Image and video hosting by TinyPic
Już wkrótce będziemy pytać: jak zdobyć tę górę?
Weszło

Już wkrótce będziemy pytać: jak zdobyć tę górę?

– W Polsce piłkarza zna każdy kibic. W moim kraju, w małych klubach, jest dokładnie na odwrót. To piłkarz zna każdego kibica, bo na mecze przychodzi 50 osób. Liga nie ma możliwości rozwoju. Nieraz graliśmy w niespotykanych warunkach. Schodziliśmy z boiska cali czarni, bo błoto było powyżej kostek. Nie dało się normalnie kopnąć piłki. Dopóki tego nie zobaczycie, nie będziecie wiedzieć, co jest naprawdę złe, a co dobre. Ale to nic… Wszyscy nasi najlepsi zawodnicy i tak grają za granicą – opowiada pomocnik Jagiellonii, Mladen Kascelan. Reprezentant Czarnogóry. Rywala Polski w eliminacjach do Mundialu 2014.
Czarnogórcy długo przełamywali kompleks niższości względem Serbów. Liga przez lata kręciła się wokół tych samych klubów, a tytuły na przemian zdobywały Partizan i Crvena Zvezda. Od wielkiego dzwonu jakiś Czarnogórzec potrafił wygrać klasyfikację strzelców. Wydawało się, że gdy jedni i drudzy pójdą w swoja stronę, liczyć będą się tylko Serbowie. Jak jest dzisiaj? Ligi obu krajów dzieli przepaść. Reprezentacje – niekoniecznie.

– Nawet nie wiecie, jak wielu mamy dobrych piłkarzy – przekonuje inny pomocnik Jagi, Ermin Seratlić. – Problem w tym, że jesteśmy małym krajem. W samym Białymstoku mieszka 300 tysięcy ludzi, czyli dwa razy więcej niż u nas w Podgoricy – dodaje. W Czarnogórze zarejestrowanych jest siedem tysięcy piłkarzy – amatorów. Ci, których można uznać za zawodowców, czym prędzej wyjeżdżają z kraju. Aktualny mistrz, Mogren Budva, stracił tego lata sześciu podstawowych zawodników i w eliminacjach do Ligi Mistrzów przegrał 1:5 z Liteksem Łowecz.

Organizacja leży i kwiczy. Klubowa strona Mogrenu, najbogatszego klubu w kraju, nie jest aktualizowana od prawie dwóch lat. Gdy Polonia Warszawa pojechała na pucharowy mecz z FK Budnucnost Podgorica, okazało się, że na konferencji prasowej żaden z miejscowych nie zrozumie Jacka Grembockiego. Gospodarze po prostu nie zatrudnili tłumacza. Takich historii jest znacznie więcej…

Niedawno, przed derbowym meczem Budnucnostu z Zeta Golubovci ktoś rozrzucił pod stadionem trzy duże worki zgniłych ryb. Przykry zapach „umilał” grę przez całe 90 minut, ale winowajców nie znaleziono. Prawdopodobnie to kibice gospodarzy – zwani Barbari (barbarzyńcy) – przygotowali śmierdzący prezent dla niechcianego w klubie prezesa. – Są największą grupą kibicowską w Czarnogórze. Dawniej, gdy mieliśmy wspólną ligę z Serbami, prawie po każdym meczu nawalali się z fanami innych drużyn – wspomina Kascelan.

Ale to wszystko drobiazgi… Największy problemem jest ciągły brak pieniędzy i infrastruktury. – Piłkarze zarabiają mniej więcej tak, jak wszyscy inni ludzie. Tylko w trzech, może czterech klubach widać znaczącą różnicę – mówi Vladimir Boljević z Cracovii. Zdarzają się pensje na poziomie kilku tysięcy euro, ale nie są żadną normą.

Sam Kascelan przyznaje, że przyjechał do Polski, bo w Internecie zobaczył, że u nas „wszystko jest ładniejsze”. Więcej kibiców, większe stadiony i lepsze boiska… Czarnogóra ma tylko jeden obiekt spełniający wymogi UEFA. Niezły 17-tysięcznik w stolicy. Ale im dalej, tym gorzej. Opowieść Mladena mrozi krew w żyłach. Dosłownie. – Raz graliśmy przeciwko zespołowi, którego stadion leży na bardzo dużej wysokości. Przez cały mecz sypał śnieg i było tak zimno, że stopy prawie nam odpadały. Nie było wiadomo, jak się zachować. Gdy po meczu wszyscy weszliśmy pod prysznic, żeby się trochę ogrzać, okazało się, że nogi puchną nam od gorącej wody – wspomina.

Trudno się dziwić, że ucieka, kto może. W efekcie, w czarnogórskiej ekstraklasie debiutują nawet szesnastolatkowie. Z miejsca wchodzą do pierwszego składu i po 3-4 latach wyjeżdżają z kraju, mając na koncie sto meczów w seniorskich drużynach. – Nasza liga jest pełna problemów, a co gorsza w ramach tych problemów pojawiają się jeszcze kolejne. Mamy za dużo szacunku do rywali. Dla nas każdy przeciwnik jest silniejszy i lepszy – twierdzi dyrektor sportowy FK Budnucnost, Anto Drobnjak.

Ale… Uwaga.

Wypowiadając słowo „reprezentacja”, wkraczamy do zupełnie innej bajki. Kadra Czarnogóry opiera się na piłkarzach jakby z innego świata. Prawie co do jednego, występujących za granicą. W każdym meczu można doliczyć się jednego, góra dwóch graczy z krajowego podwórka. A cała selekcja zamyka się ciągle w tym samym gronie – mniej więcej trzydziestu ludzi. Nagle jednak okazuje się, że Czarnogóra może być 17. zespołem w rankingu FIFA. Nigdy żaden mniejszy kraj nie był na tej liście wyżej. Po pięciu meczach eliminacji do Euro 2012 ma w grupie tyle samo punktów, co Anglia, z którą zdołała zremisować na Wembley. W międzyczasie pokonując Walię, Bułgarię i Szwajcarię. – Po prostu jesteśmy charakternym narodem. Mamy w sobie coś takiego, że zawsze będziemy walczyć jeden za drugiego – uważa Seratlić.

Po ostatnich sukcesach nie można mieć wątpliwości, czy futbol jest w Czarnogórze sportem numer jeden. Kibice na meczach kadry potrafią zadbać o dobrą oprawę. – W naszym kraju na piłkarzy nie patrzy się, jak na gwiazdy. Nikt nas jakoś bardzo nie podziwia, ale to miłe, gdy ludzie podchodzą na ulicy i mówią, że fajnie reprezentujemy nasz kraj. Widzą, że po odłączeniu od Serbii sami sporo zrobiliśmy – dopowiada Mladen Kascelan.

Niedawno sponsorem reprezentacji została sieć komórkowa Crnogorski Telekom, a selekcjonerem wybrano Chorwata Zlatko Kranjcara, ojca Niko, pomocnika Tottenhamu. Czarnogórcy nie pozwolili mu przeżyć kulturowego szoku. Zaraz po nominacji zakwaterowali go w ekskluzywnym hotelu w Podgoricy i zaprowadzili do najlepszego lokalu w mieście. Chorwat zgodził się pracować za siedem tysięcy euro miesięcznie. Dziś uważa, że ma duży komfort…

I nic dziwnego. Cała piłkarska Czarnogóra żyje doniesieniami na temat transferu Mirko Vucinicia, nowego snajpera Juventusu, który niegdyś razem z Kascelanem występował w młodzieżowej kadrze Jugosławii. W Serie A gra też kolejny as zespołu – Stevan Jovetić z Fiorentiny. A do „galerii sław”, podpisując kontrakt z Manchesterem City, dołączył jeszcze młodziutki Stefan Savić. 20-latek po roku pobytu w Partizanie Belgrad otrzymał szansę 10-dniowych testów w Arsenalu, a zaraz po tym kontrakt w Manchesterze. Bajka. – Cała trójka prezentuje przynajmniej taki sam poziom, jak najlepsi reprezentanci Chorwacji – uważa selekcjoner.

Nic dziwnego, że o zbliżających się eliminacjach do mundialu mówi z optymizmem. Celuje w miejsce drugie, choć zapowiada, że z Anglikami też powalczy. Wcześniej eliminując z gry Polaków i Ukraińców.

PAWEŁ MUZYKA

KOMENTARZE (0)

Najnowsze wpisy

INNE SPORTY