Image and video hosting by TinyPic
Piła chce grać w piłę
Weszło Extra

Piła chce grać w piłę

Wczoraj Wronki i Grodzisk przyjmowały u siebie europejskie marki, dziś Bytów ma ćwierćfinał Pucharu Polski, Nieciecza ekstraklasę, jutro przez bramy elity chcą przejść Chojnice. Przykłady zresztą można mnożyć, niejednokrotnie nie trzeba było szukać w polskim mieście korków, wysokich biurowców i rozbudowanej komunikacji publicznej, by dostrzec futbol na przyzwoitym poziomie. A jak ma się do tego Piła? Niestety ma się nijak, bo ponad 70-tysięczne miasto nie posiada żadnej drużyny seniorskiej i jest największą tego typu pustynią w kraju. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy chcą, by na tej pustyni jednak coś zakwitło.

Lecz zanim o nich, warto nadmienić, że sformułowanie „nie ma żadnej drużyny seniorskiej”, nie jest w tym wypadku przesadą, gdyż jednak w Pile ktoś kopie hobbystycznie po B-klasowych boiskach. Nie, taki zespół po prostu nie istnieje. Sprawdzić można to już przez Okręgowy Związek Piłki Nożnej w Pile, którego nazwa brzmi właściwie trochę ironicznie. W klasie okręgowej znajdziemy drużyny z Okonka, Śmiłowa i Połajewa, lecz nie z Piły. W klasie A i B są zespoły z Ferdynandowa, Głubczyna i Dębna, ale Piły brak. Natomiast w czwartej lidze odszukamy Iskrę Szydłowo, ekipę ze wsi oddalonej od Piły mniej więcej osiem minut jazdy i właśnie tam mieszkańcy spragnieni większego futbolu mają najbliżej, by zaspokoić swoje piłkarskie potrzeby na najwyższym dostępnym szczeblu.

Jeśli zaś w Pile szukać sportowych emocji na poziomie seniorskim, na razie trzeba wybrać inny front. Siatkarki grają obecnie w najwyższej lidze, na ich szyjach wisiały medale mistrzostw Polski, również złote, żużlowcy wrócili do czołówki i też wcześniej zdobywali najcenniejszy krążek. W futbolu miasto miało swoją Polonię, ale jej największym sukcesem było trzecie miejsce w trzeciej lidze za sezon 1979/80. Klub upadał i chciał się podnieść, ostatnio spróbowano go reanimować w 2012 roku, ale znów się wyłożył po trzech sezonach. – Przedostatnim zespołem był jeszcze MKP 1999 Piła, tam byłem wiceprezesem i grającym trenerem pierwszej drużyny. Ten klub też upadł, bo brakowało pieniędzy i sponsorów. Zespół mieliśmy dobry, ta drużyna miała szansę wejść nawet do trzeciej ligi, graliśmy w czubie czwartej. Natomiast w Pile jest żużel. A przeważnie gdzie są kluby żużlowe, tam kluby piłkarskie mają o wiele ciężej – mówi Adam Luboński, prezes OZPN w Pile.

– Właściwa Polonia Piła skończyła się w latach 90., potem były twory, które powstawały i padały. Krótkie akcje, w dziwny sposób tworzone, nie od dołu, tylko od góry, na zasadzie: budujemy zespół seniorów, wykładamy pieniądze, bo znalazł się inwestor, który jednak zaraz się zniechęcił. Ja w Polonii Piła byłem zawodnikiem grup juniorskich, klub miał takie trzy. Piłka stała na całkiem niezłym poziomie – nasi zawodnicy trafiali do młodzieżowych reprezentacji, był trzecioligowy klub, pachniało chwilami drugą ligą. Jednak potem przyszły spore wahania, związane z rozwojem innych dyscyplin, to połknęło tę pilską piłkę i na długie lata zahamowało jej rozwój. Nie oszukujmy się – ten rynek nie jest jakiś ogromny, a jeśli rozwija się żużel i ten żużel zdobywa mistrzostwo Polski, to choćby wśród firm generuje on takie koszty, że nie wystarcza środków na inne dyscypliny. Niby podobnie jest w Lesznie, gdzie mają mocnego żużla, ale piłka seniorska tam jest, juniorskie zespoły są w ligach wojewódzkich. Gdy prowadziłem Nielbę Wągrowiec, to rywalizowaliśmy z Polonią Leszno, która była biedna, ale dzielnie trzymała się wychowankami. To sytuacja nieporównywalna do naszej – mówi Tomasz Kowalski, trener piłkarski pochodzący z Piły.

OZPN ma związane ręce, nie jest przecież od rozdawania pieniędzy i szukania sponsorów. – My możemy tylko pomóc w sprawach organizacyjnych, okręgowe związki są od organizowania ligi. Mamy pod sobą 70-80 zespołów i zajmujemy się rozgrywkami – skrzatów, trampkarzy, orlików, juniorów młodszych, starszych i seniorów. Nie możemy ingerować w kluby, pomagać im w sensie finansowym. Jesteśmy do pomocy, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne: jak zrobić, jak zgłosić, wydajemy licencje, pomagamy w szkoleniu trenerskim. Jednak jeżeli chodzi o budowanie zespołu, to nie mamy takiej mocy – tłumaczy Luboński.

Co za tym idzie, nie ma success stories, jak mawiał Leśnodorski, które działałyby jak magnes. Bartosz Nosal w swoim reportażu o Pile dla Gazety Wyborczej, ustalił, że żaden z reprezentantów Polski w piłce nożnej nie urodził się w Pile, najbardziej kojarzonym ekstraklasowiczem, mającym tutaj przeszłość, jest Patryk Klofik. 11 meczów w ekstraklasie, co prawda trzy w mistrzowskim Zagłębiu, ale wciąż nie są to Himalaje futbolu, czy nawet kopiec kreta.

Jeśli ktoś po pracy ma ochotę założyć krótkie spodenki i pokopać w rozgrywkach pod logiem PZPN-u, musi szukać szczęścia w okolicy, nie w Pile. Dzieci jeszcze ignorowane nie są, w mieście istnieje dużo szkółek, które edukują do 15. roku życia, ale długo było to tyle. Już juniorzy starsi i młodsi – jeśli chcieli grać na określonym poziomie – musieli ciągać rodziców za rękaw do samochodu albo samemu wsiadać na rower i jechać w region, by załapać się do jakiekolwiek zespołu. W Pile zastali bowiem próżnię, nie mieli tu czego szukać.

Czas przeszły nie został jednak użyty w poprzednim zdaniu przypadkowo, ponieważ niecałe dwa lata temu powstał Klub Piłkarski Piła, który tę dziurę załatał. Najpierw założono zespół juniorów młodszych, po roku drużynę juniorów starszych. Na przyszły rok planowany jest start seniorów i kolejność tworzenia tych drużyn jest przez rządzących KP przemyślana. – Jeśli rzucimy hasło, że sponsorujemy wyjazdy, koszulki, damy logo, to mamy od ręki drużynę seniorską. Tyle jest tutaj chłopaków. Jednak my nie chcemy robić popeliny, dbamy o jakość na każdym kroku, więc jeśli ta drużyna ma startować, musi być ciągłość i odpowiedni poziom jakościowy – tłumaczy Przemysław Wojcieszak, prezes klubu. – Zrobiliśmy analizę: jest infrastruktura, miasto liczy 75 tysięcy mieszkańców, co daje duży potencjał. Pomyśleliśmy, że jeżeli stworzymy dobrą organizację, to musi się udać – dodaje.

Pomysł podparto pieniędzmi. – Przemek z Karolem Skibą i Adamem Idzikowskim założyli klub własnym sumptem, z niewielką pomocą miasta. Następnie pojawiła się firma Miralex, w której ja pracuję, ona ma główną siedzibę w Poznaniu, ale w Pile na przykład jest księgowość, a właściciele pochodzą z okolic Piły. Miralex inwestuje w tenis i jeździectwo, natomiast to jeździectwo było sześć-siedem lat, zostało osiągnięte wszystko, co można osiągnąć i stwierdziliśmy, że chcemy iść w piłkę – mówi Maciej Reinke, odpowiedzialny za marketing i komunikację w zespole. – Miasto jest chętne do pomocy, ale też ma ograniczone środki, poza tym kilka inwestycji było tu nieudanych i panuje taka zasada, że po dwóch latach funkcjonowania klubu miasto dołoży większe pieniądze. Myśmy uzyskiwali pieniądze z drobnych grantów, ale bez firmy Miralex nie udałoby się zrobić tego na tak profesjonalnym poziomie, jak dzisiaj – dodaje Wojcieszak.

22906723_1477691875617912_406141441_o

Przemysław Wojcieszak i Maciej Reinke

Jak mówią panowie, to w Pile sytuacja zupełnie nowa. Pierwszy raz w historii zachowana została ciągłość szkolenia. Dzieciaki zaczynają bawić się piłką od piątego roku życia, przechodzą przez wiek trampkarza, bo MOSiR ma swoją szkółkę, a potem trafiają po skrzydła KP Piły. – Środki finansowe obecnie wystarczają nam na juniora młodszego i starszego, sytuacja finansowa jest stabilna na cztery-pięć lat, takie mamy zapewnienie z Miraleksu. Z seniorami jesteśmy w stanie być na poziomie B, A-klasy, natomiast wyżej potrzebujemy wsparcia ludzi, którzy nas obserwują i mają zobaczyć, że nie jesteśmy żadnymi cwaniakami, że nie robimy tutaj prywatnych interesów – mówi Reinke.

I rzeczywiście ten profesjonalizm czuć, KP nie wygląda na klub kukułkę, fanaberię kilku ludzi, którzy nagle wymyślili sobie futbol. – Może to zabrzmi górnolotnie, ale mamy takie hasło: pasja rodzi profesjonalizm. Moja mama jest emerytowaną księgową, prowadzi nam księgi, więc jeśli sponsor chce wejść, może do nich zajrzeć. Nie chcemy akcji typu, kiedy coś płacimy pod stołem. Wszystko przechodzi przez kasę i konto. Pełna transparentność. W tym roku ruszymy z kampanią promocyjna, współpracujemy z firmą K2, która wspiera nas marketingowo, będzie billboard. Dalej, prosta rzecz: gramy w strojach adidasa, a nie w jakiejś tam firmie, żeby te dzieciaki poczuły się wyjątkowo – mówi Reinke. Klub ma naturalnie swoją stronę internetową, z której jest dumny. – Przed założeniem strony przejrzałem witryny zespołów w ekstraklasie i połowa klubów ma taką popelinę, że to się nie mieści w głowie, by klub z najwyższej ligi mógł mieć taką stronę. Naszą zrobiliśmy wspólnie z moją koleżanką z pracy, bo ja też jeszcze uczę w szkole, pomógł też Karol Skiba. W jakim stopniu mamy czas, ludzi i pieniądze, myślę, że wyszła nieźle. Zawodnicy mają swoje zdjęcia, prowadzimy im statystyki – opowiada Reinke.

Co ciekawe, juniorzy nie płacą składek za udział w treningach. Panowie twierdzą, że chcą w ten sposób uniknąć sytuacji, kiedy mogliby stracić któregoś ze zdolnych chłopaków, bo ten nie jest w stanie opłacić sobie zajęć. Ten układ ma trwać, przynajmniej do momentu, gdy seniorzy nie zawędrują do wyższych lig.

Klub obecnie korzysta z obiektów miejskich. Ma to swoje plusy, bo miasto udostępnia je klubowi w promocyjnej cenie, do dyspozycji oddano też ładną halę:

23023183_1477692165617883_1796103131_o 22883579_1477692222284544_26211844_o

No i ma to też swoje minusy, trudno w taki ośrodek inwestować z prywatnych pieniędzy, przy zmianie władzy lub czymś w tym guście, klub mógłby zostać na lodzie – przy instalacji oświetlenia, nikt nie będzie go potem przecież odkopywać. A takie światło by się rzeczywiście przydało, na razie boczne boisko wyposażone jest w dwa małe reflektory, które pozwalają dokończyć trening i które mają włączyć się automatycznie o określonej godzinie. Gdy byłem na treningu, miała to być 18:30, ale ostatecznie światło zastrajkowało z dobry kwadrans i uruchomiło się właściwie po ptakach. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że oba boczne boiska wymagają pracy. – Z budżetu obywatelskiego przyznano 300 tysięcy złotych, by przeprowadzić renowację tego boiska. Tylko że pojawił się problem, bo obok jest las – to paradoks w czasach, kiedy można wszystko wycinać – mówi Wojcieszak.

Ciekawy jest główny obiekt, na którym juniorzy starsi i młodsi grają swoje mecze. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że spokojnie można zagospodarować tu o wiele miejsc, ale powierzchnię ewentualnych krzesełek zajmują flora i to taka niezbyt bujna, co ostatecznie wygląda jak fryzura Dariusza Kubickiego. Jednak… trybuny tu były. – Miasto przy remoncie stadiony usunęło ławy i zasadzone takie kwiaty, które miały w domyśle się rozłożyć i ładnie wyglądać. Pamiętam, gdy na całej długości były miejsca siedzące. Przyjechała olimpijska reprezentacja Wójcika, grała wówczas z Anglią i przyszło full ludzi. Druga historia to taka, że mieliśmy tutaj oświetlenie, ale zabrano je na stadion Widzewa – opowiada Reinke.

22883848_1477691968951236_222133007_o

22908644_1477692138951219_2057328853_o

Bywa więc z infrastrukturą różnie, ale kto w Polsce nie ma takich problemów – stadiony są ładne, ale to jednak pudrowanie smutniejszej rzeczywistości. Faktycznie dużo ważniejsze jest to, by ktoś po tych murawach miał biegać i by ktoś miał tych chłopaków uczyć. A szkolenie w KP Piła wygląda naprawdę porządnie. – Stwierdziliśmy, że w drużynie najważniejsi są profesjonalni trenerzy. Mamy dwóch trenerów koordynatorów, jeden od juniora starszego, drugi od juniora młodszego. Obaj mają licencję UEFA A. Jest dwóch asystentów, jeden trener bramkarzy bez licencji, ale za chwilę skończy ją robić i będzie ją miał, kończył szkółkę bramkarską. Ja mam UEFA C, jestem backupowym trenerem. Na każdym treningu musi być dwóch szkoleniowców – mówi Wojcieszak. – Jesteśmy dumni, że trenerzy dostają pieniądze. Pracują w szkole, ale nie muszą się martwić co robić jeszcze poza tym – dodaje Reinke.

Szkoleniowcem-koordynatorem jest właśnie Tomasz Kowalski, trener wypowiadający się na początku tekstu. To musiało być dla niego trudne, a przynajmniej nieoczywiste, osiągnąć sukces jako szkoleniowiec z Piły, miasta bez piłkarskich tradycji. – W momencie, kiedy zorientowałem się, że piłkarzem nie wiadomo jakiego formatu nie będę, to stwierdziłem, że może pójdę inną drogą. Spróbowałem trenerki i wpadłem, do dzisiaj jest to główny temat mojego życia. Trzeba było mieć sporo samozaparcia i dużo dokładać do tego interesu, ukrywać przed żoną fakt, że nie mam dochodów, tylko kupuję dzieciom korki z wypłat, które się dostawało albo i nie. Potem w miarę jak ta moja trenerka się rozwijała, to było o tyle trudniej, że musiałem przepracować 12 lat poza miastem. Pięć lat w Nielbie Wągrowiec, wyjazd do Poznania i reprezentacja Wielkopolski, reprezentacja okręgu pilskiego, a potem powrót i praca nieopodal, w Szydłowie, gdzie jest czwarta liga. Doszliśmy tam do pewnej ściany, staliśmy się marką w IV lidze, zajęliśmy drugie miejsce, z walką o zwycięstwo do końca, prawie udało się zrobić awans. Stwierdziliśmy jednak, że to jest granica tej miejscowości – pewnie, że przy niesamowitych nakładach finansowych można zrobić Niecieczę, ale pamiętam twarze pełne obaw, gdy graliśmy o awans. Pojawił się pomysł, żeby zrobić coś w Pile, by też coś oddać temu miastu. Jak mi ktoś mówi, że nie da się w Pile zrobić piłki, to ja się na to oburzam i mówię: nie da się? Pokażemy wam. Staramy się nie popełniać błędów osób, które już próbowały – nie wskakujemy na szczyt drabiny, nie próbujemy fuzji, nie gramy od czwartej ligi. Nie interesuje nas to. Budujemy od podstaw. Mamy w tym mieście 1000 osób grających w piłkę. Te dzieci można zagospodarować i zaproponować im coś fajnego, nie ma siły, by co roku nie wyszło 10 osób, które nie dadzą sobie rady. Nie mówię nawet o ekstraklasie, ale o normalnej grze w piłkę – twierdzi Kowalski.

23107267_1477691925617907_1122263907_o

Karol Skiba i Tomasz Kowalski, trenerzy-koordynatorzy

Treningi odbywają się trzy razy w tygodniu, czwartą sesją jest mecz – początkowy plan zakładał pięć sesji w tygodniu (razem ze spotkaniem), ale Kowalski jest zdania, że po prostu na razie lepiej zrobić mniej, a dokładniej. Trening, który zobaczyłem, był łączonymi zajęciami juniora młodszego i starszego. Piłkarze mają się znać, mają znać trenera, by przy przejściu z jednego rocznika do drugiego, nie był on dla piłkarza nieznajomym człowiekiem. Oba zespoły grają też tym samym ustawieniem, z dokładnie tego samego powodu – by przykładowy chłopak nie był po zmianie drużyny zagubiony jak Francuz w angielskim.

Jak stoją z wynikami? Całkiem, całkiem – zarówno junior młodszy, jak i starszy jest wiceliderem swoich tabel. Strzelają masę goli, dla przykładu młodszy rocznik ma bilans bramek 61:7. Jednak Kowalski podkreśla, że to wszystko jest na razie tylko dodatkiem. – Wynik jest przy okazji, przejęliśmy nowy zespół i mamy mnóstwo pracy pod względem taktycznym. Nie wiem, czy w tym rejonie po prostu łatwo osiągnęliśmy rezultat sportowy, ale wiem, jaki poziom obowiązuje w województwie, które jest silne. I wiem, ile czeka nas pracy. Mamy określony sposób gry, jakie chłopcy mają mieć zachowania w obronie, ataku, fazach przejściowych, stałych fragmentach gry – tłumaczy szkoleniowiec.

pila

Kowalski, poza tym, że jest trenerem koordynatorem w klubie, jest nim także w Akademii Młodych Orłów, programie PZPN-u wprowadzanym teraz również w Pile. Czym AMO właściwie jest? – Uczestnicy Akademii Młodych Orłów są podzieleni na trzy kategorie wiekowe: Skrzaty (6-7 lat), Żaki (8-9 lat) oraz Orliki (10-11 lat). Treningi odbywają się w szesnastoosobowych grupach, a każdej z nich jest przydzielone dwóch trenerów. Każdy z uczestników AMO jest wyposażony w sprzęt sportowy firmy NIKE, dzięki czemu młodzi adepci futbolu mogą poczuć się tak, jak profesjonalni piłkarze. AMO to bezpłatna inicjatywa współtworzona przez PZPN, WZPN i Miasto wraz ze sponsorem głównym – można przeczytać na stronie Łączy Nas Piłka.

– Byłeś zaskoczony, że AMO dotarło akurat do Piły? – pytam Kowalskiego.

– Było sporo miejscowości, które chciały AMO u siebie, ale nie byłem zaskoczony, bo to nie jest tak, że ktoś strzela sobie na mapę i coś się dzieje. To były działania prezesa OZPN, pana prezesa Wojtali, prezydenta miasta Piły. To trwało równo rok. Pamiętam, że siedziałem z nimi rok temu i mówiliśmy, że fajnie byłoby coś takiego mieć. Od tego zaczęły się prośby, wyjazdy, zaczęliśmy pokazywać, co chcemy zrobić i dlaczego, ale od takich pomysłów do decyzji była daleka droga. Ten twór PZPN-u idealnie wpisuje się w ten region. Do tej pory akademie powstawały w miastach wojewódzkich. Jest AMO w Poznaniu, gdzie mamy super szkolenie w Lechu, Warcie i innych szkółkach. Ja znam rodziców, których dzieci były dowożone trzy razy w tygodniu z Piły do Poznania na trening. Widziałem te dzieciaki rano zmęczone w szkole, widziałem rodziców, którzy się zwalniali wcześniej z pracy, żeby spełniać marzenia swoich dzieci. PZPN przychylił się do naszej prośby, bo wiedział, że w naszym regionie jest problem, a nie sztuką wpompować ileś pieniędzy, by go ot tak rozwiązać. Zaczynamy od fundamentów.

Trenuje więc Piła, która z futbolem wciąż nie kojarzy się jednoznacznie. Jak to więc odnieść do głosów tych, którzy jak stare radio nakręcili się, że w Polsce „nie ma szkolenia”?

– Jestem przeciwny takim twierdzeniom. Pracuję z dziećmi w klasach sportowych i była w Polsce sytuacja, że jak zapaliłem się do piłki i zacząłem trenować z dziećmi tak, jak należy stosownie do wieku, to wygrywałem w regionie wszystko. Natomiast dzisiaj dobrze pracując, nie mam żadnej gwarancji, że wygram, wielokrotnie przegrywamy, ponieważ poziom piłkarstwa dziecięcego podniósł się kilkukrotnie. Rzeczy, których uczyłem szóstoklasistów, to teraz z powodzeniem wykonują czwartoklasiści. Kiedyś to było niemożliwe, 10 lat temu jak tworzyłem klasy sportowe, to nie miałem żadnego chłopca grającego w piłkę gdzieś dodatkowo. Tworzyłem sam klub, żeby ci chłopcy mogli grać w rozgrywkach. Natomiast dzisiaj, jak zrobię w jednej szkole nabór, to już mam 22 chłopców trenujących. To jest różnica – od żadnego dziecka trenującego poza szkołą, przez kilku, po dwudziestu. Powiem też, że Polska stała siatkówką, a teraz tamci trenerzy dzwonią do nas i przychodzą, bo ich związek w kwestii szkolenia trenerów nic nie robi. Przychodzą na konferencje, szukają nowych rozwiązań w wielu kwestiach, na przykład w koordynacji, bo u nich jest regres, co widać po wynikach wszystkich reprezentacji – mówi Kowalski.

*

A wracając do Klubu Piłkarskiego Piła – to kolejny przykład, że do polskiej piłki lgną poważni, ale też normalni ludzie, którzy na razie jadą po cichu i często niestety są przesłaniani przez hochsztaplerów w stylu Meresińskiego. Ciekawe, jak ten projekt dalej się rozwinie, bo Piła zasługuje na poważniejszą piłkę, trudno uwierzyć, by żużel i siatkówka mogły aż tak przygniatać futbol, którego siłę i możliwości przecież dobrze znamy. Pomysł jest, fundamenty wylano, budowa nie idzie od dachu, więc się nie zawali. Panowie, pasja rodzi profesjonalizm to nie górnolotne hasło, tylko zwyczajnie bardzo mądre.

PAWEŁ PACZUL

KOMENTARZE (27)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
skurminator

Powinni się nazywać Siekiera Piła

beppe

Albo chociaż Ryba Piła

rad

Albo już tylko Piła…

skurminator

Albo Wczoraj Piła

DIABLON

„Nazywam się Franz Pijo,
kiedyś Ojciec Pijo,
potem samo Pijo,
lecz ostatnio to nawet już nie Pijo”

;-D

areq
Kolejorz

Żużlowcy wrócili do czolówki powiadacie…nawet do play-off I ligi nie weszli…

Rojber Hultajski

Legion Piła 100%Kolejorz

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Wypierdalaj cwelu – Legion idiotów 😀

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

W Pile pachniało II ligą tylko wtedy gdy przyjeżdżała Amika, Sokół Pniewy czy Groclin w drodze (ekspresowej) do E-klasy. Lepsze kluby były nawet w Trzciance, Chodzieży czy Wałczu.

Martainn

Pilanin Intrat grał z powodzeniem w III lidze dawno temu. Ale jak to zwykle bywa wszystko się skończyło bo brakło kasy.

Wujek Remo
Kolejorz

Pilanin Intrat, żeby grać w tej III lidze, to musiał się najpierw połączyć z wałeckim Orłem, tak w kwestii przypomnienia 😉 A skończyło się dlatego, że prezes Buller, podobnie, jak jego bracia, miał talent do niszczenia klubów, w które wchodził: w Wałczu po intracie zostały zgliszcza, Polonia Piła chyba wtedy właśnie padła, a Polonia z Chodzieży, gdzie pan prezes przeniósł się z Wałcza, z hukiem spierdoliła się do IV ligi. Braciszkowie zaś wykończyli poznańską Olimpię jeden i tyskiego Sokoła (GKS na licencji Sokoła Pniewy) drugi. Ot, takie piękne lata 90′ w naszym futbolu.
P.S.: O tym, jak Intrat był robiony w C*uja przez ludzi, powiązanych z Drzymałą nawet nie wspomnę, bo musiałbym limit znaków wykorzystać.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Buller jakie piękne polskie nazwisko 😀 Dla futbolu „zasłużone” wykończył wszystkie kluby w regionie, które mogłyby zagrażać „potędze” Kolejorza 😀

szemrany
Legia

jak to mówią w Posen „Piła, Piła, biała siła”

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Powiedz to sławnemu Grabażowi – zaraz mu, przepraszam za rasistowskie słowo, biała piana na mordę wypłynie. :)

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Statek Piła Tango 😉 Ukłoń się świrom auf Posen 😀

Geoff

Ostatnio reportaze na weszlo ograniczaja sie do deoch tematow: alademia (lecha, legii, barcelonska szkolka itd.) albo druzyna z jakiegos wypizdowa/folklor nizszych lig. Nie przecze, ze to sa ciekawe tematy, ale ilez mozna.

Urkides
Legia Warszawa

Ile można? Jak najwięcej. Jeśli nie widzisz związku między takimi klubami jak ten w Pile i Ekstraklasą to nie mam pytań. To w takich ośrodkach trzeba rozwijac sport, to jest źródło naszych ewentualnych sukcesów albo porażek. Jak nie będzie rzetelnego działania to będą porażki.
Bardzo mi się podoba filozofia działania w tym projekcie. Po co reanimować jakieś zespoły seniorów w IV lidze? Trzeba zacząć od młodzieży i szkolić, szkolić, szkolić. Ci chłopcy potem będą grać w lokalnym klubie w seniorach i sprowadzą na trybuny swoich bliskich i znajomych i wtedy będzie sens zainwestowania w trybuny. Robienie tego w innej kolejności jest bez sensu.
Co do szans piłki nożnej w Pile to zapytam a jaką konkurencją jest żużel i żeński zespół siatkarski? czy chłopcy mają zmienić płeć żeby grac w piłke albo ilu chłopców może trenować żużel?
Władze miasta muszą wspierać zdrowy tryb zycia którego elementem jest sport. To jest OBOWIĄZEK państwa i samorządów, dbałość o edukację której sport jest bardzo ważnym elementem.
Takie wywiady mnie cieszą najbardziej a nie te o tym kto ile przepił w życiu albo przegrał w kasynie i jak najebany grał w meczu.

Martainn

W Pile jest problem z kasą. Prawie każdy klub jaki tu powstawał i miał jakąś kasę był bardzo blisko szczebla centralnego. Powołany w 1998 roku MKP Piła szybko awansował do IV ligi i zawsze był w czubie tabeli bijąc się o awans. Niestety był problem. Kasa. W jednym sezonie do awansu było bardzo blisko, ale i nie było kasy na funkcjonowanie w lidze centralnej. Więc nawet jakby klub wtedy awansował to pewnie skończyłoby się na szybkim spadku lub wycofaniu klubu. Ale problem z kasą nie dotyczy tylko piłki. PTPS nie ma jakiejś wielkiej kasy, a to przecież pierwszy polski klub który dwukrotnie awansował do final four LM. Przecieraliśmy szlaki. Żużlowa Polonia ostatnie sukcesy miała bardzo dawno, a dzisiejsza też jest tworzona przez pasjonatów i żyje tylko dzięki lokalnym sponsorom. Na ekstraligę nie ma szans przez długie lata raczej bo oprócz awansu sportowego trzeba by zainwestować duże pieniądze w stadion. A ich po prostu nie ma.

Urkides
Legia Warszawa

Kolego ale nie musi a nawet nie może byc celem każdego klubu w Polsce awans do ligi centralnej. Na szkolenie młodzieży w takiej Pile potrzeba o wiele mniej kasy niż tuczenie starych basiorów co podobno maja coś „gwarantować”. Oprócz kosztów nie gwarantują niczego.
Ale szkolenie spowoduje że powstanie odpowiednia liczba piłkarzy związanych z lokalną społecznością którzy awansują na ten centralny poziom za mniejszą kasę i przy powszechnej uciesze kibiców.
Najpierw szkolenie potem awansy a nie na odwrót.

Martainn

No i ja się z tym zgadzam. W końcu kluby mają zaplecze, a raczej tworzy się klub. Bo wcześniej wszystkie twory opierały się na tych samych zawodnikach, którzy grali w kolejnych tworzących się klubach. Między innymi właśnie trener Skiba. Sęk w tym że to wszystko było robione na hura, dochodziliśmy do momentu gdzie możliwy był awans na szczebel centralny i się kończyło Eldorado, bo zawsze pojawiał się problem kasy. Stadion nie jest jakimś wielkich problemem, bo pełnowymiarowe boisko jest też na Polonii. A jak Polonia będzie chciała walczyć o Ekstraligę to będzie trzeba mocno zmodernizować stadion, który spokojnie będzie wtedy spełniał warunki na II ligę. Na starym stadionie MOSiR wiele zrobić się nie da. To bardzo stara konstrukcja. W stylu starego stadionu Zagłębia. Aczkolwiek ten stadion pamięta imprezy na 20 tysiaków ludzi, jak chociażby wspomniany mecz z Anglią gdzie w składzie był młody Shearer, czy Francją z młodym Zdiane, którzy wtedy grali w młodzieżówkach. Sęk w tym, że w ten stadion zainwestowano sporo kasy, ale głównie pod lekką atletykę. Bieżnia i zaplecze spełnia wszystkie wymogi. Boisko piłkarskie jest tak jako dodatek głównie. Ale kto wie. Wzięli się za to ludzie z pomysłem i zapleczem. Oby w końcu coś powstało, bo najbliżej Poznań i prawie cała Piła kibicuje Lechowi i na Lecha jeździ. W ostatnich latach najlepszym meczem klubowym był finał okręgowego pucharu wiele lat temu z Amicą Wronki II którą wtedy wspomogli zawodnicy z I składu. A tak to bida. Ostanio był tylko mecz U-20 i był komplet na tym małym stadionie i problem z dostaniem biletów. Więc głód piłki jest. Biletów nie było zaraz po ogłoszeniu meczu:)

Urkides
Legia Warszawa

no widzisz, jest głód piłki to trzeba robić piłkę dla społeczności a nie z udziałem „obwoźnego cyrku” piłkarzy którzy „robili wynik” już storazy w swoim życiu, za każdym razem bez skutku. Trzeba szczepić pasję a nie rozsiewać kasę po „imitatorach piłkarzy”.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Zacznijmy od tego, iż w latach 90 w Pile w żużlu działał niejaki p.Wilczyński (spadochroniarz z Farszafki z nadania SLD 😉 „Cwany” prezes z każdym rokiem podjeżdżał na stadion lepszym Merolem. Sponsorami klubu byli min. jednego roku producent płynu Ludwik, innego roku lokalny oddział Phillipsa. Problem klubu zaczął się od tego, iż "cwaniaczek" nie chciał jawnie pokazać sponsorom głównym ksiąg rachunkowych... z rozliczeniem na co poszły pieniądze od sponsora! I tak oto Philips wypiął się na pilski sport (nie licząc półmaratonu) – który pewnie dla Philipsa nie jest „kosztem” (bo co to jest się dołożyć 20-30 tys. PLN) tylko formą podziękowania dla pracowników oddziału! Prawda jest taka, iż w Pile jest problem zasadniczy większość firm tj. ponad 80% pozakładali typowi janusze biznesu, więc wśród takiej finansjery lepiej się nie obracać.! Choćby bo to żeby w szambie gównem się nie ubrudzić 😉 Co nie zmienia faktu, iż będę obserwować ten projekt – ale twierdzę, iż na pewnym etapie dojdą do finansowego sufitu… i niestety skończą jak inne tego typu projekty sportowe w tym mieście! Prawda jest jedna w Pile obecnie sport to zawsze na bank mix: nieudolnych „spadachroniarzy” partyjnych z innych miast (vide Wilczyński), Januszy biznesu (jak to byli radni kupili za bezcen grunt, który teraz w cudowny sposób staje się strefą przemysłową), oraz cwaniaków którzy przy tym chcą się nachapać :-(

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Zacznijmy od tego, iż w latach 90 w Pile w żużlu działał niejaki p.Wilczyński (spadochroniarz z Farszafki z nadania SLD 😉 ). „Cwany” prezes z każdym rokiem podjeżdżał na stadion coraz lepszym Merolem, za to w klubie był coraz większy „burdel”!!! Sponsorami klubu byli min. jednego roku producent płynu Ludwik, innego roku lokalny oddział Phillipsa. Problem klubu zaczął się od tego, iż „cwaniaczek” nie chciał jawnie pokazać sponsorom głównym ksiąg rachunkowych… z rozliczeniem na co poszły pieniądze od sponsora! I tak oto Philips wypiął się na pilski sport (nie licząc półmaratonu) – który pewnie dla Philipsa nie jest „kosztem” (bo co to jest się dołożyć 20-30 tys. PLN) tylko formą podziękowania dla pracowników oddziału! Podobnie wyglądała historia z pilską żeńską siatkówką!!! Prawda jest taka, iż w Pile jest problem zasadniczy większość firm tj. ponad 80% pozakładali typowi Janusze biznesu, więc wśród takiej finansjery lepiej się nie obracać.! Choćby bo to żeby w szambie gównem się nie ubrudzić 😉 Co nie zmienia faktu, iż będę obserwować ten projekt – ale twierdzę, iż na pewnym etapie dojdą do finansowego sufitu… i niestety skończą jak inne tego typu projekty sportowe w tym mieście! Prawda jest jedna w Pile obecnie sport to zawsze na bank mix: nieudolnych „spadachroniarzy” partyjnych z innych miast (vide Wilczyński), Januszy biznesu (Jak to byli radni kupili za bezcen grunt, który teraz w „cudowny” sposób staje się strefą przemysłową wbrew logice tj. wbrew przestrzeni i infrastrukturze!!! Mam na myśli ul. Wawelską, a ul. Przemysłowa która ma gigantyczne grunty i jest bardzo blisko trasy wylotowej na Poznań itd. stoi pusta i wieje na niej wiatr „komuszej historii” wg pilskich radnych – tylko z nazwy pozostaje przemysłową.), oraz różnej maści cwaniaków którzy przy tym chcą się nachapać – w efekcie finalnym wszystko zazwyczaj wcześniej, niż później musi pierdolnąć :-(

Martainn

Co do żużla to zgoda. Zarżnął go Wilczyński i spierdzielił do Warszaway. Z siatkówką problemem jest wieczny prezes czyli Ciemięga. Żaden poważny sponsor nie wejdzie póki Ciemięga będzie prezesem. Na Przemysłowej jakoś wiele gruntów już nie ma. Na Wawelskiej też coraz mniej bo już prawie cała strefa wykupiona. Na Przemysłowej problem jest taki, że firmy są porozrzucane i pozostają skrawki terenu którego nikt nie zagospodaruje.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

„to jest Pila tango
Czarna bandera….”

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

To jest czarna Bandera wg Grabaża niech nie wpierdala się w nie swój folwark poznańska „świnia” 😉 Zresztą ja nie wiem jak można zachwycać się tekstami tego pajaca z wyżartym mózgiem przez dragi i alko 😀

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

WOW

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY