Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

JFT96

Felietony i blogi

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Dwadzieścia siedem lat. Prawie trzy dekady bólu. Trzy dekady ciągłego rozdrapywania niezabliźnionych ran, posypywania tych ran solą, odtwarzania najbardziej tragicznych momentów w życiu, tylko po to, by wreszcie udowodnić: mój mąż, ojciec, brat, nie był bandytą. Nie zginął w zamieszkach, nie zginął przez swoją nieostrożność, nie zginął przez swoich świrniętych kumpli. Jego życie zakończyło się nie przez rozwrzeszczaną młodzież w szalikach, ale przez zdecydowanie starszych mężczyzn w garniturach i krawatach oraz – niestety – w policyjnych […]
redakcja
0