Były mistrz Polski bez klubu. Zagrał trzy mecze w pierwszoligowcu

Mikołaj Duda

15 stycznia 2026, 08:13 • 3 min czytania 0

Ma na koncie dwa mistrzostwa Polski, a teraz rozwiązał kontrakt z klubem po kompletnie nieudanej przygodzie w 1. Lidze. Kariera Joela Valencii po odejściu z Piasta Gliwice do Anglii zdecydowanie nie potoczyła się w kierunku, jakiego sam piłkarz by oczekiwał, a już ostatnie pół roku to kompletna porażka.

Były mistrz Polski bez klubu. Zagrał trzy mecze w pierwszoligowcu
Reklama

Ekwadorczyk po ledwo ponad dwóch miesiącach od dołączenia do Znicza Pruszków za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt z klubem. Jego przygoda na zapleczu Ekstraklasy okazała się totalnym nieporozumieniem. Valencia nie doczekał się nawet jednej szansy w podstawowym składzie. Po latach będzie to taki wpis w CV w piłkarskich quizach wiedzy, który zapamiętają tylko najwięksi kozacy.

„Joel Valencia nie jest już zawodnikiem Znicza Pruszków. Kontrakt z 31-letnim piłkarzem został rozwiązany za porozumieniem stron. Joel dziękujemy za reprezentowanie żółto-czerwonych” – przekazał Znicz Pruszków za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Reklama

Były mistrz Polski bez klubu. Joel Valencia rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron

Joel Valencia do Pruszkowa trafił dopiero na początku października, gdy rozegranych było już 11 kolejek Betclic 1. Ligi. Być może to wpłynęło na to, że 31-latek, który od końca poprzednich rozgrywek pozostawał bez klubu, nie był w stanie wywalczyć sobie miejsca w podstawowym składzie. Brakowało mu okresu przedmeczowego i zgrania.

Po trzech tygodniach czekania w końcu pojawił się na boisku. Zagrał ponad 20 minut w starciu z Puszczą Niepołomice, a w następnej kolejce rozegrał pełną drugą połowę z Polonią Bytom. Jak się okazało, trzecim i ostatnim występem Ekwadorczyka w barwach Znicza był kwadrans z ŁKS-em Łódź. Miało to miejsce 30 listopada. W sumie uzbierał więc 83 minuty w nowym klubie.

Przez poprzednie dwa lata ofensywny pomocnik znacznie lepiej radził sobie w Zagłębiu Sosnowiec. Jeszcze przed spadkiem z zaplecza Ekstraklasy pełnił ważną rolę, ale liderem zespołu stał się dopiero na trzecim szczeblu rozgrywkowym. W 31 meczach rozegrał prawie 2500 minut, strzelił dwa gole i zaliczył sześć asyst. Nie zdecydowano się jednak na przedłużenie jego wygasającego kontraktu.

Valencia zdecydowanie najlepszy okres w Polsce oraz ogólnie w swojej karierze zaliczył w Piaście Gliwice. W sezonie 2018/19 stał się jednym z liderów zespołu Waldemara Fornalika, który zdobył mistrzostwo Polski. Sam Ekwadorczyk dołożył do tego sporą cegiełkę, a to za sprawą sześciu goli i tylu samo asyst w 33 meczach.

31-latek radził sobie na tyle dobrze, że przekonał angielskie Brentford do wyłożenia na niego dwóch milionów euro, jednak tam już się nie odnalazł, co rok pózniej wykorzystała Legia. Valencia trafił na Łazienkowską w ramach wypożyczenia i okazał się sporym rozczarowaniem. W 12 spotkaniach nie zdobył ani jednej bramki oraz nie zaliczył asysty. To przykry powrót indywidualnie, ale jednocześnie też rok w Warszawie był dla niego udany, bo po zakończeniu sezonu odebrał drugi w karierze złoty medal za mistrzostwo Polski.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Betclic 1 liga

Reklama
Reklama