Czy istnieje jakiekolwiek uzasadnienie do kwot, które zarabiają piłkarze i sztab Śląska Wrocław, czyli przeciętnej drużyny z pierwszej ligi? Być może jakieś tak, ale my – no cóż – z żadnej strony go nie dostrzegamy.
Organizacja Sieć Obywatelska poprosiła miasto Wrocław o udostępnienie zarobków zawodników oraz trenerów tamtejszego klubu. Wyniki są szokujące. Rekordziści zrobili w grudniu w spadkowiczu z Ekstraklasy 133, 123, 99 czy 86 tysięcy złotych (kwoty podane są brutto). Te sumy nie szokowałyby, gdyby Śląsk nie był miejskim klubem i nie wyciągałby dopiero co z miasta rekordowych 30 milionów złotych, dokonując przy tym emocjonalnego szantażu, że bez tej kwoty WKS upadnie.
Upadłby, bo płaci chore stawki.
Zgaduj zgadula, które kwoty dla piłkarzy WKS Śląsk Wrocław, a które dla sztabu szkoleniowego. Dodajmy, że to spółka miejska z dużym dofinansowaniem. To powinno być jawne. pic.twitter.com/aLJ3F09Y9c
— Watchdog Polska (@SiecObywatelska) February 16, 2026
Zarobki w Śląsku Wrocław
I naszym zdaniem płacenie takich kwot w Śląsku Wrocław nie jest w żaden sposób uzasadnione. Nie broni się to z żadnej strony…
Ekonomicznej – bo ci piłkarze nie generują wysokich przychodów. Ich gra nie przynosi na tyle dużych benefitów ze strony organizatora rozgrywek, telewizji, sponsorów czy kibiców, żeby projekt ten był choćby blisko wypracowania zwrotu z inwestycji. Nie, jest to firma notująca katastrofalny bilans i ratuje ją jedynie sztuczna kroplówka ze strony miasta. Zadajmy sobie pytanie – czy rolą ratusza jest ratowanie fatalnie prowadzonych przedsiębiorstw czy jednak wspieranie inicjatyw, które mają ręce i nogi?
Sportowej – bo dużo biedniejsze kluby radzą sobie znacznie lepiej. Nie trzeba płacić po sto tysięcy złotych, żeby mieć dziewiąte miejsce w pierwszej lidze. Jeśli wielkie pieniądze płaci Wieczysta, nie mamy z tym żadnego problemu, bo co nam do prywatnych pieniędzy Wojciecha Kwietnia? Kiedy robi to publiczny Śląsk, skamląc przy tym o upadku, czujemy wielki niesmak.
Moralnej – bo dlaczego za tak horrendalne kontrakty mają płacić mieszkańcy? Czy we Wrocławiu nie ma potrzebujących osób ani innych palących wydatków? Wreszcie – czy to nie Wrocław ma zadłużenie, które na koniec 2026 roku wyniesie 5,7 miliardów złotych?
Nie da się w żaden sposób obronić wydatków Śląska na piłkarzy i sztab. Ktoś powie, że tak już musi być, bo kiedy WKS sięgał po wicemistrzostwo, podpisywał kontrakty obracając się w zupełnie innych realiach. No właśnie niekoniecznie, bo rozsądnie zarządzany klub zapewniłby sobie klauzule, że w przypadku ewentualnego spadku uposażenie zawodników spada o dany procent, do rozsądnych sum. Poza tym, według prawa PZPN (które jest sprzeczne z prawem FIFA, ale to na marginesie) klub może po spadku rozwiązać kontrakty z piłkarzami. Śląsk wziął je na siebie, więc trudno forsować narrację, że nic nie dało się zrobić.
W normalnym świecie, jeśli klub nie potrafi na siebie zarobić i musi żebrać o wiele milionów wsparcia, w klubie tym dochodzi do jakiejś restrukturyzacji. Prezes przedstawia plan naprawczy, wydatki systematycznie maleją, kontrakty są renegocjowane, klub się kurczy, żeby wyjść na prostą. A w Śląsku dalej hulaj dusza, piekła nie ma. Bawmy się za sto tysięcy miesięcznie, a głupi podatnik niech płaci.
WIĘCEJ O ŚLĄSKU WROCŁAW:
- 30 baniek od Wrocławia dla Śląska? Regularna patologia
- Coraz trudniejsza sytuacja Śląska. Tym razem przegrał derby
- Śląsk przedstawił prognozę finansową. Dosadny komentarz Królewskiego
Fot. newspix.pl