Oto dureń – portret Kamila Grosickiego
Weszło

Oto dureń – portret Kamila Grosickiego

Przyjrzyjcie się dokładnie temu zdjęciu – oto dureń. Zatrważająca głupota Kamila Grosickiego została dzisiaj rozłożona na punkty w „Magazynie Sportowym”. Postaramy się wam w skrócie przedstawić, jak wyglądały ostatnie miesiące w życiu tego piłkarza.
1. Podpisał lukratywny kontrakt, ale potem podpisał też inny dokument, po francusku. Zgodnie z nim uznał, że w Sionie jednak wolałby grać za darmo i nie chce dostawać od klubu żadnych pieniędzy. Mało tego – tak kocha Szwajcarię, że jeszcze do pobytu tam dopłaci. Miał więc spłacać długi, a narobił kolejnych – tym razem wisi kasę Szwajcarom. Cóż, wyczuli głupka i poprosili go o autograf. A ten nie zważając na to, co za kartki mu się podsuwa, chętnie autograł złożył (teraz jest dobry moment, żeby się z niego głośno śmiać – buahahaha).

2. Trenerzy mieli go dosyć, bo nawet jak mieszkał na terenie stadionu, to się spóźniał na treningi. Mało tego – zanotował dwie stłuczki samochodowe, co było o tyle interesujące, że nie miał prawa jazdy.

3. W ogóle nie uczył się języka. Sam Grosicki mówi tak: – Lekcje mi się nie podobały. W sali siedziało pięć osób, każda na innym poziomie. Wiedza nie wchodziła mi do głowy, więc postanowiłem zrezygnować z nauki… Na ten sam temat wypowiada się trener Sionu. Na pytanie, czy próbował wytłumaczyć Grosickiemu, czego od niego oczekuje pod względem taktycznym, odpowiada: – Z nim nie dało się dogadać, bo nie mówił w żadnym języku obcym. Po francusku nie znał ani słowa. A co najgorsze, miałem wrażenie, że on w ogóle nie chce się uczyć języka. Gdy przychodziłem do klubu, on przebywał tam już od kilku miesięcy. I nie opanował nawet podstawowych słów. Angielski? Mój angielski nie jest może perfekcyjny, ale jego wręcz tragiczny.

4. Grosicki został odesłany do zespołu juniorów, żeby nauczyć się podstaw taktyki. Bo biegał może szybko, ale bez sensu i nie w tę stronę, co trzeba. Niestety, w juniorach nie chciało mu się trenować. Teraz trenuje z ojcem w parku, w Szczecinie. To znaczy opowiada, że trenuje, bo wiadomo, że tak nie jest. Co będzie robił w styczniu, nie wiadomo. Legia ma nadzieję, że nie wróci.

5. Przez długi czas nie wiedział, dlaczego nikt go nie wstawia do składu Sionu, ani nawet nie bierze na ławkę rezerwowych. Wreszcie ktoś mu to wytłumaczył (pewnie na migi) – otóż nie zgłoszono go do rozgrywek. Ale jak jeszcze siedział na ławce, to… – Najbardziej zdziwiło mnie, że Kamil siedząc na ławce rezerwowych ciągle obgryzał paznokcie. Nie wiem, czy stresował się wynikami zespołu, czy innymi problemami, ale kilka palców miał pozaklejanych plastrami. Wyglądał jak kłębek nerwów – opowiadał Ryszard Komornicki, trener Aarau.

Smutna to historia. Ale z drugiej strony wszyscy mają chyba większe zmartwienia niż to, że ktoś ma móżdżek zamiast mózgu.

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT

KOMENTARZE (0)