Halo, pobudka! Real mąci sny PSG o tryumfie w Europie
Weszło

Halo, pobudka! Real mąci sny PSG o tryumfie w Europie

Paryżanie to marzyciele. Śnią o wielkości. Z roku na rok wydaje się, że zbliżają się do niej. Wielki krok mieli zrobić sprowadzając latem Neymara oraz Mbappe. W lidze dominują, ale krajowymi zdobyczami nikt się nie zadowala. Celem jest sukces w Lidze Mistrzów, lecz z każdym kolejnym sezonem historia się powtarza – ktoś przychodzi, szczypie Paryżan, a potem się budzą.

Dzisiaj nie było inaczej. Podopieczni Unaia Emery’ego zaczęli mocno, nie dali Królewskim wejść sobie na głowę. Zastanawialiśmy się przez długie tygodnie kto kogo tu zdominuje, kto komu zabierze piłkę, kto kim bardziej zakręci. I dałoby się to stwierdzić tylko patrząc na jednostki. Weźmy pod lupę Neymara, wszak to od niego oczekiwaliśmy najwięcej. I faktycznie, gość robił różnicę. Kilka razy zakręcił Nacho na tyle mocno, że ten nie do końca ogarniał w jaki sposób właściwie został ograny. Z drugiej strony, gdy już Brazylijczyk miał kluczową piłkę na nodze, to albo kiksował, albo w nią w ogóle nie trafiał. Oj, nie tak stawia się wisienki na torcie!

Chaos panował w obronie Realu przez długi czas. Na przykład Cavani miał w pierwszej połowie bardzo dobrą okazję do zdobycia gola – z lewej strony dostał piłkę, obrócił się do strzału i dopiero wtedy rzucili mu się pod nogi Królewscy. Uratowali się, lecz niefrasobliwość i tak się na nich zemściła. Była 33. minuta, gdy Luka Modrić duchem na chwilę ulotnił się z boiska. Bardzo nie pomyślał, co jak na niego może dziwić, bo to przecież prawdziwy mózg drużyny. W tej jednej chwili zawiódł, jakby nie przyszło mu do głowy, że Rabiot może uciec spod krycia – choć to za dużo powiedziane. Młody Francuz urwał się, wbiegł w drugie tempo w pole karne, otrzymał piłkę zgraną przez Neymara i wpakował piłkę do siatki. Może ustrzeliłby dziś i drugiego gola, ale na drodze jemu, a właściwie piłce po strzale Adriena, stanął Sergio Ramos. Częściowo oberwał w rękę, ale szczerze mówiąc nie podejmiemy się jednoznacznej ocenty tej sytuacji. – Nie wiem czy popełniłem przewinienie. Piłka otarła mi się o klatkę i trafiła w rękę. Nie miałem zamiaru jej dotykać. Muszę zobaczyć powtórkę – mówił sam zainteresowany zaraz po meczu.

Defensorzy PSG też mieli jednak sporo roboty i nie zawsze dawali sobie radę tak, jakby sobie tego zażyczył Unai Emery. Marcelo bardzo często próbował swoich rajdów – ba, momentami zachowywał się jak todocampista, atakował nawet z prawego skrzydła! – i dograń. Raz posłał do Ronaldo tak pięknego rogalika, że firma 7days może się przy nim schować. Portugalczyk miał wówczas doskonałą okazję do strzelenia gola, ale zamiast tego prawie znokautował Areolę, który zablokował jego strzał-rakietę głową.

Nie będzie przesadą napisanie, iż Real oraz PSG poszli na wymianę ciosów. Po kilku akcjach z jednej i z drugiej strony, gdy wydawało się, że Paryżanie będą dążyli do uspokojenia meczu, amatorszczyzną popisał się Giovani Lo Celso. Młody Argentyńczyk sfaulował we własnym polu karnym wbiegającego w nie z lewej strony Toniego Kroosa – gdy Niemiec go wyprzedził, on złapał go w okolicach szyi i zachwiał jego równowagę na tyle, że sędzia mógł z całą pewnością odgwizdać rzut karny. Pomocnik PSG zachował się idiotycznie, wszak był asekurowany. Brak doświadczenia? Sorry, to żaden argument na tak głupie zagranie, które zaowocowało golem Ronaldo z 11 metrów. Co ciekawe, Iturralde Gonzalez, były arbiter, a dziś ceniony ekspert uważa, że w tej sytuacji karny Realowi się nie należał. Cóż, hiszpańscy sędziowie nawet poza boiskiem muszą być kontrowersyjni.

W drugiej połowie niewiele się zmieniło jeśli chodzi o sposób gry obu ekip. Zupełnie jakby jedyną taktyką obraną zarówno przez Zidane’a jak i Emery’ego była gra według Kodeksu Hammurabiego. Akcja za akcję, strzał za strzał, rożny za rożny, aut za aut… Ale o tym, na którą stronę przechyliła się się szala zwycięstwa ostatecznie zadecydował głównie fart. Cristiano miał go tony przy sobie, gdy w 83. minucie meczu Areola sparował piłkę w kierunku środka pola. Zawodnik Realu po prostu wbiegał w tę strefę i wręcz został nabity – futbolówka odbiła się od nogi Portugalczyka i przeleciała nad leżącym jeszcze bramkarzem wprost do siatki.

No nie dziwimy się piłkarzom PSG, że lekko ich to podłamało. Jak ktoś ma pecha, to pestkę i w bananie znajdzie. Bo w sumie do tego momentu prezentowali się nieźle, lecz potem chyba uszła z nich para, poczuli rezygnację. Niekoniecznie słusznie, bo z 2:1 jeszcze dałoby się wyjść, ale z 3:1? To już będzie trudne zadanie. Nie mission impossible, aczkolwiek wymagające wzniesienia się na wyżyny możliwości w rewanżu. W 86. minucie bowiem Paryżaie stracili trzeciego gola, po akcji rozegranej na lewej flance. Kilka krótkich podań na małej przestrzeni, w końcu piłka trafiła do Marco Asensio. Hiszpan posłał piłkę w pole karne, a tam odebrał ją Marcelo, który de facto wcześniej brał udział w akcji kombinacyjnej. Brazylijczyk nie namyślał się długo – uderzył z pierwszej piłki zza obrońcy, co chyba zaskoczyło Areolę i jednocześnie pogrążyło PSG.

Czapkę z głów zdejmujemy tym razem przez Zinedinem Zidanem. Jak pod wieloma względami ostatnio mogliśmy go krytykować, tak tym razem podjął bardzo dobre decyzje personalne, zwłaszcza przy wykonywaniu zmian. Z boiska ściągał bowiem tych graczy, którzy dość mocno zawodzili (Benzema, Isco), a wprowadzał głodnych gry Lucasa oraz wcześniej już wspomnianego Asensio. To niemal idealnie przeciwieństwo względem Emery’ego. Szkoleniowiec PSG pomylił się bardzo, wystawiając od pierwszej minuty Lo Celso, wprowadzając Meuniera za Cavaniego przy stanie 1:1 (paskudny minimalizm!) i w końcu trzymając Di Marię na ławce przez całe 90 minut.

To niezła ironia losu, że Unai wydał książkę pod tytułem „mentalidad ganadora” – mentalność zwycięzcy. Mamy wrażenie, iż to naprawdę wybitny trolling, bo zawsze gdy jego drużynom przychodzi mierzyć się z przeciwnikami z najwyższej półki, niemal zawsze przegrywają czy wręcz kompromitują się. Nie chcemy mu wypominać dwumeczu z Barceloną sprzed roku, ale jest jak jest. Nie przesądzamy jeszcze ostatecznego wyniku tego dwumeczu, lecz trudno nam uwierzyć by Szejkowie obalili Królów w rewanżu. Nie z takim podejściem, nie z tym przywódcą.

Real Madryt – PSG 3:1 (1:1)
0:1 Rabiot 33′
1:1 Ronaldo 45′
2:1 Ronaldo 83′
3:1 Marcelo 86′


Fot. NewsPix.pl