0:3 z Pogonią – Lech wylatuje z kolejnych rozgrywek!
Weszło

0:3 z Pogonią – Lech wylatuje z kolejnych rozgrywek!

Nie jest tajemnicą, że początek Macieja Skorży w Pogoni nie należy do najbardziej udanych – liga miała być ciekawsza, natomiast oglądanie Pogoni specjalnie ciekawe nie jest, poza tym dorobek trzech punktów po czterech kolejkach nikogo na kolana nie rzuca. Potrafimy sobie więc wyobrazić lepsze okoliczności dla trenera, niż przyjazd jego byłego klubu na mecz, od którego rozwiązań odwrotu nie będzie, a wpadka oznacza natychmiastowy wyjazd z rozgrywek. Stało się jednak coś niespodziewanego: ekipa Skorży zagrała bardzo dobrze, zdecydowanie najlepiej w sezonie i to ona wykopała finalistę zeszłej edycji z imprezy.

A był to kop bardzo konkretny, Pogoń właściwie od początku spotkania prezentowała się lepiej, grała z rozmachem (!) i prawdę mówiąc, goście mogli wręcz dziękować, że stanęło tylko na 3:0. Przecież nim Portowcy rywala napoczęli, stwarzali sobie naprawdę dogodne sytuacje. Miał taką Formella, który widząc przed sobą tylko bramkarza spudłował solidnie, nie popisał się też parę minut później Gyurcso, gdy trafił w Buricia, natomiast próby dobitek Frączczaka i Drygasa były nieskuteczne. Dla Lecha oznaczało to jednak tylko przesunięcie wyroku, nic więcej. Poszło dośrodkowanie z lewej strony, nieporadnie interweniował Burić, który za krótko wybijał piłkę ręką, do futbolówki dopadł Kort, minął obrońcę na zamach i wpakował do pustaka. Drugi gol to faul Buricia na Formelii i rzut karny pewnie wykorzystany przez Frączczaka.

Dwa nazwiska: Burić i Kort. Co do pierwszego, trudno zrozumieć, dlaczego Bjelica wystawia go tak często – Bośniak regularnie się myli, nie daje drużynie żadnej pewności, a i tak często dostaje swoje szanse, w Ekstraklasie, w Lidze Europy, teraz w Pucharze Polski. Dziś pierwsze dwa gole idą w dużej mierze na jego konto, bo jeśli Burić wychodzi z bramki, musi być pewny, że zaraz bajzel ogarnie. Tymczasem on bałagan robi jeszcze większy. Najpierw interweniował jak mało zdolny siatkarz, a przy faulu na Formelli zachował się bardzo nieodpowiedzialnie, głupio, gdyż naskoczył na rywala jak dzikus. Z kolei Kort znów potwierdził swoją formę, tyle że jego, w przeciwieństwie do tej Buricia, jest dobra, by jeszcze nie powiedzieć więcej. Dzisiaj pomocnik strzelił pierwszą bramkę, przy drugiej to on zagrywał super podanie do Formelli, ustalił wynik też sam, kiedy z bliskiej odległości, po zagraniu z prawego skrzydła umieścił piłkę w bramce. Jest w tym chłopaku luz, ciekawa wizja gry i przede wszystkim odpowiednie umiejętności, by ją realizować.

O Lechu oczywiście nie można powiedzieć wiele dobrego. Na początku próbował, gdy swoje sytuacje strzelając z główki, mieli Nielsen i Jóźwiak, ale potem gasł, dając się kompletnie zdominować Pogoni. Kibice gości pewnie liczyli, że po przerwie ekipa Bjelicy pokaże lepszą twarz, ale musieli się srogo zawieść – Lech był absolutnie nijaki, wszystko na co było go stać to podostrzenie gry i w sumie jesteśmy zaskoczeni, że z boiska ostatecznie wyleciał Frączczak (za kopnięcie leżacego Nielsena w okolice głowy), a nie któryś z piłkarzy Kolejorza.

0:3 z Pogonią, która dotychczas nie mogła zaskoczyć, plus dodajcie do tego fatalny styl i masę szczęścia, gospodarze mogliby walnąć i piątkę. Obaz nędzy i rozpaczy. Bjelica po meczu powiedział: – Nie mam slów na to, jak my się dziś zaprezentowaliśmy. Nie było ambicji, dyscypliny i agresji. Źle to wyglądało również pod względem taktycznym. Pogoń to dobra drużyna, z którą nie da się wygrać grając na 70 procent. Jestem bardzo rozczarowany. Nie jesteśmy już w Lidze Europy, nie ma nas w Pucharze Polski, dlatego skupiamy się tylko na ekstraklasie. W następnym spotkaniu postaramy się pokazać, że to był tylko jeden słaby mecz. Pozostaje w to wierzyć, kilku kolejnych na tym poziomie Lech zagrać nie ma prawa.

Fot. FotoPyk