Image and video hosting by TinyPic
Ekstraklasa – czy to jest liga dla młodych ludzi?
Weszło

Ekstraklasa – czy to jest liga dla młodych ludzi?

„Jestem profesjonalnym trenerem, przestańmy rozmawiać o przedszkolu”, powiedział pytany swego czasu o młodych zawodników z rezerw i CLJ Legii Stanisław Czerczesow, tłumacząc małą liczbę młodych piłkarzy w jego składzie. Jako że koniec roku to czas podsumowań, postanowiliśmy sprawdzić, jak w minionej rundzie ekstraklasy miało się to   „przedszkole”. Jak stawianie na – z założenia – młodych, zdolnych wyglądało we wszystkich klubach ligowej stawki.

Przyjęliśmy przy tym założenie, że pod lupę bierzemy tylko zawodników łapiących się w naszych podsumowaniach do kategorii U-21. A więc urodzonych po 1 stycznia 1995 roku.

Żeby złapać perspektywę, punkt odniesienia, najpierw przejrzeliśmy kilka wybranych lig europejskich pod kątem mających 21 lub mniej lat zawodników, którzy w obecnym sezonie zaliczyli przynajmniej 50% minut możliwych do rozegrania. Pod lupę wzięliśmy między innymi rozgrywki uważane za absolutnie topowe (Hiszpania, Niemcy, Anglia, Włochy, Francja), ale też te regularnie dostarczające najlepszym klubom Starego Kontynentu ukształtowanych już piłkarzy (Holandia, Portugalia). Dorzuciliśmy do tego, nie będziemy ukrywać – dla kontrastu, uważane za „emeryckie” ligę turecką i rosyjską, a także dwie skandynawskie, które w rankingu krajowym UEFA pałętają się gdzieś w naszych okolicach.

Jeżeli Legia miała kiedyś być polskim Ajaksem, a idąc tym tropem, ekstraklasa miała się stawać odpowiedniczką Eredivisie, inkubatorem dla młodych talentów mających stąd ruszyć w świat, to na pierwszy rzut oka widać, że coś poszło nie tak. Podczas gdy Holendrzy z przekonaniem i konsekwencją budują swoje drużyny w oparciu o średnio 2-3 graczy U-21, u nas robi się to rzadziej niż na przykład w Bundeslidze. Gdzie, wiadomo, poziom podstawowej jedenastki musi być przecież znacznie wyższy, więc i wymagania wobec nie do końca ukształtowanych piłkarsko jednostek są dużo, dużo większe.

Legia to zresztą przykład w tym sezonie dość niechlubny, bo łącznie piłkarze 21-letni i młodsi ugrali w barwach mistrza Polski 202 minuty. Żaden nie dobił nawet do setki. To jednak i tak nic przy Piaście (14 minut Sapały) i Arce (26 minut Nalepy). Tam grających piłkarzy do lat 21 to już nawet nie ze świecą szukać. Nawet przy asyście więziennych reflektorów trudno byłoby ich odnaleźć.

Na drugim biegunie kilka zaskoczeń. O Ruchu Waldemara Fornalika zwykło się mówić, że to generalnie bardzo młoda drużyna, a nie widać tego w średnich wieku meczowych jedenastek, bo mocno zawyża je niezniszczalny Łukasz Surma. Michał Probierz również zyskał sobie sławę gościa nie pękającego, gdy trzeba puścić w bój kilku młodych. Owszem. Ale że w czwórce najczęściej korzystającej z młodzieżowców znajdzie się Lechia Gdańsk i Śląsk Wrocław (pamiętacie „dziadostwo” Lenczyka?) – no tego już byśmy się nie spodziewali.

Najważniejsza jednak zawsze jest jakość, a każdy trener na pytanie: czy woli zawodnika młodego, czy starego, odpowie: tego lepszego. Pierwszy smutny wniosek nasuwa się sam po spojrzeniu w klasyfikację kanadyjską naszej ligi:

gQ0d3lb

Nim trafimy w niej na Jarosława Niezgodę, dostajemy prawdziwy przegląd znanych doskonale, bo oglądanych od ładnych kilku lat twarzy.  Sporo mówi sam fakt, że wśród siódemki, która asystowała i strzelała łącznie co najmniej dziesięć razy za juniora uchodzić może Fiodor Cernych. Pozostali: 32, 28, 32, 34, 32, 32 lata. Jedynie Nemanja Nikolić, którego już jak wiemy oglądać nie będzie okazji, wyłamuje się jeszcze z grona pięknych trzydziestokilkuletnich.

Jeśli jednak przyjrzeć się dokładnie wcześniejszemu zestawieniu, można zauważyć, że w zasadzie większość graczy maksymalnie 21-letnich, którzy rozegrali przynajmniej 900 minut w ekstraklasie 2016/17 to piłkarze defensywni. Postanowiliśmy więc zmierzyć ich jakość inaczej, niż tylko poprzez sprawdzenie ich dorobku. Z pomocą przyszły wystawiane co mecz noty:

Cokolwiek chciałoby się powiedzieć, jakkolwiek naciągać fakty, nie ma rewelacji. Poza Janem Bednarkiem, czwartym najlepszym wśród całej ligowej stawki obrońców, a także Jarosławem Kubickim poczynającym sobie bardzo pewnie w środku pola Zagłębia nikt nie wzbił się ponad 5,00, czyli średnią not wyjściowych. Na pewno pochwalić też można tych, którzy – jak widać nieprzypadkowo – grali najwięcej. Stępiński z Wisły Płock i Frankowski z Jagiellonii zagrali w tym sezonie sporo bardzo porządnych spotkań, a ten pierwszy był jednym z nielicznych w naszej lidze, którzy nie opuścili choćby minuty.

Reszta? Gutkovskis miał momenty. Był przede wszystkim skuteczny, gdy jemu i Termalice najbardziej żarło. Piątek wyrósł na główne żądło Cracovii, ale niech symbolem jego sinusoidy będzie mecz z Wisłą, gdy nie grał kompletnie nic, powinien wylecieć z boiska, po czym zaliczył bramkę na wagę remisu. Zdecydowanie potrzeba mu regularności, której od 21-letniego napastnika trzeba już zacząć wymagać. Urbańczykowi zdarzały się mecze poprawne, przeplatane jednak ze słabymi, gdy gubił koncentrację przy rozegraniu, co skutkowało w groźnych stratach w środku boiska. Reca? Dankowski? Dwali? Rudol? Milinković-Savić? Jak przestaną zaliczać momenty, gdy odcina im zasilanie, to pogadamy.

Generalnie jednak wniosek jest dość ponury. W zasadzie nie jest nawet tak, że trenerzy w naszej lidze nie stawiają na młodych, bo wolą opatrzone twarze i przewidywalnych do bólu „solidnych ligowców”. W tym momencie znacznie częściej jest po prostu tak, że nie chcąc na siłę wsadzać swojej głowy pod gilotynę, a drużyny na konia. Po prostu na horyzoncie nie za bardzo widać perełki, które już teraz mogłyby nawiązać choćby do chlubnych przykładów Stępińskiego czy Kapustki z poprzedniego sezonu…

SP

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY