Szamoobrona
Kartofliska na szlaku, czyli co słychać w… Portugalii (9)
Weszło

Kartofliska na szlaku, czyli co słychać w… Portugalii (9)

„Ile moglibyście zapłacić za jednorazowe obejrzenie w akcji Zlatana?” – pytał ostatnio na twitterze Łukasz Wiśniowski. – „Patrzę na skrót z Sochaux i myślę, że poświęciłbym 50% pensji”. No to najmądrzej jak tylko potrafiłem odpisałem, że pół pensji to lepiej przeznaczyć na 7 lige portugalską. Pewnie ktoś pomyślał, że to były jajca, a tu tymczasem… zapraszam na krótkie podsumowanie kartofliskowej trzydniowej ekspedycji na mecze do Porto i okolic.

1. Mój pierwszy raz z 7 ligą portugalską postanowiłem przeżyć w miejscu ustronnym i na przysłowiowe „prześwietlenie błony” wybrałem urocze przedmieścia słynnego Pacos de Ferreira (35km od Porto). Inicjacja odbyła się na stadionie ADC Frazao.

Jako, że w okolicach Pacos de Ferreira produkuje się najwięcej w całej Portugalii mebli, śmiało można było zakładać, że na boisku będzie dość drewniano. A tu niespodzianka. Grany był piach.

2. Nie wiem ile galonów wódki musiałby wypić weryfikator boisk z Polski, aby taką nawierzchnię dopuścić do naszych krajowych rozgrywek, ale chyba w trosce o zdrowie weryfikatorów lepiej im nawet takich boisk nie pokazywać.

3. To już bardzo zauważalny trend. Kibice w całej Europie mają coraz mniej okazji by krzyknąć tradycyjne „sędzia chuj”. Wszystko wskazuje na to, że teraz przyszedł czas na „pizdy”. Mecze w niższych ligach czy to w Grecji, Serbii, czy Portugalii bardzo często są obecnie sędziowane przez kobiety.

4. Swoją drogą, jak kobieta sędziuje mecz i popełnia znaczący błąd, to co można krzyknąć aby niezadowolenie kibiców było czytelne, a przy okazji było w miarę kulturalnie? Jakieś pomysły? „Sędzia cipka”, „Sędzia psitka”? Rozmawiałem z kilkoma Polkami, które trudnią się sędziowaniem w naszych niższych ligach i póki co narzekają na kreatywność na trybunach „Kibice raczej się nie pierdzielą. Zazwyczaj nazywają nas po prostu kurwami”.

5. We Frazao czuć było wielką piłkę. Mimo, że to tylko 7 liga to w klubowej restauracji sprzedawano pierwszoligowe piwo. U nas na 7 lidze to nie ma nawet 7-ligowej restauracji (Restauracja 7 kategorii – to mógłby być hit).

6. Pora na Eurogola. Myślę, że tę siódmoligową bramkę dla gospodarzy spokojnie można by przemycić do skrótów nawet 5 ligowych trafień i nikt by się pewnie nie zorientował.

7. Mam wrażenie, że polscy eksperci piłkarscy nie znają się za bardzo na 7 lidze portugalskiej. Przypadkową sondę na twitterze wśród swoich followersów prowadziłem przez pół niedzieli. Namiętnie pisałem o wypadzie na mecz „Dumy Porto” czyli Ralmadense. Nikt mnie nie poprawił, że tak naprawdę chodzi o Ramaldense, a to pewnie tak jakbym zamiast Górnik pisał Hutnik.

8. Na stadion Ramaldense dotarłem nieźle zziajany i nie powiem, troszkę się zdziwiłem, że obiekt był w rozsypce. A że na stadionach w rozsypce rzadko gra się w piłkę musiałem przedsięwziąć akcje pod kryptonimem „Gdzie jest kurwa ten mecz, który miał się tu rozpocząć 25 minut temu”?

Na szczęście z pomocą przyszedł mi tani roaming i satelitarne zdjęcia googla wskazały, że kilkaset metrów obok jest inne boisko. Tylko dzięki swojej świetnej kondycji zawdzięczam, że już po 20 minutach mogłem usłyszeć gwizdek na przerwę. Byłem uratowany.

9. W niższych ligach portugalskich piłkarze biegają chyba więcej niż gdziekolwiek indziej bo również i na boisku Ramalde wydeptano całą trawę. Zielsko było tylko na trybunach. (Czym pachnie 7 liga? Trawą).

10. Muszę pochwalić portugalską policję za to, że swoją obecnością wspieraja lokalną piłkę na niższych poziomach. Na meczu we Frazao młyn policyjny liczył sobie 4 osoby. Dużo lepiej pokazali się „fanatycy w mundurach” sympatyzujący z Ramaldense, którzy stawili się w liczbie 7 głów. Byli uczynni. Pomagali np. w rozwijaniu tunelu dla graczy. A wiadomo, że dobrze rozwinięty tunel na siódmej lidze to podstawa.

11. Portugalski Związek Kasjerów ma prawo mieć spore pretensje do klubów w niższych ligach. Mecze nie są biletowane i kasjerzy nie zarabiają na nich ani centa. Co innego na trzeciej lidze. Bilet na spotkanie Boavisty Porto (tak jest – teraz to tylko trzecia liga) kosztował mnie 5 Euro. W tej cenie można zająć miejsca na trybunie za bramką, a do wyboru są wszystkie najbardziej lubiane przez kibiców sektory, w tym oczywiście sektory AC i AB.

12. Mecze domowe Boavisty powinny przypaść do gustu miłośnikom szachów. Zwłaszcza jak przychodzi mało osób i widać wzór szachownicy na trybunach. Zaspokojeni powinni zostać także zwolennicy tęczy.

Stadionu nie polecam za to inwestorom giełdowym. Jego nazwa to „Estadio da Bessa”.

13. My w Polsce mamy Czerwone Smoki Brwinów (tymczasowo najgorszy zespół w kraju), a w Portugalii smoki mają barwy niebiesko-białe. SuperDragao czyli Super Smoki to oczywiście FC Porto. Też miewają ostatnio ciężkie chwile. Przegrali mecz po serii 53 spotkań bez porażki. Wstyd. Nie ma się więc co dziwić kibicom Super Smoków, że po tej haniebnej klęsce obrzucili racami autokar z piłkarzami.

W tym kontekście to chyba prawdziwe szczęście, że Czerwone Smoki z Brwinowa nie mają swojego oficjalnego autokaru.

14. Podróże kształcą. Dzięki wycieczce na mecz FC Porto nauczyłem się podstaw portugalskiego. Gdybym nie zobaczył szalika sprzedawanego na stadionie to pewnie do tej pory nie wiedziałbym jak po portugalsku napisać „Benfica skurwysyny” (Filhos da Puta). Nie mają Państwo wrażenia, że gdyby tego typu gustowne szale pojawiły się w Polsce, to odpowiednie organy szybciutko zamknęłyby wszystkie zakłady produkujące szaliki?

15. Nie wiem co kibice FC Porto spożywają przed meczami, ale niektórzy mają naprawdę niezły ognisty wyziew.

16. Często mnie pytają „A czy groundhopperzy zwiedzają w ogóle miasta do których jadą czy w głowie im tylko te głupie mecze?”. Co za bzdurne pytanie. Oczywiście, że zwiedzają. Ja głównym atrakcjom turystycznych nigdy nie przepuszczę, dlatego też będąc w Porto udałem się na fakultatywną wycieczkę do sklepu „Forever Ultras”. Niestety to był zonk. Atrakcyjność miejsca porównałbym do atrakcyjności Muzeum Van Gogha w Amsterdamie. Komu nie podobało się u Van Gogha (Nuda. Same obrazy!) to przy wizycie w Porto lepiej niech odpuści sklep „Forever Ultras”. Obecnie to już jest głównie studio tatuażu. Łudziłem się, że po tym shoppingu moja garderoba wzbogaci się o kreacje na co najmniej cztery wesela i pogrzeb, a nie udało mi się nabyć nawet jednego uniformu do Filharmonii. Teraz już wierze, że tylko „Oferta ZREMBU zawsze na czasie”.

16. Nie wiem o co chodziło mojej mamie. Streściłem swój wypad do Portugalii, a na koniec usłyszałem „Synku, kiedy ty wreszcie dorośniesz?”).

Radosław Rzeźnikiewicz
http://facebook.com/kartofliska

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona