Jutro gra liga, znów powalczycie o puchary!
Weszło

Jutro gra liga, znów powalczycie o puchary!

Dzień bez przypomnienia, że w Polsce tylko bawimy się w piłkę, dniem straconym. Jeszcze nie opadł kurz po tym, jak w kompromitującym stylu z walki o Ligę Mistrzów wypisała się Legia, a dziś Lech poległ w walce z holenderskim średniakiem. Może w lepszym stylu, przynajmniej jeśli chodzi o ofensywę. Może po meczu, który trzymał w napięciu do samiutkiego końca. Ale – do cholery – co z tego? Lepsi w dumeczu okazali się goniący ekstraklasę Kazachowie, lepsi byli Holendrzy, których jako liga – podobno – gonimy.

No, jesteśmy dziadami.

Piłkarze Lecha raczej nie śledzili przedmeczowej konferecji swojego trenera. Nenand Bjelica porwał się na szalenie odważne stwierdzenie, że to nawet lepiej, że jego drużyna nie przywiozła z Holandii jednobramkowej zaliczki. No bo wiecie – nie trzeba będzie kalkulować, a i skoncentrować będzie się łatwiej.

Taaa… tak się jego podpieczni skupili na robocie, że w tartaku oznaczałoby stratę trzech paluchów, a na kolei czołowe zderzenie pociągów. Jeszcze nie usadziliśmy tyłków na siedzeniach, a Lech już przegrywał po golu Kerka, który wykorzytsał bierność lechitów i pogubienie się już na początku. 1-0. Trener wyszedł – za przeproszeniem – na wariata.

No i śmierdziało przy Bułgarskiej przykrym wieczorem. Atmoferę oczyścił sędzia, oczywiście z udziałem piłkarzy, którzy z czasem postanowili jednak wyjść na pierwszą połowę. No ale ich próba okazała się skuteczna dopiero, gdy sędzia nie zobaczył spalonego jak z Poznania do Utrechtu.

lech

Lech miał przewagę i stwarzał sytuacje, co było dość miłą odmianą po Legii, ale gola, który oznaczałby awans też strzelić nie potrafił. Piłka szukała w polu karnym szczególnie Gytkjaera, autora pierwszej bramki, ale ten z jej zalotów potrafił skorzytsać już tylko w doliczonym czasie gry na wagę wyrównania, gdy trzeba było grać na chaos.

Bo wcześniej mieliśmy powtórkę z rozrywki – Lech w pierwszym kwadransie drugiej połowy znów mógł dostać gonga. Jedna z kilku sytuacji gości skończyła się nawet golem, ale sędzia gwizdnął faul na Trałce. Była też czerwona kartka dla gościa z Utrechtu w 70. minucie. Sporo czasu, by zmiażdżyć rywala, lecz zamiast tego mieliśmy bicie głową w mur. W końcu głupią stratę i gola na 1-2.

Lech może skupić się na lidze. I na Pucharze Polski – to najkrótsza droga do Europy, więc warto! Może następnym akurat nie będzie trzeba robić rewolucji i uda się przygotować drużynę do jakiegoś dwumeczu.

No i jeszcze jedna scena:

– Co można powiedzieć piłkarzom po takim meczu? – pyta reporter.

Bjelica: – Gratulować. Nigdy nie byłem tak dumny z piłkarzy.

Kurtyna.

Fot. FotoPyK