Z dna na szczyt. Niezwykła historia Tomasza Mackiewicza
Inne sporty

Z dna na szczyt. Niezwykła historia Tomasza Mackiewicza

Nanga Parbat (8126 m) była obsesją Tomasza Mackiewicza. Przedostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik ostatecznie został poskromiony dopiero w 2016 roku – i to nie przez niego. On sam długo nie mógł się z tym pogodzić, ale mimo to nie zrezygnował z marzeń. W styczniu 2018 roku udało mu się w końcu stanąć zimą na szczycie, ale zapłacił za to najwyższą cenę.

W środowisku polskich wspinaczy był outsiderem. Wszyscy wokół marzyli o kolejnych wyczynach, a on cały czas upierał się przy Nandze. Pieniądze na kolejne wyprawy wpłacali mu ci, którzy chcieli mieć udział w jego marzeniach. Droga, jaką przeszedł do najwyższych szczytów świata, musi robić wrażenie, bo jeszcze na początku lat 90. nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek będzie się wspinał. Miał 18 lat i po przeprowadzce do Częstochowy uzależnił się od heroiny.

„Różnie przedstawia się dzisiaj w mediach wizerunek ćpuna, ale prawda jest taka, że to są bardzo często wyjątkowo wrażliwi ludzie. Tacy swojscy poznajesz ich, rozmawiasz, próbujesz tego, co ci oferują i wsiąkasz od razu. Wydaje ci się, że jesteś szczęśliwy, a tak naprawdę pogrążasz się coraz bardziej i w końcu jesteś zdegenerowanym gościem. Tak było u mnie. Wartości, które są najważniejsze dla wielu ludzi, dla mnie nie miały żadnego znaczenia” – opowiadał Mackiewicz w 2014 roku w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

Z nałogu wyciągnął go Monar i to tam też po raz pierwszy odkrył pasję do sportu. Z 30 osób tylko trzy dotrwały do końca terapii. Na początku 2018 roku żył tylko on – pozostali ponownie zatracili się w narkotykach. Po wyjściu na prostą jeździł autostopem po Europie, ale naprawdę zmieniła go podróż do Indii. W kieszeni miał 400 dolarów. Trafił do prowadzonego przez Helenę Pyz ośrodka dla trędowatych, gdzie uczył chore dzieci angielskiego i odkrywał miłość do gór. Znalazł też coś jeszcze – wiarę.

Po raz pierwszy środowisko górskie usłyszało o nim w 2008 roku. Wraz z Markiem Klonowskim zdobyli Mount Logan (5959 m) – najwyższy szczyt Kanady. Trwająca 6 tygodni ekstremalna wyprawa przez lodowce Alaski robiła wrażenie głównie z jednego względu – obaj nie dysponowali profesjonalnym sprzętem. Mackiewicz nie miał nawet nieprzemakalnej kurtki. Liny poręczowe? W życiu! Zamiast tego używali… zwykłych sznurków ze sklepu spożywczego.

Nie mieli nawet porządnego namiotu i sponsorów – mieli za to pomysł, fantazję i wytrwałość. W nagrodę dostali „Kolosa” – najbardziej prestiżową polską nagrodą podróżniczą – w kategorii „wyczyn roku”. W 2009 roku Mackiewicz zdobył „małe” K2 – Chan Tengri (7010 m), najbardziej wysunięty na północ szczyt o wysokości ponad 7 tysięcy metrów. To trudna technicznie góra, która w samym tylko XXI wieku zabrała na zawsze kilku utalentowanych wspinaczy – między innymi Grzegorza Skorka.

Potem w życiu Mackiewicza pojawiła się Nanga. Dlaczego właśnie ona? Zdecydowały oczywiście względy ambicjonalne (ostatni obok K2 niezdobyty zimą szczyt), ale również pragmatyczne. Pozwolenie na wejście zimą kosztowało około 300 dolarów, latem – 10 tysięcy. Mało tego – większość środowiska skupiała się na kolejnych atakach na K2. Te jednak wymagały zdecydowanie solidniejszego przygotowania niż próba wejścia na Nangę.

W 2011 roku udało się osiągnąć „tylko” 5100 metrów. Rok później – 400 metrów więcej. W 2013 roku Mackiewicz w pojedynkę dotarł na wysokość 7400 metrów – osiągając najlepszy wynik od 16 lat. Podczas tej wyprawy spędził w sumie 2 tygodnie na wysokości ponad 6 tysięcy metrów. Oprócz tego przez kilka nocy biwakował na wysokości 7150 metrów, okopując się… w śnieżnej jamie.

W kolejnym podejściu – wspólnie z Niemcem Davidem Goettlerem – osiągnęli 7200 metrów. Wyprawa nie byłaby możliwa, gdyby nie wsparcie internautów – na portalu PolakPotrafi udało się zebrać 50 tysięcy złotych. Tak też zbierano fundusze na kolejne podejścia. Udawało się za każdym razem. Mackiewicz mógł sprawiać wrażenie outsidera, ale potrafił zarażać ludzi pasją. Nie był wspinaczem-robotem, który po kolei odhaczał kolejne cele. Nie – on miał tylko jedno marzenie: chciał zimą wejść na Nangę.

Wszystko zmieniło się – ale tylko częściowo – 26 lutego 2016. Simone Moro, Alex Txikon i Ali Sadpara o 15:27 zameldowali się na szczycie jako pierwsi zimą. Na ostatnich metrach odpadła Tamara Luger, ale wszystko widziała. Za sprawą świetnej pogody wyczyn grupy wspinaczy potwierdziło także kilkanaście osób z bazy, ale najważniejszym dowodem były zdjęcia z wierzchołka. Wersję potwierdzały także wskazania GPS. Mimo to Mackiewicz otwarcie kwestionował osiągnięcie.

„Historia światowego wspinania została zapisana również na Nanga Parbat i ten fakt musi być zaakceptowany na zawsze – również przez Tomka. Głupotą są próby zmieniania tej historii oraz budowania fałszywych, idiotycznych oskarżeń. Mackiewicz pokazuje jak bardzo jest żałosny spierając się o tę historię. (…) Nasze wejście na szczyt jest jednym z najlepiej udokumentowanych w historii wspinania” – tłumaczył zbulwersowany Moro w rozmowie z Portalem Górskim.

Ze zdjęciami trudno było polemizować – łatwo można było dostrzec wiele charakterystycznych dla szczytu elementów. Patrząc na nie wątpliwości nie mieli między innymi Krzysztof Wielicki i Ryszard Pawłowski, którzy także stawali na szczycie Nangi. Kwestionował to zatem człowiek, który… nigdy tej góry nie zdobył. Zrobił to jednak w momencie, kiedy najlepsze materiały nie ujrzały jeszcze światła dziennego – zostały opublikowane dopiero kilkanaście tygodni po wszystkim.

„Ile ośmiotysięczników ma na swoim koncie Tomek? Jeśli żadnego, to jak może pouczać mnie i ludzi z mojej zespołu, skoro nigdy nie był powyżej pewnej wysokości. Tomek podejmując się tylu prób zdobycia szczytu zbudował sobie spore doświadczenie na tej górze do okolic wysokości 7000 metrów, jednak Nanga Parbat ma więcej niż 8000 metrów” – dogryzał Moro.

Mackiewicz nie poprzestał tylko na tym – publicznie zarzucał Włochowi i jego towarzyszom sabotowanie jego działań. Opowiadał, że dostał zakaz zbliżania się do namiotów Moro i Txikona… pod groźbą więzienia. Wcześniej jego dwójkowa akcja z Elisabeth Revol załamała się na wysokości 7500 metrów. Pretensje za ten fakt miał również do Włocha, który miał wysłać mu… fałszywą prognozę pogody.

Według wersji Polaka, rywal miał nawet dzwonić do pakistańskich służb i donosić na niego. Moro od wszystkiego się odciął i chciał nawet skonfrontować się z wątpliwościami Mackiewicza na żywo, jednak ten nie skorzystał z możliwości wspólnej debaty. Moro to zdobywca ośmiu z czternastu najwyższych szczytów świata. Jego długoletnim partnerem wspinaczkowym był Piotr Morawski. W 2001 roku, podczas wejścia na Lhotse, Moro przerwał atak, by ratować Brytyjczyka Toma Mooresa – dostał za to nagrodę fair play od UNESCO.

Po fiasku ataku szczytowego miały miejsce kolejne niecodzienne wydarzenia. Polak opuścił bazę i poinformował o zakończeniu działań. Potem zmienił zdanie – uruchomił kolejną zbiórkę, która przyniosła 25 tysięcy złotych. Dzięki tej kwocie miał wrócić do bazy, ale… nigdy do tego nie doszło. „Odjeżdżam z tej góry bez żadnych emocji. Przez ostatnich sześć lat nauczyłem się tutaj wielu rzeczy. Wyjazdy były zawsze ucieczką. Teraz wiem, że więcej uciekać nie muszę. Więcej tu nie przyjadę. W ogóle to chyba koniec z himalaizmem” – komentował rozgoryczony w rozmowie ze Sport.pl. Potem skupił się na kwestionowaniu sukcesu zdobywców.

„Widziałem miłość Tomka do tej góry i on prawdopodobnie myśli, że ta miłość została zniszczona, ale to nieprawda. (…) Tomek nie powinien uważać, że jego marzenie przepadło, powinien je podsycać zamiast się spierać. Ale czasem takie postępowanie jest łatwiejsze, a to dlatego, że podążanie za marzeniami wymaga wysiłku. Gdy się z kimś spierasz, nie musisz się w ogóle wysilać” – odpowiadał Moro. Dodawał, że nie ma żalu do Polaka, bo przemawiają przez niego… alkohol i narkotyki.

„Po pierwsze: nie biorę narkotyków od 16 lat, kosztowało mnie to wiele sił, ciężkiej pracy i czasu, by się od nich uwolnić. Nigdy tego nie ukrywałem, że miałem taki problem w przeszłości. Smutne jest, że może być to wykorzystywane przeciwko mnie. Po drugie: Moro nigdy w życiu nie widział mnie pod wpływem alkoholu. To pomówienia, podłe oszczerstwa” – ripostował Mackiewicz.

W 2018 roku mimo wszystko postanowił spróbować po raz siódmy. Przekonywał, że Moro i spółka nie zdobyli Nangi – ba, nikt jej tak naprawdę wcześniej nie zdobył, bo szczyt… jest zlokalizowany w innym miejscu niż się wszystkim wydawało. Zimowy atak miał wyglądać tak jak wszystkie poprzednie – bez butli z tlenem oraz korzystając tylko ze swojego sprzętu. Wraz z Elisabeth Revol działali na lekko, w stylu alpejskim i bez wsparcia Szerpów.

25 stycznia – według relacji Francuzki – zaatakowali szczyt i mieli go zdobyć. Problemy zdrowotne pojawiły się u partnera już na wierzchołku. Podczas zejścia pogorszyły się też warunki, a duet miał utknąć na wysokości 7400 metrów. Z relacji Revol wynika, że Polak zmagał się z chorobą wysokościową, śnieżną ślepotą oraz licznymi odmrożeniami. Gdy rozstawała się z partnerem, ten miał być już w stanie agonalnym – nie było z nim kontaktu. Na ratunek pospieszył kwartet, który ponad 100 kilometrów dalej marzył o podbiciu K2. Do tej pory polskiej wyprawie pod przewodnictwem Krzysztofa Wielickiego udało się tam pokonać barierę 6000 metrów.

Denis Urubko i Adam Bielecki – w nocy przy -40 stopniach Celsjusza oraz przy wsparciu Jarosława Botora i Piotra Tomali – w kosmicznym tempie pokonali niemal pionową ścianę Kinshofera. Zdołali odnaleźć Francuzkę i pomóc jej w zejściu. Akcji nie kontynuowano – możemy się tylko domyślać, że słowa Revol na temat stanu zdrowia Polaka nie pozostawiły wątpliwości. Wszystko przedyskutowano z konsultantem medycznym narodowej wyprawy na K2 Robertem Szymczakiem, który w 2010 roku w magazynie „Góry” opisał spustoszenie, jakie działanie na wysokości sieje dla mózgu himalaisty.

„W literaturze naukowej można odnaleźć artykuły, w których opisano na podstawie badań rezonansem magnetycznym zmiany w mózgach himalaistów. W jednej z prac zbadano 26 alpinistów, którzy w karierze zdobywali takie szczyty jak Everest (8848 m), K2 (8611 m), Lhotse (8516 m), Yalung Kang (8505 m), Makalu (8463 m), Lhotse Shar (8383 m), Cho Oyu (8201 m), Dhaulagiri (8167 m), Broad Peak (8047 m), Muztaghata (7500 m). Rezonans magnetyczny u prawie połowy (46 proc.) wykazał trwałe zmiany, polegające głównie na zanikach kory mózgowej. Nie określono bezpiecznej granicy, poniżej której mózgowi himalaisty nic nie grozi. (…) Na jednego alpinistę wysokość 6000 metrów może wpływać podobnie jak na innego 8000 metrów” – opisywał Szymczak.

W skrócie – zawodowi himalaiści są jak zawodowi pięściarze, a zdobywanie kolejnych szczytów można porównać do przyjmowania potężnych ciosów od elity wagi ciężkiej. Do tego wszystkiego dochodzi „gorączka szczytowa” – w pewnym momencie mózg wspinacza zaczyna ignorować to, co nie pasuje do teorii o zdobyciu góry. Rzadko zdarzają się racjonalne oceny sytuacji, ale coś takiego miało miejsce w 2016 roku, podczas ataku grupy Moro. Tamara Lunger czuła się źle i zdała sobie sprawę, że wejście na szczyt może ją kosztować zbyt dużo. Kilkadziesiąt metrów przed metą zawróciła i zrezygnowała z możliwości zostania pierwszą zimową zdobywczynią Nanga Parbat. Z relacji Revol wynika, że problemy partnera zaczęły się już na ostatniej prostej.

Co na największych wysokościach może uratować życie? Oczywiście tlen. Wiadomo, że Revol i Mackiewicz nie wzięli go ze sobą. Wynika to z przyjętego podejścia – według zdecydowanej większości środowiska himalaistów wspinanie się z pomocą tlenu jest jak korzystanie z dopingu. Prawdziwie wartościowe mają być właśnie te wejścia, podczas których nie sięga się po dodatkowe wspomaganie.

Prawdopodobnie nigdy nie poznamy wszystkich szczegółów tragicznej wyprawy, ale wszystkie dostępne informacje pozwalają stwierdzić, że dla Mackiewicza nie dało się nic zrobić. Najważniejszy w takich sytuacjach jest fizyczny stan wspinacza. Revol była w stanie zejść w okolice 6000 metrów, co znacznie ułatwiło akcje ratunkową. Sprowadzenie nie będącego w stanie się poruszać Polaka – zimą, na wysokości 7200 metrów i przy huraganowych porywach wiatru – jest wyczynem z pogranicza science-fiction.

Oczywiście wszystko łatwo ocenia się z perspektywy wygodnego fotela, ale naprawdę trzeba zaufać tym, którzy są tam na miejscu. W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby pospieszyć z akcją ratunkową – mogli to zrobić tylko wspinacze atakujący odległy o 100 kilometrów szczyt. Szczęście w nieszczęściu, że byli nimi Urubko i Bielecki – absolutna elita. Jednak nawet oni podchodząc do K2 ledwo pokonali granicę 6000 metrów i nie mieli aklimatyzacji wyżej. Samotność na Nandze to ryzyko, z którym Revol i Mackiewicz musieli się liczyć. Właśnie takie – bezwzględne i brutalne – są reguły tej gry. Zwłaszcza kiedy zdobycie szczytu staje się obsesją, a tak właśnie było w tym przypadku.

Jak zawsze w takich sytuacjach muszą pojawić się pytania stare jak sama wspinaczka: dlaczego oni to robią? Po co? Czy w ogóle warto? Z jednej strony – nie da się pewnie racjonalnie wytłumaczyć podejmowania takiego ryzyka w przypadku ojca czwórki dzieci. Z drugiej – nie da się pewnie wytłumaczyć tego w ogóle. Te dyskusje prowadzą donikąd, bo nie ma tu opcji umiarkowanej – to się po prostu czuje albo nie. Choć od słów George’a Mallory’ego – wybitnego brytyjskiego wspinacza, który w 1924 roku zaatakował Mount Everest i został tam na zawsze – minęło już prawie sto lat, to nikt lepiej nie odpowiedział na pytanie „dlaczego w ogóle chcesz zaatakować tę górę”. Dlaczego? „Ponieważ tam jest” – brzmiała odpowiedź. Tomasz Mackiewicz z pewnością rozumiał Mallory’ego jak nikt.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Facebook

KOMENTARZE (70)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Paul07

bo ostatnia osoba, która widziała go żywego, stwierdziła, że był wtedy w złym stanie.

Nedi81

Ale kurwa żył!!!

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Ale już nie żyje

Pasta

Jeszcze wczoraj o 23 zyl. Trzeba sie za niego modlic, mam nadzieje, ze po niego pojada szybko.

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Pojadą, tylko opony zmienią na zimowe, drwisz tu sobie?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Tony Hawk
Zaorajmy boiska, zbudujmy skate parki

Weszło proszę nie promujcie patologii.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Tony Hawk
Zaorajmy boiska, zbudujmy skate parki

A jak nazwać inaczej człowieka uzależnionego od heroiny, adrenaliny i łechtania własnego ego. Człowieka który wyrządził olbrzymi ból swojej rodzinie oraz naraził życie innych ludzi, w imię czego? Zdobycia szczytu za wszelką cenę. Pasja pasją ale liczy się jeszcze zdrowy rozsądek.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Nedi81

Zostawił żonę, osierocił dzieci, naraził na śmierć tę francuzkę i czterech polskich ratowników. Jego życie, jego wybory…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Tony Hawk
Zaorajmy boiska, zbudujmy skate parki

Widzę że nie masz pojęcia o życiu matołku. Od kiedy stał się mężem i ojcem to już nie jest tylko jego życie. Będąc prawdziwym mężczyzną powinień przede wszystkim troszczyć się o rodzinę. Czy dla was każdy kto nie jest himalaistą siedzi i pierdzi w kanapę. Ludzie mają rodziny i uprawiają różne formy wysiłku w tym ekstremalne, ale wszystko musi mieć jakąś granicę. Życie nie jest czarno białe zrozum to chłoptasiu.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Tony Hawk
Zaorajmy boiska, zbudujmy skate parki

Misiu, rodzice Cię kultury nie nauczyli widzę a i sam na to nie znalazłeś wystarczająco inteligencji. Alkoholu nie piję a nałogami się brzydzę. Oczywiście że każdy może żyć jak chce, ale nie powinno się promować nieodpowiedzialności i braku dbania o rodzinę. To że jesteś leniem i nie wyściubiłeś nosa poza mieszkanie nie oznacza że masz mierzyć innych swoją miarą. Bo co do aktywności to mógłbyś jedynie sprzęt za mną nosić. Jeszcze jedno, chamstwo jest domeną ludzi słabych więc ochłoń trochę bo słabą sobie laurkę wystawiasz.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

kotkameleon

I właśnie przez takich ludzi Polska zmierza gdzie zmierza, ale to już osobna dygresja.
Otóż „misiu vel matołku vel chłoptasiu” (cytat), nie ma jednego jedynego złotego środka na rodzinne relacje. Nie wiesz jak się dogadywali i czasem jest tak, że rodzina wspiera członka rodziny w jego marzeniach, zainteresowaniach. Idąc twoim tokiem rozumowania, każdy żołnierz który pojechał na misję wojskową jest godny pogardy – bo zostawił rodzinę.
A już tekst „chamstwo jest domeną ludzi słabych więc ochłoń trochę bo słabą sobie laurkę wystawiasz” – w myśl zacytowanych wyżej określeń, jest klasycznym samozaoraniem. Tak więc źdźbło, belka i wpierw myślimy, a potem piszemy.

Tony Hawk
Zaorajmy boiska, zbudujmy skate parki

Misiu to ty pomyśl najpierw zanim coś napiszesz. Jak porównujesz wyczyny żołnierzy którzy walczą o pokój dla innych do człowieka który poszedł na pewną śmierć, bo takie przecieki się już pojawiają. Że został popełniony szereg olbrzymich błędów które mogły się tylko tak zakończyć i cudem udało się uratować Francuzkę. Ale co tam zróbmy bohaterem człowieka który poszedł na pewną śmierć, narażając jeszcze innych i rodzinę na ból. Bo rozumiem wg Ciebie jego dzieci w pełni świadomie wspierały jego pasję pomimo ryzyka.

kotkameleon

Zbyt wielu doświadczonych ludzi poniosło śmierć w górach, aby ktokolwiek miał prawo mówić „poszedł na pewną śmierć”.
To nie ja szafowałem argumentem o pozostawieniu rodziny, a przykład żołnierza był jednym z wielu.
PS
Ale jest postęp, tylko jeden misiaczek.

AmebawPanierce
Foto higiena Finishparkiet Brukbet

Polać temu Panu

Rudy z UE

W zasadzie mam już dość tej medialnej napierdalanki. Niezła pożywka … szkoda gadać. Rozumiem jego pasje, ale tak samo nie rozumiem tego, że gość wygrał z heroiną, ale koniec końców przegrał z górskim nałogiem – chodzi mi o to, że córka czy syn co będą mogli powiedzieć? mój stary niby wygrał z narkotykami, ale gdy byłam/em dzieckiem nie miał mnie kto wesprzeć, wspomóc matki, nie mogłem iść na lepsze studia bo ojciec wybrał góry … no tak to widze, to taka luźna sugestia jaka bym wyraził w rozmowie z dobrym znajomym, bo skoncze jak zaczałem – kazdy ma swoje życie i robi co chce. szanuje to.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Krzysztof.Reperowicz

Zamienił jeden nałóg na drugi

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Rudy z UE

wieki temu ludzie może nie mieli smartfonów, ale dokonywali równie niesamowitych rzeczy, tak że pierdolenie, że nikt zimą nie zdobył tej góry to tylko pierdolenie … lokalni tam pewnie ją zlatali już 100 lat temu i jebią ze smiechu na przyjezdnych, że ciągle myślą, że będą pierwszymi, ale biznes się kręci to chuj, cepry przyjeżdzaja wiec trzeba ciagle udawadniac ze nikt nie dal rady

Nedi81

Jak wygląda schodzenie z góry? Tyłem? Na linach? Nie znam się, to pytam. Schodzili, nagle on przestał schodzić – czyli że co? Przestał się ruszać? Oddychać? Stan agonalny jest wszędzie podane. Czyli że schodził niżej, a mimo to jego stan się pogarszał. Dlaczego nie został na szczycie (największe słońce, wiatry i wysokość – to tam faktycznie powinien mieć najgorszy moment)? Czy ktoś będzie go jeszcze szukał? Czy będzie szukane ciało? Naprawdę współczuje rodzinie, ale czy to się skończy na – weszliśmy, schodziliśmy, czuł się coraz gorzej, wpadł w stan agonalny, ratowałam siebie, pewnie nie żyje?

AdamFaken

Ja osobiście nie wchodziłbym na taki szczyty z nikim narodowości Francuskiej. Wiadomo że w takich przypadkach potrzebna jest odwaga wsparcie i nie poddawanie się. Tak samo jak nie można odrzucić wersji o agonalnym stanie Polaka równie prawdopodobna może być wersja o tchórzostwie Partnerki która wybrała ratowanie siebie( Nie byłem tam wiem że warunki są śmiertelne ale to są ich decyzje że się tam znajdują). Poza tym to była akcja ratunkowa gdzie Polacy chcieli uratować swojego kolegę i to on powinien być priorytetem skoro warunki nie pozwalały wysadzić ich na odpowiedniej wysokości mogli odpuścić na dzień lub półtora i spróbować ratować Polaka trochę później znając jego zdolności przetrwania. A tak faktycznie zachowali się jak Herosi pokonując tą pionową ścianę w ekspresowym tempie ale sił na faktyczny cel akcji już brakło. tam decydowały emocje myślę że na spokojnie też trochę opóźnili by tą wysadzkę i spróbowaliby zaatakować w momencie kiedy warunki pozwalałyby faktycznie dotrzeć do Polaka.

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Skończ pierdolić, widzę że pijesz do tego że Francuzi wydali Polaków Hitlerowi, szkoda mi ciebie. A Bonaparte jak grzązł w śniegach coraz dalej i dalej podbijając ze swoją armią Rosję, to niby kurwa co? Większość Francuzów tam zdechła z mrozu, jakoś kurwa nie uciekali zdrajcy. Chuja wiesz o Francuzach.

AdamFaken

Bardziej chodziło mi o to że prawdy możemy się nigdy nie dowiedzieć co się tam wydarzyło i czy faktycznie Francuska mówi jak jest czy wybrała opcję ratowania siebie za wszelką cenę :)

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Ale wykazałeś się w tym poście rasizmem w stosunku do francuzów hahahaha

AdamFaken

Nie posiadam takiej wiedzy ale chciałbym wiedzieć czy Francuzi tak samo gorliwie zbierali fundusze na akcję ratunkową?? jeżeli tak to przepraszam. Na razie znalazłem tylko informację o typowym oświadczeniu że dziękują Polakom za uratowanie ich Rodaczki że zapewnią jej wszystkie niezbędne środki itd mogli też coś zaoferować grupie ratunkowej za ich bohaterski wyczyn. to tak tylko z ciekawości bo ekspertem od gór nie jestem. Fajnie że chociaż ją udało się uratować liczy się każde życie po prostu chciałbym wiedzieć ja kto wyglądało od strony Partnerki Polaka czy teżbyła wielka mobilizacja żeby ją uratować czy raczej wyłożyli kule na nią i czekali co zrobią Polacy.

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

nie brnij chłopie, jelonek swoim komentarzem chyba zakończył dyskusję. Nie widzisz, jakie kuriozum pierdolnąłeś? :-)

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

A jak „nie posiadam takiej wiedzy” to nie generalizuj, jak nie masz podstaw i jak nie masz wiedzy. Jest tyle fajnych historycznych książek. Powielanie stereotypów dla poklasku może być czasem ośmieszone. Jak w tym przypadku.
PS. Jak nie masz wiedzy o Bonaparte, to bardzo cię proszę, ……. hm w sumie brak mi słów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Frenk, trochę głupio nazywać np. powstańców styczniowych Najemnikami. Przeciętnemu Januszowi trudno zrozumieć, że 300 lat temu nie było np. narodowości włoskiej, a „stworzył” ją niejaki Garibaldi, który zbierał pierwszych ochotników w wiosce Comacchio. Narody to wymysł ostatnich 200-300 lat. Za Napoleonem szli ludzie z całej Europy. Z powodów, które nie zmieszczę tu w komentarzu. Ale na pewno nie z powodów finansowych.

Co za pierdolona moda, żeby nieuki, nie mający pojęcia o historii tworzyli ją na nowo. Przeciętny Polak to dziś jest debil do kwadratu: nienawidzi Niemca, nienawidzi Francuza, bo się nałykał jakichś odpadów, a wydaje mu się, że jego przemyślenia wynikają z realnych pobudek. EDUKACJA, członiu, EDUKACJA, kurwa jego mać!!!!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

WujaNieMaEunuchKochany
Torpedo Indyczów

Polacy, ciszej pod tą górą…

Lelumpolelum

Że wy też musicie mieć sprecyzowane zdanie na każdy temat? A Mackiewicz taki, a siaki i owaki. Wielcy piewcy pasji, himalaizmu, a z drugiej strony obrońcy rodziny, którzy doskonale wiedzą co i kiedy powinien robić prawdziwy mężczyzna, bo sami pewnie takimi 100% mężczyznami są. Czasem lepiej dać sobie siana, zamknąć japę i wzruszyć ramionami.

n0_thx

„Mimo że w środowisku jego wyczyny są coraz bardziej cenione i czasami udziela się podczas prelekcji, dziś nie ma w zasadzie środków do życia. Na koncie dwa złote, które lada dzień zostaną zablokowane przez Urząd Skarbowy, do tego szereg długów, na głowie alimenty. Kompletna destrukcja. Jego firma, zajmująca się energią odnawialną, splajtowała na początku tego roku po tym, jak polskie prawodawstwo nie potrafiło dostosować się do unijnych dyrektyw. – W tej sekundzie mogę pojechać do Irlandii, gdzie mieszkałem cztery lata, i zarabiać tam 2,5 tysiąca euro miesięcznie. Albo na kutry do Norwegii, albo do Alaski na połów ryb, gdzie świetnie płacą. Ale na razie nie chcę. A tu przecież nie pójdę na rozmowę kwalifikacyjną, by powiedzieć potencjalnemu szefowi, że mogę działać do 11 listopada, bo później lecę w Himalaje – tłumaczy. ”

Wycinek z przeglądu sportowego. I on ma być dla mnie jakimś bohaterem? Bo próbował wleźć na jakiś szczyt, na którym przed nim było już setki osób? W ogóle jaki sens ma ten cały himalaizm? Wszystkie szczyty na świecie są już dawno pozdobywane, teraz himalaiści wymyślają sobie tylko nowe kategorie. A to wejście zimowe, wejście lewą stroną, wejście nową drogą itp. Kogo to obchodzi? Jak chcą to niech sobie wchodzą i 5 razy do roku tylko niech nie biorą za to ani złotówki z publicznych pieniędzy.

Taki bohater? Bohater to by został w kraju, zakasał rękawy, poszedł do roboty i zarobił na czwórke dzieci jakie zrobił, a nie leciał w góry Nanga Prabat zdobywać. Debil i ch*j

Tony Hawk
Zaorajmy boiska, zbudujmy skate parki

Mnie najbardziej śmieszą teksty że taki człowiek rozsławia Polskę. Ludźmi którzy nasz rozsławiło byli Kopernik, Maria Curie czy chociażby dzisiaj taki Lewandowski, a nie człowiek który został chwilowo wypromowany przez swoją głupotę. Już pojawiają się pierwsze przecieki o olbrzymich błędach tej wyprawy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

n0_thx

„Na Nanga Parbat zanotowano do 2003 roku 200 wejść” – czyli jednak setki? Czy nie?
Dlaczego zimowe? Domyślam się, że dlatego, że wtedy jest trudniej tak? Jak oglądam mecz reprezentacji Polski to doceniam, że Lewandowski potrafi strzelić bramkę w najbliższej nadarzającej się okazji. Nie wymagam od niego żeby po przejęciu piłki zatańczył tango, zrobił piruet i strzelił. Niech po prostu strzeli

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

n0_thx

„Na Nanga Parbat zanotowano do 2003 roku 200 wejść” – czego nie rozumiesz tym zdaniu? Czy to jednak nie prawda? Jaka druga wyprawa, która zdobyła Nange?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Wacław Grzdyl

no niezupełnie, wejście latem to powiedzmy taka liga europejska, a wejście zimą liga mistrzów, a pierwsze wejście zimą to jak wygranie ligi mistrzów 5 razy z rzędu

Tony Hawk
Zaorajmy boiska, zbudujmy skate parki

Frenk wysil choć raz szare komórki. Napisałem Ci wprost od kiedy stał się mężem i ojcem to już nie jest tylko jego życie. Kiedy hobby przysłania Ci najważniejsze wartości życia to to nie jest normalne i nie zasługuje na chwałę. Zresztą jak tacy prości i chamscy ludzie bronią Mackiewicza to tylko uprewniają mnie w moich przekonaniach.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Wacław Grzdyl

w sumie potrafił łączyć pasję z utrzymaniem rodziny, więc o co chodzi, w czasie jak był w górach jego dzieci nie żebrały na ulicach, najpierw zabezpieczał rodzinę, potem dopiero szedł w góry

szamot

Z filmu wynika że wchodziło ich 2 ,aDAM I jANEK? PLUS 50 TRAGARZY. 5 WYPRAW W bc TO PLUS MINUS 200 TRAGARZY , A ONI MÓWia ,że to dziewicza góra.Tubylcy jak zaczną wchodzić to oni mogą im raki w sklepie smarować.. Mają się za najlepszych na świecie a tak nie jest,

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

koster
Notts County F.C.

Dla mnie to żaden bohater. Jeśli już to bardziej bym się skłaniał do określenia przeciwnego. Dowodu na to że byli na szczycie właściwie chyba nie ma, albo może nie jestem na bieżąco ponieważ mam w dupie czy ktos wlazł na jakąś góre czy nie. Ale juz pomijając ten fakt – jedyne co osiągnął to przysporzenie wielkiego bólu rodzinie, skrzywdzeniu najbliższych, przede wszystkim dzieci. Bo może żona rozumiała w jakimś sensie tą jego chora pasję, ale jak dziecku wytłumaczysz czemu jest półsierotą?
Tatusia nie ma bo wspinał się na górę. Ale czemu? Ponieważ…no chuj wie właściwie.
Że nie wspomnę o tym że MSZ wyjebał kasę na akcję ratunkową. Ja naprawdę rozumiem współczucie, ja rozumiem że ktos ma marzenia, nawet chore, że się zawziął na coś itd ale NIKT nie kazał im tam iśc, nie był to ich obowiązek. Ewentualny sukces nie wiązał się z żadnym polepszeniem zycia kogokolwiek, w jakimkolwiek aspekcie. Za to ryzyko było ogromne, a przy wychodzeniu na jaw kolejnych faktów jak źle była ta wyprawa przygotowana, to mozna stwierdzic że jego motto brzmiało „zdobyć górę albo zginąć próbując”. I chuj. Mąż i ojciec kurwa czwórki dzieci.
Każdy NORMALNY rodzic wie, że to dzieci są najważniejsze, że o ich przyszłość i szczęście powinien się troszczyć przede wszystkim, a nie o swoje pojebane ambicje wejścia na góre. Chore. Samobójstwo jest najbardziej frajerską i tchórzliwą śmiercią, jednak nawet to jestem w stanie zrozumieć, gdy ktoś w obliczu wielkiej tragedii życiowej targnie się na życie. W imię czego on się targnął? Chorych ambicji i podrażnionego ego.
To jest patologia, pewnie po części wynikająca z ćpania w przeszłości, połączonego z uszkodzeniem kory mózgowej po wspinaczkach wcześniejszych.
Oni nazywają to pasją, ja fanaberią, w którą, w razie takich niepowodzeń angażuje się za pomocą mediów całe narody. Pomijam juz skąd MSZ wziął kasę na akcję bo wydaje mi się że z kasy obywateli. Nie wystarczy że GOPR czy TOPR ryzykują życie w akcjach ściągania z gór debili w sandałach? Tu jest to równie bulwersujące.
Wiadomo że śmierci nigdy bym mu nie życzył. Wiadomo że chciałbym by przezył ta wyprawę i nawet chuj niech by wlazł i zlazł stamtąd chociaż jebie mnie to kto i na jaka górę wchodzi. Ale skoro juz tam poszedł to tak jak wielu podkreśla – jego decyzja. Owszem – jego decyzja a więc i jego problem. I tylko dzieci szkoda w tym całym gównie jakie tatuś dla nich zostawił. Bo na wojnie o ich przyszłość nie poległ. W kosmosie przy zdobywaniu nowych technologii nie zginął. Bohaterem niestety nie został. Śmierć jego nie była chwalebna ani znacząca. Była całkowicie bezsensowna. Za miesiąc wszyscy, którzy dziś udostępniają go na facebooku zapomną, że w ogóle była taka akcja. Moze na rocznicę ktoś się pokusi o jakąś wzmiankę i to będzie wszystko. Warte to wszystko tyle co ten śnieg na tej górze.

Voitcus

Zgadzam się. Dotyczy to wszystkich sportów ekstremalnych, nie tylko tego. Niedawno jakiś „człowiek-pająk” spadł z budynku, tak się złożyło, że zachował się film i (mimo wszystko tego żałuję) go widziałem. I tak mnie zawsze zastanawia, czy ten moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że to już ostatnia chwila twojego życia, to tak sobie myślisz „co tam, tyle razy było fajnie, trudno, teraz się nie udało, mimo wszystko było warto” czy jednak tak jak ten akrobata rozpaczliwie machasz rękami?
Tutaj pewnie (nie jestem lekarzem) to raczej wysiada niedotleniony mózg i z zimna i zmęczenia po prostu się zasypia i pewnie nawet nie ma okazji na taką kilkosekundową refleksję.
Rozumiem, że bez ryzykantów – i to takich ryzykujących swoim życiem – nie byłoby postępu. Jestem w stanie nawet uwierzyć, że ten facet, który sobie przykleił do rąk smołą gęsie pióra i skoczył z zamkowej wieży w XIV wieku jakoś wpłynął na to, że dziś mamy satelitarną telewizję i system GPS. Tylko że oni wszyscy to robili dla jakiegoś wyższego dobra, że kiedyś ludzkość coś z tego będzie miała, a tutaj – pokonać siebie, naturę itp.
Ok, niech będzie – on pokaże hart ducha, może natchnie młodzież, że są rzeczy ważniejsze niż życie, że trzeba próbować itd. Tylko w takim razie jak himalaista może takie dobro wskazywać, skoro 1) w takiej sytuacji każdy ratuje sam siebie (wszyscy ci eksperci mówią, że ta Francuzka tak mogła postąpić, że to normalne), 2) tamci dwaj, co do niej doszli, nawet nie spróbowali pomóc koledze (bo niepotrzebne ryzyko, bo coś tam). Dla mnie są to idee, które przeczą człowieczeństwu, a to, że się kogoś nie zostawia na śmierć jest chyba nawet starsze niż cywilizacja.
Ja nie oceniam nikogo, nie o to chodzi, czy to dobrze czy źle, czy mieli szanse, czy powinni ryzykować czy nie – szanuję tych dwóch panów i podziwiam za to, że spróbowali chociaż tyle, nawet w ogóle, że się zdecydowali ruszyć, że zapewne zrobili to nadludzkim wysiłkiem i ogromną siłą woli i to chyba jedyne dobro w tym wszystkim. Chodzi mi o to, że z wyprawy śp. p. Mackiewicza nie ma żadnego morału, żadnej lekcji, poza tym, że jeden facet spełnił marzenie.
I też dotyczy pieniędzy podatników – myślę, że ludzie to podświadomie widzą i dlatego protestują, że się wydaje pieniądze, z których póki co nie ma dużo dobra. Gdyby rząd wydał to na chore dzieci, budowę autostrady, to by to jakoś przełknęli.

Wacław Grzdyl

rząd polski dał tylko gwarancje na kwotę bodaj 50 tys, dolarów, żeby przyspieszyć akcję ratunkowa i żeby w Pakistanie nie czekali aż przyjdzie przelew ze zbiórki od osób prywatnych, a zebrano kwotę z nawiązką, to co jeszcze zostało ma trafić do żony Mackiewicza, w zasadzie nigdy rządy nie ratują takich ludzi, jak ktos tam idzie to na własne ryzyko, i zostaje tam na zawsze

igor91

Ten artykuł rzuca trochę światła, kim był Tomasz, zwłaszcza jako wspinacz. Fajnie, że wyszedł z nałogu i znalazł swoją zajawkę, jaką jest wspinaczka wysokogórska. Ale też widać, jak facet był zafiksowany na punkcie Nanga Parbat. Podchodzi to nawet pod pewną psychozę (patrz: kwestionowanie wejścia tamtej pierwszej ekipy). To pozwala zrozumieć, czemu ten atak z tą Francuzką przeprowadzili tak „na szybko”, bez brania większego ekwipunku ze sobą. Szkoda, że przesłoniło mu to zdrowy rozsądek i zdobywanie szczytu wyglądało na zasadzie „albo wejdę, albo zejdę”. Widać też, po tym jak wchodzili na Mount Logan, że facet był trochę lekkoduchem, bo jednak wybranie się na taką wyprawę bez większego przygotowania (m.in. brak nieprzemakalnej kurtki i sznurki ze spożywczego) jest nierozsądne. Teraz trafił na mocniejszego przeciwnika, który brutalnie go „znokautował”, nawiązując do porównania bokserskiego z tekstu. Generalnie nie mam nic do himalaistów, zajawka jak wiele innych, tylko wkurza mnie taka lekkomyślność, bo potem jest „państwo pomóż”. Wolałbym, żeby moje pieniądze szły na coś innego niż czyjeś fanaberie, bo jednak to my, podatnicy, pośrednio utrzymujemy polskie ambasady na całym świecie.

wpDiscuz