Image and video hosting by TinyPic
Lech Poznań – mistrz wygrywania nieistotnych spotkań
Weszło

Lech Poznań – mistrz wygrywania nieistotnych spotkań

Jeden z naszych znajomych z Poznania załamany kolejną porażką w finale Pucharu Polski zapytał: czy ta drużyna kiedyś wygrała ważny mecz? Pozornie błahe pytanie tak naprawdę zawiera diagnozę większości problemów „Kolejorza” – usiedliśmy bowiem przed Transfermarktem, odpaliliśmy ostatnie kilka sezonów i okazało się, że w stolicy Wielkopolski karta zawsze żre jedynie do momentu, gdy w grę wchodzi presja. Gdy kończą się żarty, gdy wjeżdża nie tyle silniejszy przeciwnik, co po prostu większa stawka. Zostawmy na razie przyczyny, przejdźmy do faktów i liczb.

Te są zaś takie, że Lech w sezonach 2013/14, 2014/15, 2015/16 i obecnym zagrał tak naprawdę około dziesięciu-piętnastu naprawdę ważnych spotkań. Czasem decydowały o trofeach – jak trzy przegrane finały Pucharu Polski, czasem o mistrzostwie, czasem o grze w pucharach czy kształcie przyszłorocznego budżetu. Łączy je jedno – były o stawkę wyższą niż tylko trzy ligowe punkty, w wyniku okoliczności, gry rywali czy kształtu tabeli – urastały do rangi meczów o uratowanie sezonu.

Dlaczego zaczynamy od sezonu 2013/14? Naszym zdaniem to był właśnie ten moment, w którym Lech ugruntował sobie pozycję jednego z dwóch najlepszych polskich klubów. Pierwszy symptomy tworzenia się duopolu miały oczywiście miejsce już wcześniej, ale dopiero rozgrywki 2012/13 i kolejne stanowiły dość jasny manifest – według zasad logiki i ekonomii, o mistrza powinny się bić drużyny z Poznania i Warszawy. To wtedy oba kluby zaczęły uciekać pod względem sportowym, finansowym i organizacyjnym, to wtedy zaczęły się mnożyć wzajemne napinki oraz śledzenie na żywo wyników rywala, by sprawdzić jak kształtuje się tabela.

Oczywiście, ligowe rezultaty były wynikiem pracy wykonywanej od miesięcy, ale fakty są takie, że jeszcze w 2012 roku Lech fetował po genialnym finiszu czwarte miejsce w tabeli i wywalczone dzięki temu miejsce w pucharach. Tymczasem właśnie od sezonu 2013/14 aż do dziś przed startem rozgrywek cel był dla „Kolejorza” jeden – dublet i faza grupowa europejskich pucharów.

***

Sezon 2013/14

Presja tym razem pojawiła się wyjątkowo wcześnie.

Lech Poznań – Żalgiris Wilno (0:1, 2:1)

Dwumecz z litewskimi ananasami to jedno z najgorszych wspomnień kibiców Lecha z całego XXI wieku. Dość powiedzieć, że ich rywali trenował Marek Zub (ten Marek Zub, przed nimi samodzielnie prowadził Widzew, po nich – GKS Bełchatów), na szpicy Żalgiris straszył Kamilem Bilińskim a z ławki wchodził Freidgeimas, który był za słaby na ŁKS. Polski pan – jak głosiła oprawa pewnych siebie lechitów – nie zdołał jednak udowodnić swojej wyższości nad Litwinami. Na wyjeździe 0:1, u siebie zaledwie 2:1, które nie pozwoliło na awans do IV rundy eliminacji Ligi Europy. To był mecz o tyle ważny, że Lech wciąż miał całkiem solidne współczynniki w rankingach UEFA. W rundzie play-off mógł trafić na takie potęgi jak Petrolul Ploeszti czy Dila Gori, w grupie zaś prawdopodobnie byłby losowany z drugiego koszyka (miał lepszy bilans choćby od Trabzonsporu, z którym los skojarzył Legię).

Stawką dwumeczu z Żalgirisem było więc tak naprawdę nie tylko przejście do IV rundy, nie tylko awans do fazy grupowej Ligi Europy, który byłby bardzo, bardzo prawdopodobny, ale też utrzymanie wysokich współczynników, dzięki którym Lech miałby o wiele prostszą drogę w kolejnych sezonach. Także w tym, w którym walczył o Ligę Mistrzów.

Nie wiemy, czy piłkarze o tym wszystkim wiedzieli, ale po porażce wyjazdowej, u siebie grali także o ocalenie twarzy. I jak zwykle w przypadku tego typu stawek – presja splątała im nogi. Po pół godziny gry przegrywali 0:1, dwie „honorowe” bramki zdobyli w ostatnich minutach. Stworzono bardzo solidny fundament pod zjawisko, które dziś można już chyba określić mianem „klątwy ważnego meczu”.

Legia Warszawa – Lech Poznań 1:0

Lech bowiem dość szybko podniósł się po litewskiej wpadce i rywalizował o mistrzostwo, nie ustępując pola – wydawałoby się – silniejszej personalnie i finansowo Legii. W końcówce marca czekał ich jednak mecz o wszystko – po oklepaniu Cracovii 6:1 czy Piasta 4:0 trzeba było wygrać w Warszawie, na stadionie przy Łazienkowskiej. Dlaczego „trzeba”? W lidze obie drużyny dzieliło wówczas siedem punktów. Stało się jasne, że „Kolejorz”, chcąc powalczyć o mistrzostwo musi wygrać – strata wówczas będzie wynosić cztery punkty, a w rękawie będzie siedział as – podział po 30. kolejce. W innym wypadku – jasne, podzielenie punktów nieco zmniejszy dystans, ale z tamtą Legią nawet pięć oczek to przepaść.

Lech Poznań, ten sam, który w 13 poprzednich spotkaniach tylko raz schodził z zerem z przodu, utrzymując w tamtym okresie średnią niemal 2,5 gola na mecz, tym razem nie potrafił pokonać bramkarza. Z drugiej strony – jak zwykle – wcisnął Radović. 1:0. Koniec marzeń o tytule, zostały tylko złudzenia, ostatecznie rozwiane w rundzie finałowej. Ciekawostka: od razu po porażce z Legią Lech roztrzaskał Jagiellonię 6:1, a potem mecz po meczu 3:0 pokonał Górnik Zabrze i Wisłę Kraków. Innymi słowy – przez jakieś 15 meczów znęcał się nad przeciwnikami, potrafił ich boleśnie punktować, czarując świetną, ofensywną grą. Przerwę zrobił na jeden mecz.

Najważniejszy.

Sezon 2014/15

I znów sezon rozpoczął się od nałożenia na biednych lechitów presji, która nie pozwalała im rozwinąć skrzydeł.

Lech Poznań – Stjarnan (0:1, 0:0)

Przypomnijmy może okoliczności.

1. Jeśli liczycie na kolejne historie z cyklu – w bramce piekarz, na stoperze hydraulik, trener od wypasania owiec, to niestety trzeba was na wstępie rozczarować. Stjarnan to zespół półamatorski, za to nieźle wyedukowany – złożony w większości z czynnych studentów. Nie będzie opowiastek o facetach z wąsem, którzy po robocie przychodzą kopać piłkę. Kiedyś, owszem, byli w składzie elektryk, nauczyciel, informatyk. Dzisiaj jednak średnia wieku całej kadry to niespełna 23 lata.

2. Ci, którzy nie są studentami, mają kontrakty zawodowe. W sumie siedmiu zawodników. Islandczyk uganiający się za piłką w pierwszej lidze może liczyć ponoć na około 3 tysiące euro pensji. Nieco gorzej powodzi się sędziemu – główny zarobi 340 euro za jedno spotkanie.

3. Dzisiejszy rywal Lecha ma w swoim składzie również trzech młodych Duńczyków (z przeszłością m.in. w Odense), myślących o graniu zawodowo. Duńczykiem jest również Michael Praest – kapitan i jeden z najpopularniejszych piłkarzy na wyspie. Jeśli u innych szukać w miarę poważnej przeszłości zawodniczej, to u Veigara Pálla Gunnarssona, który grał niegdyś w Valerendzie i zaliczył 5 występów w Nancy. Ewentualnie u Garðara Jóhannsson – ten miał epizody w Hansie Rostock.

(…)

7. Jeśli o stadionie mowa, ten na którym występuje rywal Lecha, może pomieścić dokładnie 1022 osoby. Zgodnie z przepisami, dla kibiców Kolejorza powinno więc przypaść 51 biletów. Islandczycy wykazali się jednak gościnnością i przekazali dokładnie 160 wejściówek. Wcześniej wynegocjowali w UEFA możliwość gry u siebie, warunkowo. IV runda musiałaby się odbyć w Reykjaviku.

Co może się nie udać z takim rywalem? Wszystko. 1:0 na stadionie Stjarnan i absolutnie kompromitujące 0:0 w Poznaniu. Lechici mogli w okienku transferowym kupić całą drużynę Stjarnan i właściwie wcale nie musieliby na ten cel brać chwilówek. Podejrzewamy również, że sama linia ofensywna Lecha zarabiała wówczas lepiej, niż cały islandzki zespół. Czego wobec tego zabrakło? Ha, no chyba udźwignięcia presji? W końcu „Kolejorz” nadal miał kapitalny współczynnik, w play-offach byłby rozstawiony, mógłby trafić na jakieś HJK Helsinki a potem – o rety, rety – do fazy grupowej Ligi Europy.

Nic dziwnego, że piłkarze nie potrafili strzelić gola studentom. Takiej presji mógłby nie udźwignąć nawet Jose Mourinho.

Legia Warszawa – Lech Poznań 2:1

Tym razem już nie ma co ironizować o tym, że na piłkarzach spoczywał ogromny ciężar oczekiwań, który mógł ich nieco deprymować na murawie. Wypełniony po brzegi Stadion Narodowy, ogromna pompa, do tego atmosfera „polskiego El Clasico”, bo obie ekipy także w lidze potwierdzały, że w tym momencie są poza zasięgiem krajowego peletonu. To był naprawdę ważny mecz, w którym Lech mógł wreszcie dorzucić do gabloty jakieś trofeum – po raz pierwszy od czasów, gdy w lidze królował Robert Lewandowski. Okazja była fantastyczna – odrobinę wcześniej lechici wygrali z Legią w lidze i – można było odnieść takie wrażenie – wyglądali solidniej na papierze. Douglas górował nad Brzyskim, Kędziora nad Broziem, duet Astiz-Rzeźniczak nie wyglądał tak pewnie jak Kamiński z Arajuurim, starzejący się Saganowski rywalizował z Sadajewem, a w pomocy Linetty z Trałką walczyli z Jodłowcem i Vrdoljakiem. No i trójki ofensywne – Kucharczyk, Duda, Guilherme kontra Pawłowski, Hamalainen, Kownacki z Jevticiem na ławce.

Logiczne byłoby zwycięstwo poznaniaków, tym bardziej, że atmosfera w Legii była daleka od idealnej, „psuć” zaczynał się Duda, wtopą transferową okazał się Masłowski.

W finale jednak „zaprocentowało doświadczenie”. Doświadczenie w przegrywaniu ważnych spotkań. A zwycięskiego gola strzelił naturalnie ten podstarzały Saganowski, z którego kibice Lecha przed finałem szydzili najmocniej. Biorąc pod uwagę, że ledwie siedem dni później Lech miał zagrać z Legią w lidze, prawdopodobnie o mistrzostwo… Cóż, trudno było wyszukać w Poznaniu optymistów.

Legia Warszawa – Lech Poznań 1:2

A jednak. Jednak, po raz pierwszy od lat, może w wyniku tak niewielkiego odstępu od ostatniego meczu podobnej wagi, Lech potrafił zwyciężyć. 31. kolejka, pierwsza po podziale punktów. Lech Poznań przyjechał na Łazienkowską i sumiennie wybiegał sobie trzy punkty, pozycję lidera w tabeli, a jak się później okazało – również mistrzostwo. Ondrej Duda wprawdzie zapewniał po meczu, że „Lech wszystkiego do końca nie wygra”, ale kluczowe okazało się właśnie zwycięstwo w stolicy. Wystarczył ten jeden mecz, gdy piłkarze zagrali na swoim stałym poziomie w meczu o coś więcej. I od razu Lech odzyskał mistrzostwo.

Sezon 2015/16

Niestety, okazało się, że mistrzostwo razem z przywilejami niesie obowiązki. Należy do nich między innymi gra o Ligę Mistrzów. Uznajmy jednak, że porażki z Basel a następnie remisy z Belenenses to nie żadna konsekwencja słabej psychiki piłkarzy, a po prostu różnicy w umiejętnościach. Co prawda naszym zdaniem Bazylea byłaby do ogrania, gdyby Lech zagrał na swoim „normalnym” poziomie, tak jak i udało się psim swędem wywieźć komplet punktów z Florencji już w fazie grupowej LE. Jednak cztery porażki (bo po el. LM Lech trafił na Szwajcarów także w Lidze Europy) trochę przeczą naszym przeczuciom. Ale przecież sezon jest długi. Mecze bez presji w pierwszej jego fazie nie pomagają wcale w psychicznym odpoczynku przed kolejnymi wyzwaniami.

Aha, przyznajmy – dwumecze z Sarajewem i Videotonem były grane pod presją, którą piłkarze wytrzymali. Ale też zaznaczmy – współczynnik rozpieprzony grą ze Stjarnanem i Żalgirisem trochę studził głowy, które jeszcze kilka lat temu mogły przebąkiwać, że z tym rozstawieniem realna jest nawet 1/8 finału.

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 1:0

Wiadomo, pocałunek śmierci. Występy w fazie grupowej Ligi Europy, wewnętrzne konflikty, polityka transferowa – milion czynników złożyło się na to, że Lech nie grał w tym sezonie o mistrzostwo, ale zaledwie o puchary, i to też w dużych bólach, bo tak naprawdę drżenie w pewnym momencie następowało już przy analizie szansy na awans do górnej ósemki po 30 kolejkach. Lech ostatecznie awansował do grupy mistrzowskiej (10 zwycięstw w 13 meczach na przełomie rundy jesiennej i wiosennej), ale w niej na wejściu dostał bęcki od Legii i zremisował z Piastem 2:2. Zrobiło się naprawdę gorąco – Lech tracił do Pogoni trzy punkty, ale właśnie wybierał się do Szczecina. Wystarczyło ograć „Portowców” i utrzymać w pozostałych czterech meczach miejsce w czołówce.

Ale ogranie „Portowców” było zadaniem ponad siły wciąż urzędującego mistrza Polski. Porażki z Legią – okej, zrozumiałe. Niska pozycja po 30 kolejkach – bywa, efekt słabej zimy. Ale wtopy w rundzie finałowej? Lech ostatecznie wygrał tylko jeden z siedmiu ostatnich meczów i zakończył sezon bez kontaktu z pucharową czwórką. A, właśnie. Czwórką, bo…

Legia Warszawa – Lech Poznań 1:0

…w Pucharze Polski wygrała Legia Warszawa, czyniąc „biorącym” czwarte miejsce w tabeli. Ciekawe, gdzie byłaby dziś Cracovia, gdyby wtedy to Lech wygrał w Warszawie, wywiózł z niej Puchar Polski i zagrał w pucharach rok później, zwalniając przyjaciół z Krakowa z przykrego obowiązku obskoczenia wpierdolu w Tetowie. Lech Jana Urbana mógł przekreślić wszystkie ligowe porażki z tą z Pogonią sprzed parunastu dni na czele, gdyby tylko wygrał w finale Pucharu. Gdyby nie dał się Legii Warszawa, gdyby wykorzystał, że stołeczni piłkarze nadal boksują się o mistrzostwo, gdyby… Gdyby uniósł ciężar oczekiwań.

Niestety dla Wielkopolski – Jan Urban postawił na sprawdzony w rozczarowujących porażkach duet Tetteh-Trałka. Tradycyjnie gra na ośmiu defensywnych zawodników przyniosła spodziewany efekt – bezbramkowy remis przez bardzo długie minuty przerwany oczywiście golem, który kompletnie rozsypał plan na mecz. Prijović dał Legii 1:0 w 69. minucie, a Urban delikatnie ofensywną zmianę (Gajos za Trałkę) zrobił dziesięć minut później.

Cały Lech w kluczowych momentach. Wystraszony, przytłoczony, stłamszony, kompletnie odmienny od tego, co potrafi wyczyniać ze słabszymi rywalami grając zupełnie na luzie.

Bez mistrzostwa. Bez szału w Lidze Europy. Bez Pucharu Polski. Bez pucharów w nadchodzącym sezonie. I to 12 miesięcy po hucznej fecie, gdy Lech był o włos od dubletu.

Sezon 2016/17

Ha! Nie ma pucharów, nie ma presji, nie ma problemu. Podwyższone oczekiwania czekają przebiegle dopiero na przełomie kwietnia i maja…

Lech Poznań – Legia Warszawa 1:2

Nie chcemy rozdrapywać tak świeżych ran, ale „Kolejorz” do meczu z Legią przystępował z pozycji rewelacji wiosny, która w 2017 roku wygrała 7 z 9 meczów, pozostałe dwa bezbramkowo remisując. W ciasnej tabeli zwycięstwo nad Legią dawało niemalże pole position w wyścigu po mistrzostwo, o psychologicznej przewadze (jakże ważnej w Poznaniu!) nie wspominając. Udało się wcisnąć w końcówce. U siebie. Mając obronę, która praktycznie nie traci w tym roku goli.

Dobra, sami wiecie, co się działo później.

Lech Poznań – Arka Gdynia 1:2

Chyba wszyscy się zgodzą – to dopiero drugi naprawdę ważny mecz Lecha w tym sezonie. Drugi przegrany.

***

Dziewięć starć, tylko jedno wygrane, jedno – które od razu dało mistrzostwo. Nawet jeśli doliczymy dwumecze z Videotonem i FK Sarajewo – nadal mamy zaledwie 3 zwycięskie bitwy na dwanaście możliwych. Dopóki chodzi o dokopanie kilkoma golami jakiemuś ligowemu średniakowi, czy nawet pokonanie godnego rywala w meczu, w którym na drużynie nie ciąży presja (Fiorentina!) – tak, Lech Poznań jest do tego idealny. Jevtić się bawi, Pawłowski drybluje, Kownacki wygląda jak jakieś 10 milionów euro. Ale potem przychodzą mecze, które oddzielają chłopców od mężczyzn.

I efekt tego oddzielenia w Lechu wygląda katastrofalnie.

Brak doświadczenia? No nie, po tylu latach to już chyba nie brak doświadczenia. Ikry? Pary? Werwy? Cierpliwości? Odwagi? Wiary we własne siły?

Najśmieszniejsze w tej całej sytuacji jest zaś to, że jeśli ktokolwiek wygląda na gościa, który potrafiłby ten ciąg zawodów w ważnych meczach przerwać… To chyba Nenad Bjelica. Ale jeśli w nadchodzących meczach z Legią czy Jagiellonią znów „Kolejorz” zagra Stjarnan albo Arkę… Sami nie wiemy, co Karol Klimczak i Piotr Rutkowski musieliby zrobić latem, by zerwać z tym komediodramatem.

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (58)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Szuetam

Warto zauważyć, że przegranym PP Lech dorzucił sobie jeszcze większą presję na najbliższe mecze w lidze. Gdyby wygrali z Arką to cel minimum, czyli europuchary byłby osiągnięty, więc na eklapę nie musieliby mieć takiej spiny. Teraz muszą wszystko wygrywać do końca sezonu, co jest raczej niemożliwe przy tak słabej psychice drużyny. Kiepsko widzę walkę Lecha o mistrza w takiej sytuacji.

Sri_Jayawardenepura_Kotte

Powiedzialbym to samo ale to jest ekstraklasa, wiec nigdy nic nie wiadomo. Zauwaz ze raz na jakis czas Lech potrafi wygrac wazny mecz, to moze karta sie odwroci. Jednak to zestawienie pokazuje, ze Lech kompromituje sie niezwykle czesto i w sumie dobrze bo niektorzy lataja czasem za wysoko po jakims 3-0 z Wisla Plock

baran

Otóż to. Jak wygra wszystkie mecze to będzie mistrzem. Co wcale nie jest niemożliwe. W naszej lidze.

Omega1995

Jak wygra wszystkie mecze to nie musi być koniecznie mistrzem, przy założeniu, że Jagiellonia też wygra wszystkie swoje mecze. A wg mnie bardziej prawdopodobne jest to, że mniej meczy zjebie Jaga niż Lech.

baran

Wszystkie mecze to również ten z Jagiellonią. Zresztą to się okaże w czerwcu. Na razie to wszystkie 4 drużyny mają podobne szanse. Ja jednak stawiam na Legię.

Tulismanore
FC Albatros

JAK WYGRA WSZYSTKIE MECZE TO BEDZIE MISTRZEM JELOPIE BO WYGRA TEZ Z JAGIELLONIA PRZY TYM ZALOZENIU.

krysiapawlowicz

nie fantazjuj……

Szuetam

Najbliższe mecze pokażą jak będzie, ale wg mnie są obecnie zbyt słabi psychicznie. Fajnie to było widać po pierwszych meczach rundy wiosennej, gdzie grali z dużym luzem i często ładnie rozklepywali rywala. Mniej więcej od meczu z Wisłą Kraków porzucili ten swój styl na rzecz długich podań i bardziej przewidywalnych rozwiązań, a piłkarze jakby stracili luz w grze. Od tego czasu zaczęło się gorsze granie.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Lech skonczy na 4-tym. Mam nadzieje!

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Co ty, final pucharu to byla ustawka by Lechie wykopsac z LE na lato.

krysiapawlowicz

świat oszalał…………..Janko…………co z tobą ???????????????

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Ze mną są Pani poglądy, bo jako jedyna w partii, ma Pani jaja.
I byłoby mi bardzo przykro, gdybym sie dowiedziala, ze to nie Pani, a jakies
zestarzale wymietło lewackie z tytułem profesorskim od aborcji, pedalstwa i euro.
Jak Pania ostatnio slyszalam osobiscie, w polgodzinnym proghramie, okazalo sie, ze to zupelnie inna osoba, niz ta stworzona wirtualnie przez TVN i GW.
Gratuluje!

gryf01

Jak to co się stało? Lech przegrał mecz! Normalni kibice spinają dupy, bo droga do mistrza ciągle w rękach Lecha. A mniej normalni… wiadomo.

Wujek Remo
Kolejorz

Zdjęcie profilowe autor „Sami nie wiemy, co Karol Klimczak i Piotr Rutkowski musieliby zrobić latem, by zerwać z tym komediodramatem.” W Poznaniu każdy wie i powtarza od lat: zrobić transfery, wartościowe, przede wszystkim napadziorów z pancerną psychiką i paru zmienników o żelaznych jajach na kluczowe pozycje w pozostałych liniach. Niestety, Klimczak i Rutkowscy mają węża w kieszeni i próbują kulać ten wózek z taką załogą, jaką mają – z widocznym skutkiem.

Przem37

Wojtek, znajdź proszę napadziora z pancerną psychikom, który będzie chciał grac w Polsce, i nie pisz tutaj o graczach za 5-6 mln EURO, bo na takich nie stać nikogo w naszej lidze.

Chmielevsky

Taka Jagiellonia znalazła za grosze Sheridana, ten przychodzi i napierdala bramki co mecz. No bez jaj, Lech wywyższa się ponad wszystkich( wspólnie z Legia) i nie potrafiaą napadziora znależć? Chujowi właściciele i tyle, albo aż tyle.

Buncol

Co by nie pisac to RObak moim zdaniem jest napadziorem z pancerną psychiką. Ma w tym sezonie 100% skutecznośc z karnych a do tego trzeba być twardym psychicznie

Wujek Remo
Kolejorz

Masz w tym względzie rację, ale za finał PP Robak ma u mnie kosę – tyle sytuacji, kiedy mógł podać lepiej ustawionym kolegom, ale nie – on bije się o koronę króla strzelców i jeb po poprzeczkach i słupkach. Tu mu tego pancerza zabrakło.

szparag75

Problem Lecha zaczął się w momencie jak sodówa uderzyła Majewskiemu do głowy i postanowił udowodnić ze stratą dla zespołu, że to on a nie Robak jest gwiazdą tej drużyny. Gość holuje piłkę przez pół boiska i 80 % traci zamiast natychmiast podać na wchodzących w linią obrony (Robaka, Kownackiego, czy Jevtica).

Lechowy

Co do Robaka muszę się z Tobą zgodzić. Kiedy on podchodzi do karnego to ja mam chyba większą tremę niż on. Za każdym razem myślę, nie no kiedyś musi zjebać a tymczasem trafia i trafia.

Przem37

Bardzo selektywna statystyka, w sezonie 215/2016 – brakuje meczu w Warszawie, który był meczem o być albo nie być, Brakuje dwumeczu z Węgrami, który dał fazę grupową LE.
Zapomniałem wtedy nie zgadzałaby się „tabelka”,
Co do dwóch pierwszych meczy z Legią, zwłaszcza 1:0 na Łazienkowskiej, to jest to stary dobry, oszust Radovic, bramka na Zdjęcie profilowe ...:1 w PP ze spalonego, ale nikt już tego nie pamięta,

crespo1

Przecież jest wspomniane w tekście. Czytał Pan go w ogóle?

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Tak mnie zastaniawia czy gdyby tego dnia to Legia grala a Arkom, a grala tak jak ostatnio,
to czy, gdyby miala podobnego pecha, nie skonczyloby sie podobnie?
Zwazcie, ze i koncentracja bylaby o polowe mniejsza niz na Lechu…

Lluc93

Ja pamiętam, że w 2015 roku, jak i w tej edycji sędziowie dociągnęli Lecha do finału. Oliwa sprawiedliwa. Wtedy orżnięty został Stargard czerwoną kartką zupełni z dupy na początku meczu rewanżowego (a mieli przecież 3-1 z pierwszego meczu), a teraz Wisła.

Jak Co Sobotę: Moshe Ohayon - To Ja Pobiłem Pasquato Na Parkingu
Legia Warszawa

Jak sobie przypomnę jeszcze Bereszyńskiego ładującego na luziku bramę nad bramkarzem Lecha słabszą nogą….ech 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jak Co Sobotę: Moshe Ohayon - To Ja Pobiłem Pasquato Na Parkingu
Legia Warszawa

O kurwa, tak się zdenerwowałeś, że aż musiałeś założyć takie konto :DDDDD

Gwapel

żal dupsko azjatom ściska coraz mocniej:) strach przed końcem napinki i płynnym przejściem do bycia pośmiewiskiem. w kielcach to co kurewki lubią najbardzie czyli w dupsko, potem z lechem w dupsko i czwarte miejsce – pucharów brak a sianko z LM dawno zajebane przez tych co legię mają w sercu – i co dalej ??!! budujemy akademię , hi,hi

trylezsis
Legia

Heh, tylko ostatnio coś ci „azjaci” wygrywają z poznaniakami „prosto z Zachodu” :)))
W erze Leśnego i Mioduskiego poza feralnym 2015 rokiem głównie zwycięstwa Legii.
W Kielcach Legia nie przegrała od 2013 oraz ma 9 wygranych z rzędu na wyjeździe (jak na razie). Z resztą twój leszek w Kielcach dostał wpie*dol 4-1, więc ty nic nie mów o meczu w Kielcach.
Przynajmniej w Warszawie 4 miejsce to porażka, a nie powód do świętowania (patrz sezon 2011/12)
Jak już musisz się wyżyć na Legii, to chociaż rób to z głową.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

krysiapawlowicz

ale oni chuj wiedzą o sztuce……….!!!!!!!!!!!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

piokon

I jak teraz wygladasz po wczorajszym meczu :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Omega1995

Już nie przesadzajcie, przecież to nie wina Lecha, że wszyscy sędziowie są za Legią…

sailor
Lech Poznań

A gdzie ty masz napisane w tekście coś o sędziach?

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

No nie… Musial był za Wisłą…
Był, ale nadal jest… tak głupi jak zawsze.
(taki podwawelski Monte Christo)

Lechowy

Żalgiris,Strajnan,Legnica,Grudziądz, teraz Gdynia. Tak,po raz kolejny się skompromitowaliśmy. Co tu więcej pisać. Ręce opadają.

technojezus
FC Sturmabteilung

Trochę szkoda mi Lecha.
Tak starają się i nic im nie wychodzi.

Coś komuś wychodzi? – należy powiedzieć że jakby na ich miejscu był Lech to zrobiłby to lepiej.
Trochę powygrywają w lidze – bijcie pokłony bo lokomotywa jedzie po tytuł, nie zatrzymacie nas!
Zdarzy się jakiś klops? – cisza

Po takim żałosnym występie i gongu od Arkii, Lech albo bardziej się stoczy albo dostanie pozytywnego kopa.

WhiteStarPower

Niestety Lech od czasow genialnych wystepow w LE ma gen porazki zwiazany z przewaga pizdziakow w skladzie. Sa dobrymi pilkarzami ale ich glowa w presji nie pracuje. To duzy problem na wlascicieli bo na to tylko dziala mocny trener (chyba jest?) i kilku twardych kozakow do skladu ktorzy ustawia pizdeczki, ale tacy czesto kosztuja a Rutkowski i Klimczak hajsu to nie lubia wydawac.

Szkoda, liga potrzebuje mocnego Lecha w pucharach :(

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

A co wy wszyscy macie z tymi pucharami?
Nieladnie komus tak źle życzyć… życzyć śmierci! 😉
Mamy swoja lige i sa te nasze emocje. Dobre i to!
Chcecie Europy to jazda na Real, Barcę, czy inny Juventuś.

iberioescobaro

Można śmieszkować do woli, ale mi jako fanowi Lecha(czy amici głupie kurwy wy)
Jest autentycznie przykro i smutno, brak nadziei na jakąkolwiek poprawę jak człowiek 3 rok z rzędu jedzie na finał i zawszę w przysłowiową dętkę….

Pan Patryk

Przyjmij wyrazy współczucia. Dodam, że jestem kibicem L, ale mój ziomek z Poznania co roku przeżywa to samo i naprawdę jest trochę żal. Tym bardziej, że mocny Lech i Legia to dużo ciekawsze i korzystniejsze dla ligi, niż minimalnie lepsza Legia od reszty. Jakby Lech naciskał, to i presja inna by była

rzap

Ale przynajmniej stolicę zobaczysz… grilla zjecie przed narodowym… są plusy takich wyjazdów. Wynikami nie ma co się przejmować :)

lech.png
iberioescobaro

W prawdziwej stolicy jaką jest dla mnie Kraków byłem już pięć razy i za każdym razem jestem oczarowany 😉
Do Gniezna też mam niedaleko.
A do Warszafki historycznego symbolu polskich porażek i upokorzeń tylko na mecz właściwie mogę jechać bo i po co więcej.

coraz_lepszy

Po prostu – poznański charakter

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Mysle ze Bielica jest w stanie nauczyc ich grac pod presja. Oby tylko chcial zostac.
Podoba mi sie jak Legia ogrywa Lecha, ale niech to bedzie mocny Lech a nie popierdulka

sailor
Lech Poznań

Jak tu nauczyć grać pod presją takiego Trałkę, który od 2012 r. brał udział w każdej kompromitacji Lecha (opuścił tylko Stargard z powodu kartek)? I to to jest kapitanem. W normalnym klubie kapitan daje sygnał do walki, a tu jest kotwicą, która ciągnie wszystkich na dno. Gdzie mu do takiego Sobieraja, który w przerwie dogrywki tchnął w kolegów nowego ducha i poprowadził ich do zwycięstwa? Albo inny agent – Pawłowski. Człowiek z porażką wypisaną na twarzy. Jeśli ci ludzie rządzą szatnią, to trudno się dziwić, że potem zespół gra jak gra.

Bjelica z tym materiałem ludzkim robi tyle ile może, ale jeśli Lech ma bić się na poważnie o najwyższe cele, to trzeba wymienić trzon drużyny, wywalić pozorantów i sprowadzić więcej graczy z charakterem takich jak Kostewycz. Trenerowi trzeba dać czas i pozwolić mu przebudować skład według własnego uznania i drużyna powinna w końcu nabrać jaj.

Rolski

Toż to klatwa amici.Gwarancja na wyniki minela

Lluc93

Wtedy jak zdobywali mistrzostwo to mieli jednego piłkarza z jajami, czyli Sadajeva. Jak tak patrzę na tępą twarz tego kapitana od siedmiu boleści, pały Trałki to się nie dziwie, że ten zespół nie ma jaj.

szemrany
Legia

Tylko jeden klub z tej czwórki gwarantuje puchary jesienią.

rypiniak

Legia

FC Bazuka Bolencin

Nie sposób nie zauważyć że w Lechu brakuje piłkarzy „z jajami”. Skład mają bardzo dobry jak na naszą ligę, ale grają tam takie pizdeczki jak np. Tomuś Kędziora, bezmózgi jak Trałka, drwale typu Tetteh, piłkarze z dużymi możliwościami ale strasznie chimeryczni – Makuszewski, Majewski, Pawłowski, Gajos. Właściwie najsilniejszym punktem jest obecnie dziadek Robak i Putnocky w bramce oraz może Bednarek. Zdecydowanie więcej przydałoby się też im takich ludzi pokroju Kostevycha. Bjelica niby to poukładał ale jak widać po meczach z Łęczną w lidze czy teraz z Arką w pucharze – tak chyba nie do końca.

Miszcz Joda

No tak. W tym roku Legia zaszalała w PP. W zeszłym roku też wygrała. Zdominowała Ligę niczym Bayern.
I te świetne występy w Europie w zeszłym i obecnym sezonie. No cud, miód i orzeszki.
Lechowi brakuje 2-3 dobrych transferów. Jak w Legii. Wyjmijcie VOO i robi się dramatycznie. W Lechu Jevtić to jednak chimeryczny grajek. Ale może znajdą kolejnego Rudnevsa czy Krivetsa.

Może i Strajan to ch..y zespół ale budżet o zgrozo miał większy od Dundalk (najlepszy piłkarz Dundalk zarabia 5000 eur mnie).
Lecha to nie usprawiedliwia ale jednak takie ogórki potrafią zaszaleć w Europie 😉

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Niestety to prawda – czwarte miejsce się zbliża. Przede wszystkim Lech jest w słabej formie – co było widać gdy stłamsiła nas Korona. Do tego brak szczęscia (akurat z Koroną było wielkie), które wbrew imbecylom nie wspiera lepszych tylko często decyduje o tym kto jest lepszy (rozróżniajmy skutki od przyczyn!).
Nenad też zagubiony ostatnio. Czas wrócić do gry jednym napstnikiem i dać więcej szans Radutowi.

DerbyMakinka

żeby za chwile się nie okazało ze mecz Legia-Lech będzie w sytuacji kiedy Lech będzie w tabeli 1 pkt przed Legia i na Łazienkowskiej będzie mecz o wszystko:-)
zobaczymy czy wtedy piłkarze Legii nie będą mieli spętanych nog i czy poradzą sobie z taka presja:-)
kiedy będą musieli wygrac bo remis nic im nie będzie dawał a porazka wyeliminuje ich praktycznie z walki o Mistrzostwo
zobaczymy jacy madrzy wtedy będziecie:-)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY