Gdyby nie festiwal reform, Jaga byłaby o krok od drugiego mistrzostwa
Weszło

Gdyby nie festiwal reform, Jaga byłaby o krok od drugiego mistrzostwa

Gdyby ligę rozstrzygano jak dawniej, bez żadnych reform i udziwnień, aktualny mistrz Polski, Jagiellonia, właśnie byłby o krok od obrony tytułuOczywiście bez reform wszyscy inaczej rozkładaliby siły, inny kładliby nacisk na przygotowania, a inny na poszczególne spotkania. Ale fakt jest faktem: Jaga kolejny rok jest znakomita.

Porzućmy jednak gdybologię i skupmy się na faktach – tak jak białostocczanie wygrali poprzedni sezon zasadniczy, tak są niezwykle blisko wygrania tegorocznego, co również ma swoją wymowę. Wystarczy im bowiem, że zdobędą trzy punkty w dwóch meczach – na rozkładzie mają targane kryzysem Zagłębiem na wyjeździe i domowy mecz z Wisłą Płock. Może się też tak zdarzyć, że podopieczni Ireneusza Mamrota zajmą pierwsze miejsce dzięki potknięciom rywali, bo zarówno Legia (wyjazd do Gdyni), jak i Lech (wyjazd do Krakowa na Wisłę) mają w tej kolejce bardzo ciężkie mecze. I powiedzmy sobie szczerze, każde inne rozstrzygnięcie, niż liderująca Jaga po 30 kolejkach w takich okolicznościach trzeba będzie uznać za sensację.

Sami łapiemy się jednak na tym, że pisząc o Jagiellonii – wygrywającej drugi raz z rzędu 30-kolejkową fazę każdy z każdym – specjalnie się nie ekscytujemy. Bo dziś pisanie o świetnie radzących sobie piłkarzach z Białegostoku jest sensacyjne niczym noc przychodząca po dniu. Oj, przyzwyczaiła nas Jaga do dobrych występów oraz do faktu, że jest zespołem ze ścisłej ligowej czołówki – biła się o mistrza w 3 z 4 ostatnich sezonów i stawiamy dolary przeciw orzechom, że w tym roku po raz trzeci stanie na pudle. Białostoczanie rozpychający się w lidze to ostatnio norma, tak jak i normą jest, że piłkarze – którzy swego czasu rozwinęli się w tej drużynie – są dla Adama Nawałki kandydatami do wyjazdu na mundial. I nie chodzi tu o jednego-dwóch zawodników, ale o siedmiu! Policzmy: Grosicki, Makuszewski, Cionek, Pazdan, Góralski, Romanczuk i Frankowski. Innymi słowy, nawet na tym polu klub z Podlasia stoi z tymi największymi w jednym szeregu.

O tym jednak, że Jagiellonia w czołówce wciąż w pewnych kręgach może być traktowana jako anomalia, co roku przypomina chociażby finansowy raport ekstraklasy przygotowywany przez analityków EY. Po lewej macie grafikę z ostatniej edycji, podsumowującą roczne przychody klubów z czołówki.

Wiadomo, Legia ma nieco „zafałszowany” przychód poprzez zarejestrowane przed rokiem wpływy z Ligi Mistrzów – ta różnica na pewno się zmniejszy. Ale już Lech, który latem zanotował absolutnie rekordowe okienko transferowe, Jagiellonii dodatkowo ucieknie. Przy najbogatszej dwójce białostocczanie są wciąż kopciuszkiem, który działa w obliczu potężnych finansowych ograniczeń. Jasne, w Białymstoku również notują duże wpływy z transferów i w ten sposób próbują się ratować, ale na każdym innym polu od potentatów z Poznania i Warszawy dzieli ich przepaść. Każdym innym, poza oczywiście sportowym.

Liczba reprezentantów w kadrze Nawałki i bardzo regularna gra o najwyższe cele w ekstraklasie – przy równoczesnej sprzedaży największych gwiazd – ukazuje niezwykłą kadrową płynność Jagiellonii. To niesamowite, że przy tak ograniczonym budżecie ten klub jest w stanie regularnie budować bardzo przyzwoitą drużynę. Pamiętacie wiosnę zeszłego roku, w której do ostatnich sekund (dosłownie!) Jaga pozostawała w grze o mistrza? W tamtej rundzie podstawowy skład drużyny Michała Probierza kształtował się następująco (wybrany z zawodników o największej liczbie minut na boisku):

Kelemen – Gordon, Runje, Guti, Tomasik – Romanczuk, Góralski – Cernych, Vassiljev, Novikovas – Sheridan

Na czerwono zaznaczyliśmy piłkarzy, którzy należą do jedenastki najczęściej występujących piłkarzy również tej wiosny. Wiosny, w której Jagiellonia gra najlepszą piłkę z całego ostatniego dobrego okresu – wygrała sześć z siedmiu ostatnich meczów, a taki wynik w ostatniej kadencji Probierza zdarzył się tylko raz – w sezonie 2014/15. Za obecną serię w największej mierze odpowiedzialni są:

Pawełek – Burliga, Runje, Mitrović, Guilherme – Romanczuk, Wlazło – Novikovas, Pospisil, Frankowski – Bezjak

Wszystkich zmian w pierwszym garniturze jest aż osiem, ale tym razem na czerwono zaznaczyliśmy zawodników, którzy zostali sprowadzeni w dwóch ostatnich okienkach, a zeszłoroczne wicemistrzostwo Polski nie było ich udziałem. Ponad połowa składu została więc wymieniona (a także trener!), a najważniejszą analogią w stosunku do zeszłych rozgrywek może być chyba właśnie pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej. Bo w kadrze drużyny, sztabie szkoleniowym czy stylu gry jest coraz mniej punktów zbieżnych.

Niezależnie od tego, jak skończy się ten sezon dla Jagiellonii, należy docenić kapitalną politykę kadrową tego klubu, który pokazuje wszystkim, że nie trzeba szastać pieniędzmi, by mieć bardzo dobry skład. I gdyby tylko więcej klubów o podobnych możliwościach poszła tą ścieżką, ekstraklasa byłaby dziś o wiele, wiele ciekawsza, a także znacznie mniej byłoby w niej narzekania na brak pieniędzy.

Fot. FotoPyK