Najcenniejsza pamiątka? Pralka! Piechna opowiada o karierze
Weszło

Najcenniejsza pamiątka? Pralka! Piechna opowiada o karierze

Za co wygrał butelkę Johnnie Walkera? Kiedy koledzy powiedzieli mu, że może już kończyć karierę? Dlaczego wybrał Rosję zamiast Anglii? Na te i inne pytania odpowie Grzegorz Piechna, w kolejnym odcinku Ale to już było.

Kariera z dzisiejszej perspektywy – spełnienie czy niedosyt?

Powiem szczerze: spełnienie. Na pewno każdy w moim wieku chciałby przeżyć tak fajne chwile, jak ja.

Największe spełnione piłkarskie marzenie?

Gra w reprezentacji Polski. Wspominam to bardzo fajnie i przyjemnie. Drużyna przyjęła mnie dobrze, jak strzeliłem bramkę z Estonią, to powiedzieli: ty już możesz kończyć, wszystko osiągnąłeś.

Największe niespełnione piłkarskie marzenie?

Szkoda, że tak późno podpisałem profesjonalny kontrakt. Tak to się potoczyło, ale dlaczego – o to trzeba by zapytać trenerów, którzy radzili mi, żebym przepisał się na boks. Widocznie się pomylili. Żałuję też, że nie wyjechałem na mistrzostwa świata, za kadencji Janasa. Nigdy z nim nie rozmawiałem, na zgrupowaniu kontakt miałem tylko z trenerem Skorżą.

Duży zagraniczny transfer, który nie doszedł do skutku?

Były przymiarki do Birmingham City, jednak nie wyszło i wtedy pojawiła się Rosja. Stało się tak trochę ze względów językowych, sprawa rozbiła się też o pieniądze, ale ogólnie i tak bardziej odpowiadał mi kierunek wschodni. Wspólnie z menadżerem zdecydowaliśmy, że jadę do Moskwy.

Najlepszy piłkarz, z którym grał pan w jednej drużynie?

Myślę, że Radek Gilewicz. Profesjonalista pod każdym względem. Jako człowiek, kolega i piłkarz – wszystko miał poukładane.

Najlepszy piłkarz, przeciwko któremu pan grał?

To będzie na pewno ktoś z Rosji… Vagner Love. Bardzo szybki, nieprzyjemny, zadziorny. Dobrze zbudowany i niezły technicznie. Potrafił grać głową i zastawić się z piłką – też dobra lewa noga.

Najlepszy trener, który pana trenował?

Dariusz Wdowczyk. Postawił na mnie, ściągnął do Kielc i współpraca układała nam się bardzo dobrze.

Najgorszy trener, z którym miał pan przyjemność?

Muszę mówić? (śmiech) Ten, który mnie wysyłał na boks. Ale o Polonii Warszawa też mogę powiedzieć, że tam również było słabo. Kazali nam biegać po schodach w klubie Kokosa, ode mnie to się zaczęło. Było nas ośmiu – treningi na trybunach: skoki, wieloskoki, i tak dalej.

Gej w szatni? Spotkał pan takiego, chociaż raz?

Nie.

Najlepszy żart, jaki zrobili panu koledzy? Kto i gdzie?

Takim żartem, miłą niespodzianką, to myślę, że było zaśpiewanie tej piosenki o mnie, w Canal +. Zrobili to śp. Sławek Rutka, Arek Kaliszan, Robert Bednarek i Arek Bilski

Kim chciał pan być po zakończeniu kariery i jak bardzo marzenia różnią się od rzeczywistości?

Każdy chciałby pozostać przy piłce, ale nie zawsze da się pogodzić bycie trenerem i ojcem rodziny. Dla mnie to nie idzie w parze. Ciągnie mnie do futbolu, ale coś kosztem czegoś. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Dlatego zajmuję się cały czas tym samym, czyli rozwożeniem węgla.

Co kupił pan za pierwszą grubszą premię?

Nowy samochód – Kia Carens.

Największa suma pieniędzy przepuszczona w jedną noc?

Rzadko zdarzało mi się przepuszczać większe sumy pieniędzy, 100 – 200 złotych, to jest maximum. Jak na imprezę się wychodziło, trzeba było zapłacić za wejściówkę, piwko, czy drink.

Najbardziej pamiętna impreza po sukcesie?

Po awansie z drugiej ligi, z Koroną do Ekstraklasy. Mieliśmy wesoły autobus i wszystko się działo, świętowaliśmy. Wtedy też założyłem się o butelkę Johnniego Walkera i wygrałem – w kolejnym sezonie miałem zdobyć tytuł króla strzelców i to zrobiłem.

Z którym piłkarzem z obecnych Ekstraklasowiczów zagrałby pan w jednej drużynie?

Myślę, że z Nikoliciem. Bardzo dobry snajper, potwierdza to na boisku i widać to w statystykach. Pasowałbym do niego w duecie.

Z którym z obecnych trenerów Ekstraklasy chciałby pan pracować?

Oczywiście, że z Dariuszem Wdowczykiem. Z żadnym innym.

Poziom Ekstraklasy w porównaniu do pana czasów – tendencja wzrostowa, czy spadkowa?

To pierwsze. Idzie ku lepszemu, przychodzą lepsi piłkarze i szkolenie zawodników zmierza w dobrą stronę. Kiedyś nie było też takich stadionów, a teraz jest podgrzewana murawa, i tak dalej. Wtedy mieliśmy problem, żeby rozegrać w marcu mecz, a teraz takich sytuacji już nie ma.

Najcenniejsza pamiątka z czasów kariery piłkarskiej?

Nagroda, jaką dostałem od Canalu +, do tej pory się przydaje. Pralka.

Pierwszy samochód?

Seat Ibiza.

Najlepszy samochód?

Teraz jeżdżę dobrym samochodem, czyli Audi Q5.

Najlepszy młody polski piłkarz, który ma szansę zrobić wielką karierę?

Wymieniłbym paru. Kapustka – ma warunki i gra w dobrym klubie. Widać, że woda sodowa mu do głowy nie uderza. Ale też Linetty, Żyro, Wolski. Tego ostatniego bym nie skreślał, wciąż jest młody i zaczyna dobrze grać w Wiśle. Do tego Dąbrowski z Cracovii.

Artykuł prasowy o panu, który najbardziej zapadł w pamięć?

Dużo ich było i te artykuły mam w swoich pamiętnikach. Musiałbym to dokładniej sprawdzić, ale teraz nie pamiętam, bo dawno nie przeglądałem.

Ulubiony komentator?

Mateusz Borek.

Ulubiony ekspert?

Grzesiek Mielcarski. Grał w piłkę, wie o co chodzi i nie daje się zwariować podchwytliwym pytaniom. Umie wytłumaczyć, jak oglądam telewizję, to miło go posłuchać – jego podpowiedzi i uwag. Ma to coś.

Największy jajcarz, z którym dzielił pan szatnię?

Arek Kaliszan. Parę numerów wykręcił, ale trochę lat minęło i trudno mi sobie coś przypomnieć.

Największy pantoflarz?

Darek Kozubek zawsze był takim pedancikiem, wszystko musiał mieć poukładane na kancik.

Największy podrywacz?

Śp. Sławek Rutka.

Największy modniś?

Łukasz Załuska. Zawsze nowe trendy – ubranie, fryzura. Trochę było polewki z niego, gdzie się ubiera i strzyże.

Najlepszy prezes?

Oczywiście, że pan Klicki. Wiedział o co chodzi, dawał normalne pieniądze – a nie jakieś zwariowane i wymagał od nas. Pilnował porządku, miał swojego oddanego człowieka, pana Tkaczuka. Pan Klicki, jeśli mu się podobało, to raz w miesiącu przychodził do szatni, ale jeśli nie był zadowolony, to w ogóle się nie pojawiał. Jak coś szło nie po jego myśli, to wysyłał wiceprezesa Tkaczuka i dochodziliśmy do kompromisu.

Najgorszy prezes?

Józef Wojciechowski, bardzo źle go wspominam. Do tej pory jest winny mi pieniądze, a nie ma odzewu. Przekształcili spółkę – na tej, na której był klub, nie ma pieniędzy i nie ma konta.

Największe opóźnienie w wypłaceniu pensji?

Ta nieszczęśliwa Polonia. Pensja za 9 miesięcy, od 2008 roku czekam.

Alkohol w sezonie?

Trener Wdowczyk zawsze powtarzał mi i reszcie drużyny w szatni: kiedy jest czas na zabawę, to można się bawić, ale kiedy trzeba się skoncentrować na piłce, to nie ma mowy o żadnych wyskokach.

Najlepszy kumpel z boiska po zakończeniu kariery?

Arek Bilski, Marcin Kośmicki, Kamil Kuzera, Przemek Cichoń. Z nimi grałem, mam blisko do nich, także zawsze kontakt jakiś jest.

Obozy sportowe – bieganie po górach, czy bieganie po górach z kolegą na plecach?

Oba. Lubiłem biegać w górach, to nie był dla mnie żaden problem. Zabierał nas trener Wdowczyk, Wieczorek i Dziuba.

Najgroźniejsza kontuzja?

Nie miałem takiej.

Czego zazdrości pan polskim dzisiejszym piłkarzom?

Wspaniałych stadionów i infrastruktury. Wszystko jest poukładane, podane na tacy – tylko grać. Pieniądze są na czas. Dla mnie to jest najważniejsze, żeby w klubie była organizacja i tego im zazdroszczę, wszystko zapięte na ostatni guzik. Idzie to w dobrym kierunku.

Przygotował PP

KOMENTARZE (0)