Już we wtorek reprezentacja Polski zmierzy się ze Szwecją w decydującym starciu o awans na mistrzostwa świata. Choć po przekonującym zwycięstwie nad Ukrainą w obozie rywali zapanowała spora radość, Marek Wadas – twórca profilu „Szwedzka Piłka” – tonuje nastroje.
Marek Wadas: W Szwecji jest zrozumiały, ale i przesadzony hurraoptymizm
W rozmowie z Łukaszem Gikiewiczem i Piotrem Wąsowskim ekspert od szwedzkiej piłki wskazał atuty i słabe punkty reprezentacji Grahama Pottera. Jak zauważył na początku, wybuch radości w kraju po półfinale baraży jest w pełni uzasadniony. Od 2020 roku tamtejsi kibice rzadko mieli okazję do świętowania triumfów nad silnymi rywalami.
– Ten hurraoptymizm jest przesadzony, wiadomo, ale też zrozumiały. (…) Nie ma co się oszukiwać – jest posucha. Szwedzi też nie są do końca przyzwyczajeni, przynajmniej w XXI wieku, do tego, że nie jeżdżą być może teraz na trzecią imprezę z rzędu. To się nie zdarza, więc jest hurraoptymizm, bo to był dobry mecz po prostu. (…) Też widać, że ta atmosfera wokół reprezentacji uległa znacznej poprawie. Dlatego tak przesadnie optymistycznie, ale myślę, że jest duży respekt. Szwedzi mają świadomość, że Polska to wymagający rywal i mają w pamięci to, co się stało cztery lata temu – powiedział Marek Wadas.
Przypomnijmy, że w 2022 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie Polska wygrała 2:0 po bramkach Roberta Lewandowskiego oraz Piotra Zielińskiego i awansowała na mundial w Katarze.
Od duńskiego bajeranta do Grahama Pottera
Zdaniem eksperta kluczem do odrodzenia szwedzkiej reprezentacji była także zmiana na ławce trenerskiej. Poprzedni selekcjoner, Jon Dahl Tomasson, próbował zaszczepić w zespole ultraofensywny styl gry, ale nic z tych zapowiedzi nie wyszło. Wadas nazwał go wprost „typowym duńskim bajerantem”, który pięknie opowiadał o futbolu, ale w meczach o stawkę zawodził. Zastąpił go były szkoleniowiec Chelsea czy Brighton.
– Po przyjściu Pottera nadeszła odwilż. To też nie jest tak, że przyszedł trener z zewnątrz, bo on pracował w Ostersunds. Szwecja i Graham Potter byli na zakręcie, obie strony się fajnie dogadały. Początkowo miała to być tylko krótkoterminowa współpraca, potem ewentualne przedłużenie, a tymczasem przed samymi barażami Anglik podpisał nową umowę do 2030 roku, więc nawet w razie braku awansu na mundial, będzie miał czas, żeby coś sensownego zbudować na kolejne kampanie – ocenił Wadas.
– Co się zmieniło? Potter zrozumiał, że trzeba też bronić. Postawił w meczu z Ukrainą na piątkę obrońców i to zadziałało. Miał też w listopadzie poligon doświadczalny – dwa ostatnie mecze eliminacyjne. Mecze niezbyt miłe dla oka, tylko jeden punkt, ale było widać pewną poprawę w organizacji gry. W marcu to zażarło. Trzeba też jednak wiedzieć, że Szwecja ma swoje problemy kadrowe, ale Ukraina wyglądała słabo i Szwecja to wykorzystała ze sporą precyzją. Mieli 5-6 dogodnych okazji, z czego wykręcili trzy gole – dodał.
– To nie jest tak, że wjechał tylko pragmatyzm. Bo do tej dobrej organizacji gry w defensywie doszły też fajne akcje w ofensywie. Szwecja w szybkim ataku wygląda świetnie – stwierdził.
Najlepsza generacja XXI wieku
Pod względem personalnym obecna kadra Szwecji zdaniem Marka Wadasa prezentuje się znakomicie. Ekspert twierdzi wręcz, że w XXI wieku nasi wtorkowi rywale nie dysponowali lepszym potencjałem kadrowym, a obecne pokolenie może nawiązać nawet do legendarnych brązowych medalistów mundialu z 1994 roku.
Marek Wadas wskazał, że silnym punktem Szwedów są szybkie ataki, jednak największą niewiadomą pozostaje obsada bramki. Choć Kristoffer Nordfeldt zanotował solidny występ przeciwko Ukrainie, jego doświadczenie na arenie międzynarodowej w meczach o stawkę jest znikome. Dodatkowym osłabieniem zdaniem naszego gościa będzie brak Isaka Hiena – silnego i szybkiego stopera, który byłby „idealny na gonitwy z Polakami”.
Więcej wypowiedzi naszego eksperta znajdziecie w poniższym materiale!
Fot. Newspix