Osuch o kasie, esbekach w piłce i oszustwach
Weszło

Osuch o kasie, esbekach w piłce i oszustwach

To był bardzo nietypowy wywiad. Kilkanaście dni temu usiedliśmy sobie w mieszkaniu Radosława Osucha, właściciela Zawiszy Bydgoszcz i… zamierzaliśmy z nim porozmawiać. Połowicznie się to udało. Połowicznie, ponieważ on mówił, a my nawet nie mogliśmy dość do głosu. Czasami coś wtrąciliśmy, ale w sumie był to kilkugodzinny monolog, którego fragmenty przeczytacie poniżej. Nie mieliśmy najmniejszej kontroli nad tym, w jakim kierunku zmierzała ta dyskusja. W bydgoskim lokum (160-metrowym apartamencie) przebywało jeszcze kilka osób, dlatego nasza rozmowa co jakiś czas była przerywana. Nie dziwcie się więc, że ona jest taka trochę bez ładu i składu, no i że zaczyna się od czapy.

(włączamy nagrywanie po trzydziestu minutach monologu Radka)

– … I wiecie, dlaczego hazard tak wciąga piłkarzy? Ze względu na – bo już dawno ich przejrzałem – chciwość, zepsucie, darmowe drinki, spokój od paparazzich, fajne dupy, które można zbajerować. I chlanie za darmo. To plaga polskiej piłki! Jakbym wam podał nazwiska, o których ludzie myślą, że mają na kontach po kilkanaście milionów, a w rzeczywistości są bez grosza, to byście nie uwierzyli! Ale są też tacy, którzy robią to tak skrycie, że nigdy się nie dowiesz.

Jest taki jeden w Legii.
Jak go wziąłem, to on nic nie umiał! Ani czytać, ani pisać. Siadał w szatni i kolega wkręcał mu korki do butów. Był najlepszym piłkarzem swojego zespołu, a korków nie potrafił wkręcić! Zaczął nawet mieć takie momenty, kiedy wzrok mu się zawieszał i pomyślałem, że jest niedorozwinięty. Niby chłopak maturę zdał, mam z nim nawet kontakt…

(Do pokoju wchodzą Andre Micael, Luis Carlos i ich portugalscy menedżerowie. Osuch witając się z Luisem, zaczyna śpiewać „Se eu te pego”).

Pedro, ich agent, ostatnio dał do Zenita piłkarza za sześć milionów euro. Anita, zamknij, jak możesz, jeszcze chwilę pogadamy. Także widzicie, jaką tu mamy rodzinną atmosferę. Jak był rekord, to spało tu z jedenaście czy trzynaście osób. Rodzinny klub. Ł»ona prowadzi finanse, ja się zajmuję stroną sportową, Kaśka śpi obok, jest dyrektorem w klubie, Jarek prezesem, a dziewięć lat był burmistrzem gminy Centrum. Ściągnąłem go z Warszawy i naprawdę fajnie mi to ogarnął. Sami ten klub ciągniemy, żeby każdą złotówkę oszczędzać. Kupiłem Zawiszę szóstego lipca, dwudziestego startowała liga, wymieniłem 14 zawodników i trenera, a do ostatniej kolejki graliśmy o awans!

Po co w ogóle go kupiłeś?
Bo to kocham, to moja radość! Na razie dokładam, włożyłem pięć milionów, ale… co z tego? Po to „zrobiłem” Ekstraklasę, żebym nie musiał już dokładać złotówki. Sześć milionów z Canal+ – bo liczę, że stać nas na dziesiąte miejsce – i pieniądze z biletów zupełnie mi wystarczają. Wręcz uważam, że pod względem siły możemy być piątym-szóstym zespołem. Z meczu na mecz gramy lepiej, Piasta powinniśmy rozjechać i sami piłkarze z Gliwic, bo z nimi rozmawiałem, przyznali, że ich zmasakrowaliśmy. Ale widzicie – taką przyjąłem politykę. Wziąłem zawodników przebranych przez moich kolegów, którzy początkowo chcieli zarabiać 15 tysięcy euro, potem 12, potem 10, skoro przez cały lipiec nie znaleźli klubu. Wolałem gości ambitnych – jak ci dwaj – a nie takich, co tylko patrzą, jak cię skręcić. Nie po to będę się z nimi użerał i miliony wydawał, żeby potem mi groził, że odejdzie i mam mu płacić kontrakt.

W moim klubie nikt nie miał żadnych zaległości ani nie musiał z niczego rezygnować. Nie wykorzystuję, jak w innych klubach, gdzie nie płacą przez siedem miesięcy, a potem, jak chcesz odejść, to musisz zrezygnować z zaległości. A jeśli podpiszę z kimś kontrakt na dwa lata, a zimą okaże się, że zawodnik jest do dupy, to proponuję mu rozwiązanie, trzymiesięczną oprawę i go w klubie nie oglądam. Wszyscy to wiedzą, szanują takie zasady.

Dopóki pierwszy nie powie, że ma gdzieś taki układ.
Miałem takich dwóch! Ale szybko się z nimi uporałem, bo chłopaki widzą uczciwość i szatnia ich zniszczyła. Mówili mi to Kubot, Szatałow i teraz „Taraś” – tak ciężko pracujących zawodników jak w Zawiszy nie ma nigdzie. Sam spędzam w szatni godzinę dziennie i wszyscy wiedzą, że jak mają problem, to mogą do mnie wpaść nie jak do pana prezesa, tylko jak do kolegi i normalnie pogadamy na „ty”.

I mówią ci „Radek”?
Radek! No, młodzi mówią „prezesie”, ale ze starszymi rozmawiam na ty. I nie mam z nimi żadnych problemów! Przez dwa lata żaden piłkarz nie opuścił u mnie treningu. W zamian im coś daję, ale też trzymam na zasadzie kija i marchewki. Zazwyczaj klub piłkarski jest, wiecie, jak burdel z dziwkami. Wszyscy są zepsuci kasą i pseudomyśleniem, że są wielkimi gwiazdami.

U ciebie nie ma takich zbyt wielu.
Szatnia to 50 procent sukcesu, więc starałem się ich dobierać charakterologicznie. Gdybyście widzieli, jakie Strąk ma podejście do młodych chłopaków… Jak on się nimi zajmuje, jak ich wychowuje. Porządny chłopak, codziennie Biblię czyta, ale nie o to chodzi. Dla młodych jest jak starszy kolega albo nawet ojciec.

Ł»eby tylko ich na obiady nie zapraszał.
(śmiech) Nie no, jest już chudy jak szkapa.

Teraz tak, ale widziałeś, jak się zapuścił w Górniku?
A dziwicie się? Oni mieli go w dupie, on ich tak samo. Głupi byli, że dali mu taki kontrakt. A Gorawski? Ten dostał jeszcze większe pieniądze plus milion za podpis. Jestem w dniu meczu na Śląsku, idę po Silesii, a on je pizzę i popija. Strąk im się przynajmniej przy awansie przydał, a „Gora” piłki nie kopnął!

Trochę mu też zabrała Natalia.
Chyba nie tak dużo. Samochód i chatę, którą jeszcze próbował odzyskać. Nieważne. Tkanka tłuszczowa Strąka – 3,4 procent. Szok, totalny profi! Tyle to może ma Ronaldo! W Hiszpanii siedem procent to bardzo dobry wynik, a on ma trzy z hakiem! Grama tłuszczu chłop nie ma. I jeszcze bardzo dobrze gra na stoperze.

Z Widzewem zawalił (rozmawialiśmy przed meczem z Podbeskidziem, w którym też zawalił).
Jedna interwencja… Ale zwróćcie uwagę – jest spokojny, wygrywa wszystkie głowy – na Piaście siedemnaście – i w środku czyści wszystko. I nikt nie powiedział, że to Skrzyński będzie grał z Micaelem, bo równie dobrze może grać Strąk. A Micael też bardzo fajny, inteligentny chłopak. Przyjeżdża godzinę przed treningiem na siłownię. Jak widziałem jego mecze z Benfiką i Porto, to super grał. I to nie na jakichś psich chujów, tylko na Jacksona Martineza. A propos! Kumpel z Niemiec, gdy Jackson jeszcze grał w Kolumbii, poleciał podpisać z nim umowę. Wszystko trwało dwa dni – w klubie ładnie go przyjęli, związał się kontraktem z piłkarzem, a rano, jak miał wylatywać, to wpadło trzech z „kałachami” i mówią: „umowa”. Potem opowiadał: „tak oddawałem” (Osuch trzęsie rękami). I oddał, a na koniec mówi, że nigdy więcej do Kolumbii nie poleciał!

(Do pokoju wchodzi Anita, żona Radka i mówi, że Andre i Luis wychodzą, bo są głodni. Osuch wychodzi na moment, by zamienić z nimi parę zdań).

Młode chłopaki, wnieśli tu zastrzyk profesjonalizmu. Wiem, że Transfermarkt przesadza i niektóre kwoty wrzucają z kosmosu, ale akurat w zachodnich ligach proporcje są zachowane. Najdroższy piłkarz, jaki trafił do Polski? Carlos – milion trzysta euro. Micael – milion. Goulon – 500 tysięcy, tylko dlatego, że nie grał ostatnio w piłkę. I do tego Vasconcelos, który jest jedynym królem strzelców silniejszej ligi od polskiej, który trafił do ekstraklasy. Osiemnaście bramek w tym roku!

Ten wynik trochę fałszuje rzeczywistość, bo tamta liga dzieli się na grupy…
Ale nie jest słabsza od naszej! Osiemnaście bramek w 24 meczach, bo sprawdzałem! A widzieliście, co z Wisłą robił APOEL. Niby byliśmy blisko, ale depnęli i znowu walnęli. Byli lepsi o dwa poziomy, tak?

Oczywiście.
I przyjeżdża do nas chłopak z tamtej ligi… Wiem, że ma 34 lata, ale – tu ciekawa historia – ludzie nie patrzą na to, że zaczął grać w piłkę, mając 18 lat. W Portugalii – bo się dowiadywałem – był bardzo słabym zawodnikiem. Tragedia. W piłkę na poziomie zaczął grać w wieku 26 lat i przez to nie jest piłkarzem wygranym, naszego Abbotta przerasta. Wszyscy to widzą – inaczej wychodzi, inaczej szuka gry. Nie jest szybki, musi mieć boki, które mu dograją, ale strzeli zawsze! Przez ostatnich sześć lat wbił 92 gole. U nas Demjan, który nie umie grać w piłkę, strzelił 14, po czym wyjechał. Czesiu Michniewicz nawet mi mówił, że dawali mu 35 tysięcy netto. A ja na to: – Ciesz się, że poszedł. Umiał grać w piłkę?
– W ogóle.
– Widzisz?

Zaliczył rok konia i nigdy takiego nie powtórzy. Słowak, z którego śmiali się w jego kraju, został u nas królem strzelców. I kogo miałbym ściągnąć? Nie ma u nas pół napastnika! Wielbiliśmy Frankowskiego, który – z całym szacunkiem – był emerytem z brzuchem. Wisła dobrze postąpiła, ściągając Brożka, bo jak on się ogarnie i przestaną do niego mówić w obcym języku… Przecież jak z nim wyjechałem kiedyś za granicę, to tak patrzył na trenerów (Osuch robi wielkie oczy). Jak na kosmitów! Miałem dla niego gotowe Panathinaikos, Blackburn, Nancy, Leverkusen i parę innych klubów. Nie pojechał ze strachu. Uciekł! Zagraniczny klub był pretekstem, by wrócić do Wisły i podnieść kontrakt. „Ty, no dają mi tam 800 tysięcy euro, tam milion i idź do nich, żeby mi dali więcej”. Cała polityka Pawła. Ale w ekstraklasie powinien dać radę. Niestary chłopak, 83 rocznik.

Pewnie tak, skoro u nas Marcin Robak zaczął uchodzić za wielkiego snajpera.
Jak Pogoń mogła mu dać 50 tysięcy?! Nieprzyjemny, bo silny, ale przecież nie umie grać w piłkę! No, i strzał ma. A Grzesiek Smolny nawet mnie pytał, skąd wziąłem tego Vasconcelosa, bo taki mieli w Pogoni problem z napastnikami. Bernardo mógł zresztą z nimi nawet strzelić, miał taką ładną do pustej…

O „Tarasiu” jeszcze nie mówiłem. Super człowiek do współpracy! Nie ma dla niego żadnych problemów. A Szatałow szalał, wszystko musiało być na swoim miejscu! Wiecie, Rusek. Szatałow, który warsztatowo jest dla mnie w piątce najlepszych trenerów w Polsce, nie miał tego zmysłu, jak poustawiać zawodników. A „Taraś” go ma. Przyszedł na jeden trening, poprzestawiał i zaczęli grać. Gdybym nie widział tego na własne oczy, to bym nie uwierzył. I faktycznie okazało się, że ten biegał niepotrzebnie, tamten lepiej wygląda z przodu… A Jurek: „kurwa! Nie mamy piłkarzy! Ja pierdolę, nie zrobimy awansu! Koniec”. A ja mu na to: „Weź ochłoń! Mandrysz mi mówił, baranie, że na Tychach wystawił na nas pięciu młodzieżowców, bo nie miał kim grać, i z tobą zremisował! I ty mi pieprzysz, że nie masz piłkarzy?! To co byś mówił, gdybyś wystawił juniorów?!”. Ale to tak na marginesie… Bo treningi naprawdę miał na poziomie Nawałki – Strąk potwierdzał. A są tacy trenerzy, którzy ci treningu nie zrobią! Jakbyście zobaczyli…

Ja tu wprowadziłem jedną zasadę – etos pracy. Trener, czterech asystentów i ja od nich wymagam. Koniec z wyjazdami do domu i trzema dniami przerwy. „Taraś” jest bardzo dobrym selekcjonerem, był wielkim piłkarzem, od razu widzi po zawodniku, czy się nadaje i super żyje z szatnią. Ma wszystko! I jeszcze nauczył się pracować. Wszystko profi. Mówię „Tarasiowi”, że ma chodzić w czasie treningu, oglądać i podejmować decyzję, a zajęcia niech prowadzą asystenci.

Radek, słuchaj, tak skaczesz z tymi tematami, że za cholerę nie wiemy, o co kiedy pytać. Może jakoś to uporządkujmy. Przyjmijmy może formułę normalnego wywiadu, co?
Dobra, to lecimy od początku. Klub kupiłem szóstego lipca…

(śmiech)
Pojechałem na trzy ostatnie mecze w drugiej lidze. Grupa inwalidów, koszmar. Powiedziałem: „tu się nadaje półtora zawodnika do gry w pierwszej lidze. W pierwszej, nie mówię o Ekstraklasie!”. Dąbrowski i Stefańczyk. I z całej reszty, którą odstawiłem, żaden nawet nie gra w drugiej lidze. No, może jeden.

Murawski ich prowadził?
Murawski, a potem Topolski. U niego pełna bajerka, zero treningu. Pojęcia chłop nie miał, ale opowiadał, że – jak to było? – jednym rzutem kamienia zabija czternaście wróbli na drzewie, a jak splunie na molo, to zabija dwa dorsze. Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać. I gość im opowiada, że zna Michaela Jordana. Podchodzi Jordan do niego i mówi: – Hi Adam.
– Hi Michael, pożycz mi sto dolarów.

I pożyczał. Albo, że zna Jacksona i innych. Wszystkich! Na tej bajerze jedzie cały czas i jest niezmienny od dwudziestu lat.

Bratnia dusza dla ciebie, też lubisz bajerkę.
Idealny! Tylko ja nie opowiadam, że dorsze zabijam splunięciem! Ale fakt faktem, że chłopaki za nim poszli, zrobili awans, tylko gdy się okazało, że mam budować drużynę na kolejny awans, to trenerem nie może być Topolski, bo wszystko rozwali się po dwóch tygodniach. Selekcja chyba mi wyszła, skoro w dwa tygodnie zrobiłem zespół, który do ostatniej kolejki walczył o awans. Klub kupiłem bardzo tanio, za 550 tysięcy, ale nic tu nie miałem! Tylko obciążenie trzydziestoma zawodnikami, którzy mieli aneksy w umowach przygotowane celowo przed moim przyjściem. Nagle z trzech tysięcy miesięcznie przeskakiwali na siedem, a potem tłumaczyli się, że mają jeszcze rok czy dwa lata kontraktu. Wolałbym już niemieć nikogo, bo każdemu musiałem po te 20 tysięcy wypłacić, żeby tylko odeszli! Kto to podpisywał? Przecież to zbrodnia! Nie jestem głupi, widziałem, że papier jest świeży i kontrakt nie leży dwa lata. Wałek na wałku. I jeszcze tacy z nich byli debile, że wpisali datę szósty lipca, a ja w klubie się pojawiłem kilka dni wcześniej… Nikt takiej umowy nie podpisał!

Potem zadzwoniłem do jednego menedżera i mówię: – Jak już kradniecie, to rok byście przynajmniej zmienili!
– A to pomyłka, zgłoszę w urzędzie!
– To zgłoś, bo nie powinienem ci tego wypłacać.

Wspomniałeś Topolskiego. Przegrałeś z nim sprawę.
Nie przegrałem, ludzie mylą pojęcia! Oni sobie dopisali na umowie z Kebab House – czego się nie robi, bo jesteśmy spółką akcyjną – że jeżeli ktoś coś ujawni, to musi zapłacić 37 tysięcy złotych. To czemu nie wpisali 237 albo 137? I wystąpili do mnie o te 37 tysięcy. A ja tej umowy nie widziałem, bo nawet nie ma oryginału w klubie i tym się tłumaczyłem w sądzie. Bo co to za problem spisać kolejną, jakiś aneks, skoro pieczątki mieli w domu? Ja ich nie mam, a oni mogą sobie wszystko spisać, datę wstawić i już! Mogą wpisać, że Krzysztof Stanowski za jakiś transport dostanie 20 tysięcy. Ja tak miałem i później musiałem płacić. Faktura za obsługę internetową – 97 tysięcy. Przecież to jest chore! I zapłaciłem te 97 tysięcy facetowi, który poszedł następnie z klubu do tej firmy na wiceprezesa… Ten klub był niczyj, rozumiecie?

Ile masz udziałów?
95 procent. Wszystko! Resztę ma miasto, bo daje mi obiekt, i stowarzyszenie kibiców. Ja, mając 2,65 miliona, dostaję najniższą pomoc ze wszystkich klubów ekstraklasy, a o klubie – bo zrobiliśmy badania – pisze się po awansie 42 razy więcej niż w pierwszej lidze. Trzecia sprawa – wielkim skarbem jest stadion za symboliczną złotówkę. Za to dziękuję prezydentowi, ale taki też był mój warunek przejęcia klubu. Prezydent, mimo że jest moim kolegą i spędzamy razem Sylwestry, powiedział wprost, że nie da mi ani złotówki więcej, bo to mój klub. Inne drużyny dostają po dwa-trzy miliony, a Zawisza nie dostał nic przez dwa lata. Miałem obiecaną premię milion za awans, nie dostałem jej i muszę zapłacić z własnych pieniędzy. A piłkarze mają zapłacone 24 miesiące z premiami i wyjściówkami – ani jednego dnia zaległości.

Będziesz kiedyś na tym zarabiał?
Nie wiem!

Józefem Wojciechowskim nie jesteś.
Nie byłem Rockefellerem, ale zainwestowałem wszystkie pieniądze, leżące na boku, w Zawiszę! Założyłem, że przez cztery lata będę dokładał po 1,25 miliona. Potem, po pierwszym roku, stwierdziłem, że maszyna się rozpędziła i trzeba wykładać dwa razy tyle. W pierwszej lidze ośmiu moich piłkarzy zarabiało 13,2 tysięcy na rękę, a trzech – 14,5. To ogromne pieniądze, jak na ten poziom. Najwyższe kontrakty w pierwszej lidze, nie licząc Cracovii, której zostały umowy z ekstraklasy. Ale i oni, oferując, nowe umowy, dawali osiem. Przeanalizowałem trzy rundy i zorientowałem się, że muszę wywalić tego, tego i tego, bo za chwilę znowu usłyszę, że w tym roku wejdziemy, a będę dalej im płacił 14 tysięcy za grę w pierwszej lidze.

Dostałeś trzy lata na awans, tak?
Nie, to bzdury.

No to jak było?
Przez cztery lata miałem promocję z miastem, a potem mogliby mi nie dawać ani złotówki – to co innego. Miasto mogłoby mi zabrać klub za symboliczną złotówkę, gdyby spadł z ligi, co przestało obowiązywać przy awansie do ekstraklasy. Ale to nie jest tak, że kupiłem spółkę akcyjną na cztery lata – to byłoby chore. Dogadałem się na czteroletnią umowę na 2,65 miliona, a przy awansie – 3,25. Niestety prezydent powiedział mi, że z powodu problemów ekonomicznych musi mi zostawić 2,65, co też mnie zabolało, bo dziś powinienem mieć te 600 tysięcy więcej. I teraz patrzcie – Wojciechowski i Cupiał mieli swoje firmy i nawet jeśli wkładali dziesięć milionów rocznie, to przynajmniej reklamowali swoje usługi, co – jak wyliczyło Deloitte – wychodzi pięć razy taniej. A co ja miałem zrobić? Powiesić swój ryj na koszulce? Ledwo by się zmieścił. Jako jedyny to robiłem bez prywatnej reklamy!

Mogłeś odsprzedać miejsce na koszulce za gotówkę.
Ale tłumaczę, że byłem jedynym przypadkiem, który nie reklamował swojej firmy. Kto by znał firmę Groclin, gdyby Drzymała nie przejął klubu? Takich firm jest w Polsce 1500 albo 10 tysięcy. Ja to zrobiłem z pasji! Każdy może szukać drugiego dna, opowiadać, że rozwalę klub i zaraz wszystko rozsprzedam. Bzdura! Zawisza świetnie funkcjonuje, nie ma złotówki długu i zrobił awans! My i Zagłębie byliśmy jedynymi klubami przy licencjach, które dostarczyły papiery bez jakichkolwiek długów, umarzań czy ugód. No, może mieliśmy ze sto tysięcy na faktury bieżące, ale to normalna sprawa w każdej firmie. A Bońkowi trzeba oddać, że faktycznie tego pilnuje, bo wcześniej Niemiec i Bugdoł przyznawali licencje, czy było sto milionów długu, czy 50. Kluby ekstraklasowe są zadłużone bodaj na 640 milionów, a my weszliśmy bez złotówki długu!

Ile cię kosztuje miesięczne utrzymanie klubu.
W granicach miliona złotych miesięcznie.

Z tego piłkarze…
Pożerają 60 procent, a w pierwszej lidze – 93 procent. Wszystko szło na piłkę, bo Anita, Kaśka i ja pracowaliśmy za darmo. Jak jechałem do innego miasta i brałem droższy hotel, to płaciłem ze swoich, żeby nikt mi nie zarzucał, że wydaje nieswoje pieniądze. Telefon też miałem prywatny i płaciłem 2,5 tysiąca miesięcznie rachunków. Teraz muszę tym ludziom zacząć płacić, bo siedzą w tym klubie i przed 22 nie wychodzą! Cztery osoby prowadziły klub, rozumiecie? Koszt – dwa tysiące złotych. Pokażcie mi inny taki klub. Bełchatów ma 34 pracowników! A nie, sorry, mieliśmy jeszcze dwie księgowe. Teraz zatrudniamy ok. 10-12 osób, co i tak jest trzy raz mniej w porównaniu z GKS-em.

To na co szła reszta kasy?
Koszty! Hotele, wyjazdy… Na same opłaty zgłoszeniowe zapłaciłem PZPN-owi 204 tysiące przez dwa lata. To jest chore! Wiecie, że aby zakontraktować zawodnika, trzeba zapłacić OZPN-owi, z którego go bierzesz, dwa tysiące, dwa i pół do PZPN-u i jeszcze do tego OZPN-u, do którego zgłaszasz. Trzy opłaty! Wymieniałem po ośmiu-dziewięciu zawodników i za każdego płaciłem po 5750. Chyba że ściągasz z własnego okręgu, to odpada ci jeden etap za wyrejestrowanie, ale ja takich nie miałem. Straszne opłaty. Skoro piłkarz jest członkiem PZPN-u, to powinno kosztować sto złotych! Prosiłem Nowaka: „daj mi jakąś obniżkę, skoro wymieniam dziesięciu zawodników co pół roku”.

Rabaty dla klubów, które miały duży ruch?
Dokładnie. Niech mi da jakiś pakiet. Bez szans. Musisz zapłacić. 200 tysięcy to kupa pieniędzy! Pytam kumpli prezesów z pierwszej ligi i mówią, że nie biorą zawodnika, bo nie mają na opłaty. Przecież to jest chore! Nie możesz mieć takiej opłaty w rozgrywkach, które zdychają, bo stają się najdroższą ligą na świecie! Kolejny wydatek, skoro o to pytacie – wyjazdy. To liga centralna, więc musiałem dwanaście razy jechać w Polskę. Kluby ze Śląska mają najłatwiej – Tychy, Radzionkowy i inne tak dobrze sobie radzą, bo po pierwsze biorą młodych Ślązaków, płacą im po trzy-cztery tysiące, ci mieszkają z rodzicami, po drugie – jak gdzieś jadą, to prawie zawsze niedaleko – Cracovia, Brzesko, Nieciecza, Stróże lub Śląsk. A ja? Po 500 kilometrów. I dymaj tam wszędzie! Koszt wyjazdu – 12 tysięcy złotych za hotel i siedem posiłków, bo mówimy o sportowcach.

Trzeba było kupić klub ze Śląska.
Byłoby taniej! I idzie ci 200 tysięcy na wyjazdy, 80 na sędziów i 200 na opłaty. 500 tysięcy na rzeczy, o których nawet nie masz pojęcia na starcie! Ł»eby klub funkcjonował najbiedniej w pierwszej lidze, musi mieć – sam liczyłem – 2,7 miliona, a żeby walczyć o awans – 5,5. A nie masz żadnego sponsora, bo wszystko utrzymują miasto i podatnicy. Solbet dał mi na początku sto tysięcy i po roku, zaskoczony pozytywną reakcją i sprzedażą, zwiększył na dwieście. Jedyny sponsor, z Solca Kujawskiego, i ani złotówki więcej, bo nikt ci nie wejdzie w pierwszą ligę. A na pensje piłkarzy – 320 tysięcy, no i brałem najlepszych trenerów, po 16-18 tysięcy, gdzie mogłem brać byle jakich za pięć koła. I ktoś będzie mówił, że ja na tym zarabiam?! Nie ma szans, budżetu nie przeskoczysz! No, chyba że nie będziesz płacił.

I ogłosisz upadłość układową.
Król zrobił wszystkich na patencie, o którym nikt nie wie.

Pomagała mu firma z Bydgoszczy.
Słyszałem, ale nie znam tych ludzi. Ale o co chodzi – podpisał umowę, że wszystkie pieniądze na nich i potem nawet, jak PZPN chciał mu zająć, to nie miał czego, bo musiałby to zrobić sądownie, z tej bydgoskiej firmy ściągnąć – a to niewykonalne. Ja miałem problem, bo nie mogłem odkupić akcji w Ekstraklasie SA, skoro Król zniknął, bo drużyna, które spada, to oddaje sześć-siedem procent tej, która wchodzi. Nikt nie mógł podpisać papierów i musiałem czekać do ostatniego dnia na te akcje. Paranoja, nie? Biszof też mówił, że mógłby ewentualnie te akcje umorzyć i na nowo zrobić emisję dla Zawiszy. Ja wszystko rozumiem – bierzesz klub, możesz przestać płacić po pół roku, bo ci się świat zawali lub ktoś cię oszuka w interesach. Miałeś dobre zamiary…

Ale tu była czysta premedytacja.
Bierze gość i nie płaci od pierwszego dnia… To tak jakby u mnie Zawiszę kupiła sprzątaczka.

* * *

Jeden z czołowych polskich klubów od lat wisi mi prowizje, po kilkaset tysięcy – dlatego trzymam licencję. Jeżeli weźmiesz dziś zbankrutowany klub, to nic z nim nie zrobisz. Jeśli zostawią ci przeszacowanych zawodników na gigantycznych kontraktach, jak w wiadomej drużynie, to smród za tobą idzie. Dlaczego w Anglii kluby po spadku dostają te same pieniądze co w Premier League?

A ty zgodziłbyś się oddawać teraz swoją część spadkowiczom?
…

Jest jedna pula, tak?
Powiem szczerze i chciałbym, żebyście to napisali. Mam pretensje do pierwszej ligi, bo byłem jedyną osobą na tych wszystkich zjazdach – gdzie siedziało osiemnastu prezesów – która o coś walczyła. Nikt się nie odzywał, bo wszyscy mają coś za uszami. W pierwszej lidze – podkreślam, napiszcie to – nie zmieniło się nic od czasów Fryzjera. To, co wyprawiają sędziowie, to jest skandal! Jak mnie skręcili w Ząbkach, to rugałem ich wszystkich na tych VIP-ach, po całości. „Wy esbecy!”.

Słyszeliśmy, że show zrobiłeś.
Bo jak gość daje karnego z kapelusza, pół metra obok?! Skandal! Boczny miał non stop chorągiewkę w górze, a siwy pilnuje obserwatora. Jak psów ich zjebałem, ale co z tego, skoro kręcili mi sześć meczów z rzędu, żebym awansu nie zrobił. Wiem, którzy sędziowie są uwikłani, ale to nie jest na zasadzie pieniędzy. Reguły są inne.

To, co mówisz, to mocne oskarżenia.
Mówię to tobie.

Przed chwilą powiedziałeś: „chciałbym, żebyś to napisał”.
W pierwszej lidze za wiele z sędziowaniem się nie zmieniło. Kiedyś jeden człowiek, który kupił najwięcej, poszedł ze mną na obiad. Sędzia może zrobić błąd, ale wtedy powinien zostać negatywnie oceniony przez obserwatora i na przykład odsunięty na dwa mecze. A wszyscy tłumaczą to tzw. „błędem ludzkim”. Gówno prawda! Przez dwa lata nauczyłem się, że nie ma żadnych błędów ludzkich. No, jest jeden na dziesięć. Oczywiście, nie robią już takich jawnych cyrków jak za Fryzjera, bo pojawiło się trochę kamer. Dam wam prosty przykład – odwołali mi mecz w Łęcznej z powodu awarii. Dzwonię do mojego kolegi, prezesa Kapelki i pytam: – Co ty odwalasz?
– A wiesz, mamy awarię światła.
– Jakich, do cholery, świateł? Mecz jest o 15.30!

I za chwilę wpieprzyli mi cztery karne, gdzie nie byliśmy drużyną rzeźników! Pierwszy – pech chciał – na moim byłym zawodniku, Adrianie Paluchowskim. Dzwonię do niego, pytam: – Dotknął cię?
– Nie, nie dotknął.

I te cztery karne to przypadek? Na Arce, w najważniejszym meczu, wyrzucają mi trzech zawodników, a w 94. minucie daję karnego dla przeciwnika, gdzie Skrzyński był metr od faulowanego! A na następny mecz przesyłają mi, jako delegata, ojca tego sędziego Rynkiewicza, co gwizdał w Gdyni.

To dlaczego się na ciebie uwzięli?
Bo jebałem tych starych esbeków! Wiecie, co jest najlepsze dla polskiej piłki? Mam powiedzieć szczerze? Ł»e spadła Polonia Warszawa! Bo te największe mendy, które kręciły najwięcej, stracą na moment dostęp. Ten spadek to największy skarb polskiej piłki! Oni wszyscy tam się spotykali, tam przyłazili, tam knuli.

Chyba nie masz na myśli między innymi prezesa pierwszej ligi…
Wcześniej prezesem był Władek Szypuła, fajny chłopak, mój kolega, spodnie podciągnięte dotąd (Osuch pokazuje na klatkę piersiową). I mówię mu: „Władek, co ty chłopie załatwisz? Przecież oni cię w dupę kopią przez te cztery lata i nikt z tobą w tym PZPN-ie nie rozmawia!”. Traktowali go jak maskotkę, klepali po plecach, a ten się cieszył – taką miał siłę przebicia. A jak prezesem został „Listek”, to sam go pytałem, czy chce pomóc pierwszej lidze. Ale wiecie, jaki jest problem? Tam są wszyscy tak upierdoleni, że nikt się nie odezwie, rozumiecie? Na wszystkich mają papiery! Strąk, inteligentny chłopak, powiedział mi mądrą rzecz: – Radek, gdyby oni coś na ciebie mieli, to by cię wezwali i powiedzieli: „Panie Osuch, pan sobie odpuści, bo sześć ostatnich kolejek jest już rozdanych”.

Bo tak było! To co oni robili w sezonie 2011/12… Dlatego mówię – gdyby Boniek nie został prezesem, to bym nigdy, przenigdy nie awansował, bo stara ekipa by mi na to nie pozwoliła. Dzwonię do Przesmyckiego i mówię: „nie dawaj mi piąty raz z rzędu sędziego z okręgu warszawskiego, bo mnie tam kręcą!”. Tam, w Warszawie, jest największy bandytyzm. Masz 16 okręgów, a on mi piąty raz daje sędziego stamtąd! Mówię: „Zbychu, czemu mi to robisz?”. A tam przecież jeszcze działa Leszek Sachs…

Dobra, co z tym drukowaniem?
Piłkarz doskonale czuje, kiedy jest „podgwizdywany”. Wahan sam mi opowiadał, jak jeden sędzia za czasów Wisły Płock, ten co poruszał się jak czapla, pokazywał jedenastki (Osuch wystawia rękę w taki sposób i z takim uśmiechem, jakby dawał kobiecie kwiatka). Dziś takich rzeczy, z uwagi na obecność kamer, nikt nie robi, ale mecze są „podgwizdywane”. Wyobraź sobie, że w jednym dyktują 23 faule w jedną stronę w środku pola. Przecież to niemożliwe przy normalnej walce! Piłkarz nie wejdzie w mecz, bo kiedy tylko zacznie akcję, to… cyk i w drugą stronę. Możesz być lepszy, możesz nawet wygrać, ale nie o to chodzi. W tej lidze nie było takich różnic, że jeden był trzy razy lepszy od drugiego, więc każdy niuans może wypaczyć wynik. Kolejna sprawa – debiut Zawiszy w ekstraklasie i sędzia cofa nam bramkę…

Nie, wtedy nie wpadło.
Przepraszam bardzo, Pazdan przesunął tę piłkę. A nawet jeśli nie wpadło, to był ewidentny karny, bo Pazdan pchnął Wójcickiego dwoma rękami, gdy ten skakał do głowy. A Hermes dwa faule bez niczego i czerwona?

Hermes to inna historia. Facet dostał półtora roku zawieszenia i zapomnieli go zawiesić.
Odwołał się i trwa jego sprawa.

Ale ile może trwać?
Jaruzelskiego prowadzili do sądu 24 lata i nie mogli zaprowadzić! W takim kraju żyjemy i koniec. Ale sam siedziałem nad tą sytuacją – Hermes zabiegł mu drogę, sędzia puścił grę, Stokowiec wyskoczył z ławki z wrzaskiem i dopiero wtedy gwizdnął. Trzy sekundy po faulu! Tyle walczyłem z tym łódzkim betonem… Ci sędziowie tam siedzą, chodzą do tych prezesów i to jest ich miejsce pracy! Nie w Warszawie, tylko w szesnastu okręgach, które dają im awanse, pieniądze. Mogę wam pokazać, jak obserwator z Łodzi opisał jeden z moich meczów. Kompletnie niezgodny z meczem! Po co Hermesowi dali te kartki?

Pytasz „po co”, czyli sugerujesz premedytację.
Nie, sugeruję co innego. Przez pierwszy rok – co powiedział mi wysoko postawiony członek PZPN-u – odcierpiałem to, co musiałem odcierpieć. Stary układ też ma swoich wrogów, więc woli siedzieć we własnym gronie. Towarzystwo wzajemnej adoracji. Problem jest taki, że wytoczyłem im wojnę, waliłem prosto z mostu na spotkaniach, w telewizjach… Kiedy powiedziałem w Orange’u, że sędzia był nieudacznikiem, który możliwe, że z innych powodów dał nam trzy czerwone i karnego w 94. minucie z kapelusza, to tydzień później przyjeżdża do mnie jego ojciec jako delegat. I co mówi na starcie?
– Dzień dobry, jestem ojcem tego sędziego, którego pan obraził w telewizji.
– Wie pan co, bo ten pana syn to sędziować nie umie albo robi to celowo, rozumie pan? Jest tragiczny!

Nie zacząłeś tych delegatów witać ciasteczkami i kawusią?
Powinienem ich, kurwa, zamknąć. W pierwszej lidze dostałem w pierwszym sezonie 107 kartek, gdzie wcale nie graliśmy ostro. Przed Pogonią dwóch było zagrożonych pauzą – Ekwueme i Geworgian. Siódma minuta, pierwsze starcie – Ekwueme żółta, 60. minuta techniczny krzyczy: „jeszcze dziewiętnastka, jeszcze dziewiętnastka!”. Akurat trener bramkarzy stał obok. Dwóch mi wykartkowali przed Pogonią – sprawdźcie sobie, bo przecież nie wygaduję głupot. Wiedziałeś, że mogą cię dojechać i cię dojeżdżali! Albo nagle słyszę, że mam ściągnąć szmatę z trybun, bo był na niej napis „popaprańcy do wyborów” czy coś takiego, odnoszącego się do PO. Przerwali mi mecz na 15 minut, poszedłem do kibiców i oddali mi ją, po raz pierwszy w historii klubu, bo jeszcze pół minuty i oddalibyśmy mecz walkowerem. Wracam z flagą przez boisko, siadam, a obserwator, nomen omen z Warszawy, przerywa mecz po raz drugi i każe przynieść ją do swojego pokoju. A ja obiecałem kibicom, że po meczu im ją oddam. Odniosłem mu, bo nie miałem wyjścia. Co się okazało? Sam Listkiewicz powiedział mi, że nie mieli prawa przerwać meczu, gdzie groziło, że 5,5 tysiąca ludzi zrobi aferę na moim stadionie! Potem, jak spotkałem tego obserwatora, to zapewniłem go, że jak jeszcze raz mnie odwiedzi, to złapię go za ucho, zamknę w kiblu i będę tam siedział przez 90 minut. Trzy razy przeżywałem taki strach przed walkowerem, nie zdajecie sobie sprawy, jakie to uczucie! I oni potem nie ponoszą żadnych konsekwencji, gdzie mogą wywołać zamieszki, a mnie grozi zamknięcie stadionu i olbrzymie straty.

Wiecie, ile dostałem kar za rządów Laty? 140 tysięcy złotych! W Płocku czy na Arce rzucali racami, po czym załatwili sobie pięć tysięcy. A jak u mnie rozłożyli na trybunach piękną 50-metrową płachtę miasta i podświetlili pod spodem te okna racami, to dostałem 30 tysięcy! Nie miałem z kibicami przez dwa lata żadnych problemów, to nawalili mi 140 tysięcy, a drugi klub w klasyfikacji – 20. Czy to nie jest celowe? Pytam, dlaczego Arka, która rzuca racami w ludzi, dostaje piątkę, a my za podświetlenie płachty sześć razy więcej…

Może race w połączeniu z sektorówką sprawiają zagrożenie pożaru.
Zawsze znajdziesz wytłumaczenie na esbeckie rzeczy! Wszyscy z tych ludzi twierdzą, że niczego złego nie robili. Pili z tobą wódkę do rana, a następnie szli pisać donosy.

Lubisz, Radek, teorie spiskowe.
Nie.

Oficjalne pytanie, oficjalna odpowiedź. Czy polska piłka jest dziś czysta?
Moja odpowiedź – w 90 procentach w ekstraklasie jest czysta.

A brakujące dziesięć procent?
Wydaje mi się, że pokutują jeszcze pewne stare układy. Gramy ostatni, najważniejszy mecz na Piaście. Przegraliśmy 0:3, zdarza się. Ale wiecie, jak straciliśmy bramkę? Stefańczyk przyjął piłkę tyłem do linii, bo tak wyrzucił mu Witan, sędzia wepchnął Jurado z powrotem do gry, ten zabrał piłkę i strzelił gola. Tragedia, pięć minut trwała awantura. Szatałow chyba napluł Borskiemu w twarz, a Paweł Wojtala wprost mi mówił, że to prokuratura. Pytam Przesmyckiego, dlaczego wyznaczyli Borskiego na technicznego, który wiadomo, jakim jest sędzią. A on na to: „Radek, sam się do mnie zgłosił, że przyjdzie poćwiczyć jako techniczny przed Euro”. I wpuszcza zawodnika przy linii, gdy przeciwnik przyjmuje tyłem… Nie mów mi, że to błąd – to kryminał! Sami podkreślacie, że sędzia może cofnąć decyzję, przyznając się do błędu, ale nikt tego nie zrobił. Przyznaję – byliśmy potem słabsi, ale po takich wydarzeniach ciężko było się podnieść – tak nas wyruchali z awansu. Do dzisiaj nikt mnie nie przeprosił za wypaczenie tego wyniku. Normalnie powinienem iść i komuś przywalić!

Widać po tobie, że chyba kiedyś to zrobisz.
Tacy ludzie niszczą piłkę! Nigdy nie wkładają swojej złotówki, a tłumacząc takie akcje, mówią o błędach. Zaraza! Przecież Kielce, za Ojrzyńskiego, też były prowadzone z Warszawy! Byłem na ich meczu z Lechem i oglądałem to z zażenowaniem. Tak czternaście razy wjechali „sankami” w przeciwników, że powinny się posypać czerwone kartki, a sędzia nic. Trzy żółte. I to jest drużyna ambitnie grająca? Pilnowana przez sędziów! Czerwoną dali dopiero, gdy Lech prowadził. Od kiedy w PZPN-ie nie ma pana E., który tym rządził, Korona nagle przegrywa 10 meczów z rzędu, gdzie przedtem były fenomenem. Kolejna seria – Dolcan, dziesięć wygranych. W każdym meczu czerwona kartka i karny, aż do spotkania ze mną. Wiesz, co oni sobie wymyślili? Po sezonie jeden gość miał odkupić od Dolcanu licencję po awansie, sprzedać ją Polonii, by ta została w ekstraklasie, bo 50-milionowych długów nikt oddać nie chce. Nie znajdziesz frajera – musisz zlecieć do IV ligi. Ale trzy miliony na licencję by się znalazły – tamtych by zrobili w konia, graliby na licencji Dolcana, ci zaczęliby jako Ząbkovia w IV lidze – plan był ułożony. Sponsorowanie – tak słyszałem – przestało się opłacać, bo deweloperka leży, 575 pustych mieszkań, banki każą zwracać kredyty… Dlatego, jak zobaczyłem, że na ich meczu z nami pojawiła się cała „warszawka”, to od razu zapytałem Jurka Szczęsnego, po cholerę mnie tu zaprasza, skoro zostałem wydymany? Co zrobiłem po tym meczu – po pierwsze wywaliłem Szatałowa, po drugie Petasz zadzwonił do piłkarzy Dolcanu, powiedział im, że klub jest sprzedany, bo Polonia ma 28 piłkarzy i… sprawdź ich wyniki. Nagle seria dziesięciu zwycięstw zakończyła się dramatem, rozbiegali się po boisku, a bramkarz sam sobie bramki strzelał. I nie jestem żadnym zwolennikiem teorii spiskowych.

Pamiętamy też konflikt z Beenhakkerem.
I co? Beenhakker poszedł do Feyenoordu, a następnie prezydent powiedział wprost, że doszło do olbrzymich nadużyć i wywalił go z klubu po roku. Leo dokonał najgorszego transferu w historii klubu – tego Duńczyka, co nie potrafił piłki prosto kopnąć, zaliczył największą porażkę, 0:10 z PSV i ledwie się utrzymali przed spadkiem. Leo zarobił u nas 1,8 miliona euro, a wcale taki „profi” nie był, bo po co jechał na zimowe zgrupowanie do Portugalii, by trenować tam na sztucznym boisku, skoro równie dobrze mogliby to zorganizować w Grodzisku? Nie, nie mogliby, bo w Portugalii Leo miał Sheraton i najlepsze pole golfowe pod nosem. Zawodnicy z zagranicy dojechali dopiero później, ale nasi ligowcy trenowali w takich warunkach, na sztucznej płycie przez dziesięć dni. A to przecież dla nich dramat! Tyle był wart jego profesjonalizm!

Pytał jego jeden asystent z drugim zawodników, do kiedy mają umowy z menedżerem, a potem mówili: „to nie przedłużaj, będziemy cię promować przez kadrę”. Miałem nawet wtedy aferę z Robertem Kolendowiczem, który związał się z Zagłębiem Lubin, a przydupas Beenhakkera na zgrupowaniu kadry znalazł mu klub w Rosji. I mówi mi „Kolenda”: „Mam nową drużynę, zadzwoń do Pietryszyna, skoro to twój kumpel, żeby podarł naszą umowę”. Myślę sobie – dobra, miałem z tego sto tysięcy złotych, ale dzwonię. A Pietryszyn, że umowa jest w sejfie i niczego nie będzie darł, bo rada nadzorcza by go zabiła. I czymś takim zajmowali się ludzie z reprezentacji!

Jeszcze lepsza sytuacja. Józef Wojciechowski dzwoni i pyta, czy mam kogoś w jednym klubie z Holandii, chyba Den Bosch, ale nie mam teraz pewności. – A co, prezesie potrzebujesz?
– Wiesz co, Bobo i De Zeeuw dają mi takiego Jugola, ale coś tu jest podejrzane, bo mówią, żebym przelał 700 koła euro i w sumie zgodziłbym się na to, gdyby nie fakt, że każą mi to przelać do firmy menedżerskiej w Holandii. Jego wartość na Transfermarkt to 1,2 miliona, a ja go mam za 700, bo oni go wykupią z klubu.
– A masz w recepcji jakąś laskę, która mówi po niemiecku?
– No mam.
– To niech zadzwoni do klubu i się dowie.

Co się okazało? Zawodnik miał rozwiązaną umowę z klubem od dwóch tygodni. Za to wywalił Boba i De Zeeuwa po miesiącu, a mi przyznał rację. Rozumiecie? 700 tysięcy do firmy menedżerskiej! A gdyby krzyknęli 300, to pewnie od razu by zapłacił!

Świat pełen oszustów na każdym kroku?
Wszedłem do niego jedenaście lat temu, mając firmy w trzech innych, przeróżnych branżach. Nie były to wielkie kombinaty, ale zatrudniałem nawet po 200 ludzi. Jako menedżer zrobiłem łącznie 170 umów, przedłużeń kontraktów i transferów, a jednej zimy – 20! Dziś na rynku nie ma pieniędzy i tyle robią wszyscy razem wzięci, włączając tych, którzy wysyłają piłkarzy do Rosji. Kluby toną w długach, nie płacą agentom prowizji i naprawdę jest mi żal dawnych konkurentów, bo to dla nich ciężkie czasy.

Ty prowizje płacisz jako właściciel?
Płacę.

Nie mówimy o prowizjach dla syna.
Syn nie wziął ode mnie żadnej prowizji! Ściągnął dopiero teraz tego Luisa Carlosa, ale nie dostał z klubu ani złotówki. Dałem prowizje kilku innym agentom, chyba dziesięciu, ale sam z klubu pierwszoligowego nigdy nie brałem prowizji – dawałem tam zawodników raczej na przechowanie. A jako prezes klubu pierwszoligowego powiedziałem uczciwie: mogę dawać 10 tysięcy plus VAT. Jeśli chcecie, to dychę macie.

A teraz?
Teraz – do stu tysięcy złotych. 25 tysięcy euro mogę dać, bo budżet jest większy. Dla zawodników stosuję inny patent – 2/3 gwarantowane, a reszta w meczach. Nieważne, czy wygra, czy przegra – musi grać. Najlepsza motywacja.

Od menedżerki do prezesa to dobra kolejność?
Na pewno dzięki temu nie jestem oszukiwany przez piłkarzy, a w wielu biedniejszych klubach budżety są rozkradane na zasadzie układów. Zrobiliśmy awans za cztery razy mniejsze pieniądze niż inni, bo mam doświadczenie z zarządzania ludźmi i znam się na piłce. To nie przypadek, że w dwa tygodnie zrobiłem klub, który walczył o awans do ostatniej kolejki. W drugim sezonie strzeliłem najwięcej bramek, straciłem najmniej i zdobyłem najwięcej punktów. Sprawdźcie różnicę bramkową – plus 43, a Cracovia – plus 13. Czyli graliśmy chyba na innym poziomie. A ile było strachu, że Zawisza się rozlatuje, jak się żegnaliśmy z kolejnymi piłkarzami, ile plotek o konfliktach… Ł»adnych kłótni nie było – z wszystkimi rozstałem się w pokoju, a nowych zawodników ściągałem za swoje. Teraz z tymi dwoma, Micaelem i Carlosem, zrobiłem akcję „przyczajony tygrys, cwany lis” i od razu mówiłem „Tarasiowi”, że wzmocnienia będą w sierpnia, bo w lipcu żądania obcokrajowców, których wytypowanych miałem czternastu, są zbyt wygórowane. Zjechaliśmy z 15 koła euro miesięcznie, do siedmiu. Tyle zapłacić już mogę, a przecież do tego dochodzą przeloty piłkarzy, ich rodziny…

Ale jaki z tego Carlosa jest piłkarz, to szok! Takiego w lidze nie było, sami zobaczycie. Mamy tak mocną czwórkę importowanych, że jak oni wypalą i do tego dojdą jeszcze Masłowski, Wójcicki, Kaczmarek, to skład będziemy mieli bardzo mocny.

No dobra, ale uciekłeś od odpowiedzi. Jak bardzo pomogło ci doświadczenie z pracy w menedżerce? Wiedziałeś, kto jest sprzedajną mendą i tak dalej?
Mocnych słów używacie, ale… oczywiście, macie rację. Sprzedałem swoje „know-how” Zawiszy i wiem o piłkarzach dziesięć razy więcej niż ktokolwiek inny, bo pracowałem jako ich menedżer, a przed trenerem czy prezesem nigdy by się tak nie otwierali. Gdybym napisał książkę o polskich piłkarzach, to zamknęliby mnie do Tworek jako wariata, a nie byłoby tam – przysięgam wam – ani jednego kłamstwa. To byłby taki szok, że nikt normalny by w to nie uwierzył. Ale o mnie nikt nie powie – i mówię to z czystym sumieniem – że go oszukałem. Nie zmieniałem miast, od dwudziestu lat mam ten sam numer telefonu, nie zaciągnąłem żadnych kredytów i nie dostałem żadnego przedsiębiorstwa za złotówkę po układach esbeckich. Do wszystkiego doszedłem sam i powiedziałem, że klub też zbuduję! Brakuje mi tylko inwestora, który dorzuciłby mi luźne dziesięć milionów, to przez pięć lat byłbym mistrzem Polski, ale przy Wojciechowskim i Walterze jestem małym żuczkiem. Walczę ze sto razy silniejszymi i jakoś idzie! Piast dostaje z miasta 12,5 miliona, ja 2,6 i… widziałeś nasz mecz? Byliśmy lepsi i to bez naszych dwóch najlepszych zawodników z Portugalii.

Długo byłeś po drugiej stronie barykady, więc siłą rzeczy musiałeś nawijać makaron na uszy prezesom. Nauczyłeś się tych technik na tyle, że trudno ciebie oszukać?
Jak przychodzi taki menedżer i opowiada mi bajkę, to śmiać mi się chce, bo tysiąc razy to zjadłem i tysiąc razy wysrałem. „Ty mnie chcesz na głupka przerobić? Proszę cię… Daj mi chłopie nazwisko, ja sobie wszystko sprawdzę i lepiej sam nic nie gadaj”. Wiesz, dlaczego jestem niezależny? Bo nigdy nie wykonywałem niczyich poleceń. Rządzę twardą ręką i bajerka od agentów mnie nie interesuje. Piłkarzom też wprost mówię, co myślę, a jak ktoś się będzie opierniczał, to szatnia go zje. Dziewięć lat doświadczeń i 24 lata prowadzenia firmy. Za dużo się napracowałem, żeby do teraz stać z teczką pod biurem i być besztanym za to, że chcę dostać prowizję. Wierzcie mi, momentami było wręcz wstyd. Piłkarze też nie będą na mnie narzekać, bo zawsze każdego gdzieś umieściłem.

Ale nie z każdym łączą cię do dziś dobre kontakty, nie oszukujmy się.
To najtrudniejsza grupa zawodowa. Pomożesz mu sto razy, a raz powiesz, że źle zagrał, to się na ciebie obrazi na śmierć! Bajerować mogłem prezesów, ale akurat z piłkarzami zawsze rozmawiałem szczerze. Dziś jednak jestem dziesięć poziomów nad nimi i olewam to, czy któraś pseudogwiazdeczka powie tak, czy tak, bo na ani jedną złotówkę jej nie oszukałem. W sądzie polubownym PZPN dziewięć lat nie byłem tam z żadnym zawodnikiem, jeden z bardziej znanych agentów co czwartek ma dwie sprawy, a transferów zrobiłem tyle co on. Oddaje to mój charakter? Gdybym chciał, to dorwałbym piłkarzy – bo raz sobie to policzyłem – na 5,5 miliona. Machnąłem na to ręką.

Jako menedżer jak oceniasz sposób prowadzenia transferu Lewandowskiego?
Ł»enujący. Kiedyś do mnie dzwonił jego agent i tak się jąkał, że mówię mu: „śpiewaj, to może pójdzie szybciej”. Jak można mieć takiego menedżera? Dasz mu jakąkolwiek firmę, to ci w miesiąc położy na łopatki. Tyle razy o tym rozmawialiśmy… Zresztą, piłkarze jadą po dziennikarzach, dziennikarze po piłkarzach, wszyscy po menedżerach. Czy tobie się, Krzysiek, wydaje, że ktokolwiek powiedział o tobie dobre zdanie? W życiu. Jesteś największym chujem w polskiej piłce. Ale chodzi o coś innego – piłkarze są zepsuci, lecz podziwiam ich za to, że w porównaniu z normalnymi firmami, gdzie donosy są na porządku dziennym, tworzą zwarte grupy. Trzymają się razem jak kryminaliści. Poza tym ich poziom intelektualny – abstrahując od tego, jak się z nich śmiejemy – naprawdę rośnie. W latach 70., 80. nie potrafili powiedzieć jednego zdania złożonego. Dukali, byli debilami.

Z drugiej strony menedżer najlepiej żyje właśnie z takich.
Taki, który chce kogoś za wszelką cenę skręcić. Wierzcie mi, dla mnie nie było żadnej różnicy. Zaobserwowałem natomiast, że piłkarze-debile mają jednak w karierze łatwiej. Bo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich błędów. Przyjmie, położy na dupie, strzeli, pocieszy się i tyle. A im bardziej inteligentny piłkarz, tym bardziej spięty na boisku – widzę to po swoich zawodnikach. Najlepsi zawodnicy na świecie, bo nie mówię tylko o Polsce, byli mało piśmienni.

Chociażby Grzegorz Lato.
Chociażby. Prezesura przerosła go tak, jak Wałęsę prezydentura. A wiecie, co najbardziej psuje polskich piłkarzy? Reprezentacja. Wyjeżdża na kadrę młody chłopak, a wraca z torebeczką przewieszoną przez ramię i ledwo ci „dzień dobry” mówi. Prowadź taką bandę jako selekcjoner – szczerze mu współczuję. Wiecie, co jeden dzień może zrobić z życia człowieka?

Masz potencjał, żeby być polskim Jesusem Gilem? Odnajdywałbyś się w takiej roli, co?
Jest takie fajne rosyjskie powiedzenie: ser znajdziesz za darmo tylko w pułapce na myszy. 44 lata życia nauczyły mnie, że za wszystko kiedyś przyjdzie zapłacić. Wszędzie trzeba szukać złotego środka. Klub daje mi nieprawdopodobne emocje…

Jesteś w nim personą.
Nie dbam o to. Różnica jest taka, że na Zachodzie właściciel klubu piłkarskiego jest kimś wyjątkowym. Wchodzi gdziekolwiek, to ludzie wstają i biją brawo. Dla ludzi ze szkoły w Maladze, do której wysłałem córkę, też jestem osobą wyjątkową, bo tam futbol jest religią. Gdziekolwiek wejdziesz – liczy się tylko piłka. We Włoszech tak samo – bierzesz „La Gazzettę dello Sport” i na sto stron 95 jest o piłce. Reszta, pozostałych 150 dyscyplin, jest wciśnięte na pozostałe. Futbol zdominował świat! Najbogatsi ludzie w Polsce też traktują mnie dziś zupełnie inaczej niż wcześniej, jako menedżera. Teraz jestem jednym z nich, a przecież – mimo że większość jest bogatsza ode mnie – to ja mam największy procent udziałów w klubie. Mogę mówić, że o to nie dbam, ale każdy z tyłu głowy ma jakąś próżność i jest zadowolony z tego, co się udało osiągnąć. Kto z polskich piosenkarzy odniósł jakiś sukces w Europie? Nikt! Rumuńskie i estońskie przeboje grano na całym świecie, od nas żadna piosenka się nie przebiła, a ciągle jedziemy z piłkarzami. A jak wyglądają ci nasi schlani pseudoaktorzy serialowi? Jeżdżę z nimi czasem na weekendy – totalna amatorka! Loda by zrobił za film!

W takim kraju żyjemy. Płacimy za lata komuny i zaborów, kiedy wycięto w pień całą inteligencję. I pamiętajcie – w Polsce zawsze przed podziwem idzie zawiść. Na Zachodzie będziesz kimś, a tu cię obrzucą błotem, bo jesteś lepszy od innych. Mówiłem córce przed wyjazdem do Malagi, że jedzie do kraju debili. Połowa powtarza rok, bo rodzice się uparli, że muszą wysłać swoje dzieci do najlepszej szkoły w mieście. MIT, filia Massachusetts Institute of Technology, a w klasie nikt nie wie, kto jest premierem ani królem kraju. Juan Carlos sprawuje urząd już nie wiem, ile lat, a chłopak odpowiada, że to się co chwilę zmienia, więc nie nadąża. Wpuścili bandę lewaków do rządu i rozpierdolili kraj kosmicznie. To samo robią teraz z Polską. Nauka będzie u nas na poziomie zerowym i będziemy mieli bandę debili. Powstanie pokolenie „ani-ani”. Ani do szkoły, ani do roboty. Wszyscy mieszkają z rodzicami. Ale w Hiszpanii przynajmniej mają szacunek i jak wchodzi prezes klubu, to stoją na baczność, a nie wykrzykują, że najgorszy złodziej… A wiecie, skąd w futbolu bierze się nieuczciwość? Patrzcie na moją komórkę. Jest warta, dajmy na to, dwa tysiące złotych. Jak jesteś frajerem, to ją sprzedasz za 1600, a jak znajdziesz łosia, to mu ją wciśniesz za 2400. Ale nigdy za milion. A w piłce ktoś może być warty tysiąc, dla innej osoby sto tysięcy, a dla jeszcze innej – milion!

Ile byś jeszcze wytrzymał finansowo, gdybyś w poprzedni sezonie nie awansował?
Nie wiem. Albo bym czekał na inwestora, albo grał o jakieś dziesiąte miejsce, płacąc piłkarzom po pięć tysięcy miesięcznie na rękę. Ale mnie walka o nic nie interesuje, nie po to budowałem ten klub, żeby być najsłabszym! I w takiej biedzie ściągnąłem naprawdę świetnych piłkarzy. Gdybym sprowadził takiego Ljuboję za pół miliona euro rocznie, to rozwalił cały klub, bo nie po to bierze się takich piłkarzy, by strzelali z Bełchatowem czy ŁKS-em, tylko by zrobili Ligę Europy czy wygrali mecz z Rosenborgiem. Ale w Polsce publika podnieca się byle czym, nie zawiesza poprzeczki tak wysoko, jak powinna. Przy Vasconcelosie nie ponoszę żadnego ryzyka – jedynie 100 tysięcy euro rocznej pensji z kosztami, a powiedziałem mu wprost, że oczekuję od niego ok. dwunastu goli. I kolejna sprawa – w drużynie możesz mieć maksymalnie dwóch Jugoli. Przy trzech – rozwalą ci zespół.

Docelowo na pewno chcesz zarabiać na piłce.
Jeśli sprzedałbym klub, to mógłbym w tym kryzysie, przy braku kredytów, mieć wszystko w dupie i wyjechać na stałe do Hiszpanii.

Za ile byś sprzedał?
Po awansie miałem dwie oferty na 10 milionów. Piątkę włożyłem, piątkę bym zarobił na czysto, ale pamiętajmy, że to były dwa lata ciężkiej pracy, 20 godzin na dobę, bez pensji. Nie sprzedam tego za żadne pieniądze. No dobra, tak się mówi, jak ktoś wyłoży 100 milionów – wtedy bym sprzedał i kupił inny klub. Ale tego się nie pozbędę, bo jestem dumny, że podniosłem Zawiszę o dziesięć poziomów w górę. Wcześniej był to klub miejski i wszyscy tylko czekali, żeby móc sobie coś z niego uszczknąć. Poza tym mnie to po prostu kręci, a menedżerka przestała mnie interesować – na niej poważne pieniądze zarabia dziś w Polsce pięć osób.

Możesz powiedzieć, jaką największą prowizję dostałeś?
1,2 miliona – 300 tysięcy euro. A zrobiłem 170 transferów i przedłużeń. Doprowadziłem 17 chłopaków do pierwszej reprezentacji!

Nie przesadzaj, sami się doprowadzili, a ty im pomagałeś.
OK, nie brałem ich jednak jako reprezentantów! Szczęście możesz mieć z jednym czy drugim, ale nie z 17! I mówię wam – od tamtej pory poziom intelektualny piłkarzy naprawdę się podniósł. Wynika to chyba z dostępu do internetu, wyjazdów i ogólnej otwartości.

Kiedyś nie rozróżniali brutto od netto.
O nie! O to się nie bójcie, liczyć to potrafią lepiej od nas! Nieraz, jak księgowa wysyłała przelewy i się pomyliła, to było zaraz puk-puk do drzwi i „nie, żeby coś, panie prezesie, ale stówki to tam brakło”. A jak już przelałem za dużo, to nigdy nie przychodzili! Ale mnie się to podoba, cały czas coś się dzieje! Mógłbym się wylegiwać na plaży w Hiszpanii, ale jaką dawałoby mi to satysfakcję! Ł»adnej. Tutaj odpowiada mi wszystko poza tym, że nie mam z tego żadnych profitów.

Za ile sprzedasz tego Masłowskiego?
Chciałbym za 10 milionów euro, a mówiąc serio – sprzedam go dopiero, gdy osiągniemy jakiś sukces. Do miliona złotych mogłem już dwóch zawodników gdzieś opchnąć – a to w sytuacji Zawiszy naprawdę dobre pieniądze – ale tego nie zrobiłem. Podziwiam tylko żonę – bo nie mieliśmy rozdzielności majątkowej – że złożyła podpis pod tym wszystkim. I tylko biorąc długopis u notariusza, zapytała, czy wiem, co robię. Odpowiedziałem, że wiem i podpisała na 5,4 miliona. Przykra sprawa dla kobiety, która miała wszystko poukładane finansowo, zabezpieczony byt do końca życia i nagle to wszystko straciła. Ale jak zaczęła żyć tym Zawiszą, od kiedy zostałem prezesem, to byście się zdziwili!

Radek, to ona jest prezesem, a ty jej mężem.
Ja jestem właścicielem, a właściciel nie musi być prezesem. I mam też jedną zaletę – nie wierzycie, to zapytajcie trenerów – nigdy nie ładuję się im w robotę.

* * *

– Młody, naprawdę znasz hiszpański?

– Tak.
– To weź mi przetłumacz mój tatuaż!

Radek odwija rękaw, na ramieniu napis: „el nino loco para siempre”. Szalony dzieciak na zawsze.