Ruch z gatunku sensownych: Matei w Niecieczy
Weszło

Ruch z gatunku sensownych: Matei w Niecieczy

Ruch transferowy powoli zaczyna nabierać rozpędu, Liverpool wydał właśnie worek pieniędzy na Virgila Van-Dijka, a skoro przykład idzie z góry, to ekstraklasa nie może być gorsza i też przeprowadza transfer z obrońcą w roli głównej. Konkretnie robi to Bruk-Bet, który w swoje szeregi ściągnął Gabriela Mateia.

Dobrze, wyzłośliwiliśmy się na temat przepaści między trzecim a pierwszym futbolowym światem, ale tak już na poważnie, to ten ruch niecieczan wygląda naprawdę sensownie. Matei nie jest w końcu kotem w worku, przewożonym przez setkę klubów, gdzie – zbiegiem okoliczności – nikt nie poznał się na jego niesamowitym talencie. Znamy go przecież z Górnika Łęczna i jeśli można kogoś wyróżnić z tamtego mocno przeciętnego składu, to właśnie Rumuna. Patrząc na noty, z obrońców łęcznian nieco wyżej ocenialiśmy tylko Gersona, natomiast InStat widział w nowym piłkarzu Bruk-Betu piątego prawego obrońcę ligi (mowa o tych piłkarzach z większym przebiegiem niż 1000 minut na liczniku). Nie można było na niego liczyć specjalnie w ofensywie, ale w obronie naprawdę dawał radę, miał choćby 73% skutecznych odbiorów, 66% wygranych pojedynków. Wybiegany i zdecydowany.

Byliśmy więc zaskoczeni, że Matei nie znalazł zatrudnienia w innym klubie ekstraklasy, bo potrafilibyśmy wskazać takie, którym wzmocnienia na prawym boku obrony by się przydały. Rumun powędrował do azerskiej Żiry i tam nie zaginął – na 14 możliwych spotkań w lidze zagrał 10, wystąpił też w komplecie czterech meczów eliminacyjnych do Ligi Europy. Miejsce stracił dopiero pod koniec rundy, stąd między innymi transfer do Polski.

W Niecieczy na prawej obrony grał Szeliga, ale doznał kontuzji i zmienił go Fryc. Były to jednak występy na tyle spektakularne, oczywiście w złym znaczeniu tego słowa, że w trzech ostatnich meczach biegało tam trzech różnych gości. Miković, a więc nominalny skrzydłowy, Szarek, nominalny stoper, Kupczak, zazwyczaj defensywny pomocnik. Pomoc Bruk-Betowi przyda się więc jak najbardziej.

Fot. FotoPyk