – red.), którzy się poddają. Ostatecznie wszyscy na coś umrzemy, ale przynajmniej nie bądźmy mięczakami. Trzeba podjąć walkę.

On ją podjął i wygrał z nowotworem. Od tego czasu stał się jeszcze bardziej religijny i czuły na krzywdę innych. Kiedy w 2005 r. Stany Zjednoczone zostały spustoszone przez huragan „Katrina”, zapowiedział, że nie będzie już tak obnosił się ze swoimi złotymi naszyjnikami. Jako chrześcijanin w obliczu takiej tragedii uważał to za grzech. Inna sprawa, że na wielu późniejszych zdjęciach było widać, że całkowicie z tego stylu nie zrezygnował. Kiedy kilka lat później mocno skoczyła wartość złota, reklamował firmy z branży złotniczej.

Na marginesie można wspomnieć, że Mr. T swój pierwszy złoty naszyjnik kupił w 1977 r. za 129 dolarów. W 2010 r. rzeczoznawca wycenił jego biżuterię już na 123 tys.

Z czasem zaczął pokazywać się coraz rzadziej, przyjmował już mniej propozycji odgrywania samego siebie w serialach i filmach. Dał się jednak namówić na udział w „Tańcu z gwiazdami” oraz na poprowadzenie programu „Mr. T i granice głupoty”, w którym wyszukiwał najbardziej zabawne materiały emitowane w mediach na całym świecie. Jego głównym źródłem dochodu długo pozostawały jednak przede wszystkim reklamy. I to nie byle jakie, bo był twarzą m.in. gry World of Warcraft i batonów Snickers.

W ostatnich tygodniach ponownie stało się o nim głośno, ponieważ – jak się okazało – został zagorzałym fanem curlingu.

2269805-47294890-2560-1440

Puszczanie „czajników” po lodzie i machanie szczotką zainteresowało go podczas niedawnych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Wzięło go tak bardzo, że w pewnym momencie wręcz relacjonował na Twitterze przebieg rywalizacji nie tylko reprezentacji Stanów Zjednoczonych, ale też Kanady, Norwegii czy Szwajcarii. Jego wpisami żyły nawet najpoważniejsze redakcje sportowe.

Oglądam dyscyplinę, o której wcześniej bym nie pomyślał. Curling jest trochę inny, ale ekscytujący. I nie taki prosty, jak się wydaje. Uprawiałem zapasy, boksowałem i nie mam już nic do udowodnienia. Dlatego wybieram curling – ćwierkał Mr. T.

Słowem, curling is cool, fool.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. WWE, eurosport.com

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

RobRob
RobRob

Dobry tekst. Fajnie sie czytalo. Ciekawe co sie stalo z tymi kolesiami, co obrabowali jego matke.

marcinw13
marcinw13

A teraz porównujemy Popka i Mr.T…

Nawet w Ameryce „szołbiznes” jest na wyższym poziomie niż w naszym żenującym bagnie.

wscieklybajpas
wscieklybajpas

skurwysyn zabił Mike’a.

Weszło
06.04.2020

Ranking: TOP 10 meczów Premier League (2010-2020)

Precyzyjne podania Kevina De Bruyne, atomowe strzały Marcusa Rashforda, zimna krew Jamiego Vardy’ego, a nawet chaotyczne dryblingi Mohameda Salaha. Za tym wszystkim kibice Premier League tęsknią niczym księżniczka uwięziona w zamkowej wieży wypatrująca w oknie swojego wybawcy. Okres kwarantanny ma jednak również swoje plusy. Można choćby dowiedzieć się, co znajduje się pod warstwą kurzu za […]
06.04.2020
Weszło
06.04.2020

Facet czyta 365 dni, odcinek 5: Lipińska odkryła jeden prosty trik, by zmienić Wasze życie seksualne (klik)

W końcu! Nareszcie! Zrobił to! Na 190 stronie powieści don Massimo Toriccelli spenetrował Laurę Biel! Prawdę powiedziawszy, penetrował ją nawet dłużej, bo opis polsko-włoskiego seksu trwał prawie jedenaście stron. Po tej lekturze marzę tylko o jednym: o tym srebrnym wibratorze z filmu „Men in Black”, którym Tommy Lee Jones i Will Smith kasowali ludziom pamięć. […]
06.04.2020
Anglia
06.04.2020

Nietęga mina angielskiego futbolu

Wyobraźcie sobie duże miasto, stolicę, może być Londyn. Miejsce akcji nie jest tu najważniejsze, bo wszystko dzieje się przede wszystkim za kulisami. A co się dzieje? Spory gabinetowe, dyskusje prezesów z prezesami, oburzenie zamierzchłych autorytetów, silne głosy władzy i związków zawodowych. Brzmi jak opis dokumentalnego filmu politycznego, prawda? No, brzmi, ale w rzeczywistości to opis […]
06.04.2020
Weszło
06.04.2020

FIFA po jednej stronie z UEFA. Celem dogranie sezonu

W czwartek, gdy tylko Belgia ogłosiła, że zamierza kończyć sezon, UEFA zareagowała listem do wszystkich federacji i lig: nie róbcie tego. Powalczmy o to, by sezon 19/20 dokończyć na boisku, nawet jeśli będzie to wymagało gry za zamkniętymi drzwiami. Europejska federacja pogroziła nawet palcem: kto skończy przedwcześnie sezon, może mieć grę w pucharach z głowy. […]
06.04.2020
Bukmacherka
06.04.2020

Szybki powrót do gry w Bundeslidze? Szanse są spore

Niemcy przez lata służyli za stereotypowy przykład dobrej organizacji. Bundesliga wcale od tego nie odbiegała. Niemieckie stadiony były wypełniona po brzegi, a kluby dzięki stabilnemu zarządzaniu były przykładnymi korporacjami. Niewykluczone jednak, że zmieni się to, jeśli nie uda się szybko dograć obecnego sezonu. Dlatego nasi zachodni sąsiedzi chcą wrócić na murawę nawet wtedy, kiedy oznaczać […]
06.04.2020
Weszło
06.04.2020

Marx, trójka z Florencji, Hubers – świat sportu wygrywa z koronawirusem

„Z radością informujemy, że Patrick Cutrone, German Pezzella i Dusan Vlahović uporali się z koronawirusem” – oznajmiła oficjalna strona Fiorentiny. Dobre wieści w dobie pandemii to coś, czego nam wszystkim trzeba. Tercet z Florencji zaliczył negatywny rezultat testów, więc każdego z zawodników można uznać za wyleczonego. Fiorentina swój komunikat wykorzystała nie tylko do przekazania dobrej […]
06.04.2020
Anglia
06.04.2020

Geneza spadku formy Manchesteru City

Bycie kibicem Manchesteru City w roku 2019 było sielanką. W Anglii zebrali bardzo obfite żniwa, wygrali wszystko, co tylko mogli, włączając mistrzostwo po historycznej walce z Liverpoolem. Nawet nie można było specjalnie przyczepić się do odpadnięcia w Lidze Mistrzów, albowiem przegrany dwumecz z Tottenhamem okraszony został licznymi kontrowersjami. Jedynie Vincent Kompany, z zawodników tych bardziej […]
06.04.2020
Weszło
06.04.2020

QUIZ: Czy pamiętasz z kim odpadały w pucharach polskie kluby?

Wszyscy pamiętamy eurowpierdole, wszyscy pamiętamy heroiczne porażki z potęgami europejskiej piłki. Ale od sezonu 90/91 polskie kluby łącznie ponad 130 razy odpadały z europejskich pucharów. Czy jesteś w stanie wymienić większość z nich? Zadanie jest pozornie łatwe – przecież boje pucharowiczów śledzi się uważnie. Ale część meczów przykryła patyna czasu, a inne – cóż – […]
06.04.2020
Weszło
06.04.2020

Szczepionka i rekordowy transfer Karbownika do końca roku

– W sprawie Macieja Rybusa byłem na spotkaniu w jednym klubie europejskim, bardzo dobrym klubie europejskim. Byliśmy nawet wstępnie dogadani, ale wsadziliśmy na razie ten temat do zamrażarki z wiadomych powodów – zadeklarował w rozmowie z prowadzącymi Misję Futbol na antenie Kanału Sportowego agent piłkarski, Mariusz Piekarski, który opowiadał też o swoim optymizmie w kwestii […]
06.04.2020
Bukmacherka
06.04.2020

Counter Strike z eWinnerem? Sprawdź ofertę specjalną!

Legalny polski bukmacher eWinner serwuje nam dziś ciekawe propozycje dla fanów e-sportu! U tego buka znajdziemy zakłady specjalne na Counter Strike’a Global Offensive. Gracze mogą typować CS’a w pojedynkach dniach czy też w ofercie Combo Dnia. Na co postawić? Sprawdźcie sami! Combo Dnia eWinner Znacie już ofertę Combo Dnia w eWinnerze? Dzięki niej możemy obstawić dwa […]
06.04.2020
Weszło
06.04.2020

Własne piwo, korupcja i objawienie Serie A. Pokrętna historia Francesco Caputo

„Wszystko będzie dobrze. Zostańcie w domach” – to napis, który zaprezentował światu Francesco Caputo po bramce strzelonej w meczu Sassuolo z Brescią. 32-latek trafił do siatki dwukrotnie i wielce prawdopodobne, że były to jedne z ostatnich goli, jakie w tym sezonie obejrzeli włoscy kibice. Cieszynka z wyjątkowym przekazem rozsławiła „Ciccio” na cały świat, ale we […]
06.04.2020
Weszło
06.04.2020

Janczyk: Niedawno miałem oferty z Kataru. Psychicznie jestem dziś niziutko

– Od klubu dostaję też obiady. Albo odbieram sam, albo przywożą do mieszkania. No i praca. Zaczynam o 7, kończę o 15, normalny etat. Nie chcę zdradzać, co robię. Ale jest fajnie, trochę posiedzę przy biurku, trochę polatam po mieście. Nie ma nudy. A jak trzeba będzie iść na budowę, to pójdę i na budowę. […]
06.04.2020
Weszło
05.04.2020

Facet czyta 365 dni Lipińskiej, odcinek 4: mam dość tych cholernych pustaków!

Kiedy biegnę maraton, kryzys przychodzi mniej więcej na 35 kilometrze. Tu pojawił się wcześniej – nie jestem jeszcze w połowie drogi, a już mam powoli dość Laury i Massima. Dlaczego? Bo to cholerne pustaki. Ja naprawdę nie wymagam, żeby dwoje poznających się ludzi rozmawiało tylko o impresjonistach, europejskim kinie czy jazzie. Żądam natomiast, aby tematem […]
05.04.2020
Weszło
05.04.2020

Piłkarz miesiąca. 1/3 miesiąca…

Na początku zeszłego miesiąca żyliśmy w innej rzeczywistości. Jeszcze nie spodziewaliśmy się, że piłkarza marca trzeba będzie wybierać po zaledwie kilku spotkaniach, po zaledwie kilku dniach grania. Koronawirus wszystkim pokrzyżował szyki i wypada tylko życzyć sobie i wam, by znów można było w kandydatach przebierać jak w ulęgałkach. Bo to by oznaczało powrót do znanej […]
05.04.2020

Awantura o starych Słowaków! Tylko w Lidze Minus!

Co tu się będzie działo! Załoga Ligi Minus ostatnio mierzyła się w formie niezobowiązujących quizów z nagrodami. Tym razem nadajemy tej rozgrywce określony format: Liga Minus dziś zamienia się w… AWANTURĘ O STARYCH SŁOWAKÓW! Roki. Białek. Paczul. Piela. Kowal. Starzy Słowacy. To znaczy: ta piątka to nie starzy Słowacy, ale uczestnicy awantury. Co my wam […]
05.04.2020
Weszło
05.04.2020

Ranking najbarwniejszych postaci XXI wieku (21-30)

Artur Boruc broniący po jointach. Czesław Michniewicz sikający przy ławce rezerwowych. Zbigniew Drzymała i ustawione mecze w tenisa. Roast Franciszka Smudy w wykonaniu Michała Żewłakowa. Marcin Wasilewski robiący wślizg we wrocławskim pubie. Oj, wchodzimy już na naprawdę wysokie pułapy w rankingu najbarwniejszych postaci polskiej piłki XXI wieku. MIEJSCA 91-100 – KLIK! MIEJSCA 81-90 – KLIK! […]
05.04.2020
Weszło
05.04.2020

Zebranie odpowiedniej liczby drużyn na kolejny sezon może być wyzwaniem

– To zabrzmi pesymistycznie i w ciemnych barwach, ale nawet jeśli zachowamy limity drużyn w rozgrywkach, ich miejsca, jeśli podejdziemy do nich z dużym sitem licencyjnym, to zebranie odpowiedniej liczby zespołów będzie wyzwaniem. Trzeba przecież wziąć pod uwagę kluby, które jeszcze przed połową marca miały problem z regulowaniem płatności. Gdzie mamy szukać pocieszenia, jeżeli 20-30% […]
05.04.2020
Bukmacherka
05.04.2020

Limity bukmacherskie

Limity bukmacherskie dla jednych są niepotrzebną barierą, dla innych pożyteczną sprawą. Na czym polegają? Za co możemy je otrzymać? Czy da się je ominąć? W naszym poradniku dokładnie przyglądamy się tej tematyce i wyjaśniamy wątpliwości. Czym jest limit bukmacherski? Zacznijmy od podstaw, bo nie da się grać w piłkę, nie potrafiąc biegać. Czym więc jest […]
05.04.2020