Wieczysta zwycięska w Pruszkowie. Radosław Majewski to wciąż klasa

Marcin Ziółkowski

07 lutego 2026, 21:47 • 3 min czytania 3

Reklama
Wieczysta zwycięska w Pruszkowie. Radosław Majewski to wciąż klasa

Po wznowieniu rozgrywek Ekstraklasy przyszła pora także na powrót pierwszoligowców. Nie brakowało jakości w szeregach Wieczystej Kraków, która celuje w kolejny awans. Znicz Pruszków – na innym biegunie – ma nadzieję na bezpieczne utrzymanie. Radosławowi Majewskiemu przydadzą się posiłki w pchaniu do celu pruszkowskiego wózka. Świetne zawody byłego reprezentanta Polski nie pomogły gospodarzom. Wieczysta zaczęła wiosnę od wygranej 3:2 w spotkaniu, w którym nie uniknęła perturbacji.

Pięciobramkowy thriller na początek wiosny w Pruszkowie. Wieczysta drżała do końca

Walkę o utrzymanie w Pruszkowie gospodarze wzięli na poważnie. W pierwszym kwadransie Wieczysta była na tzw. karuzeli. Piłkarze z Mazowsza rzucili się na swojego rywala w sposób bardzo zdecydowany. Podopiecznych Kazimierza Moskala ratował Antoni Mikułko. 20-letni golkiper musiał interweniować już po dwóch minutach. W dalszej części zapobiegł utracie gola po uderzeniu Boreckiego z ostrego kąta.

Znakomity początek spotkania w wykonaniu Znicza został udokumentowany bramką. Po subtelnej wrzutce z lewej strony boiska w wykonaniu Radosława Majewskiego piłkę do siatki po uderzeniu głową skierował stoper, Michał Pawlik.

Reklama

Spotkanie nabrało w związku z tym zaskakującej dynamiki. Tym bardziej więc sporym szokiem może wydawać się to, że po czterech minutach na murawie w Pruszkowie  Kamil Dankowski obudził w sobie umiejętności byłego obrońcy Chelsea i Milanu, Alexa. Niczym dawny defensor, kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego i Piotr Misztal musiał wyciągać piłkę z siatki. Siła uderzenia niczym armata z Twierdzy Kłodzko.

Mniej więcej od tego momentu Krakowianie przejęli kontrolę nad spotkaniem i znacznie odjechali poziomem od gospodarzy. Nie popisał się Jarosław Jach, który sfaulował w polu karnym debiutującego Paulinho. Portugalczyk podszedł do jedenastki, ale górą był Misztal. 38-latek podłączył więc na nowo nadzieje Pruszkowian w tym meczu.

Reklama

Nie na długo. 36. minuta w Pruszkowie to stały fragment gry i… tu znów nie popisał się Jach, pakując swojaka. Wieczysta nie planowała zwalniać z kursu po zwycięstwo. Paulinho mógł dopisać sobie asystę, a w podbramkowym zamieszaniu piłkę do bramki skierował Natan Dzięgielewski. Zespół Moskala nie zraził się więc spudłowanym karnym i błyskawicznie zdobył dwie bramki. Błyskawiczna sekwencja ważnych wydarzeń wyglądała tak:

  • 33. minuta – pudło Paulinho z karnego
  • 36. minuta – samobój Jacha
  • 39. minuta – Dzięgielewski na 3:1 dla Wieczystej

W drugiej połowie Wieczysta dała wykazać się Zniczowi, bowiem gospodarze mieli swoje okazje. Brakowało dokładności. Po przerwie groźny był, jak zresztą zwykle, Radosław Majewski. Reprezentant Polski sprzed wielu lat po uderzeniu z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę, a po pewnym czasie od tej sytuacji – ponownie obił obramowanie bramki. Przy innej okazji górą był Mikułko.

Do trzech razy sztuka – to powiedzenie miało swoje uzasadnienie także w Pruszkowie. Majewski po strzale zza pola karnego w 78. minucie zmniejszył różnicę. Był to jego ósmy gol na poziomie pierwszej ligi w sezonie 2025/26.

Reklama

Wieczysta do końca meczu drżała o wynik. Na murawie pojawił się z ławki m.in. Nikola Kneżević, którego Krakowianie pozyskali za pół miliona euro. W ostatniej akcji refleksem wykazał się Mikułko. Sam Majewski mógł mieć drugą asystę. Do remisu zabrakło niewiele, a były reprezentant Polski zrobił wszystko, co mógł. W Pruszkowie byliśmy świadkami świetnego widowiska.

Znicz Pruszków – Wieczysta Kraków 2:3 (1:3)

  • 1:0 – Michał Pawlik – 19. minuta
  • 1:1 – Kamil Dankowski – 23. minuta
  • 1:2 – Jarosław Jach (sam.) – 36. minuta
  • 1:3 – Natan Dzięgielewski – 39. minuta
  • 2:3 – Radosław Majewski – 78. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
3 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Legia planuje mecz gwiazd na 110-lecie klubu. „Też dostałem informację”

Wojciech Piela
17
Legia planuje mecz gwiazd na 110-lecie klubu. „Też dostałem informację”
Ekstraklasa

Czy od Jagiellonii odwróciło się szczęście? To chyba coś więcej…

Szymon Janczyk
66
Czy od Jagiellonii odwróciło się szczęście? To chyba coś więcej…

Betclic 1. Liga