Żandarm z Saint-Tropez to komedia? Nie, film dokumentalny
Weszło

Żandarm z Saint-Tropez to komedia? Nie, film dokumentalny

Pamiętacie jeszcze postać żandarma odgrywaną przez nieodżałowanego Louisa de Funes w serii filmów o Ludovicu Cruchocie? Wiecie, takie trochę slap-stickowe komedie, których humor polega na tym, że przez bite 90 minut policjanci kompromitują się coraz mocniej i mocniej, wpadając w coraz większe tarapaty. Stop. Zawsze myśleliśmy, że to komedie. Jak się jednak okazuje – tak naprawdę „Żandarm z Saint-Tropez” i kontynuacje to prawdopodobnie filmy dokumentalne o życiu codziennym francuskich służb.

To, w jaki sposób Francja zorganizowała Euro 2016 to doskonały przykład niebezpieczeństwa, jakie tworzy mieszanka pychy i niechlujności. Wiemy wszystko najlepiej, jesteśmy najmądrzejsi, najfajniejsi i najdokładniejsi. A że tam przecieka? Tu się spóźnia? Tam stuka? Kto by zwracał uwagę na takie szczegóły, vive la France, pooglądajcie sobie wieżę Eiffla i dajcie nam święty spokój.

Przykładów na ten tragiczny stan organizacji we Francji można znaleźć tysiąc, najwięcej w pierwszych korespondencjach Leszka Milewskiego i Tomka Ćwiąkały. Ale niestety, i pożegnanie z organizatorem Euro okazało się dla niektórych Polaków dość bolesne. Zgłosił się do nas jeden z dziesiątek kibiców, który mecz w Marsylii zapamięta źle nie tylko ze względu na wynik, ale i nieprzyjemne wydarzenia wokół meczu.

image2

– To wyglądało jak zorganizowana akcja metodycznego krojenia jednego auta po drugim – opowiada kibic reprezentacji Polski, który oglądał na Stade Velodrome ostatni mecz kadry Nawałki na tych mistrzostwach. Jak wielu innych, gdy opuścił stadion auto zobaczył w opłakanym stanie. Wybite szyby, dokładnie przetrzepane schowki i bagażniki. – Rząd aut, każde z wybitą szybą, na portugalskich, niemieckich, szwajcarskich i polskich blachach. 900 metrów od stadionu, na głównej alei, reprezentacyjnej, tej, która w teorii miała być najbezpieczniejsza. Gdy parkowaliśmy – 50 metrów dalej stała spora grupa policjantów. Niedługo później, o 18.00, otrzymałem sygnał, że w moim aucie uruchomił się alarm.

Naszemu rozmówcy zniknął laptop oraz kilka pomniejszych sprzętów, ale innym kibicom, którzy zastali swoje auta w identycznym stanie, zabrano nawet pozostawione w samochodach buty, torby z ubraniami czy ładowarki samochodowe. – Niemcy opowiadali, że byli przy swoim aucie podczas włamania. Próbowali się bronić, ale napastnicy byli uzbrojeni. Policja z kolei kompletnie ignorowała kolejne zgłoszenia kradzieży. Mnie jeden z policjantów powiedział, że to nie jest jego rejon i napisał na kartce adres komisariatu.

image3

Że w Marsylii może być naprawdę ciężko z upilnowaniem auta – to wiedzieliśmy od dawna. Że tamtejsze dresiki mogą szaleć przy okazji najazdu turystów – również. Ale gdy nabijaliśmy się, że nasi korespondenci pojechali do dzikiego kraju, w którym każdego dnia toczy się walka o przetrwanie, nie sądziliśmy, że to nie do końca żarty. – Gdy dojechaliśmy do tego komisariatu, stanęliśmy w korku. Korku złożonym wyłącznie z samochodów z wybitymi szybami. Było ich mnóstwo, podobnie jak ludzi na komisariacie. Policjanci nawet nie wychodzili wykonywać oględzin, pytali tylko w jakim języku chcemy formularz.

Próba dogadania się w jakikolwiek sposób, opisania sprawców, okoliczności? Żadnych szans. – Powiedziałem, że mogę rozmawiać po angielsku, niemiecku i po polsku. Policjanci stwierdzili, że zawołają w takim razie jednego z kolegów. Ten przyszedł i okazało się, że też rozumie wyłącznie po francusku – opowiada jeden z Polaków obecnych na miejscu. – Formularze na swoją prośbę dostałem w języku niemieckim. Mogłem tam napisać nawet, że policjanci z Francji to banda, za przeproszeniem, debili, a oni i tak przystawiliby pod tym swoją pieczątkę. Nikt tego nie czytał, nie sprawdzał. Na górze tych szablonów było napisane „Paryż”, więc spytałem, czy na pewno są poprawne, skoro jesteśmy w Marsylii. Kazali tylko przekreślić długopisem i samemu sobie poprawić nazwę miejscowości.

image6

Co w takim razie zrobili policjanci? – Podbili formularz, którego nie przeczytali, by był dowód dla ubezpieczyciela. Nic poza tym. Nawet nie wyszli zobaczyć, czy faktycznie mam wybitą szybę, gdyby ktoś się zgłosił bez najmniejszej szkody, i tak by mu to podpisali. Kazali sobie zakleić i jechać do domu. Gdy opowiedziałem o tym, że nie było żadnych oględzin, ani na miejscu zdarzenia, ani nawet na komisariacie, policjantom z Niemiec, złapali się za głowy – opowiada nasz rodak. Jakkolwiek spojrzeć – przy odrobinie fantazji można było w sekundę ogarnąć pisemne potwierdzenie francuskich policjantów, że z Fiata 126p bandyci zrabowali zderzacz Hadronów i dwie metalowe figurki Erica Claptona w rozmiarze 1:1.

– Jeszcze 250 kilometrów od Marsylii, już na powrocie, spotykaliśmy auta z wybitymi szybami. Wszyscy mówili, że to pamiątka z meczu, wszyscy zostali złupieni w identyczny sposób. Zuchwale, metodycznie, w biały dzień, w bezpośrednim sąsiedztwie kompletnie biernych policjantów – sumuje na co dzień mieszkający w Niemczech kibic reprezentacji.

***

Bezkarni bandyci? Są. Bezradna policja? Jest. Wyjątkowa opieszałość, niechlujność, lekceważenie turystów? Oczywiście. Trzy języki – dwa w butach, jeden w gębie? No a jak.

Francja 2016. Dumny organizator wielkiej imprezy. Mentalny patron: żandarm z Saint-Tropez.

Zdjęcia samochodów zostały zrobione 250 kilometrów od Marsylii. Przypadkowe spotkanie kibiców wracających z meczu.

KOMENTARZE (0)

INNE SPORTY