Meresiński przyznał się do winy – sfałszował dokumenty przy kupnie Wisły
Weszło

Meresiński przyznał się do winy – sfałszował dokumenty przy kupnie Wisły

Był młody, opalony, znał się na uprawie pieczarek i nieźle wspinał się po drzewach – wydawało się, że świat leży u jego stóp. Dziś jednak kariera Jakuba Meresińskiego zdaje się zbliżać do bardzo przykrego zakończenia. Z racji okoliczności, w jakich kilka miesięcy temu popularny „Mereś” nabył akcje Wisły Kraków, przyjdzie mu ponieść poważne konsekwencje karne.

Jak czytamy w komunikacie prokuratury, Meresiński został zatrzymany przez policję pod zarzutem dokonania oszustwa – posługiwania się sfałszowanymi gwarancjami bankowymi oraz listami intencyjnymi przy zakupie akcji Wisły Kraków. W efekcie tego Bogusław Cupiał miał doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości 4,7 miliona złotych. Sam Meresiński przyznał się do winy i został zwolniony za poręczeniem majątkowym w wysokości 70 tysięcy złotych oraz z jednoczesnym zakazem opuszczania kraju. A skoro się przyznał, to pierwsza część procesowej zagadki zdaje się być już rozwiązana.

Wiele wskazuje więc, że sympatyczny pan Jakub wpadł właśnie w najpoważniejsze prawne tarapaty, co przecież przy preferowanym przez niego modelu biznesowym wcale nie było takie oczywiste. To znaczy oczywiste nie było to, że akurat za Wisłę „Mereś” najbardziej beknie. Przypomnijmy – facet jest lub był już podejrzany o wyłudzenie podatku VAT w kwocie 10 milionów złotych, udział w zorganizowanej grupie przestępczej czy pranie brudnych pieniędzy. Teraz wygląda na to, że odpowie za fałszowanie dokumentów, a nie zapominajmy także, że toczy się wobec niego inne śledztwo – w sprawie przywłaszczenia 0,5 miliona złotych z kasy Wisły. I wypada tylko mieć nadzieję, że część z tych pieniędzy (konkretnie 70 tysięcy) nie została właśnie zainwestowana w to, by Meresiński mógł nadal przebywać na wolności.

To, że przygoda Meresińskiego z Wisłą musi zakończyć się katastrofą, było wiadomo praktycznie od jego pierwszych dni w klubie. Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że finał sprawy będzie aż tak spektakularny, a najmocniej zaangażują się w niego policja, prokuratura i na samym końcu sąd. To też historia z gatunku tych, która będzie wspominana przez lata wraz z komentarzem: „dzisiaj takie rzeczy są już niemożliwe”. Problem w tym, że także i teraz wydawało się, że ktoś taki jak Meresiński nie jest w stanie zbudować kariery na oszustwie. Tymczasem on wpadł dopiero po przejęciu jednego z najbardziej zasłużonych polskich klubów…

Obok ostatecznej kompromitacji Meresińskiego mamy więc także kompromitację Bogusława Cupiała, który – wraz ze swoim sztabem prawników – oddał ukochany klub w ręce oszusta. Przyznanie się do winy Meresińskiego w oczywisty sposób obciąża też poprzedniego właściciela, bo definitywnie potwierdza, że – jako wytrawny biznesmen – dał się wykiwać absolwentowi gimnazjum spod Częstochowy. I tak naprawdę sami nie mamy pojęcia, co o tym myśleć. Trochę to wszystko śmieszne i trochę straszne.

Pozostają więc do rozwiązania jeszcze dwie zagadki.

Pierwsza: jakim cudem Cupiał i jego prawnicy dali się wykiwać chłopakowi po gimnazjum?
Druga: po co to wszystko było Meresińskiemu? Na co liczył?