Radović i Ljuboja zostaną dyscyplinarnie odsunięci?
Weszło

Radović i Ljuboja zostaną dyscyplinarnie odsunięci?

Garść spostrzeżeń po finale Pucharu Polski. Finale, z którego Legia powinna się wstydzić. Świetnym organizacyjnie, ale fatalnym sportowo. Jeśli ta drużyna w ten sposób ma reagować na presję, na pełne trybuny, na grę o stawkę, to feta po sezonie będzie, ale w Poznaniu. Śląsk miał przyjechać do Warszawy, żeby odbębnić rewanż, tymczasem przez 90 minut był lepszy, szybszy, lepiej zorganizowany. Brakowało ledwie centymetra, by piłka po odbiciu się od poprzeczki wpadła do siatki. A gdyby tak się stało, stołeczny zespół by pękł i już się nie pozbierał. Legia po pierwszym spotkaniu trzymała Puchar Polski w rękach, ale prawie się jej wyślizgnął.
* * *

I szkoda, że się nie wyślizgnął. Wiecie dlaczego? Dlatego, że irytuje nas, że w finale rozgrywek Jan Urban nie wystawia optymalnego składu, tylko wypuszcza na boisko rezerwowych. Tak, wiemy, że w sobotę ważny mecz z Jagiellonią w Białymstoku, ale jeśli ta drużyna ma być cokolwiek warta, to musi być w stanie grać co trzy dni. Tymczasem Urban chciał oszczędzać czołowych piłkarzy. Czy finał Pucharu Polski to moment na oszczędzanie? Moment na sprawdzanie rezerwowych?

Brakowało centymetra, by ta „taktyka” okazała się samobójcza.

* * *

Urban chciał oszczędzać piłkarzy. Chciał, żeby w Białymstoku byli wypoczęci. Ale oni sami najwyraźniej tego nie chcą, skoro koło 4 nad ranem można było spotkać Miroslava Radovicia i Danijela Ljuboję w klubie Enklawa, zamawiających drinki.

– Mamy krótką przerwę między meczami, spotkanie ze Śląskiem skończy się późno, a już w sobotę o 18.00 gramy z Jagiellonią – mówił trener. Ta przerwa nie okazała się dość krótka, by Serbowie balowali w najlepsze w najważniejszym momencie sezonu.

Trzeba być wyjątkowo nieodpowiedzialnym, by zarywać noce i bawić się przy alkoholu, gdy decydują się losy mistrzostwa kraju. Później będą durne wywiady w stylu „zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy”, „brakowało szczęścia”, „staraliśmy się ze wszystkich sił”. Radović i Ljuboja ze wszystkich sił to starali się, ale przy barze.

* * *

Bardzo możliwe, że Legia odsunie i Radovicia, i Ljuboję (o 15.00 spotkanie z radą drużyny w tej sprawie). Właśnie za balowanie w nocy ze środy na czwartek, gdy w klubie nerwówka związana z finiszem rozgrywek. W Legii obaj zawodnicy raczej już nie mają przyszłości (Radović raczej nie ma, Ljuboja na pewno).

Danijel ma największy kontrakt w historii ekstraklasy. Klub raczej nie płacił mu z myślą, że facet te pieniądze zostawi w dyskotekach i że na treningi będzie przychodził zmęczony i niedospany. Niestety, to jest właśnie ryzyko związane ze sprowadzaniem tego rodzaju zawodników – nie myślących już przyszłościowo, mających wszystko w dupie, zarobionych i sytych. No i rozrywkowych. Sytym zawodnikiem jest też np. Michał Ł»ewłakow, ale on jest zbyt inteligentny i zbyt rozsądny, bo pokazywać się w miejscach publicznych w środku nocy ze szklanką w ręku.

Ljuboja wiosną gra beznadziejnie, podobnie zresztą jak wiosną zeszłego roku, gdy zawiódł na całej linii w kluczowym momencie. Zawsze pary starcza mu tylko na jedną rundę – jesienną.

* * *

Odsunięcie dwóch zawodników to byłby ryzykowny ruch, ale dobry. Trzeba pokazać, że żarty się skończyły, że gra idzie o miliony i co ważniejsze: o marzenia tysięcy ludzi. Legia to niby wielki klub. Niby, ponieważ mistrzostw ma wyjątkowo mało jak na swoją rangę. Między innymi dlatego, że Warszawa zasysała wielu zawodników w chwilach, gdy powinni myśleć o zbliżającym się meczu.

Prezes Bogusław Leśnodorski zapewne da sygnał: żarty się skończyły. Ktokolwiek ma jeszcze ochotę na imprezę, zamiast na walkę o mistrzostwo kraju, niech podniesie rękę…

Co ważne, Radović i Ljuboja nie mogą się tłumaczyć, że „to nie tak”, że „wcale nie”, że „grzecznie spali”. Ich problem polega na tym, że w Enklawie był też wspomniany Leśnodorski i wszystko widział na własne oczy.

Radović spytał prezesa: – Może zamówić panu drinka?

Prezes nie skorzystał z tej dość bezczelnej i nietaktownej propozycji.

* * *

Kolejne finały Pucharu Polski odbędą się już na Stadionie Narodowym. Dobrze? Hmm…

Dwa mecze finałowe w tym roku to był świetny pomysł, może nawet warty kontynuacji. Spotkania zobaczyli kibice obu drużyn, zarobiły oba kluby. Najpierw cieszył się Wrocław, potem Warszawa. Było efektownie, pięknie. Na pewno spory wpływ na to miał fakt, że do finału awansowały kluby posiadające wspaniałe stadiony. Gdybyśmy zobaczyli starcie Floty i Ruchu Chorzów, idea dwóch finałów straciłaby na atrakcyjności.

* * *

Zbigniew Boniek od początku kadencji wyciągnął rękę w kierunku środowisk kibicowskich. Nie każdy potrafi to docenić. Kibice Śląska Wrocław w środę zachowali się skandalicznie. Rzucanie rac na boisko – negatywne, ale jednak da się na to machnąć ręką. Natomiast rzucanie rac w sektory pełne ludzi, w sektor rodzinny, to jest bandytyzm. Kto rzuca odpaloną racę w tłum ludzi, ten powinien dostać dożywotni zakaz stadionowy. Dożywotni.

Odpalona raca może kogoś poparzyć, ktoś nawet może stracić oko. Rozumie to każdy, kto ma odrobinę więcej inteligencji niż ameba.

PZPN cofał wszelkie zakazy dla kibiców, gwarantując nowe rozdanie. Kilku idiotów z Wrocławia nie potrafiło tego zrozumieć i docenić. Niestety, „układanie się” z idiotami zawsze obarczone jest sporym ryzykiem.

KOMENTARZE (0)