Zaryzykował stratę punktów, zyskał szacunek do końca kariery. Felix Bastians bohaterem weekendu
Niemcy

Zaryzykował stratę punktów, zyskał szacunek do końca kariery. Felix Bastians bohaterem weekendu

W futbolu piękne jest to, że piłkarze drugiej kategorii mogą zapisać się w pamięci kibiców jednym momentem. Przepiękną lub po prostu bardzo ważną dla zespołu bramką, kluczową interwencją lub zachowaniem godnym nagrody Fair Play, choć tego doświadczamy najrzadziej. Przecież każdy wie, że 99% piłkarzy (napisalibyśmy, że sto, ale kilku zawodników się z tego wyłamało) oszukuje sędziego i robi wszystko, żeby ten gwizdnął na ich korzyść. Do tego jednego, złotego procentu należy Felix Bastians z Bochum.

Jego drużyna przegrywała z Darmstadt 0:1. Taki wynik powodował, że Bochum byłoby w tabeli tuż nad strefą spadkową. Bastians (co należy podkreślić – obrońca) minął czterech rywali i wywalczył rzut karny, czyli zrobił akcję, którą być może pamiętałby przez długie tygodnie. Jednak to, co zrobił po upadku zapamięta już do końca życia. I on, i jemu – cały piłkarski świat.

Piłkarz Bochum wstał, otrzepał się i przyznał sędziemu do symulowania. I tak, zamiast zebrania gratulacji od kolegów z drużyny za wywalczony rzut karny i przybliżenie do remisu, po plecach klepali go rywale. A Bastians po wszystkim poprawił sobie opaskę kapitańską, co też było ujmujące, i wrócił do obrony. Wielu powiedziałoby, że fajnie, fajnie, ale najważniejsze są trzy punkty i tylko zaszkodził swojej ekipie. Jeśli czytasz ten tekst i tak uważasz, to poinformujemy cię, że Bochum wygrało ten mecz 2:1. I jeszcze raz – brawo dla Felixa Bastiansa!