Zlekceważyliśmy Koreańczyków. Nie byliśmy przygotowani, by podjąć walkę
Weszło

Zlekceważyliśmy Koreańczyków. Nie byliśmy przygotowani, by podjąć walkę

Już jutro po raz trzeci w historii zmierzymy się z reprezentacją Korei Południowej. To dobra okazja, żeby powspominać pierwsze, najważniejsze spotkanie. Mecz otwarcia mistrzostw świata 2002, który zakończył się dla nas bolesną porażką. Na ten temat porozmawialiśmy z Piotrem Świerczewskim, Marcinem Żewłakowem i Tomaszem Kłosem. Świerczewski wspomina o jednostronnym sędziowaniu i zlekceważeniu przeciwników. Żewłakow uważa, że zabrakło nam doświadczenia, ale pretensje możemy mieć tylko do siebie. Kłos z kolei mówi o problemach z aklimatyzacją, które jednak nie były na tyle duże, żeby tłumaczyć nimi naszą porażkę. Zapraszamy.

*

Piotr Świerczewski.

Mówiąc o meczu z Koreą, od razu na myśl przychodzi mi to, że nie byliśmy do końca przygotowani, by podjąć walkę. I zlekceważyliśmy przeciwników. Wydawało nam się, że Korea, która nie grała w eliminacjach i nigdy nawet nie wygrała meczu na mistrzostwach świata, będzie dużo słabsza. Tymczasem okazało się, że zajęła czwarte miejsce. Ta drużyna była do tych mistrzostw przygotowana bardzo dobrze fizycznie i mentalnie. Zaskoczyła nas. Chcieliśmy grać krótkimi podaniami, a także górą. Myśleliśmy, że nasi rośli zawodnicy będą wygrywać pojedynki powietrzne, a okazało się, że rywale byli od nas bardziej skoczni, przez co wydawali się wyżsi. Niby mieli być słabi, niżsi, wolniejsi, mniej skoczni, a wspominam to odwrotnie. Osiągnęli sukces. Kilku piłkarzy po turnieju wyjechało do Europy.

Wydawało nam się, że wygramy na luzie. Nie spodziewaliśmy się, że mogą być aż tak dobrze przygotowani. Przekonali się o tym później Hiszpanie i Włosi. Korea wyszła z naszej grupy z pierwszego miejsca. Dwa mecze wygrała, jeden zremisowała. Kibice stworzyli niesamowitą atmosferę i na pewno nieśli ją do kolejnych zwycięstw. Jednak pomagały jej też ściany. Miała wsparcie sędziów i trzeba o tym mówić wyraźnie. Odnieśliśmy wrażenie, że sędziowie gwizdali każdą stykową sytuację na jej korzyść. Czuliśmy to.

Dziennikarze zarzucali wam, że szukaliście wymówek.

Dziennikarzom i kibicom mogła się tak wydawać, ale proszę spojrzeć, co działo się później. Włosi strzelili Koreańczykom prawidłowego gola, który nie został uznany. Sędzia podyktował przeciwko nim karnego z kapelusza, wyrzucił z boiska Tottiego. Pomoc arbitrów była widoczna gołym okiem, nie tylko w meczu z nami. Szkoda, bo nie od dziś wiadomo, że pierwszy mecz dla układu tabeli i czysto psychologicznego podejścia jest bardzo ważny. Szukamy wymówek, bo byliśmy słabsi? To nie do końca tak, choć fakt – nie byliśmy też do końca przygotowani. Pojawiły się problemy z aklimatyzacją. Najpierw byliśmy w hotelu, gdzie był klimat kontynentalny. Normalny, taki jak u nas. Mecz rozgrywaliśmy jednak w miejscu, gdzie było bardzo wilgotno. Nie dostosowaliśmy się do warunków. Po dwudziestu minutach zeszło z nas powietrze. Nawet na treningu, który odbył się dzień wcześniej na głównym boisku, widać było, że bardzo się pocimy, nie dajemy rady, coś jest nie tak z naszym oddychaniem i wydolnością. Uwidoczniło się to podczas meczu. Na początku biegaliśmy za dwóch, byliśmy chętni do gry. Mogliśmy zrobić dużo. Szybko jednak się to zmieniło. Cóż, popełniliśmy błąd.

Nie pamiętam już tego dokładnie, ale na pewno było też coś takiego, że w nocy koreańscy kibice podeszli pod nasz hotel i zaczęli śpiewać, przeszkadzać. Nie mogliśmy się dobrze wyspać. Ale to już było, minęło. Nie grzebmy w trupach. Przegraliśmy i tyle. Dzisiaj kadra tworzy nową historię.

Kiedy po długiej przerwie jedzie się na mistrzostwa świata, trudno perfekcyjnie przygotować się do takiego turnieju, skoro nie ma się doświadczenia. Organizacyjnie nie wszystko było przemyślane. Dzisiaj wszystko jest lepiej zorganizowane. Trener Nawałka dmucha na zimne, wysyła swoich wysłanników do Rosji, ostatnio był tam chyba Tomek Iwan. Dojazd na stadion, cisza podczas odpoczynku – każdy detal jest bardzo ważny. Dziś mamy ten komfort, że wiemy, iż nic nie zostanie pozostawione przypadkowi.

*

Marcin Żewłakow.

Moje pierwsze wspomnienie wiąże się z kwaśnym nastrojem po meczu. Nastawialiśmy się na to pierwsze spotkanie. Wydawało się, że Korea Południowa jest przystępną drużyną, by zacząć akurat od niej. Tymczasem pokonali nas dość łatwo i zyskali przewagę. To było pierwsze zderzenie z urokami mundialu, szkoda, że niekorzystnymi.

Trochę ich zlekceważyliście?

Nie, nie. Nie było u nas lekceważenia. Wydaje mi się, że porażka wynikała z braku doświadczenia. W głowie mieliśmy pierwszy mecz, fajnie byłoby ułatwić sobie drogę do wyjścia z grupy, ale było w tym za mało determinacji. Pierwsza sytuacja, którą mieliśmy, powinna zakończyć się golem… Wydaje mi się, że bogatsi o doświadczenie, drugi raz w tej sytuacji zachowalibyśmy się inaczej. To miałoby przełożenie na dalszy ciąg meczu. Straciliśmy jednak bramkę i wszystko zaczęło układać się pod naszych przeciwników.

Dużo mówiło się o sędziach.

Jeżeli chodzi o nasz mecz, nie przekonuje mnie to. Wpływ sędziów najbardziej zapamiętałem przy okazji meczu Korea – Włochy. Nie zwalałbym naszej porażki na decyzje arbitra. Przegraliśmy przez własne błędy. Zawiódł element, w którym mieliśmy przewodzić – chodzi mi o walkę w powietrzu. To miał być nasz atut, a to Koreańczycy byli skoczniejsi. Byli od nas niżsi, a wygrywali większość pojedynków powietrznych. Wydawali się dużo bardziej ruchliwi. Jeżeli już można powiedzieć, że ich nie doceniliśmy, to na pewno pod względem determinacji. Biegali po całym boisku, nie zatrzymywali się przez cały mecz. Nie spodziewaliśmy się tego.

Mieliście problem z aklimatyzacją? Piotr Świerczewski wspominał o trudach związanych ze zmianą klimatu.

Nie pamiętam, żebym miał z tym problem. Na pewno czułem dyskomfort przed pierwszym meczem sparingowym, który rozgrywaliśmy z mistrzem Korei. Zmiana czasu była odczuwalna. Mecz rozgrywaliśmy około 12, a ja wybiegając na rozgrzewkę, miałem poczucie, jakby obudzili mnie w środku nocy i kazali grać w piłkę. Z biegiem czasu problemy były jednak wygładzane. Powiem szczerze, że nie odczuwałem trudów tego klimatu. Mówię oczywiście tylko o sobie, nie wiem jak koledzy.

Faktem jest, że nie mieszkaliśmy w hotelu. Tak naprawdę to była bursa, coś w stylu akademiku. Natomiast byliśmy bardzo wyizolowani. Wychodziliśmy z ośrodka, przechodziliśmy na boisko treningowe i każdy z nas musiał być sprawdzony, jak i posiadać przy sobie identyfikator. Nie wiem, czy to nam sprzyjało. Wydaje mi się, że czasem trzeba odpocząć od piłki, a to wyizolowanie, przebywanie cały czas ze sobą, nie pozwalało głowie odpocząć.

Czyli pretensje możecie mieć tylko do siebie?

Zdecydowanie. Jeśli robisz coś pierwszy raz, nie jesteś gwarantem zdania testu – tak było w naszym przypadku. Pojechaliśmy na mundial także trochę po naukę. Wydaje mi się, że to był problem – nie mieliśmy żadnego piłkarza, który wcześniej grałby na wielkiej imprezie. Nie było tradycji i tego wszystkiego, o czym się obecnie mówi. Przecieraliśmy szlak.

Dzisiejsza reprezentacja ma już znacznie większe doświadczenie. Ważne będzie podejście do pierwszego meczu. Po pozytywnym rozstrzygnięciu trzeba będzie skorzystać z dobrego nastroju, który się stworzy, i pociągnąć to dalej. Dobrze jednak, że obecna kadra jest znacznie bogatsza o wszystkie przeżycia, chociażby z Euro 2016.

*

Tomasz Kłos.

Zaskoczyła nas przede wszystkim atmosfera. Wcześniej żaden z nas nie był na dużej imprezie. Mecz otwarcia dla gospodarzy, patrzy na nas cały świat. Sama ranga tego wydarzenia była dla nas czymś niespotykanym. Kilka dni wcześniej wygraliśmy 1:0 mecz towarzyski z mistrzem Korei. Już wtedy mogliśmy się przekonać, jak będą grali koreańscy zawodnicy. Że będą szybcy i skoczni. Niby ich rozpracowaliśmy, ale trzeba powiedzieć sobie szczerze – nie byliśmy w stanie im zagrozić. Było parę sytuacji, bramkę mógł zdobyć Jacek Krzynówek, ale to tyle. Szkoda… Założenia, które mieliśmy przed meczem, spaliły na panewce. Nie wykonaliśmy założonego planu, Koreańczycy nas zdominowali, rzeczywistość okazała się dla nas bardzo bolesna.

Można powiedzieć, że trochę ich zlekceważyliście?

Nie, nie. Uważam, że byli od nas lepsi. Sami byliśmy zdziwieni tym, co się stało, że tak zagraliśmy. Pamiętamy przecież ostatni mecz z USA – wygraliśmy bez problemu.

Co do sędziów – wiadomo, że ściany pomagają gospodarzom. Mimo wszystko sędziowie nie popełniali błędów, które umożliwiły nam wygranie tego meczu. Nie, my go przegraliśmy, bo byliśmy słabsi. Tylko tyle i aż tyle.

Pojawiały się głosy, że mieliście duże problemy z aklimatyzacją.

Tak. Inna wilgotność, inna pogoda, duchota. Ale to już było widać na meczu sparingowym. Bieganie sprawiało nam problemy. Przyjechaliśmy bodajże tydzień czy dziesięć dni przed meczem z Koreańczykami i trzeba powiedzieć sobie szczerze, że pobyt tam dał nam się we znaki. W noc poprzedzającą mecz, koreańscy kibice podeszli pod hotel, zaczęli „kibicować”. Chcieli nas zdenerwować, rozbudzić, nie dać się nam wyspać. Takie głupie, niepotrzebne zachowanie. Świadczące też o tym, że organizatorzy turnieju nie dopilnowali wszystkich kwestii. Były też jakieś problemy z klimatyzacją… Tutaj drobina, tutaj drobina i tym sposobem wszystko się nawarstwiło. Niezbyt ciekawie to wyglądało. Ale nie przesadzajmy, nie miało to aż takiego wpływu na naszą porażkę. Koreańczycy byli świetnie przygotowani i wygrali. Spięli się na to pierwsze spotkanie i osiągnęli sukces. Potwierdziło się, że pierwsze mecze mogą dać drużynie pozytywnego kopa, bo przecież doszli aż do półfinału.

Rozmawiał Norbert Skórzewski

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (67)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wkolski

„Mecz otwarcia, patrzy na nas cały świat.”. Kurtyna. Na tym chyba można zakończyć wspomnienia Tomka Kłosa.

wkolski

Widzę, że już poprawione…

GondolJerzy

No zdziwili się chłopcy,że na mistrzostwach świata trzeba zapierdalać..

Rudy 102
Drużyna pierścienia

Część z nich zasiada obecnie po różnych mediach jako eksperci, mądrząc się do mikrofonu.

WujaNieMaEunuchKochany
Torpedo Indyczów

To idealna praca dla nich, w końcu nie muszą zapierdalać…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Soifon3

Bolesne wspomnienie. Do dzisiaj próbuję sobie przypomnieć chociażby jeden (1) dobry mecz Dudka w kadrze… i te jego przewroty po każdej interwencji – dramat. Hajto, Wałdoch robieni co akcję, ale dzisiaj słyszymy, że tamta kadra miała lepszą obronę heh może i w klubach grali niezłych, ale wydaje mi się, że Pazdan na piź… + Glik w formie wcale nie są gorsi…

Albin Wikulski

Tamta kadra była dużo słabsza indywidualnei od obecnej. Jaki nie był złotousty Dżordż Engel, to trzeba powiedzieć, że miał ekipę tylko rzemieślników, a gwiazda Oli to był chwilowy meteor, a nie ynternaszynal lewel.

Kto by się właściwie przydał z tamtej kadry obecnej do pierwszego składu jako wzmocnienie? Właściwie tylko poczciwiec Jaca Krzynówek

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Alku86

zgodzę się że Engel miał lepszych obrońców (choć żaden nie był tak mocny jak Piszczek- wystarczy zobaczyć ten skrót i spojrzeć co w tym meczu wyrabiał taki Hajto, piłka prostopadła leci a ten stoi i się patrzy, druga bramka po jego stracie). Natomiast napastników Nawałka ma lepszych, Żewłakow czy Kryszałowicz to poziom mniej więcej Teodorczyka czy Wilczka (może Kryszał lepszy, ale Żewłakow nie), oni też w tego typu ligach walą bramki, a Olisadebe nie ma startu do Milika, nie mówiąc o Lewym

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janusz Ekspert

O kurwa, napad w 2002 mocniejszy niż aktualnie, gościu, co Ty bierzesz?
Jak myślisz, dlaczego naturalizowano Oliego? Bo poza nim z przodu była kompletna bryndza – smutny piłkarz Kryszałowicz i jego 15 bramek w 2. Bundeslidze dziś mogłoby mu nie pozwolić na załapanie się do kadry. Wiadomo, sytuacja wygląda nieco gorzej po kontuzjach Milika, ale i tak w 2002 podstawowy napastnik Anderlechtu, Brondby, czy młodzi wchodzący z ławki w Chievo i Sampdorii byliby kreowani na gwiazdy tej kadry.
NIe wspominając o tym, że piłkarz pokroju Lewego może się nie trafić w tym kraju przez najbliższe 50 lat, jeśli nie 100.
Reszta też kompletne bzdury, Kałużny który wtedy był w Energie Cottbus, a następnie odbił się od Bayeru, miałby się przydać obecnej kadrze? Niby do czego?
Hajto na papierze podpora Schalke pokazał w Korei co ma do zaoferowania poza warunkami fizycznymi.
Z całego tamtego zespołu asów obecnej kadrze przydaliby się tylko Krzynówek na skrzydło, może Rząsa na lewą obronę, może Wałdoch obok Glika i może Świerczewski do środka pola. Ale i tak ciężko powiedzieć, czy którykolwiek z nich (poza Krzynówkiem) byłby w ogóle wzmocnieniem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janusz Ekspert

Gościu sam sobie strzelasz w stopę, bo pisząc o Kownackim pomijasz jakoś Inter – dlaczego, jednak nie pasował do teorii? Poza tym skoro Sampdoria w 2002 była w serie B, to sobie wyobraź, że mielibyśmy wtedy dwudziestolatka z jakiegokolwiek zespołu z top 10 Serie A. I co, nie byłoby w nim pokładanych nadziei? Skoro atakowaliśmy Mundial drugoligowcem Kryszałowiczem i Czarkiem Kucharskim?
A wspominając o młodym z Chievo przy napastnikach to chyba logiczne, że miałem na myśli Stępińskiego, który strzela w Serie A i niedawno strzelał również w Ligue 1, a nie Jaroszyńskiego. Widać, że czytanie ze zrozumieniem nie jest Twoją najmocniejszą stroną.
Co do Grosickiego, jeszcze niedawno wpisywał się do protokołu w walczącym o puchary Rennes, a potem w Premiership. Chyba nie bardzo pamiętasz, jak wyglądało „bogactwo” zawodników ofensywnych w kadrze na początku XXI wieku – wyglądało tak, że żeby trochę podrasować Krzynówka musiałeś go nazwać „wyróżniającą się postacią beniaminka Bundesligi” :) Gdyby wtedy jakikolwiek ofensywny zawodnik robił różnicę w drużynie z górnej połówki Ligue 1, co drugi dzieciak pod blokiem chciałby być Grosickim.
Generalnie z Twojego rozumowania wynika, że kadra Engela miała super bramkarza – szkoda tylko, że w Korei okazało się, że nie umie łapać piłki. Mocną obronę z Bundesligi – szkoda tylko, że nie byli w stanie się obronić przed żadnym napadem i niezłą pomoc – która na boisku jednak pomagała głównie przeciwnikom. I porównywalny napad, spójrzmy na niego jeszcze raz:
Olisadebe, Kryszałowicz, Kucharski, Żurawski = Lewandowski, Milik, Teodorczyk, Kownacki :)
Nie życzę CI, żeby reprezentacja wróciła poziomem do tych ciemnych wieków za Jerzego „ja na zdjęciu z Beckenbauerem i Pele” Engela, ale może dopiero wtedy byś zrozumiał, piłkarzami na jakim poziomie są/byli Szczęsny, Fabiański, Piszczek, Glik, ZIeliński, Kuba, Milik, nie wspominając już o Lewym. Nie wiem czy sobie zdajesz również sprawę, że niedawno drużyna z trzema Polakami w polu grała w finale Ligi Mistrzów. W 2002 raczej nie wydawałoby się to komukolwiek możliwe.
W dodatku siłą tej kadry jest to, że gdy gra w niej ktoś ze słabszym CV, jak Pazdan czy Mączyński, to i tak nie odstaje. Za to jeśli chodzi o orły Engela, to ludzie z lepszym CV wyglądali potem na boisku jakby przyjechali z Żyrardowianki Żyrardów, a nie Lyonu czy Feyenoordu. Dlatego sam podkreślasz, że Dudek był wicemistrzem Anglii, a Wałdoch i Hajto grali w Schalke, bo wspominając tę kadrę patrząc np. na ten skrót meczu z Koreą bardzo ciężko w to uwierzyć.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janusz Ekspert

faktycznie, wcześniej przyznałeś, że bramkarze obecnie są lepsi. Jednak chwilę później, żeby naciągnąć fakty pod tezę, Dudek figurował już szumnie jako „wicemistrz Anglii”.
Co pozostanie po wykreśleniu Lewego z listy napastników aktualnej kadry? Pozostanie napad porównywalny do tego z 2002. Tak dyskredytujesz i wyśmiewasz Kownackiego czy Stępińskiego, a kim kurwa byli w 2002 Kucharski, Żurawski czy Kryszałowicz? „Magic” był niesamowitym grajkiem bo strzelił w pucharach Lazio czy Parmie? Zaraz, czy to nie są kluby z ligi w której strzelają właśnie Kownacki i Stępiński? :) Poza tym o czym tu w ogóle dyskutować, skoro wg Ciebie Inter jest słaby aktualnie, za to Fiorentina już mocna :)
Co osiągnęli Milik i Zieliński? Choćby wychodzili w podstawie Napoli w LM, tak samo jak Teo w Anderlechcie. Pokaż mi zawodników ofensywnych w 2002, którzy wychodzili w podstawowych składach swoich klubów w Lidze Mistrzów.
Piszczek niezależnie od wieku to wciąż klasa światowa na swojej pozycji, co widać po wynikach BVB z nim w składzie i bez niego.
Nie twierdzę, że nadchodzące MŚ będą zwieńczone sukcesem – szczerze, to jestem pewny porażki z Kolumbią, może uda się wymęczyć ze 4 punkty w pozostałych meczach i wyjść z drugiego miejsca. To max na co liczę. Jednak jestem również pewien, że aktualna kadra przejechałaby się po tej sprzed szesnastu lat jak walec. Jedyny sposób w jaki Orły Engela mogłyby dać im się we znaki, to jakby sfrustrowany Hajto przy 0:3 podeptał któregoś jak w 2002 Portugalczyka.

Maciejak

Niby Janusz Ekspert,a jednak dobrze prawi 😀 Zgadzam się z wymienionym kolegą w jego wypowiedziach

emperor

Ciekawa kwestia. Gdybym ja miał obstawiać, wybierać z tych dwóch kadr, to pięciu pierwszych brałbym na pewno od Nawałki (Szczęsny/Fabiański – Piszczek, Glik – Krychowiak Lewandowski), ale rozważyłbym też – nawet w obecnej nieformie – Milika, Błaszczykowskiego i Bereszyńskiego/Jędrzejczyka na lewy bok obrony. Czyli ośmiu. Wałdoch na środek obrony, Kałużny do pary z Krychowiakiem (ale niekoniecznie by zadziałało) i w tym momencie powinienem brać skrzydłowego, ale jednak Olisadebe.

Akurat w 2002 regularnie grała para z Schalke (ale była słabsza niż w 01), Kałużny w Cottbus (ale wiosna słabsza niż wejście do ligi) i chyba Krzynówek – w 2001-02 naprawdę jeszcze nie taki dobry, trochę wręcz prymitywny – w drugiej? Bulidze. Kryszałowicz mógł już wtedy miewać przeboje z trenerami, nie pamiętam, Olisadebe był raczej rezerwowym (i ile miał lat?) choć Panata to był wtedy mocny zespół na poziomie europejskim z dobrymi napastnikami. Żewłakow w napadzie w reprezentacji się sprawdził, ale Teodorczyk jest lepszym piłkarzem, a pewnie nie pojedzie. Do Żurawskiego nigdy nie miałem przekonania. A Engel zupełnie nie miał na niego pomysłu.

Świerczewski niby był w OM, ale już się bawił w kopanie. Koźmiński raczej rezerwowy w słabym zespole Serie A. Kłosowi się kończył dobry okres w Kaiserslautern, a chyba lepszy był na środku niż boku obrony. Podobne zastrzeżenie do Michała Żewłakowa, który za kariery wyciągnął więcej niż mógł, ale na lewej obronie był tylko niezły (+ wrzutki). Rząsa dostał 21 bodaj minut w turnieju, choć był niezły w Feyenordzie i grał regularnie w dużo mocniejszej Eredivisie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Alku86

może Rząsa na lewą obronę? grał wtedy w finale pucharu uefa:)

Łukasz Em
Odra Opole

Oglądając skrót tego żenującego meczu właśnie tak pomyślałem o Krzynowku.

M.S.

Lubię Dudka jako człowieka, ale zawsze podkreślam, że był średnim bramkarzem. Fajnie mu się kariera ułożyła. Jednak w kadrze puszczał wszystko co leciało w bramkę, a nawet więcej.

emperor

Jesienią 2004 Dudek miał duży udział w wygranych meczach z Walią i Austrią na wyjeździe (które ustawiły eliminacje) i 0:0 z Francją. Ale wszystkie inne jego mecze, no może poza Norwegią na wyjeżdzie w 01, kiedy zastąpił grającego swoje Wembley Matyska, do zapomnienia.

yqm

Dudek to gość, który wycisnął ze swojej kariery absolutne maksimum. Gość jeszcze w wieku 22 lat grał w IV ligowej Concordii, by 11 lat później być w Realu Madryt. Szacun dla niego ale obiektywnie trzeba przyznać, że w kadrze był co najwyżej solidny, nic ponadto.

Spektakularny

Nie, nie. Nie było u nas lekceważenie. Wydaje mi się, że porażka wynikała z braku doświadczenia.

Aha no tak, sami 18 latkowie u nas grali. Za to Korea w porownaniu do nas to sami wyjadacze mistrzostw, grali juz 80ty mecz na tym mundialu

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Matthew

Zdjęcie profilowe Juri Dokładnie, chociażby bramkarz Lee Woon-jae (wszedł na boisko w 1994 a w 2002 bronił we wszystkich meczach Korei). Hwang Sun-hong nie dość, że poleciał do USA (strzelił tam gola Niemcom) to jeszcze wcześniej do Włoch. Tak samo Hong Myung-bo (bramka z Hiszpanią), trzeci najlepszy piłkarz MŚ w Korei/Japonii.

FC Bazuka Bolencin

Wcale nie trzeba było być jasnowidzem, by stwierdzić, że ten pompowany od września’2001 balon ostro pieprznie w czerwcu na mistrzostwach. Piłkarze z głową w chmurach, łapiący każdą możliwą reklamę telewizyjną (eh, te pamiętne zupki), trener który odleciał na podobny poziom zamiast rzetelnie przygotować drużynę na podjęcie walki, beznadziejne wiosenne mecze sparingowe z Japonią i Rumunią, a więc rywalami jak najbardziej w zasięgu (przy założeniu formy z eliminacji).
Z Koreą byliśmy wyraźnie wolniejsi, ślamazarni. Z Portugalią niby podjęliśmy walkę, ale po drugim Paulety, to już były modlitwy żeby się to jak najszybciej skończyło.

FX

Koreańczycy mieli szybsze buty.

Fidel

I Bruce’a Lee w składzie. To nie mogło się udać.

irman

Albo ci ludzie robią sobie jaja albo to była totalna amatorka. Jechać na mistrzostwa świata i przyjąć taktykę na mecz z Koreą grania górnymi piłkami, bo skośnoocy są niscy. Genialne. Takie spostrzeżenia to mogą mieć chłopaki z podstawówki, a nie zawodnicy i sztab szkoleniowy drużyny która jedzie na taką imprezę.

Z tego co pamiętam w tym meczu ani na moment nie byliśmy lepsi. Od 1 do 90 minuty Koreańczycy byli drużyną lepszą, bardziej zdeterminowaną i posiadającą większą jakość piłkarską. Decyzje sędziowskie w tym wypadku z pewnością nie wypaczyły wyniku (co innego w fazie pucharowej). Naszą nędzę potwierdził tylko kolejny mecz z Portugalią. Nie ma jednak co się znęcać na tamtą ekipą. U nas trenerem był klasyczny przykład starej polskiej myśli szkoleniowej Jurek Engel, a u przeciwnika Guus Hiddink. Koniec tematu.

Wacław Grzdyl

Wszystkie nasze występy od 2002 do 2012 można w ten sposób podsumować. Na 4 turniejach od 2002 do 2012 mamy bilans 2-3-7, bramki 8-18.
Na ostatnim euro punktowo licząc zdobyliśmy tyle samo punktów co na 4 poprzednich turniejach razem wziętych, 2-3-0 = 2-3-7

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

WhiteStarPower

fioot no racja, chujowi byli jak zawsze. Przecież nie wygrali finału idąc 3:0 kazdy mecz. Zawsze fart, przypadek, o nic nie grali. Ciekawe czy w Portugalii po wygraniu Euro jest tyle samo pajaców jak Ty, przecież ci dopiero sie ślizgali grając piach, a w półfinale osłabiona i wypompowana Walię

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

zuy_pan

No tak, my mieliśmy farta ze Szwajcarią, ale to jakoś im wpadła piłka po strzale typu „a pierdolnę z przewrotki”, co wpada raz na 1000 prób, no tak my mieliśmy farta z Portugalią, ale to im gola strzelił typ który po tym turnieju nie zagrał nawet pół dobrego meczu. No tak, atak z Nanim i Quaresmą (pomijam Ronaldo, bo to jest jednak inna kategoria piłkarza) to super-kurwa-zajebisty atak. Milik wtedy był przed swoimi kontuzjami i był piłkarzem na światowym poziomie, Lewy to poziom Ronaldo (obaj mieli w tym turnieju pod górkę zresztą), był jeszcze Piszczek, Glik i Krychowiak, w tamtym czasie spokojnie na równie wysokim poziomie piłkarskim co Portugalczycy na ich pozycjach, a na turnieju świetnie grał jeszcze Błaszczykowski, no faktycznie ci Portugalczycy to taki mieli solidny skład. Nie, nie mieli. Z Chorwacją grali tak, że my tak źle nie graliśmy nawet z Duńczykami jak dostaliśmy wpierdol, jakby Chorwaci zagrali na swoim poziomie to by skończyło się 4-0 do przerwy, ale tez zagrali gówno.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Tylko dodaj karnego za faul Pazdziocha na Ronaldo oraz czerwo za sanki od tylu (tez Pazdziocha).
Doszli tak daleko, bo wygrali mecz w karnych. Nie dlatego zebyli lepsi. Karne to loteria.
Ciesze sie, ze widzialem Polakow w 1/4 Euro, ale nie jestem slepy, by nie dostrzec ze kadra z 2016 a kadra na dzis to niebo a ziemia.
Chujowy Pazdzioch i Grosicki, dramatyczny Krychowiak, nie grajacy Kuba i Milik (po 2 ciezkich kontuzjach), bez formy Jedza.
Moze i dojda do 1/4 ale rownie dobrze moga zdobyc 1 pkt.

Wacław Grzdyl

odejmij fuksiarską po rykoszecie bramkę dla Portugalii, dodaj niewykorzytane sytuacje ze Szwajcarią do 60 minuty

irman

Panowie, na Euro 16 wcale nie było tak dobrze jak twierdzą jedni, ani tak źle jak piszą inni. Mecz z Irlandią to typowa kopanina ze słabszym, zamkniętym na swojej połowie przeciwnikiem. Udało się wcisnąć jedną bramę, były okazję na więcej. Było zwycięstwo i o to chodziło. Mecz z Niemcami uważam za najlepszy na tej imprezie. Bo raz, że przeciwnik światowej klasy, a dwa że na niewiele im pozwoliliśmy. Nie był to typowy fuks jak zwycięstwo nad nimi w Wawie. Co innego mecz z Ukrainą. Ukraińcy mimo, że rozbici i w rozsypce powinni tam strzelić z trzy gole. Lepsi na pewno nie byliśmy. Zwycięstwo mocno szczęśliwe. Podobnie ze Szwajcarią, dobra pierwsza połowa, a reszta meczu to modlitwy do najwyższego o dociągnięcie do dogrywki, a potem karnych. Spotkania z Portugalią nie oglądałem więc się nie wypowiadam:)
Jestem za to pewny, że już nigdy drabinka nie ułoży nam się tak, że będzie można realnie myśleć o finale turnieju na tym poziomie. A już połączenie dobrej drużyny (czyli takiej jak na Euro 16) i bardzo łatwej drabinki to cud nad cuda. Szkoda, że dominowała zachowawcza taktyka Nawałki i Lewandowski był bez formy (tak wiem że ściągał uwagę obrony przeciwnika – pierdu pierdu). Kto wie, może opowiadałbym wnukom, że na moich oczach Polska była w finale Euro.

GondolJerzy

Jak to spotkania z Portugalią nie oglądałem??

irman

Wybrałem koncerty na Openerze zamiast nerwów przed TV:)

emperor

Nawet przyjmując, ze to fart, to Nawałka:
a) jako pierwszy polski trener od może 82 roku przygotował zespół fizycznie do gry na turnieju
b) miał pomysł jak chce grać w turnieju, może nawet przesadnie sie go trzymał (Peszko jako pierwszy rezerwowy, Fabiański broniący karne z Portugalią), ale zadziałało grubo ponad stan

Można przyjąć też założenie, że gdyby Lewandowski grał na swoim poziomie z klubu, to Polska by byłą w finale. I wtedy mamy wszelkie grzechy i winy odpuszczone jak orłom Górskiego czy Bońkowi w 82.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Fioot przesadzasz.
Po pierwsze Polacy w obu ostatnich meczach na Euro po 80 minucie oddychali rekawami.
Po drugie, co to jest „kultura gry”? Faulowali/Podawali za malo/za duzo?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

lubie mezo

Pompowanie balonika na zespół tak przeciętny jak Polska reprezentacja w 2002 roku było idiotyczne. Ta drużyna nie miała prawa osiągnąć nic więcej niż awans z grupy – samo dotarcie na MŚ było już WIELKIM osiągnięciem. Każdy kto twierdzi inaczej nie zna się na piłce.

Spektakularny

Tamci piłkarze przede wszystkim byli półgłówkami i poza tym, że umieli grać, to nie wiedzieli co się dzieje dookoła nich i niezbyt znali się na piłce. Ludzie tacy jak Lewandowski to jest naprawdę błogosławieństwo dla naszej piłki

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

irman

Obejrzałem ten skrót. Jeśli czegoś nie pominięto, a chyba nie, to w całym meczu nasza dzielna reprezentacja nie oddała choćby jednego groźnego strzału na bramkę. Jurek Dudek robił za to za fajny ręcznik w bramce. Pierwsza bramka jego, choć tu jeszcze można przymknąć oko, ale już druga to okręgówka.

Wacław Grzdyl

Przy drugiej chciał Wlazłemu wystawić

GondolJerzy

A nie Gumnemu?

Vinnie
Pogoń Szczecin

Szkoda, że Majdan w tym meczu nie zagrał, po tym co pokazał w meczu z USA byłaby szansa na zero z tyłu. Za cztery lata Janas nie zrobił już tego błędu i wziął Boruca zamiast ręcznika.

baran

Nie został poruszony najważniejszy powód przegranej naszej reprezentacji – „odspiepawnie” hymnu przez piosenkarkę Górniak Edytę. Jak to musiało wpłynąć na psychikę piłkarzy, a zarazem wzmocnić naszych przeciwników!

emperor

Olimpijska z 92 to jako generacja bardzo przeceniania grupa polskich piłkarzy. Oni nie byli tacy dobrzy jak chciano ich widzieć, a w eliminacjach grały już tylko ich ostatki. I co tu mówić, w 2001 Engel wycisnął z nich absolutne maksimum. Potem jednak odlecieli, a najbardziej nasz treneiro – okazało się że na turniej trzeba coś więcej niż umiejętność dobrej selekcji (to Engelowi trzeba oddać – przez dwa lata to on miał rację z doborem zawodników, choć te jego rankingi to była jakaś głupota) i gadka motywacyjna sprzedawcy garnków.

Inna rzecz, że zapłacili przede wszystkim za swoją pychę. gdyby tyle nie gadali przed MS, to nie byłoby aż tak mocnego pojazdu.

KazimierzZdzislaw
! 14=13+1/1 !

Zbyt wcześnie zaczęli lizać się po fiutach…

Łukasz Em
Odra Opole

Obejrzałem sobie specjalnie skrót jakiś 9 minutowy na YT. Dżizzzz, jacy oni cieńcy byli. Nic dobrego tam się nie stało, jedna wielka żenada. Żadnego celnego strzału, dobrego dośrodkowania.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

yqm

Ta przemowa Engela w przerwie meczu z Koreą Płd. to jakiś żart. Jakieś teksty „Od początku 2 połowy już siadamy” itp. to może mówić wf-ista na międzyszkolnym turnieju w podstawówce. Zero konkretów, szybkiej analizy taktycznej, wyciągnięcia indywidualnych błędów. W ogóle taktyka z Koźmińskim na prawej pomocy i czterech rosłych, niezbyt szybkich stoperów w obronie zakrawa na kompromitację Władysława Jerzego.

Kcramsib

Przemowa przemową, śmieszniejsza jest reakcja zawodników… 3/4 chyba w ogóle nie słucha, trener przestał ględzić to ci dopiero między sobą zaczynają ustalać jak grać…

Morderca z glebi lasu

Z tego, co pamiętam, to nie 1-0, ale 2-1 wygrali z Seongnam Ilhwa. A co do meczu… proste błędy. Słabe krycie. Kałużny (197cm) przegrywający większość pojedynków powietrznych. Mecz tragiczny w naszym wykonaniu.

Gmoch
Boruta Boruszkowice

Nigdy nie przyłączyłem się do hurraoptymistów wieszczących złoty medal. Mieli się golić na łyso w przypadku zwycięstwa:) Te główki też mnie drażniły. Inna sprawa – to ich przyjmowanie piłki (a raczej brak). Chłopaki bali się pod presją ogarniać górne piłki to czekali aż Koreańce to zrobią, żeby im potem wybić na aut:). Padaka. O ile eliminacje przeszli szturmem, o tyle na MS nie mieli czego szukać. Inna sprawa, że już wtedy były grupki i konflikty. NIe pojechał Iwan, pojechał chyba Sibik z Odry .

Od Wójcika oglądam kadrę, najgorzej wizualnie grali za Bońka (kilka meczów) i Fornalika. Nawet za Engela piłkarze mieli więcej polotu:)

Abominator

Dawno nie czytałem czegoś równie zabawnego. Jeden mówi: zła aklimatyzacja, drugi, że nie było z tym problemów. Pomoc sędziów vs mieli, ale nie w tym meczu. Zaskoczyli nas agresywnością, ale graliśmy z mistrzem Korei i wiedzieliśmy co zagrają. Jeden opowiada, że ich zlekceważyliśmy, drugi, że w żadnym wypadku.
Zabrakło tylko jakiejś truskawki na torcie w stylu: nie spodziewaliśmy się, że będą mieli skośne oczy…

Kcramsib

Skoro nawet po tylu latach żaden nie chce przyznać, że byli po prostu słabi + upojeni sodówką, to mogliby chociaż ustalić jedną wersję ściem do mediów…

qdlaty81
WIDZEW

Solidnie przywalili przed meczem bo przeciez z „żółtkami” nie da sie przegrac to i mieli karuzele

wpDiscuz