Gracz klubu Ligue 1 ranny w pożarze. „Żyję, to najważniejsze”

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

07 lutego 2026, 09:23 • 5 min czytania 0

Gracz klubu Ligue 1 ranny w pożarze. „Żyję, to najważniejsze”

W Sylwestrową noc w szwajcarskim kurorcie narciarskim doszło do tragicznego pożaru baru. Zginęło ponad 40 osób, a ponad 120 zostało rannych. Wśród poszkodowanych jest zawodnik rezerw klubu Ligue 1, Tahirys Dos Santos. Nastolatek nie wyszedł od razu z płonącego baru, bo chciał ratować swoją dziewczynę. Teraz opowiedział o dramacie, który przeżył.

Reklama

Piłkarz Ligue 1 ranny w tragicznym pożarze

Podczas imprezy noworocznej w szwajcarskim kurorcie narciarskim Crans-Montana miała miejsce olbrzymia tragedia. Doszło do pożaru baru Le Constellation, w którym Nowy Rok mogło świętować nawet 200 osób. Zginęło aż 41 osób, a 121 odniosło obrażenia. Śmierć ponieśli młodzi ludzie. Ofiary miały od 14 do 39 lat. Wśród rannych był m.in. piłkarz rezerw FC Metz, Tahirys Dos Santos, który jeszcze kilkanaście dni przed tragedią pierwszy raz znalazł się w kadrze na mecz seniorów tego klubu. W meczu Pucharu Francji nie udało mu się jednak zaliczyć debiutu.

Z powodu ogromnej liczby rannych Dos Santos był jednym z poszkodowanych, którego przeniesiono do zagranicznej placówki medycznej. 19-latek trafił do szpitala w Stuttgarcie. Krótko po tragedii wsparcie wychowankowi Metz na konferencji prasowej okazali kapitan pierwszego zespołu, Gauthier Hein, oraz były już trener seniorskiej drużyny, Stephan Le Mignan. Głos ws. Dos Santosa zabrał wówczas także jego agent. W rozmowie dla radia RMC Sport Christophe Hutteau mówił, że nastolatek jest przytomny, ale nie znajduje się w dobrym stanie.

Reklama

– Nie mogę powiedzieć, że czuje się dobrze, ponieważ odczuwa straszny ból. Ma oparzenia pokrywające 30% ciała. Pozytywnym aspektem są jego płuca, które również zostały uszkodzone. Jego wydolność oddechowa od czwartkowego poranka znacznie się poprawiła

Dos Santos opowiedział o tragedii

Na szczęście, w drugiej połowie stycznia z obozu Dos Santosa zaczęły napływać pozytywne wieści. Piłkarz na swoim Instagramie napisał: – Dziś, po trudnych tygodniach i niedawnym przeszczepie, czuję się już lepiej. Przede mną jeszcze długa droga, ale z optymizmem i determinacją patrzę w przyszłość. Przyszłość na mnie czeka. Publicznie otuchy młodemu piłkarzowi dodawał jego agent: – Droga do powrotu do zdrowia będzie długa, ale Tahirys wróci na boisko i dojdzie do poziomu pierwszego zespołu FC Metz.

Na początku lutego Christophe Hutteau raz jeszcze napisał o swoim kliencie: – Jesteśmy dumni, że możemy go reprezentować! Wróci na boisko, a my zawsze będziemy go wspierać. Była to reakcja na pierwszy po tragedii wywiad, którego Dos Santos udzielił. W rozmowie dla Paris Match 19-latek opowiedział m.in. o tym, jak nie opuścił od razu płonącego baru, bo chciał ratować swoją dziewczynę.

– Do baru dotarliśmy ok. 0:30-1:00 w nocy. Zeszliśmy na dół, bo Coline [dziewczyna piłkarza] musiała skorzystać z toalety. Poszedłem więc z nią i sam skorzystałem z toalety. Wyszedłem przed nią i skierowałem się na pierwsze piętro, po czym zobaczyłem pożar. Wszystko działo się tak szybko, że przestałem się orientować. Poszedłem do Coline, zawołałem ją po imieniu. Była w toalecie, zbiegliśmy po schodach.

– W tym momencie zapadła totalna pustka. Nic nie pamiętam. Słyszałem krzyki, tłum ludzi, wszyscy pędzili do wyjścia (…) Zadzwoniłem do niej z łazienki, a ona się nie wahała, ruszyła do mnie (…) Nie pamiętam, którędy wyszedłem, ale gdy wyszedłem, nie wiedziałem, czy Coline jest cała i zdrowa, czy moi przyjaciele jeszcze żyją. Chciałem tylko znaleźć przyjaciół, wiedzieć, gdzie są. Ale byłem sparaliżowany, nie mogłam się ruszyć. Bardzo się o nich martwiłem. Nie wiedziałem, czy udało im się wydostać.

– Wykrzykiwałem ich imiona, ale nikt nie odpowiadał. Aż do momentu, gdy mój przyjaciel Eliott mnie znalazł i poprosił ludzi, by zanieśli mnie do miejsca, gdzie byli wszyscy ranni. Wtedy służby bardzo szybko się nami zajęły. Bałem się stracić przytomność, więc Eliott cały czas do mnie mówił. Kiedy odszedł, zostałem sam i nie czułem się dobrze. Wtedy pojawiła się Amandine. Rozmawiała ze mną, pocieszała mnie i tak dalej. Jest studentką. Można powiedzieć, że uratowała mi życie.

– Poprosiłem ją, żeby zrobiła mi zdjęcie dla rodziców, żeby się nie martwili, żeby pokazać, że wszystko ze mną w porządku, nawet po tym, co się stało. Mówiłem jej, że jeśli nie zostanę zawodowym piłkarzem, będę ratował życie tak jak ona. Zaopiekowano się mną i natychmiast umieszczono w karetce. Byłem trochę przytłoczony, bo takie rzeczy widywałem tylko w filmach. Nigdy wcześniej nie byłem w karetce. W tamtym momencie dużo myślałem o mojej rodzinie, przyjaciołach, wszystkich bliskich. Musiałem dla nich pozostać przytomny.

– Nie czułem pleców, one były najbardziej dotknięte, ale to ręce bolały mnie najbardziej. To dlatego, że je widziałem. Nie dostawałem też żadnych wiadomości od Coline. Nie wiedziałem, gdzie jest. Dopiero jakieś trzy, cztery dni później jej rodzice się ze mną skontaktowali (…) Przeszedłem operację, oczyścili wszystkie rany, itd. Opatrzyli mi wszystko, twarz, prawie całe ciało. Nie mogłem nic zrobić. Nie mogłem się ruszyć, nic. Nie mogłem używać rąk, chodzić, nawet iść do toalety. Cały czas potrzebowałem pomocy. A potem przenieśli mnie bliżej Metz.

Na początku nie chciałem na siebie patrzeć, bo wiedziałem, że obcięto mi włosy. To było jak uderzenie w twarz. Ale potem powiedziałam sobie: „Żyję, to najważniejsze. Wygląd fizyczny jest na drugim miejscu”. Czuję się o wiele lepiej niż pierwszego dnia. Wciąż mam oparzenia na ramionach, dłoniach, twarzy, a także na plecach. Teraz nie skupiam się zbytnio na piłce. Najważniejsze, żebym dobrze wyzdrowiał. Skupiam się na rehabilitacji, na odzyskaniu pełnej sprawności rąk, na tym, żeby znowu móc chodzić. Potem zobaczymy, co będzie dalej.

CZYTAJ WIĘCEJ O ZAGRANICZNEJ PIŁCE NA WESZŁO:

fot. Newspix

0 komentarzy

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ligue 1

Ligue 1

„Polski” klub pobije rekord transferowy? Gruba sprzedaż do Premier League

Maciej Bartkowiak
1
„Polski” klub pobije rekord transferowy? Gruba sprzedaż do Premier League
Reklama
Reklama