Image and video hosting by TinyPic
Nadchodzi nieuniknione. Mecze „u siebie” rozgrywane na innym kontynencie
Weszło

Nadchodzi nieuniknione. Mecze „u siebie” rozgrywane na innym kontynencie

Tak naprawdę wszystko było do przewidzenia już w 1993 roku, gdy po golu Marco Simone AC Milan wygrał z Torino mecz o Superpuchar Włoch. Nie byłoby w tym meczu nic szczególnego, gdyby nie miejsce rozgrywania – przygotowujące się do Mistrzostw Świata Stany Zjednoczone. Na amerykańskim stadionie w amerykańskiej stolicy, w Waszyngtonie 25 tysięcy fanatyków piłki obejrzało mecz dwóch włoskich drużyn o włoskie trofeum. I choć globalizacja od tej pory miała dość umiarkowane tempo – jasne stały się konsekwencje zrobienia pierwszych kroków. 

Superpuchar Włoch od tego czasu zagościł m.in. w Libii, Chinach i Katarze, europejskie kluby stałym elementem ligowego kalendarza uczyniły letnie tournee po Azji bądź Stanach Zjednoczonych. Dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji, jak transfery egzotycznych zawodników, by zwiększyć zainteresowanie klubową marką w danym regionie. Kwoty, które zarabiali najsilniejsi na nieszczególnie wymagających sparingach na innych kontynentach musiały działać na wyobraźnię. W 2013 roku luźne mecze towarzyskie zebrano w formie International Champions Cup – letnich mistrzostw, w których brało udział kilka mocnych zespołów z najsilniejszych europejskich lig. Pierwszą edycję zamknął dwumecz na stadionie w Miami – najpierw o trzecie miejsce zagrało Los Angeles Galaxy z AC Milan, później w finale, tego samego dnia, Real zmierzył się z Chelsea. Na trybunach prawie 70 tysięcy widzów, transmisja oczywiście w najlepszej porze dla wielomilionowej publiki z USA, ale i w wielu innych miejscach świata.

W tym roku? W ramach tego samego turnieju do Chin i Singapuru polecieli piłkarze m.in. Bayernu Monachium, Arsenalu i Chelsea oraz obu klubów z Mediolanu, w USA tymczasem zagrali m.in. Manchester United i City oraz Real Madryt i FC Barcelona. Szczególnie te dwie ostatnie ekipy, mierząc się w El Clasico w Miami przy 66 tysiącach widzów na trybunach zelektryzowały piłkarski rynek. Skoro w imię biznesu udało się ustawić tego typu spotkanie, które oglądali nawet widzowie w Polsce, w środku nocy – to może czas, by na rynek amerykański czy azjatycki przestać rzucać mecze o pietruszkę, ale też istotniejsze starcia?

Próby takiego zrealizowania wejścia na kolejne rynki były zresztą już wcześniej. W dzisiejszym Financial Times redaktorzy tego biznesowego czasopisma przypominają rok 2008, w którym świat znalazł się jak dotąd najbliżej przeskoku w nową erę globalnego sportu. To wtedy na poważnie rozważano przeniesienie niektórych meczów Premier League na inne kontynenty, wzorem choćby NBA, która pierwsze ligowe, oficjalne spotkania w Japonii grała już na początku lat dziewięćdziesiątych. Ostry opór całego środowiska – kibiców, dziennikarzy, ale i polityków, oburzonych próbą wywiezienia z Wysp Brytyjskich jednego z największych skarbów tego rejonu, sprawił, że temat upadł. Albo raczej: że temat odłożono na lepsze, bardziej sprzyjające biznesowi czasy.

Te bardziej sprzyjające biznesowi czasy chyba właśnie nadeszły. Bardzo wyraźny sygnał do frontalnego ataku na rynki na innych kontynentach daje hiszpańska La Liga. Javier Tebas, prezydent hiszpańskiej ligi, właśnie w Financial Times ogłosił, że lidze bardzo zależy na rozwoju poszczególnych klubów, który mógłby stać się bardziej dynamiczny, gdyby część sezonu zagrano na przykład w Azji. – Na razie dyskusja jest na wczesnym etapie, ale jako liga będziemy popierać ten pomysł – powiedział dla FT.

Od razu połączono to z wypowiedziami Charliego Stillitano, prezesa firmy Relevant Sports, organizującej m.in. wspomniany International Champions Cup. Na konferencji Soccerex w Manchesterze, Stillitano powiedział, że to jasny kierunek rozwoju jego projektu. – Przyszłością jest robienie meczów, które będą oficjalnymi spotkaniami ligowymi. Chcemy to robić w USA, w Chinach, w innych miejscach. Już teraz istnieją ligi, nie mogę zdradzić które konkretnie, rozmawiające z nami o możliwości organizacji czegoś podobnego w nadchodzących sezonach – cytuje jego wypowiedź Financial Times.

Tak, tego typu dyskusje toczą się od lat. Tak, od meczu Superpucharu Włoch w Waszyngtonie minęło już prawie ćwierć wieku, a nadal Serie A gra między Lombardią a Sycylią. Ale tak głośne wsparcie dla hiszpańskich hegemonów od lat łakomie patrzących na pozaeuropejskie rynki od szefa ich ligi może stanowić bodziec do wdrożenia przemian w życie. Moment wydaje się idealny – część Katalonii rozgoryczona transferem Neymara może uznać, że przeprowadzka na kilka spotkań do Pekinu czy Los Angeles jest konieczna, by rywalizować z katarskim kapitałem. Gdy Premier League dzieli tort z praw telewizyjnych w sposób, który pozwala zespołowi West Bromwich Albion finansowo rywalizować z górną połową hiszpańskiej tabeli, opór wobec postawienia kolejnego kroku na drodze do globalizacji w Hiszpanii powinien być zdecydowanie mniejszy. Za sprawą Red Bulla pękać zaczyna przecież nawet tradycyjnie konserwatywna Bundesliga.

Czy to zaprzedanie ideałów? Pewnie trochę tak. Czy to ruch krzywdzący lokalnych kibiców, tradycyjną bazę każdego klubu? Pewnie trochę tak. Czy to skok na kasę wbrew wieloletniej tradycji? Pewnie trochę tak. Ale jesteśmy w czasach, gdy nawet Barcelona sprzedała swoje miejsce na koszulkach, gdy nawet West Ham United zamienia swój przytulny Upton Park na stadion olimpijski, w czasach, gdy w niektórych miejscach łatwiej kupić klubowy toster przygotowujący chleb z wizerunkiem kapitana drużyny, niż karnet na jej mecze. Winyl był naprawdę w porządku, dopóki ktoś nie wymyślił nośników mieszczących się w aucie, a później też w zamkniętej dłoni. Romantycy mają kino i muzea. Futbol stał się biznesem.

A biznesowo korzystne są ligowe mecze w Chinach czy USA.

KOMENTARZE (29)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Fort Czerniakowski
Legia

Ja wręcz nie mogę sie doczekać kiedy Barcelony, Reale i inne Manchestery przeniosą się do Azji. Na ich miejsce z pewnością lokalni kibice powołają nowe kluby, będące spadkobiercami tradycji. Może nawet zachowają swoje herby, bo w Azji każdy dostanie nowe logo. Wtedy dopiero wróci normalność i duch klubowej rywalizacji w Europie

711dronow

wtedy red. Stalinowski bedzie musial sie wyprowadzic do wolnego Tybetu.

Fort Czerniakowski
Legia

A myślisz, że teraz Stanowski szaleje w młynie Barcelony? Będzie leżał na tej samej kanapie co teraz, przed tym samym telewizorem i pierdział w to samo miejsce. Zmieni się jedynie pora transmisji w TV

711dronow

przeciez Stnowski corocznie wyjezdza do barcelony na kilka miesiecy, szczycac sie ogladaniem barcy na zywo.

Fort Czerniakowski
Legia

Jako hiszpański rezydent, zarabiający poza Hiszpanią nie płaci żadnych podatków. Musi jedynie wykazać, że co najmniej 6 miesięcy w roku spędza w Hiszpanii. Dlatego o tym wrzeszczy wszem i wobec, żeby urząd skarbowy się nie przypierdolił. Ot i cała tajemnica mieszkańca Barcelony

JC

Co w tym dziwnego? Tak robią wszyscy bogatsi Polacy. A ci najbogatsi są rezydentami Szwajcarii, Luksemburga, Holandii itp

Bart Simpson
Legia Warszawa

Amen

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

>Pewnie trochę tak.
Co Barcelona musiałaby zrobić żeby ktoś napisał o jej skurwieniu?

GRAND_CHAMP

Sprzedać Messiego

YanuszYoyko
Drużyna-A

dążymy do czarnej wizji redaktora Stanowskiego. Tylko zamiast 2049r., może to nastąpić szybciej

Fort Czerniakowski
Legia

Dlaczego „czarnej wizji”? Klasyczny układ win-win. Co ci za różnica skąd transmisję oglądasz? Janusze będą sobie oglądać piłkarzy grających za jeszcze większe pierdyliardy dolarów, kibole będą podekscytowani nowymi europucharami, gdzie każdy będzie miał szansę wygrać a na trybunach nie będzie turystów pstrykających focie. Zmienią się jedynie pory transmisji i Andrzeje będą nocki zarywać, podobnie jak dziś miłośnicy NBA

GRAND_CHAMP

Nie będą, śmiem twierdzić, że będzie oglądać tak ze 30-50% mniej (procenty z dupy żeby nie było wątpliwości)

Fort Czerniakowski
Legia

Ja też żadnych badań na temat ewentualnej oglądalności nie znam, ale na mojego czuja to Andrzeje oglądają Barcelonę dla piłkarzy i ładnych zagrań, a tego nawet w Azji nie zabraknie. Pieniądze też będą jeszcze większe a więc tabloidy będą szalały, a niech no jakiś reprezentant Polski tam trafi, to wszystkie Janusze zwariują ze szczęścia

YanuszYoyko
Drużyna-A

dążymy do czarnej wizji redaktora Stanowskiego. Tylko zamiast 2049r., może to nastąpić szybciej

http://weszlo.com/2015/02/24/jak-co-wtorek-krzysztof-stanowski-odyseja-pilkarska-2049/

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Olać swoich kibiców z regionu (bo to oni ucierpią na takich praktykach), często będących z klubem od urodzenia, niejednokrotnie przekazujących miłość do klubu z pokolenia na pokolenie i przenieść się hugo wie gdzie, by grać za większą kasę… Strasznie to smutne.

Fort Czerniakowski
Legia

a nie jest ci smutno na myśl o rdzennych mieszkańcach Manchesteru czy Londynu, których nie stać na mecze ich własnych drożyn, bo cennik skrojony jest pod bogatych turystów? Kibicują z pokolenia na pokolenie, dziadkowie nieraz sami budowali stadiony a oni teraz muszą w pubie mecze oglądać, bo są niemile widziani na stadionach.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

No szkoda w chuj. Mleko już się rozlało, więc niech się jednak wyniosą do Azji, bo już dawno pozamiatane.

GRAND_CHAMP

50 funtów to cena dla bogatych turystów?

Fort Czerniakowski
Legia

Taniocha to nie jest, nie każdy Anglik to menadżer czy wysokiej klasy specjalista. Ja tam nie mieszkam ale kilka rozmów w życiu z Anglikami przeprowadziłem i ten motyw się . powtarza, Drogo, a turyści i japiszony wykupują większość biletów. Dochodzi do tego bardzo surowy regulamin stadionowy, przez co mecze mają sztuczną atmosferę

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Znaczy nie wolno wbiegać na murawę. odpalać rac i się napierdalać? Skandal!

Fort Czerniakowski
Legia

Gino, trywializujesz a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że głupoty pieprzysz. Tak to dyskutować nie ma sensu

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Ok. Przepraszam, przesadziłem. Naprawdę chcę się dowiedzieć, co masz na myśli pisząc o zbyt restrykcyjnym regulaminie. Rozwiniesz?

GRAND_CHAMP

To ja nie wiem z kim ty gadałeś bo tam w gównopracy można wyciągnąć co najmniej 2k funtów/miesiąc

Warka

W ramach przecierania szlaków można by wysłać naszą ekstraklasę do Chin. Jak Azjaci wytrzymają starcie Arki z Sandecją, będą godni lepszych zespołów.

czornidlo

Pociąg do kasy był w ludziach zawsze, ale chyba nigdy nie na taką skalę jak teraz. Futbolu to też niestety nie ominie. Szefowie, prezydenci patrzą tylko jak zmienić klub w prosperującą i zarabiającą miliony firmę. Nawet Katarczycy wydając na Neymara 222 mln mają wkalkulowany zysk biorąc pod uwagę medialność tego gracza. Granie meczów Lig krajowych poza granicami będzie kolejnym dowodem, że kibic, fanatyk znaczy w tym świecie coraz mniej. Trudno. Dalej siedzenie przed TV, a zamiast na Camp Nou pójdą na Estadi Montilivi (stadion Girony).

Pan Latar

Kij tam z Barceloną i ich reklamą na koszulce. Real sprzedał nawet krzyż na swoim herbie ciapatym. To jest dopiero żenada. Oba te kluby coraz mniej szanuję.

Sri_Jayawardenepura_Kotte

Dobry pomysl. Wreszcie bedzie mozna obejrzec mecz w bardziej dogodnej porze. I nie wiem dlaczego nadchodzi „nieuniknione”. przeciez w Europie na pewno nie zabraknie druzyn, ktorych nikt do zadnej Azji nie zaprosi.

17-S-92

Ja bym tam wyjebał w pizde do Chin te Barcelony, Realy i PSG… Kiedyś cena za piłkarza oznaczała jego zajebistość, a dziś wywalają pieniądze na zawodników sztucznie napompowanych marketingiem. Ligę Mistrzów oglądam właściwie od ćwierćfinałów, no bo jedna trzeba się orientować, ale kurwa wolę Ligę Europy, gdzie zachowano jakąś normalność.

fafik

Ja tylko mam nadzieję że to kiedyś wszystko pierdolnie. Cały ten cyrk transferowy. Te absurdalne ceny za angielskich piłkarzy w Premier L, Przecież jak mecze będą lecieć o 3 lub 7 to nawet Paul, Tony czy Frank tyle w pabie nie wytrzymają.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY