Że my na lidera? Pogrzało was?! Nieuleczalna alergia na sukces Arsenalu Londyn
Anglia

Że my na lidera? Pogrzało was?! Nieuleczalna alergia na sukces Arsenalu Londyn

Jeśli pięć dni temu napisaliśmy, że Arsenal potwierdził, że ten sezon może należeć do niego, to dziś… to potwierdzenie podarł, spalił, a popiół zakopał dziesięć metrów pod ziemią. W teorii zapowiadał się dość oczywisty meczyk – Leicester się potknęło, więc Arsenal miał zagrać na podwójnym gazie – wiadomo, wizja siedzenia w fotelu lidera może dać kopa. Poza tym jedzie na wyjazd, a w delegacjach radzi sobie całkiem całkiem, do tego mierzy się z Southampton – ekipą, która w ostatnich pięciu meczach zapunktowała ledwie raz. Sami przyznacie, że nic tylko lecieć do buka i stawiać na dwójkę.

I wtedy jakaś niewidzialna postać łapie nas za ramię i szepcze do ucha: „stary, to futbol. Szukasz logiki? Przerzuć się na szachy lub brydża”.

No bo Arsenal zaliczył – tak to trzeba nazwać – brutalny, świąteczny wpierdol. To nie był wypadek przy pracy, to nie był mix farta, pojedynczego błysku geniuszu rywala i pomyłek sędziowskich. To był… najmniejszy wymiar kary. Arsenal przyjął czwórkę, ale równie dobrze mógł przyjąć piątkę czy szóstkę. A gdyby dziś, w takiej formie, grałby z Barceloną – nawet i dwucyfrówkę.

Tempo gry londyńczyków – spacerowe. Pomysł na grę – znikomy. Dziury w obronie – przeogromne. Akcje, które kleiły się „Kanonierom” jak należy, moglibyśmy zliczyć na palcach jednej ręki. Mieliśmy wrażenie, że „Święci” aż sami nie dowierzają, że rywal gra taki piach sam z siebie i tak na wszelki wypadek nie atakowali zbyt śmiało. Nawet pierwszy gol Martiny nie padł po jakimś spektakularnym ataku, choć sam w sobie był niezwykle efektowny. Obrońcy Arsenalu najpierw podali mu piłkę, potem nie zrobili nic, żeby zablokować jego strzał. Nie pozostało mu nic innego jak zamknąć oczy i kropnąć. Ten fałsz, ta rotacja… Cudo! Mocny kandydat do gola sezonu. Możemy tylko się domyślać, jak czerwony jest właśnie telefon Roberto Carlosa. Znajomi podsyłają mu filmiki z tym golem, pisza sms-y, dzwonią i pytają: „widziałeś?!”. Nic dziwnego – Brazylijczyk wcale by się tej bramki nie powstydził.

Po tym golu gospodarze zaczęli poczynać sobie jakby śmielej, z każdą minutą mieli Arsenal za jeszcze większych leszczyków do bicia. A w końcówce – byli wręcz bezczelni, zuchwali. Szli jak po swoje. No bo czy londyńczycy im czymś odpowiadali? Praktycznie niczym, przeprowadzili ledwie kilka szarpanych akcji. Ich ataki wyglądały mniej więcej tak – podajemy sobie piłkę między obrońcami i myślimy, jak dobrać się przeciwnikom do skóry. Ale wymyślić nie możemy.

Piłkarze Southampton nie wymyślali kwadratowych jaj, nie grali jakiejś czarującej piłki. Nie musieli. Wystarczyły im proste środki. Takie jak przy drugiej bramce Longa. Klasyczna akcja – rozrzucenie piłki na skrzydło, podanie zwrotne, dopełnienie formalności do pustej siatki. Inny przykład? Trzeci gol, czyli strzał Fonte po rogu. Wystarczyło wyskoczyć z pełnym impetem na krótki słupek i skierować piłkę barkiem. Nikt nie stawiał żadnego oporu. Czwarta – klasyczna kontra i wisienka na torcie Longa, który puścił futbolówkę między nogami bezradnego Cecha. „Święci” byli już wtedy tak rozochoceni, że gdyby ten mecz potrwałby jeszcze ze dwadzieścia minut, dobiliby do jakiegoś kosmicznego wyniku.

Typowy Arsenal. Możesz dostać liderem – dostajesz w papę tak mocno, że aż trudno ci się będzie pozbierać. „Kanonierzy” za Wengera witali się już z gąską tysiące razy, ale zawsze coś nagle odrąbywało im rękę. I wygląda na to, że tak będzie już do samego końca. Naszego lub ich.

KOMENTARZE (0)

INNE SPORTY

Tyson Fury boxing sparring session in Manchester, United Kingdom

Featuring: Tyson Fury
Where: MANCHESTER, United Kingdom
When: 06 Jun 2018
Credit: WENN.com

*****No UK Tabloids & Tabloid Websites*****
FOT. WENN/NEWSPIX.PL
POLAND ONLY!
---
Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl 
mail us: info@newspix.pl
call us: 0048 022 23 22 222
---
Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland
18 sierpnia, 23:33