Mourinho ściąga swojego żołnierza. Matić „Czerwonym Diabłem”
Anglia

Mourinho ściąga swojego żołnierza. Matić „Czerwonym Diabłem”

Jak Bolek i Lolek, jak Ross i Rachel, jak Mourinho i Matić. Duety, które los może rozdzielać, ale które są tak zgrane, że ostatecznie muszą się zejść. Tej trzeciej „parze” właśnie udało się to w Manchesterze United. 

Pierwsze wypowiedzi The Special One i Maticia wyglądają, jakby panowie wyjątkowo przecierpieli czas rozłąki. Koszmar się skończył, można świętować.

Mourinho: – Nemanja reprezentuje wszystko, co chciałbym widzieć u piłkarza. Jest lojalny. Regularny. Ambitny. Gra zespołowo. Chciałbym mu podziękować, że wykazał się tak wielką wolą dołączenia do nas, bo bez tego jego transfer nie byłby możliwy.

Matić: – Praca z Mou to okazja, jakiej nie wolno przepuścić.

Dla zapominalskich: to Mourinho zimą 2014 roku sprowadzał Maticia z Benfiki z powrotem do Londynu. Rok później panowie razem świętowali mistrzostwo Anglii, a The Blues zdemolowali rywali. To, że Fabregas mógł szaleć w ofensywie do tego stopnia, że wykręcił osiemnaście asyst, miało swoje korzenie w świetnej grze Maticia. Serb sprawiał, że Cesc mógł zapomnieć co to są obowiązki defensywne. Matić oczywiście znalazł się wtedy w jedenastce roku Premier League.

Rok później zacięła się cała Chelsea, zaciął się i Matić. Ale w ostatnim sezonie Serb znowu błyszczał. Może nie światłem tak jasnym jak pod Mourinho, ale sprawdził się świetnie na ósemce. Kante jako fachowiec od czarnej roboty już przerasta Makelele, a Matić potwierdził wszem i wobec to, co w sumie wiedzieliśmy już wcześniej: że świetnie potrafi łączyć walory ofensywne i defensywne. Gdy musiał się wracać, wciąż był postrachem rywali. Do ataku włączał się inteligentnie, a asyst zrobił więcej niż jakikolwiek piłkarz Manchesteru United. To gracz idealny na współczesny futbol, który wymaga takiej wszechstronności.

Zarazem jest czytelne, że Mourinho i Maticia łączy szczególna więź, a Serb jest jednym z tych piłkarzy, którzy potrafią być przedłużeniem władzy The Special One na boisku. Rozumieją się w lot, mają jedną filozofię pracy i jest jasne, że gdyby nie wielka wola Maticia, by przejść na Old Trafford, to Chelsea pewnie by go nie puściła. Tak czyta ten transfer również Mark Bosnich:

„Jeśli Matić bardzo chciał odejść, jeśli nalegał na to, by znowu pracować z Mourinho, to nie ma pożytku z trzymania w szatni nieszczęśliwego zawodnika. Próbujesz dostać za niego najlepszą możliwą cenę i życzysz powodzenia”.

To też zrobiła Chelsea, która ma już następce w postaci Tiemoue Bakayoko. Francuz przyszedł za niemal tyle samo, za ile odszedł Matić (40 milionów funtów). Na Stamford Bridge liczą, że wymienili jednego klasowego zawodnika na drugiego, z tym, że ten nowy jest młodszy. No cóż, to w tym momencie duży znak zapytania, bo jakkolwiek Bakayoko świetnie się zapowiada i w Monaco pokazał klasę, tak Premier League to inna para kaloszy. Niejeden już zapowiadał się lepiej, a potem zderzał się z ligą zawodząc oczekiwania. Matić dla odmiany to zawodnik, owszem, może i parę lat starszy – jutro skończy 29 lat – ale przecież jeszcze nie stary. Na tej pozycji ma przed sobą kilka lat grania na tym samym wysokim poziomie. Dwukrotny mistrz Anglii, który odgrywał kluczową rolę przy obu udanych kampaniach – to transfer niskiego ryzyka. Matić to facet, który wchodzi do pierwszej jedenastki i z miejsca zaczyna odgrywać bardzo istotną rolę.

Wielu uważa też, że może uwolnić Pogbę w taki sposób, w jaki trzy lata temu uwolnił Fabregasa. Serb może stworzyć duet środkowych pomocników z Herrerą, a Pogbie oferując wolność w ofensywie, by mógł skupić się na stanowieniu o obliczu ataku Czerwonych Diabłów. To może być element układanki, którego brakowało, by Francuz zaczął grać na miarę swoich możliwości.

Co zarazem jest kolejnym argumentem sprawiającym, że jeśli mielibyśmy wskazać na jednego wygranego tej transakcji, to wskazalibyśmy na Manchester United. To prawdziwe wzmocnienie, a nie tysiąc pierwszy transfer za potencjał, obietnicę jakości. Matić lepiej rozumie czego wymaga Mourinho niż ci, którzy grali na Old Trafford cały zeszły sezon. Przywozi ze sobą mentalność zwycięzcy, bo tych, którzy wygrywali trofea, w szatni Manchesteru United coraz mniej – jeśli więc mowa o potencjale, to takim, by był jednym z pozaboiskowych liderów.