Lech Poznań wygrał ostatnie sześć meczów. Górnik Zabrze sześć spotkań wygrał łącznie od października. Faworyt spotkania był więc jasny i był nim Lech, natomiast kiedy o sukcesie decyduje jedno spotkanie, aktualna forma często nie ma znaczenia. Ma natomiast znaczenie, kto swoją najlepszą okazję zamienia na gola i Górnik potrafił to zrobić, a Lech nie.
Biorąc pod uwagę stawkę spotkania, nie dziwi, że obaj trenerzy nie chcieli podejść do tego meczu na przesadnym ryzyku. Poza tym, kto oglądał ostatnie spotkanie Górnika z Lechem w lidze, ten pamięta, że tam wyglądało to podobnie – goście szukali tej jednej bramki przewagi, a kiedy ją znaleźli, przeszli do ofiarnej obrony. Różnica taka, że wtedy był to Lech, a tym razem gośćmi, którzy wyszli na prowadzenie byli zabrzanie.
Lech Poznań odpada z Pucharu Polski. Zmarnował karnego na wagę dogrywki
Tak nam się wydawało, może to być mecz, w którym bohaterami mogą być zawodnicy defensywni i rzeczywiście, od początku to właśnie interwencje w obronie były tymi najefektowniejszymi popisami na boisku. W Górniku kapitalną zaliczył Josema, który osłaniając bramkę zatrzymał uderzenie Ishaka. Inna sprawa, że Szwed w dogodnej sytuacji zdecydował się postawić na precyzję, wręcz podać piłkę do bramki, a chyba jednak trzeba było postawić na większą siłę.
Po drugiej stronie dobrze spisywał się Mrozek, który obronił strzał z dystansu Hellebranda, a następnie uderzenie Ikii z ostrego kąta. Może nawet napisalibyśmy też ciepłe słowo o Skrzypczaku i Moutinho, bo przez sporą część pierwszej połowy skutecznie wyłączali z gry wspomnianego Ikię, natomiast to przed przerwą mocno się zdezaktualizowało.
We wspomnianej już sytuacji to właśnie Skrzypczak nie upilnował Francuza. To był jednak tylko sygnał ostrzegawczy, który obrońca Lecha zlekceważył. Chwilę później Ikia łatwo ograł go ponownie i tym razem dograł do Sadilka (który zresztą tę akcję rozpoczął), a Czech dał Górnikowi prowadzenie.
Górnik Zabrze bliżej półfinału STS Pucharu Polski!
Lukas Sadilek otworzył wynik w Poznaniu!
📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/gWBAgK8cyg pic.twitter.com/xW6okuDGwO
— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 4, 2026
Plan gości na drugą połowę? Cofnięcie się na własną połowę, zaryglowanie pola karnego i cierpliwe rozbijanie kolejnych ataków Lecha. Ten plan długo Górnikowi udawało się skutecznie realizować, aż wreszcie pojawił się moment nieuwagi, w którym Chłań pociągnął za koszulkę Joela Pereirę. Sędzia podyktował rzut karny dla Lecha, a Ukrainiec wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę, teoretycznie więc mógł to być moment, w którym Górnik mógł się wywrócić przed samą metą.
Ale nie był, Pereiera sam ustawił piłkę na jedenastym metrze i przegrał pojedynek z Marcelem Łubikiem. Dla gospodarzy to była ta jedyna szansa, wymarzona szansa. Później już do końca bili głową w mur, ale żaden wyłom się w nim nie pojawił.
Nie będzie więc podwójnej korony dla Lecha, Kolejorz może już się skupić się na lidze i Europie. Górnik tymczasem, choć z taką grą nie wierzymy w jego sukces w lidze, wciąż ma na nią szansę.
Lech Poznań – Górnik Zabrze 0:1 (0:1)
- 0:1 – Sadilek 41′
WIĘCEJ O PUCHARZE POLSKI:
- Widzew na żywo wygląda równie słabo jak w telewizji. Reportaż z Katowic
- Avia leci, bo chce. Trzecioligowiec ma swoje marzenia [REPORTAŻ]
- Jovićević stracił ostatnią deskę ratunku. Teraz już nic go nie broni
Fot. Newspix